Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 15 min czytania

Bitwa o twierdzę zwaną Księżycową Wieżą - Rozdział

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pomrok Ucieczka z Ust Natha

Osadzeni w celi długo czekali, zanim coś się wydarzy. Mężczyzna podający się za Wędrowca nakazał im zachowanie absolutnej ciszy, co miało mu pomóc w koncentracji, nasi znajomi nie mieli jednak zielonego pojęcia, na czym ma zamiar koncentrować się Kevasir, ani też czemu ten zabieg miał służyć. Siedzący w mroku mężczyzna, którego rysów twarzy nie udało im się dostrzec, mógł być kimkolwiek i bezczelnie ich podpuszczać, żerując na ich naiwności. A doskonale przecież wiedzieli, jak skończyła się przygoda w chatce Wędrowca i nie mieli najmniejszej ochoty na ponowne przerabianie tego scenariusza. W pewnym momencie Carys przyszło nawet do głowy, że ich współtowarzysz niedoli jest wariatem, któremu poprzestawiały się klepki na skutek zbyt długiego pobytu w zamknięciu. Słyszała wiele o takich przypadkach i nie była to zbyt miła perspektywa. Czas w absolutnej ciszy przerywanej jedynie niezrozumiałymi szeptami Kevasira, będącymi prawdopodobnie jakimiś inkantacjami, mającymi, licho jedno wie, co uczynić, zaczynał im się niemiłosiernie dłużyć. W końcu Anaron nie wytrzymał. -Obawiam się, że z planu chyba wyszły nici – zaczął ironicznie, pobrzękując łańcuchami, które skuwały jego stopy. – Chyba powinniśmy… -Cicho! – syknęła Dani. -Chyba ktoś się zbliża – podchwyciła Xiitane, nasłuchując. I rzeczywiście, na korytarzu dały się słyszeć czyjeś kroki. Powolne i ociężałe człapanie nijak nie pasowało do energicznego chodu drowich strażników, którego z niczym innym nie można było pomylić. Nasi przyjaciele, zaintrygowani, w napięciu oczekiwali na dalszy rozwój wypadków, gdyż tajemniczy ktoś na zewnątrz najwyraźniej kierował się ku ich celi. Pyszczek, do tej pory myszkujący przy drzwiach celi (a zapewne i kilka razy udało mu się przecisnąć wąską szparą na zewnątrz i pooglądać sąsiednie otoczenie) szybko dał dyla do bezpiecznej kryjówki. -Licho jedno wie, co za niespodziankę skombinował nam Wędrowiec – mruknęła Dani do popiskującego z kieszeni jej bluzy szczurka. Arew ostrożnie podszedł do drewnianych drzwi i przytknął pyszczek do szpary tuż przy podłodze. Nic jednak nie udało mu się dojrzeć. Światło wpadające do celi przez wolną przestrzeń pomiędzy podłogą a drzwiami zostało przesłonięte. Powolne człapanie ucichło, zamiast tego nasi znajomi usłyszeli brzęk przerzucanych kluczy, jak gdyby ktoś nie mógł się zdecydować, który z wielkiego pęku jest tym właściwym. Chwilę później klucz zachrobotał w lekko nadgryzionym przez rdzę zamku i rozległ się trzask odsuwanych zasuw. Arew z bojaźliwym miauknięciem odskoczył, gdy drzwi otworzyły się do szeroka. Do pomieszczenia wpadło światło pochodni trzymanej przez postać w mithrillowej zbroi. Dopiero po chwili, gdy oczy uwięzionych przyzwyczaiły się nieco do światła, zobaczyli, że w otwartych drzwiach, nieruchomy niczym posąg, stał jeden z więziennych strażników. Carys niepewnie popatrzyła na wujka a potem na przyjaciółki, siedzące pod przeciwległą ścianą obszernej celi, i wyrażające podobne zdezorientowanie sytuacją. Aniemu opadła kopara. -Co to za… zombi? – wyjąkał, gdy drowi strażnik nadal stał nieruchomo w wejściu. – Kev, to twoja robota? Odpowiedzi nie uzyskał, gdyż drowi strażnik właśnie wszedł do środka. Poruszał się powoli i niezdarnie, z pewnym oporem wypisanym na twarzy, a jego oczy zdawały się być utkwione w jednym, trudnym do zlokalizowania punkcie. Wszyscy doszli do tego samego stwierdzenia: drow był w transie. -Chyba rozumiem, po co to wszystko… - szepnęła Xiitane, nie chcąc zbytnio dekoncentrować towarzysza. W obecnej sytuacji „obudzenie się” strażnika mogłoby mieć opłakane skutki. Drow powoli zabrał się za rozkuwanie uwięzionych, chociaż jego oczy nadal wypatrywały jednego punktu gdzieś w ciemności. Tam gdzie znajdował się Kevasir. -Wędrowiec posłużył się drowem, który posiadał słabą tarczę i zawładnął jego umysłem – Xii objaśniła reszcie. – Wyższa szkoła magii. Tylko naprawdę bardzo doświadczeni czarnoksiężnicy potrafią posługiwać się tego typu zaklęciami i kierować innymi. Nawet moja mama, Pani Wieży, ma z tym problemy, a jest przecież wielką czarodziejką… - urwała, gdyż drowi strażnik właśnie skończył rozkuwać Kevasira. Mężczyzna skierował się ku drzwiom. Nasi znajomi ujrzeli wysoką, chudą postać odzianą w łachmany, która na dobrą sprawę wyglądała bardziej na mieszkańca slumsów niż potężnego, legendarnego Kevasira Wędrowca. Z pociągłej, bladej twarzy patrzyły smutne oczy pełne jednakże życia i będące zupełnym zaprzeczeniem całej zrezygnowanej reszty. Mimo wielu śladów świadczących niezbicie o licznych torturach, w postawie mężczyzny było coś władczego… i nader ludzkiego, co zaskoczyło współwięźniów. Kevasir bowiem okazał się być człowiekiem. Tego nie przewidzieli. W Carys i Aaronie natychmiast obudził się sceptycyzm. A nuż to tylko dobry aktor? Podobnie jak więzienny strażnik, który chwilę wcześniej na jego polecenie rozkuł schwytanych? -Legendarny Pan Wieży. Jedyny – szepnęła z podziwem Xiitane. -To rzeczywiście robi wrażenie – mruknął Anaron, drapiąc się po głowie z lekkim zażenowaniem. Niezłomne przekonanie eks narzeczonej o prawdziwości ich towarzysza obudziło w nim pewne wątpliwości. -Niedowiarek – syknęła srebrnowłosa i skinęła głową Wędrowcowi. – Miło mi cię poznać, panie. -Mnie również. Czuję się zaszczycony obecnością tak wspaniałych person - Kevasir delikatnie skłonił się współtowarzyszom niedoli. – A ciebie, panie – tu zwrócił się do Drizzta miałem już okazję poznać osobiście. -Dawne dzieje, przyjacielu… chociaż wtedy byłem jeszcze kimś innym, o czym wolałbym zapomnieć – powiedział pan Do’Urden. -O błędach przeszłości, jeżeli zostały wybaczone, nie należy pamiętać, aby nie przynosiły więcej przykrości – odparł na to Kevasir, po czym skierował wzrok na stojącego nieruchomo drowa, wpatrującego się weń tępym wzrokiem i oczekującego dalszych instrukcji. -Pokaż nam drogę do wyjścia – powiedział łagodnie Wędrowiec, kładąc mu dłoń na ramieniu. Drow wyszedł z celi i po chwili zawahania na progu, jak gdyby starał si e odnaleźć w zakamarkach umysłu drogę, ruszył wolno korytarzem a tuż za nim, z pewnymi obawami, podążyli nasi znajomi, co i rusz nasłuchując jakichkolwiek dźwięków, które ostrzegłyby ich przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Jedyne jednak, co usłyszeli, to cichy brzęk łańcuchów, który dobywał się z niektórych cel, jakie w pośpiechu mijali i złorzeczenia przeciwko prześladowcom. Xiitane najchętniej wypuściłaby wszystkich zamkniętych, lecz Drizzt szybko jej to wyperswadował. Drowi więźniowie mogliby nie okazać się zbyt pomocni przy próbie ucieczki, na domiar złego mogliby kilkoro z towarzyszy wziąć za swych oprawców i wymierzyć samosąd. A Drizzt doskonale wiedział, jakie nieobliczalne stwory mogą siedzieć za tymi solidnymi drzwiami, które mijali. Pan Duke miał natomiast inny problem na głowie. Uważnie obserwował kroczącego przed nim Kevasira. Marszcząc brwi przeniósł wzrok na więziennego strażnika, który równym tempem, szedł środkiem korytarza, głuchy na wszelkie słowa poza poleceniami Wędrowca. -Ale ja nadal nie rozumiem, w jaki sposób… - zaczął Anaron, lecz Xiitane i Dani szybko nakazały mu ciszę. W pewnym momencie Kevasir gestem nakazał, by się zatrzymali. Przed nimi wznosiły się wąskie i strome schody, a za kończącymi je drzwiami znajdowała się komnata, w której siedziało kilku drowów i najwyraźniej w coś grało. Przez wpół uchylone drzwi do uszu uciekających docierały ostre głosy trzech z nich, najwyraźniej będące początkiem ostrej sprzeczki o…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bitwa o twierdzę zwaną Księżycową Wieżą - Rozdział — czytnik · opowiadania