Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 11 min czytania

Biżej Wróbli

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Teoretycznie poezja nie istnieje. Nie istnieje dziś, teraz, w tym miejscu. Ale JEST. Dlaczego? Cokolwiek powiem, mogę ją spłoszyć. A jednak – bo Ona się kumuluje, odkłada z dnia na dzień, po jednym słowie, po jednym smutku, po jednej mądrości i iskrze – jednej. Dzień, w którym ogarnie się od innych ważniejszych zajęć – jak mówi jedna z moich znajomych – i położy „garść na sercu”, jest dniem niezwykłym, bo… wiersz może się Jej zdarzyć. Innymi słowy – czara się przepełnia, choć może nie ona jedynym powodem, by sięgnąć po pióro, bo kto wie, czy to nie powód jest najbardziej „poezjotwórczy”.

Tymczasem poetę poznaje się po rytmie. W rytm uderzeń serca powstają wiersze, które lubię, wiersze z twarzą. Ale i od Niego chcę się dowiedzieć o sobie. Nieczęsto się to udaje. Cóż, trudno mnie zmusić do podmokłej ody, a taką pisze się i w zgodzie z gwałtem, który nazywa się miłością, i w zgodzie z pieniędzmi od i dla, i w zamian. W rytmie ogień, ale i rozwaga, jeżeli serce się uspokoiło. Który rozpozna obydwa rytmy – ten Poeta.

Bezsensem jest rozważanie o wyższości w poezji przewagi uczucia nad rozumem, czy odwrotnie. Pewne jest jedno – bez uczucia i rozumu nie ma poezji. Najwyższej. Uczucia dyktują artyście rozwiązania formalne, które zawsze będą dotyczyć obszaru językowego, skąd pochodzi podmiot liryczny.

Rozum – rozpoznanie, czy rzecz ma wartość, a w konsekwencji – gdzie postawić kropkę. To on jest swoistym strażnikiem uczuć, nakazując im samokrytycyzm, bo może, często się zdarza, egocentryzm jest wyłącznym powodem napisania wiersza.

W ten sposób zbliżam się do poezji. Prawdopodobnie wartościowe jeszcze są odcienie i pojemności słów już znanych, o dużym ciężarze gatunkowym, jak: Miłość, Ojczyzna, Patriotyzm, Natura itp. Chociaż i o czajnikach można. Problem polega na tym, że zauważenie obecności tych znaczeń w pospolitości codziennej coraz bardziej maleje, na ich miejsce zaś wkrada się egzaltacja, która, słusznie zresztą, jest pewnym rodzajem perwersji, gdyż zagłusza to, co w wierszu najistotniejsze – swoisty proces sadowy, w którym rolę Adwokata przyjmuje Poeta, a Proza jest tu prokuratorem. Obie role wydają mi się nieuchronne i na początku sprawy, czyli wiersza, wyrok nie jest jeszcze znany i tam gdzie poeta odkrywa siebie w samo dialogu, egzaltacji być nie może.

W którym miejscu (momencie) wiersz staje się jednak przestępcą? Dobrą odpowiedź dała już Vlasta Dworaćkowa, mówiąc, że wtedy, gdy „cudzołoży z przymilną manierą”. Owo „cudzołożenie” może nawet nie być jednym z grzechów głównych , lecz tylko grzeszkiem, bo to często przecież jest tylko kusząca metafora… i zawsze można ją zastąpić inną – bez szkody dla wiersza, o czym „sza”, bo krytycy słuchają. Jednak konieczność bycia innym doprowadza często do zboczeń, z których już pierwszym grzechem jest absolutna nieczytelność utworu. Przez autorów jest ona czasem zwana abstrakcją. Być może jest to tylko wynik braku odwagi, bo poszukując nowego wyrazu, zagubili się oni zupełnie w świecie iluzji i wyłącznie z siebie tworzą „przymilną manierę”, która zawsze będzie tylko uzurpatorem wszelkich uczuć, a takie szlaki poezji współczesnej wyznaczają już ci, którzy mózgami mogli by tylko zostać.

W kraju, który poetami ponoć stoi, być Poetą wcale nie oznacza znaleźć pośród dróg, traktów, dróżek, własną ścieżkę. Chociaż to ścieżkami chodzi się na skróty, tamże brudzi się buty i nie ignoruje się błota, bo to przecież kawałek prozy, z którego kiełkuje poezja. Pokpić błoto, to tak jakby więźnia osadzonego za niepłacenie alimentów pozbawić prawa do miłości, przekreślić szansę, którą każdemu daje refleksja, czyli wstęp do nazywania, co już może być poezją. Moja poezja kocha wróble i dlatego rozgląda się za orłami.

Poetę wróbli, o którym poniżej, poznaję po charakterystycznym świergocie, którym ogłasza, że doniósł do domu w całości honorarium za wiersz. Czy to dlatego, że udało mu się zrobić coś bez wiedzy polityków? Kiedyś jeden taki pomyleniec, powiedział do mnie, że właściwie to nie widzi poezji, bo widzieć, to znaczy od razu założyć, że jest czymś obciążona. Ona mu się śni. Myśli wtedy, że to głos Boga, który uparł się na niego, aby głosił światu kolej rzeczy, a taką jest przecież historia Narodu, który mając tylu poetów, (przepraszam – piszących wiersze) o poezji rozmawiać nie potrafi. W zastępstwie, a może prosząc o wybaczenie, ogłasza konkursy, w których (którymi) podkreśla, że zależy mu na odszczepieńcach, wymagając od nich jednak krótko – mowy, czyli jednego wiersza. Skutek jest taki, że oczekiwane recepty znajdują się najczęściej… poza wierszem.

Bo niejednym wierszem jest poeta wróbli. Za dużo w nim szarości, aby bezkrytycznie zaufać donośnemu głosowi. On skądś się dowiedział, wie, że to wróble decydują o losach świata. Głupotą i heroizmem wyciągania wniosków z popełnionych błędów, o co nie muszą zabiegać orły (wszak przelatując nad wysokimi górami), nie można zmoczyć skrzydeł w kałuży… Poeta wróbli jest w tej kiepskiej sytuacji, że nie uczono go mówić. Dziś, przypatrując się – tfu! – czytając innych, wie jednak, że to jest zbawienne… Miał trochę szczęścia, bo dobre duchy mówiły, że poeci nie czytają poetów i dlatego też umiera poezja. Mówiono mu, że tylko w zapisie pozostaje ślad, gdyż najlepsze jest to, czego nie widzą jupitery. I nie pomogą w tym żeglujące koperty, jeśli adresat chodzi na własnych nogach. Ale cóż, gwałt na poezji może polegać również na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%