Horror · 5 min czytania
Biel i czerwień
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
BIEL I CZERWIEŃ
Las…ponure, osowiałe drzewa toną w białym śniegu. Pod biegnącymi butami nie słychać trzasku suchych patyków ani szelestu ściółki. Tylko ciche skrzypienie. Każde położenie stopy zostawia wyraźny ślad. Ślad na tyle wyraźny, że nawet początkujący myśliwy bez najmniejszego problemu będzie mógł kontynuować polowanie. Śnieg wchodzi w każdy zakamarek buta wypełniając go swoją obecnością. Serce biegnącego chłopaka próbuje wyskoczyć z ciasnej klatki piersiowej. Chłopak biegnie ile może…sen zboczonego chirurga bliski spełnienia. W powietrzu wisi strach. Co jakiś czas upada…wstaje…znowu upada…koło się zamyka. Rozlew krwi już blisko. Wszystko było by dobrze gdyby chłopak biegał dla sportu. Dla samej przyjemności ciągłego, kontrolowanego biegu…ale nie teraz, nie w tym miejscu. Chłopak biegnie po życie. Najpierw jego pieprzone majaki a teraz śmierć na jawie. Czy Bóg patrząc na to z góry wie jaki będzie wynik? Gol? Ucieczka? Czy śmierć…na totalnym odludziu?
Chłopak ciężko dyszy…zaraz wypluje płuca rozrywając sobie krtań…Ofiara żałuje, że pali papierosy. Kupuje własną śmierć i posługując się potocznym słownictwem krzyczy po jaką cholerę…Nie było to dobre posunięcie. Myśliwy upewnił się w swoich przekonaniach…wie gdzie jego ofiara…już blisko…nie daleko. Dalsza ucieczka nie ma sensu. Chłopak o imieniu…przypuśćmy…Kamil zatrzymuje się w miejscu. Gotowy na śmierć? Trzy, dwa, jeden…Start…Rozpocząć ewakuację duszy…Kamil stoi bez ruchu…kurwa uciekaj. Kamil czuje smak krwi w ustach. Co jest grane? Krwi jest coraz więcej…Nagle Kamil pada na kolana. Krztusi się krwią. Krzyczy…płacze umiera. Czuje…że to nie serce. To nie jego serce…więc co? Chłopak kontem oka widzi jakiegoś mężczyznę. Nie wie co jest grane. Co się dzieje? Czy ja umrę?
Odpowiedź uzyska tylko na ostatnie pytanie. Już wkrótce…mężczyzna stojący nad nim jest ubrany w jasne moro. Ma kask na głowie…maskę gazową…plecak i pieprzoną strzelbę wymierzoną w głowę chłopaka. Kamil dostaje drgawek. Krew tryska z jego ust wydając przy tym potwornie obrzydliwy odgłos. Mężczyzna krzyczy aby się nie ruszał. Gdyby Kamil zachował odrobinę godności zrobił by to z uśmiechem na ustach…gdyby to coś mu pozwoliło. Jego klatka piersiowa nienaturalnie się wybrzuszyła. Żołnierz podbiega bliżej. Opuszcza broń…wzywa…