Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 18 min czytania

Bitwa o twierdzę zwaną Księżycową Wieżą - Rozdział

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Podmrok Xantipe rzuca wyzwanie

Carys podkurczyła nogi i oplotła rękoma kolana. W drowiej celi, pomimo znacznej głębokości, panował nienaturalny ziąb. Drowka oparła brodę o kolana i w milczeniu przyglądała się obłoczkom pary wydobywającym się z jej ust przy każdym oddechu. Już kiedyś było jej tak zimno i doświadczyła tego uczucia całkiem niedawno, chociaż wtedy nie zastanawiała się nad nienaturalnością tego zjawiska. W tej chwili najważniejszy był Nathaniel... A raczej rozczarowanie, które przyniósł. Był taki przekonywujący... Dlaczego to zrobił? Mimo wszystko chciała poznać odpowiedź. Wiedzieć, dla kogo lub czego zdradził przyjaciół. Dowie się tego, ale najpierw musi stąd wyjść. Jednak wystarczyło krótkie spojrzenie na wąskie pomieszczenie, by stracić chęci na zrobienie czegokolwiek. Jedynym wyjściem na zewnątrz były masywne, drewniane drzwi z niewielkim, okratowanym okienkiem mniej więcej na wysokości twarzy, i Carys szczerze wątpiła, by zdołała je otworzyć gołymi pięściami. Drowy pewnie w tej chwili maszerowały na Illaivlen i jeżeli ci, którzy uniknęli niewoli u mrocznych elfów, nie zdążyli na czas ostrzec twierdzy, wszystko już było stracone. Carys nie wierzyła, by Melusa blefowała w kwestii drowich dokonań, chociaż spodziewała się, że przeciwnicy dysponują sporą baterią podstępów i chytrych sztuczek mających im ułatwić zadanie. Panna Velmondo nie miała zielonego pojęcia, jak sytuacja przedstawia się naprawdę, i że Illaivlen to praktycznie osławiona legendą ruina, zarosła chaszczami, o którą nawet nie warto zadawać sobie trudu, by ją zdobyć. Jej bramy stały otworem i wprost zachęcały do przejęcia tego kawałka gruntu. Niebezpieczna kobieta - pomyślała Carys, spoglądając w okratowane okienko, przez które sączyła się do celi smuga drżącego światła pochodni. Ciekawe, jak długo pracowała nad tym wszystkim. Niewątpliwie kierowała nią żądza władzy, którą na pewno nie miała zamiaru się podzielić, tego Carys mogła być pewna. Lecz było coś jeszcze. Był żal i zazdrość. Coś z przeszłości kazało jej iść tą drogą i nie do końca był to wybór srebrnowłosej. Ciemność. Odgłos kropel spadających z dużych wysokości przyprawiał Carys o gęsią skórę. Dotknęła ręką ściany. Powierzchnia była wilgotna i nieprzyjemna. Nagle coś przysłoniło smugę światła. Carys, mrużąc oczy, dojrzała za kratą czyjś niewyraźny cień. Postać w kapturze. -Posłuchaj mnie uważnie - usłyszała kobiecy głos. - Wyciągnę cię stąd, ale musisz przyrzec, że mi pomożesz. Carys ze zdumieniem uniosła brwi. -Kim jesteś? - podniosła się z ziemi i podeszła do drzwi, lecz kobieta umknęła z pola widzenia. - Hej, jesteś tam? -Ciszej, wolałabym, żeby ta rozmowa została między nami - syknęło tuż obok. - Pewnym osobom tu z dołu nie podobają się plany Algernona. Tutaj jest nam dobrze, a Powierzchnia to jedno wielkie piekło dla naszego gatunku. -Chcecie zrobić zamach stanu - wypaliła Carys. -Cii... Powiedzmy, że mniej więcej o to nam chodzi. Nie mam nic przeciwko, jeżeli ktoś inny przejmie władzę w Podmroku. Potrzebujemy tylko małego sabotażu, siostro. Siostro - Carys uśmiechnęła się do siebie, wolałaby przemilczeć tę linię pokrewieństwa. -Co mam robić? - zapytała w końcu, zainteresowana niecodzienną propozycją. -Dowiesz się tego w swoim czasie, muszę mieć jednak twoje słowo, na potwierdzenie, że pomożesz. Moi towarzysze nie lubią grać w ciemno. -A jaką mam gwarancję, że mnie nie wystawisz? - Carys oparła się o ścianę i skrzyżowała ręce na piersiach. -Nie masz żadnej gwarancji. Możesz zaufać tylko memu słowu. Panna Velmondo westchnęła i przymknęła oczy. Postanowiła zaryzykować. Oby tylko nie wplątała się w jakieś bagno, z którego nie było wyjścia. I tak nie miała tu nic więcej do roboty, a jeżeli mogła pokrzyżować plany swojemu przeciwnikowi... Nie widziała ku temu przeciwwskazań. -Dobrze, pomogę wam. Przyrzekam - powiedziała powoli. Nastała długa chwila ciszy i Carys, zaniepokojona brakiem odzewu, zapukała w drzwi. -Hej, siostro? Jesteś? Nie doczekała się jednak odpowiedzi. Z przekleństwem usiadła w kącie celi. Zabawne, pomyślała, albo już mi się zaczyna w głowie mieszać i słyszę głosy, albo ta kobieta była tu naprawdę... Kroki na korytarzu należały do drowiego strażnika, który od niechcenia zaglądał do każdej celi i sprawdzał, czy wszystko jest tak, jak być powinno. Carys zwinęła się w kłębek i przymknęła oczy, czekając na dalszy rozwój wypadków.

***

Melusa z trzaskiem otworzyła drzwi swojej prywatnej komnaty i zrzuciła z ramion ciemny płaszcz, wieszając go niedbale na oparciu krzesła. Uważnie zlustrowała wszystkie kąty w poszukiwaniu Darvyna, lecz łowca przepadł bez śladu, co ją bardzo ucieszyło. Wolałaby zatrzymać ostatnią "wycieczkę" tylko dla swojej wiadomości, a Darvyn mógłby zacząć zadawać kłopotliwe pytania, na które trudno by jej było odpowiedzieć. Potrzebowała trochę spokoju i wytchnienia od drowiego towarzystwa, by przemyśleć kilka spraw, które ostatnio niezamierzenie się pokomplikowały, a których wspomnienie wywoływało na twarzy Melusy grymas niezadowolenia. W korytarzu natknęła się na kilku drowich strażników i poleciła im sprowadzić Kevasira do swojej komnaty. Zamykając drzwi, przez chwilę nasłuchiwała, co miała w zwyczaju, jak skomentują to polecenie mroczne elfy, lecz te należały chyba do mało rozmownych. Melusa poczuła się rozczarowana. Gdy wprowadzono więźnia, siedziała, rozparta, w szerokim fotelu i sączyła wino z pucharu. Do połowy opróżniony dzban stał obok na stoliku. Strażnicy dyskretnie cofnęli się do wyjścia i cicho zamknęli drzwi. Pozostał tylko jeden - Darvyn. Łowca sprawiał wrażenie jakby od podpierania drzwi z tej strony zależało jego życie. -Nie powinna się pani stąd zbytnio oddalać. W Podmroku czyha wiele zagrożeń, zwłaszcza na kobiety pani pokroju - upomniał, przestępując z nogi na nogę. Zapewne nie uszła jego uwadze nieobecność Melusy i był zły, że nie zdołał jej upilnować. I pewnie był bardzo ciekaw, co robiła, uwolniona spod jego czujnego wzroku, lecz nie okazał tego po sobie. Elfka z niezadowoleniem odstawiła puchar. -To rozmowa w cztery oczy i twoja obecność trochę mnie rozprasza. Czy mógłbyś zostawić nas samych? -Dla pani bezpieczeństwa powinienem... - zaczął Darvyn, znacząco spoglądając na Kevasira, lecz Melusa przerwała mu machnięciem ręki. -To moja komnata i póki co, chyba mogę w niej robić, co zechcę... Nie jestem jeszcze więźniem Algernona i nie podlegam jego zachciankom, więc jeżeli twój pan chce znać każde słowo, które pada z moich ust, niech lepiej uzbroi najbliższą okolicę w dobry system ukrytych kamer i dyktafonów. Będzie mógł po stokroć odtwarzać każdy mój frazes! A sądzę, że jest wiele zajęć, które dla ciebie są bardziej zajmujące, niż kontrolowanie każdego mojego ruchu! - wybuchnęła. - Jesteście chorobliwymi maniakami! Darvyn, gnąc się w pokłonach, czmychnął jak niepyszny za drzwi, obawiając się bliskiego spotkania z latającymi dzbankami i kapciami Melusy, na co właśnie się zanosiło. Kevasir z rozbawieniem obserwował scenkę. Stał spokojnie i czekał, aż Melusa uzna za stosowne zauważyć jego obecność i przypomnieć sobie powód, dla którego został tu sprowadzony. Więzy, krępujące jego nadgarstki, mocno wpiły się w skórę, i nawet, gdyby chciał udusić własnoręcznie tę wiedźmę o srebrnych włosach, nie miałby na to najmniejszych szans. Łańcuchy przy kostkach nie pozwalały też na większe manewry niż stawianie malutkich kroczków. Idąc do komnaty Melusy, Kevasir był prawie ciągnięty przez drowich strażników, gdyż poruszając się tempem, na które pozwoliłyby mu więzy, droga zajęłaby pewnie z godzinę. Przedsięwzięto wszelkie środki ostrożności. Melusa w końcu odwróciła się i popatrzyła na niego uważnie, jakby starając sobie coś przypomnieć. Zły błysk pojawił się w jej oczach. Chwilę mierzyli się na spojrzenia, lecz Kevasir wytrzymał to. -Dostałeś wiele czasu do namysłu i mam nadzieję, że dobrze go spożytkowałeś - powiedziała w końcu. - Ponawiam więc moje pytanie. -Pytanie? - Kevasir uniósł lekko brwi w geście zdumienia. - Nigdy o nic nie pytasz... Zawsze żądasz. Melusa z sykiem wciągnęła powietrze. Wędrowiec poczuł uderzenie mocy i zachwiał się na nogach. Tortury? Tak, była do tego zdolna. Nie była niewinną, bezbronną dziewczynką chowającą się za swego drowiego pomagiera. Potrafiła zastosować równie wymyślne metody, by osiągnąć cel. -Klucz. Powiedz mi, gdzie go ukryłeś - zacisnęła ręce na oparciu krzesła. Kevasir uśmiechnął się. -Jesteś czarująca, kiedy się złościsz. Melusa gwałtownie zamachnęła się dłonią, jakby chciała w niego czymś rzucić, lecz w ostatniej chwili zrezygnowała ze swego zamiaru. -Dość tej zabawy w kotka i myszkę. Twój opór nie ma sensu, a może tylko pogorszyć

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bitwa o twierdzę zwaną Księżycową Wieżą - Rozdział — czytnik · opowiadania