Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 10 min czytania

Blask

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pojawił się na chwilę przed Wielkim Wybuchem. Nie miał pojęcia jak mogło się to stać, bo gdy rozmyślał o tym z perspektywy czasu, jest to fizycznie i nawet duchowo niemożliwe, jednak prawdziwe. Pierwszą rzeczą, jaką pamiętał była pustka. Nicość, tak jakby mitologiczny Chaos. W tej nieograniczonej przestrzeni nie było niczego ani nikogo, żadnego światła, ani też ciemności, żadnych dźwięków, kolorów, bodźców, na które mógłby zareagować. Nie widział, nie słyszał, nie czuł samego siebie. Trwał tylko ze świadomością swojej obecności w tym dziwnym miejscu. Choć i sam nie wiedział kim lub czym jest, nie pamiętał żadnego wcześniejszego wydarzenia, nie wiedział kiedy nastąpił jego początek. Czy też może to jest początek? Jeśli tak, to kim jest? Czy ktokolwiek wiedział, że przebywał Tam? W tym nieokreślonym miejscu? W zasadzie nic nie wiedział. Nie był również w stanie określić, ile czasu upłynęło, gdy wreszcie coś się wydarzyło. On miał wrażenie, iż minęła tylko chwilka, lecz równie dobrze mógł przebywać tam dziesiątki tysięcy… czego? Lat? Czym są właściwie lata? Czuł, że od jego tajemniczego pojawienia się do Wielkiego Wybuchu przebiegł bardzo krótki okres czasu. Zanim zdążył pomyśleć w jakim miejscu się znajduje i kim jest, w oddali dostrzegł szybko zbierającą się masę. Tak samo, jak otoczenie nie miała ona konkretnego koloru czy faktury, lecz jakimś sposobem potrafił on odróżnić ją od próżni, w jakiej się znajdował. Masa rosła, nabierała okrągłego kształtu oraz ewidentnie zbliżała się do miejsca, gdzie przebywał. Gdy jej dziwna materialność przesłoniła mu pole widzenia (choć niekoniecznie było one widzeniem, ponieważ nic konkretnego nie widział) poczuł gdzieś w sobie, nie miał pojęcia gdzie, niepokój. A ów niepokój przerodził się w istne pragnienie ucieczki. Nie wiedział, w jaki sposób mógłby się oddalić, próbował samą siłą świadomości odepchnąć tę kulę od siebie, następnie sam się ulotnić, lecz jego próby poszły na marne. Nie zmienił swojego położenia nawet na długość oddechu. Potem niewidzialna siła zassała go w kierunku kuli, by ustać, a nicość zalało światło i ogłuszający huk. Nagle gorąco i oślepiający blask były wszędzie. Czuł coś ogromnie nieprzyjemnego, coś, przez co nie potrafił się skupić na niczym innym, niż właśnie na tym czymś przeraźliwie nieprzyjemnym. Nie był materialny, przynajmniej tak mu się zdawało, mimo to odczuwał ogromny dyskomfort. Gdy już opanował to nieznane mu wcześniej odczucie, było prawie po wszystkim. Nagle otoczenie nabrało konkretnego koloru – czarnego. W oddali widział świetliste punkty. Tuż obok niego tworzył się taki punkt, tyle że kilkanaście razy większy. Widok nabrał kolorowych punktów. Miliony kolorów i kształtów przepływały przez jego świadomość. Chłonął ten widok, napawał się nim, wiedział – pierwszy raz coś wiedział – że stało się coś niezwykle ważnego. Starał się znaleźć w tym dziele stworzenia swoją rolę. Dyskomfort, nieprzyjemne uczucie minęło, zastąpione przedziwną mieszanką spokoju i niepokoju. Po nieokreślonym przez niego czasie znalazł się w innym miejscu. W pewnym stopniu przypominało próżnię, lecz było białe, ciepłe. Poza tym znajdowało się tu podłoże, również białe. Sam czuł, że promieniuje białym blaskiem. Przez krótką chwilę był sam. Nie wydał z siebie jednak tchu, a pojawił się niedaleko drugi świetlisty punkt, potem kolejny. Każdy różnił się odrobinę od poprzedniego. Każdy był oryginalny. Przestrzeń wypełniły te światełka. Wiedział, że jest taki sam, jak nowoprzybyli towarzysze, jednak nie umiał się z nimi porozumieć, chociaż bardzo tego pragnął. Coś podpowiadało mu, że musi wykazać się cierpliwością i poczekać. Więc czekał. Czekał w jego mniemaniu bardzo długo. Nie odczuwał strachu przed tymi stworzeniami, ani przed miejscem, w którym wszyscy przebywali. Nie opuszczało go wrażenie, iż to tylko miejsce pośrednie, gdzieś daleko istnieje coś, do czego wszyscy dążą, sens, który dopiero nadejdzie. Jego towarzysze w niektórych momentach jaśnieli bardziej, w innych natomiast lekko przygasali. On, gdy rozmyślał o czymś dla niego przyjemnym zdawał się wydawać jasną poświatę, natomiast blaknął, gdy nawiedzały go smutne myśli. Blask więc zależał od stanu jego świadomości. Poczuł się zdecydowanie mniej samotny z tą wiedzą, bo mógł rozpoznawać nastroje swoich cichych towarzyszy. W jego egzystencji nastąpił przełom, gdy dostrzegł w oddali Miejsca Pomiędzy (nie pamiętał, kiedy zaczął nazywać tak białą przestrzeń, czuł, że ta nazwa jest odpowiednia do roli, jaką pełniła) jaśniuteńki, emanujący ciepłym płomyk. Tak jak na samym początku poczuł potrzebę ucieczki, w tamtym momencie zapragnął zbliżyć się do tego światła. I cudem udało mu się. Czuł

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%