fantastyka · 27 min czytania
Bitwa o twierdzę zwaną Księżycową Wieżą - Rozdział
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Podmrok Jej Wysokość, Melusa
Carys i jej przyjaciele uparcie zmierzali do bramy. Innej ucieczki z Ust Natha nie było, bowiem miasto zbudowano w wielkiej jaskini, a w wąskim przesmyku, prowadzącym do niej, postawiono grube dwuskrzydłowe wrota, idealnie wkomponowane w naturalny otwór i zdolne odeprzeć każdy atak zagrażający drowiemu osiedlu. Wbrew oczekiwaniom, Ust Natha było raczej niewielką mieściną, lecz porządny system zabezpieczeń pozwalał snuć domysły na temat jego roli w elfiej społeczności. Carys doskonale pamiętała, co wujek opowiadał jej o drowich bogactwach, i wcale nie zdziwiłaby się, gdyby w tym miejscu znajdował się jeden z wielu skarbców podziemnego ludu. Zaraz po opuszczeniu kompleksu więziennego dołączyli do jednej z drużyn drowich wojowników, zmierzającej ku obrzeżom Ust Natha. Nie był to może idealny kamuflaż, jednak, jak na ironię, w grupie mniej rzucali się w oczy. W końcu nikt nie podejrzewałby elity drowich wojowników o niezamierzony szmugiel Powierzchniowców przez bramy i współudział w organizowaniu ucieczki. Xiitane i Anaron, zajmujący jedno z ostatnich miejsc w długim szeregu, bojaźliwie łypali na boki, w obawie o to, że za chwilę zostaną zdemaskowani, jednak Nathańczycy zupełnie nie zwracali uwagi na postacie idące w kolejnej wojskowej kolumnie. Widok ten był dla nich tak znany, jak dla Powierzchniowców wróble na dachu i wizyta sąsiadki, która zapomniała kupić cukru. Gdy bez przeszkód minięto kolejny punkt kontrolny i nikt nie został zatrzymany, srebrnowłosa i reszta Powierzchniowców nabrała otuchy i uzbroiła się w nadzieję szybkiego wydostania się poza obręb murów. A tam już bardzo szybko udałoby im się zgubić ewentualny pościg. Początkowo posuwali się wąskimi uliczkami, co Drizzt odczytał jako chęć ominięcia tłumów. Na głównej arterii na próżno przeciskaliby się pomiędzy resztą mieszkańców, którzy wylegli na ulicę, czekając na przejazd drowiego sprzymierzeńca z Powierzchni. Może i Melusa nie cieszyła się pod powierzchnią zbytnią sympatią, budziła jednak wystarczające zainteresowanie, by zakorkować ważniejsze ulice Ust Natha. W końcu jednak drowia kolumna skierowała kroki ku głównej ulicy. -Z drogi śmieciu! - przez chaos mieszkańców przebił się okrzyk dowódcy oddziału. Na przedzie kolumny powstało małe zamieszanie. Prowadzący w nagłym odruchu dobył swego miecza i zamachnął się na nieszczęśnika, który raczył stanąć mu na drodze. -Ty pokrako, patrz gdzie leziesz! - wrzasnęło coś tuż obok Xiitane. Srebrnowłosa zaskoczona nagłym atakiem, wpadła na kroczącego obok Anarona, z trudem powstrzymując się od okrzyku. Niski drow o podejrzanej gębie rzucił w nią skorupy jakiegoś naczynia, pomstując na czym to ten świat stoi, i zażądał zadośćuczynienia za wyrządzoną szkodę. Stojący trzy rzędy dalej drowi wojownik odwrócił się, powodując załamanie się szyku i wymierzył w krzykacza z kuszy. Jeden celny strzał, na który reszta nie zwróciła większej uwagi. Żadnych protestów. Bezwładne ciało szybko zostało pochwycone przez stojących najbliżej i odciągnięte na bok. Wojownik zmarszczył brwi i przeklinając pod nosem, wyrównał marsz. -Panno Xiitane, proszę przybrać bardziej wyniosłą pozę - Kevasir położył dłoń na ramieniu oniemiałej srebrnowłosej, lekko popychając ją w przód. - Drowi wojownicy nie mają nikogo w poważaniu i nie boją się nikogo. Gną karki tylko przed samą Lloth. -Postaram się o tym pamiętać - odparła niepewnie Xiitane, bacznie obserwując drowa, który kilka chwil wcześniej bez mrugnięcia okiem uśmiercił swego pobratymca. Drizzt idący we wcześniejszym rzędzie razem z siostrzenicą, odwrócił się do pozostałych. Przed nimi znajdował się ostatni posterunek drowów. Tuż za nim była tylko brama, obecnie, ku uldze uciekinierów, otwarta. Zapewne rozkazy dowództwa nie dotarły jeszcze do tego miejsca, co dawało naszym przyjaciołom pewną przewagę. -Starajcie się wypaść wiarygodnie - szepnął Drizzt. - Zwłaszcza ty, Anaron. -A może lepiej będzie, gdy wmieszamy się w tłum i prześliźniemy się niezauważeni? - zapytał pan Duke ze zmartwioną miną. - Do tej pory jakoś nam to się udawało... -To nie ma sensu. W ten sposób nie przejdziesz - Drizzt pokręcił głową. - Jesteśmy w patrolu i jeżeli jeszcze tego nie dostrzegłeś, przepuszczają tylko wojskowych. Więc, jeżeli mówić o jakichś szansach, to właśnie teraz ją mamy. Dani pokiwała głową i mocniej nacisnęła hełm na czoło, ukrywając resztki rudej czupryny, która, niesfornymi lokami, wszystkimi możliwymi drogami ucieczki próbowała wydostać się spod nakrycia i zdekonspirować właścicielkę. Z każdym krokiem byli bliżej celu. A jednocześnie największej porażki, która mogła kosztować ich życie. Carys popatrzyła na wujka a potem na Anarona. -Strasznie blado wyglądasz - zauważyła. -Kevasir nie wysilił się z pastą - westchnął elf, wskazując gestem na Wędrowca ubezpieczającego tyły. -Zużyłem jej wystarczająco dużo. Tylko ty za bardzo trzęsiesz portkami, mój drogi - odparł pogodnie mężczyzna. Patrol właśnie zatrzymał się, a dowodzący nim drow został poproszony przez strażników o okazanie dokumentów. Arew podrapał Anarona w nogawkę. -I jeszcze ten kocur ostrzy sobie na mnie pazury. To skandal! - wrzasnął elf, spoglądając na postrzępiony element ubrania. -Musi jakoś rozładować stres - mruknęła Xiitane, poszturchując eks narzeczonego pod żebro. - I zostaw mojego kota w spokoju, bo jeżeli przez ciebie go wypatroszą, to klnę się na wszystkie świętości, że po powrocie do domu spotka cię coś znacznie gorszego! - syknęła złowrogo, cedząc każde słowo, tak by Anaron nie uronił ich przesłania. Stojący za nią Kevasir aż gwizdnął. -Nic dodać, nic ująć. Stuprocentowa drowka! - pokiwał głową, dając do zrozumienia idącym we wcześniejszych rzędach, by nie próbowali zadzierać z jego towarzyszką, bo może się to dla nich nieprzyjemnie skończyć. O kocie nikt więcej już nie wspomniał. Strażnicy przy bramie zakończyli w końcu wszystkie formalności i wymieniwszy grzeczności między sobą a dowódcą oddziału, przepuścili kolumnę. Xiitane popatrzyła na Anarona a potem na Drizzta, by dodać sobie otuchy. Arew, który jakimś sposobem zakamuflował się pod jej płaszczem, miauknął cicho, informując, iż bardzo mocno trzyma kciuki. Powoli minęli posterunek, czując na sobie baczne spojrzenia drowich strażników. Do jednego z nich właśnie podszedł przedstawiciel straży więziennej i zaczął coś mówić półgłosem do pilnującego bramy. Strażnik wymownie spojrzał na informatora, a potem z drwiącym uśmiechem, wzrokiem wskazał na maszerującą kolumnę wojowników. -Nie sądzę, by tędy przeszli - dobiegło do uszu uciekinierów. -Obyś miał rację. Są bardzo sprytni. Xiitane głębiej nasunęła na oczy hełm i niespokojnie przyspieszyła, widząc, że jeden z drowów przygląda jej się ze szczególną uwagą. Na krótką chwilę ich spojrzenia spotkały się. Srebrnowłosej nie spodobało się to podejrzliwe spojrzenie. Zupełnie wypadła z rytmu narzucanego przez krótkie okrzyki dowódcy. Idący za nią Kevasir uspokajająco wypowiedział kilka słów. -Stać! - zawołał nagle jeden z drowich strażników, unosząc dłoń. -A niech to licho - syknęła Dani, a Carys przytaknęła jej soczystym stekiem przekleństw. -O co chodzi? - usłyszeli pytanie dowódcy. Strażnik niedbale podszedł do końca kolumny i zmierzywszy Xiitane od stóp do głowy, zerwał z jej czupryny hełm. Srebrne sploty uwolnione spod nakrycia, spłynęły po ramionach elfki. -To nie jest wasz podwładny, generale Do'Kamidor - syknął drow i chwyciwszy brutalnie Xiitane za ramię, wyszarpnął ją z szeregu. Elfka upadła na ziemię i z okrzykiem bólu schwyciła się za łokieć. Nerwowo przełknęła ślinę, zupełnie zaskoczona takim obrotem sprawy. Nie zdążyła nawet krzyknąć, gdy drowi strażnik wyjął broń i zamierzył się na nią z jednoznacznym zamiarem. Anaron sparował jego cięcie i wymierzył pięścią w nos przeciwnika. -Jak ci mało, to zgłoś się do mnie po dokładkę, damski bokserze! - warknął, przyduszając napastnika W drowich szeregach zawrzało. Rozległ się szczęk oręża -No i po imprezce - westchnęła Dani, widząc jak reszta strażników rzuciła się do kołowrotów i w ekspresowym tempie zaczęła zamykać potężne wrota broniące dostępu do miasta. Drizzt szybko dobył swojego pałasza, a za jego przykładem poszła Carys i Kevasir, próbując osłonić resztę przyjaciół. Pan Do'Urden uderzył rękojeścią w głowę najbliższego drowa i z półobrotu zablokował ciosy dwóch kolejnych wojowników atakujących go od tyłu. Carys dołączyła się do bójki, lecz szybko została przyduszona przez postawnego napastnika, który schwycił ją za szyję i przewrócił na plecy. Milo, siedzący do tej pory w kapturze jej płaszcza, czmuchnął jak niepyszny z kryjówki dosłownie unikając rozpłaszczenia, dziabną drowa w nos i przeciwnik krzyknął z bólu, co Carysce dało okazję do wyswobodzenia się, i skopania delikwentowi tyłka. Zgromadzeni dookoła nich gapie ochoczo zagrzewali wojowników do potyczki, licząc na siekaninę. Kevasir nie namyślając się wiele, pociągnął Xiitane i Anarona w wąską uliczkę. Wiedział, że bierna obrona nie na wiele się zda i drowi gapie, ogarnięci żądzą krwi, w końcu sami przyłączą się do bitwy. Ich jedyna droga ucieczki została zamknięta, mogli tylko liczyć na cud i znalezienie dobrej kryjówki. Dani postrzeliła kilku napastników ze swego pistoletu i pognała za Kevasirem. Na jej ramieniu wesoło popiskiwał Pyszczek, zacierając łapki po każdym celnym strzale swej pani. -Robi się gorąco - mruknęła Carys do wujka, oparta o niego plecami i otoczona wściekłymi drowami szykującymi się do ataku. -Jak na te klimaty, jest zdecydowanie za gorąco - rzucił Drizzt przez ramię, siląc się na uśmiech. -Xii oczywiście dała drapaka... A już miałam nadzieję, że nieco ochłodzi towarzycho importowanym lodem ze swojej księgi czarów - jęknęła siostrzenica. Drowy z głośnym okrzykiem rzuciły się do ataku. Carys ledwie zdążyła osłonić twarz klinując atak Lilarcorem, który idiotycznie wykrzykiwał coś o brudnej robocie i braku brzytwy. Siedzący na jej głowie Milo kraknął przeraźliwie i zasłonił skrzydłami łebek. Przeciskający się przez drowi tłum Kevasir szybko zdał sobie sprawę, że tą drogą ucieczki daleko nie zajdą. Ścigający ich strażnicy mieli większą siłę przebicia między swymi pobratymcami. -Musimy wejść na dach! - krzyknął do reszty. -Tam! - Anaron nie namyślając się wiele wskoczył na rząd beczek. Ku jego zaskoczeniu, nim zdążył uczepić się najbliższej krokwi, beczki, na których stał, wdzięcznie potoczyły się po pochyłości ulicy, przygniatając przy tym kilkunastu ścigających. -Niezły manewr odwracający uwagę - pochwalił Kevasir, wdrapując się tuż obok, niczym kot, po nierównościach muru. -Mam tu jeszcze długo tak wisieć? - stęknął Anaron, widząc jak Wędrowiec wciąga na wyższe piętro srebrnowłosą. - No chyba mnie tu tak nie zostawicie, co? - wrzasnął, widząc tuż nad swoimi nadgarstkami nastroszonego Arewa, wyciągającego pazurki i wpatrującego się weń ze złośliwymi błyskami w ślepkach. - W końcu to ja pierwszy wypatrzyłem te beczki! Nim jednak pościg zdążył odczepić go od krokwi, dopadając za najniżej znajdującą się część anaronowego ciała, Kevasir i Dani wspólnymi siłami wciągnęli delikwenta na dach. -Ani, przyznaj się, ile ty ważysz - wysapała rudowłosa, odgarniając włosy z czoła. -Wystarczająco dużo, by wiedzieć, że jeżeli te paskudztwa wejdą na dach, to zaliczymy parter - syknął elf i czmychnął za Kevasirem pokonującym właśnie kolejny dach. Pewne trudności wykazywały elfy przy przeskakiwaniu pustych powierzchni między dachami. Zwłaszcza Anaronowi nie spodobała się ta karkołomna ucieczka, zważywszy na ilość metrów dzielących ich od podłoża. Kilka razy nieomal cudem zawisł na krawędzi, a reszta towarzystwa musiała wspomóc go swoimi siłami. W końcu drogi ucieczki zaczęły się kurczyć i ekipa Powierzchniowców została odcięta na dachu oddalonym z trzech stron od innych powierzchni dosyć pokaźną odległością. -No pięknie! - jęknęła Dani wysuwając nosa zza niskiego murku okalającego dach, za którym właśnie przykucnęli, by nieco odetchnąć po morderczej bieganinie. Z przeciwległej strony ujrzeli dobijającą do dachówek drabinę, którą drowy miały zamiar abordażować teren wroga. Aniemu żołądek podszedł do gardła na widok wysokości, z której przyszłoby im skakać. -Xii, ja chcę materac - wyjąkał elf. -Ta, zaraz materac! Dla ciebie przewiduję tylko łoże fakira - syknęła srebrnowłosa ze złośliwymi błyskami w oczach. Kevasir chwycił ją za ramię. -Wstrzymaj się, panno, z tymi materacami, bo chyba widzę inną drogę ucieczki - to mówiąc wskazał na... sznur z bielizną, który jakimś sposobem łączył budynek, na którym się znajdowali z kolejnym. -Z ciebie to jest jednak łebski gość - Anaron poklepał wędrowca po plecach. - Ale jak masz zamiar po tym podróżować? Zapewniam cię, że nie jestem małpą i mam bardzo delikatne dłonie. -Obejdzie się - westchnął Kevasir naciągając mocniej drowie rękawice na dłonie. - Komu w drogę, temu czas - dodał i chwyciwszy oburącz linę i zaczepiając o nią nogami, zjechał po sznurze. -To chyba nic trudnego, prawda skarbie? - zapytał Anaron, widząc niezdecydowanie w oczach eks narzeczonej. -W powieściach kobiety podczas takich ucieczek uczepiały się swych wybawicieli i voila. Ucieczka…