Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 6 min czytania

Bitwa, której nie mogł wygrać...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Bitwa, której nie mógł wygrać…

Zawsze chodziła tą samą drogą. Był tego pewien, obserwował przecież od dwóch tygodni, dzień w dzień. Zawsze. Gdy opuszczała budynek uniwersytetu przy Krakowskim Przedmieściu, szybkim i zdecydowanym krokiem skręcała w Świętokrzyską, gdzie nieopodal skrzyżowania z Marszałkowską wchodziła na klatkę eleganckiej narożnej kamienicy. Paweł chodził za nią, odkąd poznał ją za pośrednictwem kolegi, który także uczęszczał na uniwersytet. Choć tu słowo „kolega” niezbyt pasowało. Marek nazywał go niechętnie „starym znajomym z dzieciństwa”. Oznaczać miało to wyłącznie stan faktyczny – znał go, bo był synem najlepszego przyjaciela jego ojca. Nigdy go jednak nie darzył sympatią. Było wręcz przeciwnie. Od najmłodszych lat. Przyczyna owej niechęci wyszła na jaw dopiero kilka lat temu, kiedy zaczęli rozmawiać o polityce. Wychodzili od tego samego punktu. Ich ojcowie walczyli o niepodległość. Obaj rozbrajali Niemców w Warszawie. Tu jednak, a więc w pochwale niepodległości, kończyła się ich wspólna historia. Paweł, zapalony narodowiec, nie mógł znieść jego, jak to określał, „paplaniny” o wiekach polskiej różnorodności, wspólnej historii polsko-żydowskiej i wynikającego z tego wszystkiego szacunku dla mniejszości narodowych. Dla Pawła Polska była dla Polaków, a owe mniejszości zawsze doprowadzały ją do upadku. Szczególnie Żydzi. Byli zagrożeniem dla polskiej przyszłości, grabieżcą polskiego skarbu, niszczyli „polską szansę na edukację” poprzez „kradzież” miejsc na uczelniach. Obserwując ostatnio z wiadomego powodu uniwersyteckie życie, utwierdził się w tym przekonaniu. Z bram uniwersyteckich wyłaniało się wielu Żydów, niektórzy jawni, niektórzy próbujący ukryć swoje pochodzenie. Wychodzili grupkami, w których, czego zrozumieć nie mógł, byli także Polacy. Był też ów „stary znajomy z dzieciństwa”. Ale nie na niego zwracał on całą swą uwagę. Jedynym celem jego oczu była ona. Co ciekawe wychodziła zawsze z głową spuszczoną ku ziemi, jakby się czegoś obawiając, choć Paweł uważał, że nie może ona po prostu znieść żydowskiego towarzystwa. Taka nadzieja wypełniała Pawła, czyniąc ją w jego oczach kimś niemal idealnym, już nie tylko pod względem wyglądu zewnętrznego, ale najzwyczajniej w całości. Dziś jednak musiał ją opuścić na wysokości Pałacu Staszica, biegnąc prawie wzdłuż Nowego Światu. Był spóźniony, co nie wprawiało go w dobry nastrój. Rozgrzeszał się zauroczeniem, ale „tutaj wzywała praca dla ojczyzny”, bo tak nazywał on spotkania u Adama, w jego mieszkaniu, na nieformalnych zebraniach „Falangi”, czyli organizacji narodowej, która dla Pawła była jak druga rodzina, zasadniczo po śmierci ojca dwa lata temu, jak jedyna rodzina. Tworzył tę organizację od samego początku, wnosząc niemały wkład w jej filozofię. To on w końcu zaproponował założenie specjalnej grupy, która miałaby „zapewniać ochronę polskiego…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bitwa, której nie mogł wygrać... — czytnik · opowiadania