Opowiadania.pl · 18 min czytania
Blank
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Zawisłam nad czystą kartką. W zasadzie nie jest czysta bo poprzecinana starannie wykreślonymi kratkami. Na okładce napis „handmade” a w środku automatycznie drukowane wzorki. Tego się chyba właśnie boję, że mój pierwszy opublikowany tekst literacki niczym innym nie będzie jak tylko ślepo powielaną papką.
Mimo to siedzę nad kraciastą kartką i zamiast z nudów zliczać idealnie równe okienka gapię się tępo. Bo w zasadzie o czym tu pisać?
Puk, puk.
Dzięki Bogu za intruzów w środku nocy! Zrywam się i bynajmniej bez szalonego entuzjazmu człapię do drzwi. W progu Dorota już zrywa z głowy wełnianą czapę. - Nienawidzę świata, ludzie to świnie, a mężczyzn należałoby wypierdolić w kosmos i zapomnieć. – orzekła stanowczo acz bez zbytnich emocji. - Po randce? – spytałam kierując się wprost do kuchni - Weź nic mi nie mów. Jakiś ostatni kretyn w koszuli włożonej w dżinsy, z przerośniętym ego i w dodatku śmierdział sosem sojowym – usadowiła się na kanapie i włączyła telewizor absolutnie ignorując stan spoczynku moich sprzętów RTV. - Nie ten to inny, sama wiesz, że chłopów jak psów. – usiłowałam szybko postawić ją na nogi i wyprawić w daleki świat. Chociaż z drugiej strony im dłużej zostanie tym mniej czasu będę miała na pisanie i siłą rozsądku utulę się do snu. - Napij się ze mną – przeciągle załkała. - Co chcesz? Wódka, wino, piwo? - Kawusia, taka nasza ulubiona – zaszczebiotała jak dziecko wtulając się w poduchę i trzepocząc rzęsami w kierunku kuchni.
Dorota była jedynym znanym mi przypadkiem człowieka, który żeby móc zasnąć wypijał ćwierć litra czarnej, smolistej kawy. Całe jej życie kręciło się wokół używek – kawa, papierosy, alkohol, seks. Brzmi jak wycinek z kiepskiego artykułu w cosmo, ale Dorota nie była cosmo-dziewczyną. Myszowate włosy zaczesywała za uszy. Wielkie, ciemne oczy chowała za okularami. Prawie nie można było dostrzec jej ust bo wciąż spinała je wokół kolejnego papierosa, rozwierała w głosie sprzeciwu wobec kolejnej oczywistej niesprawiedliwości, albo zatapiała w ohydnej kanapce z pracowniczej stołówki. Nie pamiętam kiedy Dorota ostatnio powiedziała coś miłego. Nie pamiętam jej uśmiechniętej bez sarkastycznego grymasu. Nie pamiętam rozmowy z nią na inny temat niż randki. Dorota to typ kontestujący i nie znoszący sprzeciwu. A jednak jest w niej coś co sprawia, że za każdym razem kiedy wpada w mój spokojny dzień, albo kolejną noc, parzę kawę i przyłączam się do dyskusji czemu mężczyźni to glizdy.
Z kawą w ręku wgramoliłam się na kanapę obok Doroty wpatrzonej w modelki Fashion TV. - Wyłącz to – powiedziałam. Spojrzała na mnie wymownie i nie musiała dodawać „nie”. Upiłam łyk kleistej cieczy. - Czemu właściwie siedzisz w domu? – spytała trochę zbyt nachalnie – Jak zwykle. - dodała. - Żeby móc Cię pocieszyć po kolejnej beznadziejnej randce, zrobić Ci kawę i przekonać, że jeszcze będzie O.K – odparłam. - Nie masz życia. Dlatego tu gnijesz. - Za to Ty masz. Siódmy facet w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy. Zajebisty bilans! - Znowu się za pisanie zabrałaś? Dziewczyno! Zrób coś ze sobą. Płacisz koszmarny czynsz za to mieszkanie, nie dosypiasz zwieszona nad jakąś archaiczną kartką, bo cię na kompa nie stać i rozdrabniasz się dla jakiegoś wiecznego studenta – wcale nie drwiła. Dorota mówiła prawdę. Nie umiała ubierać myśli w dyplomatyczne notki. Tak wyglądam z jej perspektywy. - Tym razem mam zamówienie na krótki tekst do pisma literackiego. Mariusz mnie wkręcił, jego kumpel jest redaktorem. - Czyli to studencka gazetka? - Czepiasz się. – kolejne łyki kawy spływały we mnie gładko pozostawiając tylko gorycz. - Przyszłam tylko dlatego, że miałam po drodze i chciałam Ci zapowiedzieć, że rezygnuję z randek… - … na kolejne trzy tygodnie – wcięłam się bezczelnie.
Z dość dużą regularnością Dorota rezygnowała z poszukiwań tego jedynego. Czasem wystarczyły trzy nieudane randki z trzema nieudanymi delikwentami. Czasem spotykała kogoś kto bawił ją przez miesiąc może dwa, ale potem okazywało się, że „ich ścieżki wiodą w przeciwnych kierunkach”.Szybko podejmowała decyzje. Chętnie dzieliła się tą umiejętnością ze mną.
- Nie wiem… Dość mam trochę. To upokarzające tak się wystawiać na tej internetowej aukcji i sprzedawać poniżej ceny wywoławczej. – cała zawartość kubka wylądowała w przełyku Doroty jakby chciała wypalić choćby ślad słów, które przed chwilą padły. – Ty przynajmniej masz tego swojego studenta… Dorota nie przepadała za Mariuszem. Od początku nie podobał jej się pomysł naszego związku. Kiedy chciał ze mną zamieszkać – odradzała. Kiedy po trzech latach nadal mieszkaliśmy osobno spytała czy on aby na pewno myśli o nas poważnie. Nie była troskliwa. Zwyczajnie nie lubiła być sama. - Och, przestań jęczeć. Sama wiesz, ze znalezienie kogoś fajnego musi potrwać. Ale przyjdzie czas… - ..bla , bla, bla. Dobra! Spadam, co tak będę siedzieć. Psy muszę wyprowadzić. – zerwała się z kanapy i rzuciła poduchę w kąt. - Widzimy się w poniedziałek w pracy? – nie wiem czemu spytałam. W końcu to oczywiste, że się widzimy. Tylko mruknęła przytakując. - Pozdrów tego swojego – wymruczała na odchodne wciągając czapę na uszy. - Pozdrowię. Dzięki.
Część 22 / 2
Gorzki smak kawy nie chciał zniknąć nawet po szorowaniu zębów. To rzeczywiście było żałosne. I rzeczywiście można by zająć się milionem ciekawszych rzeczy niż szukanie internetowego romansu. Miała rację, a ja milcząc wstrzymywałam się od głosu. Przytaknąć byłoby niegrzecznie. Dyskutując trzeba brać odpowiedzialność za swoje słowa.
Pusta kartka czeka nadal na biurku w miejscu gdzie kiedyś stał komputer sprzedany, żeby młodszemu bratu zapłacić za obóz dla pierwszorocznych studentów zarządzania. Bardzo chciał jechać – ważne dla niego było jak się zaczyna.
Rozgrzeszona wybiciem z rutyny zgasiłam światło. Położyłam się spać. Kofeinowy kop trzymał mnie w przytomności kilka godzin. Kilka koszmarnych godzin przewracania się z boku na bok. Po co piłam tę kawę?
Nie ma chyba bardziej irytującej pobudki niż dzwonek telefonu wwiercający się natarczywie w mózg. Zanim jeszcze uświadomisz sobie co się dzieje dźwięk wkrada się do twojego snu. Pływasz sobie z delfinami gdzieś w ciepłych morzach, a tu nagle podejrzany hałas rozprasza Twoją uwagę. Zaczynasz się obmacywać w poszukiwaniu telefonu ukrytego w bikini (notabene genialnie leżącym na twoim idealnym ciele). Bezskutecznie. Dźwięk staje się coraz bliższy, coraz głośniejszy. Otwierasz oczy jeszcze pół przytomnie. Po chwili konstatujesz – już nie śpię.
Na wyświetlaczu starej dobrej Nokii mruga „Mama”. - Tak, słucham – dwa słowa rozklejają jeszcze niedobudzone usta. - Śpisz? – to głupie pytanie zawsze pada. - Nie, skąd? – odpowiadam powoli wracając do świata żywych. - Słuchaj, jestem w „kerfurze” i tu jest taka promocja niesamowita na pościel, ale ja Ci tej pościeli sama nie kupię, no bo to musisz zobaczyć co ci się będzie podobało. Wpadłabyś może, a ja poczekam? – To w zasadzie nie było pytanie. Wyrzuciła z siebie te słowa jednym ciągiem niesionym wyprzedażowym podnieceniem. - Ale mamo… - przez chwilę miałam pomysł żeby spróbować odmówić – to potrwa z pół godziny zanim tam dotrę. - To ja poczekam. Kawę nam zamówię i poczekam! – Orzekła i się rozłączyła.
Ręka z telefonem opadła bezwiednie. Podobnie bezwiednie podniósł się korpus, a nogi oparły na podłodze. Bezwiednie wzięłam prysznic, przemyłam twarz, nałożyłam na rzęsy tusz. Ubrałam się w ciuchy wczoraj pozostawione na oparciu fotela. Pełna automatyzacja procesu codziennej socjalizacji. Trochę jak z dorastaniem – bezwiednie przeżyłam przedszkole i podstawówkę, bezwiednie wybrałam liceum, bo każdy inny wybór był nie do przyjęcia. Bezwiednie skończyłam popularne studia by bezwiednie rozpocząć karierę zawodową. Może to moje pisanie tak samo bezwiedne? Może lepiej bym się sprawdziła jako mechanik? Ale taki wybór byłby wyjściem poza program – nie do przyjęcia.
Przeciętnej urody starsza pani wrosła w wygodny fotel sieciowej kawiarni tuż przed wejściem do supermarketu. Włosy z trwałą schowała pod koszmarny beret, oczywiście z przeceny. Nad górną wargą zebrała jej się pianka cappuccino ledwo co odstawionego od ust. - Cześć mamo – starałam się wykrzesać z siebie maksimum entuzjazmu. - No jesteś! – nawet nie była zirytowana, po prostu w ten sposób zwyczajowo mnie witała – Cappuccino dla ciebie stygnie. - Mówiłam, że będę za pół godziny. Dzięki za kawę. – polizałam słodką, mleczną piankę. - Chuda jesteś. – Nie wiem na jakiej podstawie to stwierdziła skoro nadal stałam zawinięta w pikowana kurtkę – Jak już Ci tę pościel kupimy to zrobimy zakupy żywieniowe. Pewno nie masz co jeść. Mariusz Ci nie gotuje co? - Nie mieszkamy razem więc czemu miałby mi gotować? Poza tym naprawdę zdrowo się odżywiam –