Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 18 min czytania

Bitwa o twierdzę zwaną Księżycową Wieżą - Rozdział

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Powierzchnia Illaivlen

Była chłodna noc. Ziąb przenikał kości na wskroś i stojący na straży Arion objął się dłońmi i zaczął masować skostniałe ramiona, by przywrócić im czucie. Obłoczek pary, który wydobywał się z jego ust po każdym oddechu, ulatywał szybko w mrok. -I co, mały, zimno? - Forrell podszedł do strażnika, zabijając ręce, by uzyskać choć trochę ciepła. -Z-zimno - odparł Arion, szczękając zębami z zimna. Spod kaptura, który zarzucił na głowę pod hełm (bardziej przymarzający do czubków uszu, niż je grzejący), i grubej chusty owiniętej ciasno wokół szyi i dolnej części twarzy, teraz z trudem można było dostrzec błyszczące oczy. Nigdy, odkąd pamiętał, w Illaivlen nie było tak zimno. Zupełnie jakby cały świat zamarzał w okowach paraliżującego mrozu. Owszem, zdarzały się bardzo ostre zimy z dużą ilością śniegu... W ciągu swojego niedługiego życia przeżył może ze dwie takie, jednak obecna temperatura zupełnie przeczyła normom późnej jesieni, która obecnie panowała w Krainach. Nawet śnieg, który spadł zeszłej nocy miał w sobie coś nienaturalnego. Przeczucie podpowiadało Arionowi, że coś niedobrego wisi w powietrzu, że ta pogoda nie jest sprawką jedynie kapryśnej natury, lecz, że wmieszały tu swoje palce czyjeś złowrogie moce... Panująca wokół cisza aż dzwoniła w uszach. Cisza przed burzą. Forrell zapalił skręconego naprędce papierosa i na chwilę w powietrzu można było poczuć woń ziół. -Tak samo było w roku, w którym zniknęła Pani - powiedział elf, zaciągając się wonnym dymem. - Musieliśmy na pewien czas opuścić miasto, inaczej zamarzlibyśmy. -To jest co innego - bąknął Arion spod grubej chusty. Forrell poklepał go po ramieniu i wybuchnął śmiechem. -Co, synku? -Podobno Pani wróciła... -Słyszałem plotki - Forrell przydeptał niedopałek papierosa i spojrzał na towarzysza broni, którego przydzielono mu na tą wartę. - Nie uwierzę, że wróciła, póki nie zobaczę, jak wjeżdża do Illaivlen. Mało to ostatnio było oszustek, które podawały się za Panią, budząc nasze nadzieje? Chociaż wątpię, by nawet ona pomogła naszemu miastu - dodał, odchodząc. - Zawołaj mnie, jak zdarzy się coś godnego uwagi - mruknął na odchodnym, znikając za drzwiami budynku. Arion uparcie wierzył, że życzenie starego marudy szybko się spełni. Był pewien, że osoba, która ostatnio przybyła do Twierdzy w dolinie, i o której tak głośno opowiadały największe plotkary w mieście, jest tą długo wyczekiwaną, a którą coś zatrzymało w drodze do domu. Zresztą nawet nie dziwił się temu wstrzymywaniu podróży. Byli zbyt słabi i gdyby teraz Pani przybyła do Illaivlen, miasto nie odparłoby nawet najlichszego ataku. Marny byłby los Xantipe, gdyby miała złożyć swe drogocenne życie w ręce tak niedoświadczonej i nieprzeszkolonej obrony, jaka pozostała w mieście na wzgórzu. Tuż obok małej strażnicy na murach, w której rezydowali pełniący wartę, paliła się naftowa lampka. Dawała mało światła, lecz była ona jedynym światłem, które tej ciemnej nocy przypominało, że w Illaivlen jeszcze tli się życie. Miasto wyglądało na wymarłe. Po zniknięciu Xantipe wiele srebrnych elfów opuściło siedlisko na wzgórzu, by już nigdy doń nie wrócić. Wiele domów podupadło, zamieniło się w ruiny powoli zarastane chwastami. Ci, którzy mimo przeciwności pozostali w Illaivlen, utworzyli prowizoryczny rząd, Radę Illaivlen pod przewodnictwem Marviusa Thana, najstarszego z Wysokich Elfów, który miał nimi kierować aż do powrotu Pani. Lata mijały, a wraz z nimi Illaivleńczyków opuszczała wiara w lepsze jutro. Na wątpliwościach mieszkańców żerowali bezwstydnie różnoracy oszuści, powoli uszczuplając bogaty skarbiec. Od czasu do czasu w okolicy niektórzy widzieli mroczne elfy, lecz takim mało dawano wiarę. Drowy nawet przy dobrym humorze, miały mało szacunku dla życia Powierzchniowców i prędzej odnajdywane w zakamarkach puszczy ciała zabitych mogły prawdziwiej zaświadczyć o obecności mieszkańców Podmroku w tym rejonie, niż języki elfich bajarzy. Arion jeszcze nigdy nie miał okazji spotkać na swej drodze żadnej z tych przedziwnych istot zamieszkujących ponoć krainę leżącą pod jego stopami, o których z takim zapałem opowiadał chociażby jego towarzysz Forrell, czy inne starsze elfy. Często zżerała go zazdrość, gdy Forrell zaczynał snuć wspomnienia o swoich dokonaniach podczas obrony Illaivlen przed drowim najazdem. Było to jeszcze w czasach, gdy Wieżą rządziła Xylosia, matka Xantipe... Wtedy to miastu udało się, cudem niemalże, obronić przed katastrofą, chociaż nie brakło i takich, którzy za drowie pieniądze odważyliby się je wydać w ręce wroga. Istnieli tylko dzięki szalonej odwadze pewnego człowieka, który bezinteresownie stanął po ich stronie, a jego dowództwo przyniosło im zwycięstwo. Nazywał się chyba Kevasir i był potem przez krótki czas Panem Wieży. Dużo plotkowano o tym człowieku, który pojawił się znikąd. Najpopularniejsza pogłoska mówiła o tym, że walczy z mieszkańcami Podmroku z chęci zemsty za utraconą rodzinę, którą miały wymordować właśnie drowy, że piękna Xylosia była podobna do jego ukochanej żony, i dlatego, nie bacząc na konsekwencje, starał się zdobyć jej serce. Nawet, jeżeli było w tym choć ziarno prawdy, Kevasir nigdy nie zdradził, jak było naprawdę, wyśmienicie bawiąc się z bajarskich domysłów jego chwilowych podwładnych. Miasto było po wielokroć najeżdżane jeszcze przez wielu innych, których głównym celem była Wieża, lecz nikt nie wiedział, co się w niej znajduje, ani czym tak naprawdę jest. Nawet Rada Illaivlen nie zdołała zaspokoić ciekawości, gdyż dla niej wrota Wieży pozostały zamknięte na cztery spusty. Plotka głosiła, że klucze Wieży spoczywały w opiece Kevasira, nikt jednak nie był pewny, co się z nimi stało po zniknięciu Xantipe i jej rodziny, kiedy to budowla pozostawała na długo niedostępna. Arion przestąpił z nogi na nogę, opierając się o zimne mury, spoglądając na prawie martwe miasto. Pośrodku tego kamiennego i zda się widmowego labiryntu wznosiła się Księżycowa Wieża. Różnie mówiono o jej pochodzeniu i różnie też tłumaczono nazwę. Jedni uważali, że w jej środku znajduje się kawałek skały pochodzący z księżyca, który setki lat temu spadł na ziemię i dał początek magii, z której narodziły się pierwsze elfy. Inni, że została zbudowana przez nieznaną cywilizację, istniejącą na tych ziemiach przed zaludnieniem ich przez elfie plemiona, o której pamięć zaginęła w mrokach dziejów. Pozostawało jednak faktem, że Księżycowa Wieża stała tu na długo przed wybudowaniem pierwszego domu i architekturą różniła się od reszty elfiego miasta. Mówiono także, że ślady podobnych budowli odnajdywano daleko na Północy na szczytach innych wzgórz, a więc mogły pełnić zupełnie inną funkcję, niż powszechnie sądzono. Wieża stała na samym szczycie największej góry w okolicy. Zbudowana została na planie stożka i osiągała zawrotną wysokość 120 metrów. W jej podstawie znajdowało się osiem metalowych wrót skierowanych każde dokładnie w kierunku wyznaczonym przez strony świata. Każde misternie rzeźbione i zawierające teksty w nieznanym elfom języku. Największe z drzwi skierowane były na Wschód. Tuż nad nimi wbudowano w ścianę Wieży mozaikę przedstawiającą gwiazdę spadającą w kierunku ziemi. Oprócz drzwi w budowli jedynymi otworami były niewielkie okienka znajdujące się w połowie wysokości. Pozostała powierzchnia pozostała idealnie biała i równa, zakończona na szczycie szpicem z czterema rogami. W pogodne, słoneczne dni Wieża lekko błyszczała, co musiało być powodowane jakimś specjalnym składnikiem użytym do tynku Wieży. Reszta elfickich domów rozsiana była po górze na sztucznych tarasach, ścinających stromy szczyt w bardziej dogodny do budowy teren, otoczona ogrodami i białymi ścianami wyznaczającymi powierzchnie ulic opadających w dół do bram i potężnych murów obronnych. Arion ze swego miejsca przy strażnicy miał bardzo dobry widok na zachodni stok zabudowany równymi rzędami budynków, jedna nad drugą. Zza chmur wypełzł księżyc w pełni i zalał krajobraz niesamowitym światłem. Prawie dotykał rogatych czubków szczytu Wieży, tworząc z nią jakby jedną całość. A może...? Arion potarł brodę, lecz nie dokończył myśli. W tej właśnie chwili coś błysnęło z małych okienek znajdujących się w połowie budowli. Po powierzchni Wieży spłynęło jasnoniebieskie światło, tak intensywne, że Arion musiał przysłonić oczy, by nie oślepnąć. Ponura noc na chwilę przemieniła się w dzień. Usłyszał trzask drzwi, gdy jego towarzysz, poruszony niesamowitym światłem na zewnątrz, wypadł ze strażnicy. Forrell wybiegł akurat w momencie, gdy światło Wieży, wystrzeliwując słupami z wrót i opuszczając ją ostatecznie, rozlało się po mieście, otulając wszystkie budynki i zamarłe pod uściskiem mrozu rośliny, wszystkie żywe istoty, które tej nocy znajdowały się w Illaivlen. Jasnoniebieska poświata dotarła wkrótce do murów…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bitwa o twierdzę zwaną Księżycową Wieżą - Rozdział — czytnik · opowiadania