rodzina · 17 min czytania
Blask Ciemnego Miasta cz.6
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-10-
Dziecko mieszkało wraz z rodzicami w malowniczej miejscowości, w uroczym miejscu, a wszystko to wyglądało niczym z albumu z pejzażami wyjęte. Mieli dwa kroki nad jezioro, rzut beretem do lasu, kościółek pod nosem, a sklepik w zasięgu ręki. W takich miasteczkach każdy zna każdego i wszyscy są ze sobą spokrewnieni, gdy uważniej się przyglądnąć. Mieszkali w dwupoziomowym domku, który latem otaczały kwiaty, a zimą śnieg. W ogrodzie pan Andrzej, bo tak się nazywała głowa rodziny, sklecił altankę z desek zakupionych u znajomego z tartaku. Obok niej znajdowała się stara studnia- relikt przeszłości, którego nikt już nie używał. Kawałek dalej była również mała szklarnia z pomidorami i ogórkami, a wokół niej kwitły porzeczki. To wszystko pielęgnowała własnoręcznie żona Andrzeja, Ewa. Tylko winorośl nie rosła należycie przy altance, lecz to zapewne nie był jej klimat. Andrzej i Ewa tworzyli doskonale małżeństwo, przykładną parę idealnie dobranych ludzi spełniających się w związku. On był pisarzem. Jego publikacje ukazywały się zagranicą. Nigdy nie pisał w ojczystym języku, choć konstruował w nim fabuły. Ona z kolei marzyła o aktorstwie i ubiegała się o role w teatrach. Miała ku temu predyspozycje i wykształcenie. Dla wszystkich mieszkańców miasteczka życie toczyło się leniwie, monotonnie i spokojnie, a każdy dzień zdawał się być podobny do poprzedniego. Dla wszystkich, lecz nie dla Dawida, dziecka Ewy i Andrzeja. Bo przecież dni nie bywają monotonne, gdy jest się małym i szczęśliwym chłopcem dwojga troskliwych rodziców. To jest pierwsza zasada dzieciństwa. Wtedy to bowiem dom jest potężną twierdzą, a ogród imperium przygody. Kraina sad, dżungla porzeczek, ocean grządek. Świat wydaje się przeogromny, gdy jest się dzieckiem. Trzeba się przecież strasznie nadreptać żeby przejść z salonu do kuchni, trzeba się wspinać, żeby zdobyć szczyt taboretu, siłować, by przepchnąć niewzruszone drzwi. Aby włączyć światło, trzeba z wprawą rycerza władać pogrzebaczem, aby napić się soku, niczym siłacz trzeba zgnieść w rączkach kubek i unieść go do ust. Trzeba wykazać się niebywałym zmysłem orientacji, by nie zgubić się we własnym swetrze i trafić głową do właściwej dziury. Trzeba mieć niebywałą pamięć, by nie mylić pani Basi z ciocią Anią. Trzeba być niezwykle odważnym, by zwiesić pupę nad otchłanią klozetu, znosić mężnie mroki przedpokoju i nie okazywać lęku przed monstrualnymi zwierzętami. Świat dziecka nie ma prawa być nudny i monotonny. Ogromną ufność, niewypowiedzianą miłość i niezmierną fascynację pokłada się w rodzicach. Są oni powiernikami tajemnic, przewodnikami świata, nauczycielami przydatnych umiejętności i mentorami wiedzy. Każda wyprawa poza granice królestwa to okazja do nauki i obserwacji. Wystarczy, że mama skręci gdzieś trzy razy i już nie wie się gdzie się jest. Gdy dom zginie z pola widzenia, już jest się zgubionym. Najpiękniejsze jest jednak, że wszystkie zabawki są żywe. Słuchają, mówią i zawsze chcą się bawić. Pluszowy miś obiecuje być najlepszym przyjacielem do końca życia, choć to i tak wydaje się nie mieć nigdy nastąpić. Ponadto nie trzeba się golić, płacić podatków, kupować biletów, martwić o zdrowie, szukać partnerki, wynosić śmieci, myć naczyń, malować dachu, ani robić zakupów. Właściwie to nie trzeba nic robić gdy jest się dzieckiem. A Dawid był nim z całą pewnością. Nie miał problemów, ani zmartwień, a jego świat mienił się kolorami tęczy. Był małą brzoskwinką, najszczęśliwszym dzieckiem swoich rodziców, najpiękniejszym dzieckiem domu. Był ich jedynym dzieckiem. Gdy dorastał otaczali go najlepszą opieką na jaką było ich stać. Dodatkowo Andrzej, z wykształcenia filozof i filolog karmił Dawida od początku swoimi mądrościami. Już na dziewiąte urodziny podarował synowi tomik „Mądrości życia”- zbiór cytatów wszechczasów. Potem pojawiły się „Wielkie cytaty”, „Złote myśli”, „Mądre sentencje” i „Życiowe motta”. Do tego dodać należy kalendarze z cytatami na każdy dzień roku. A wszystko to z miłości do syna i pragnienia, by wyrósł na mądrego człowieka. To była taka mała obsesja Andrzeja. Dawid wchłaniał każde motto, każdy sprytny cytacik, każde przemyślane w tył i na zad zdanie. Cieszył się, że rodziców bawi recytowanie niezrozumiałych dla niego słów. Stał się małą gwiazdą rodzinnych uroczystości. Jego matka z kolei była wielką romantyczką i wierzyła w miłość od pierwszego wejrzenia do ostatniego tchnienia i miłością go karmiła. Gdy uczyła się ról, Dawid był jej publicznością i obserwatorem. Kibicował jej, gdy zmieniała się w konające z miłości niewiasty. Chłopak był jak kamera: obserwował i rejestrował swoich rodziców ucząc się od nich wizji sterylnego i czystego świata. Dawid był nieśmiałym rekinem morza mądrości i sprawiedliwości. Początkowo nawet wiejska szkoła nie zdołała uświadomić mu, że życie może być bolesne. Pokochał więc zasady ojca i idee matki wierząc, że świat pokocha i jego. W szkole dzieci uczyły się przeklinać, kłamać i kombinować. Dawid widział jak biją się między sobą, jak kradną sobie śniadanie, albo kredki. Zagubił się szybko, gdyż wydawało mu się, że jest zbyt odmienny. Dotarło do niego, że nie wszystkie dzieci czytają na dobranoc „Sto mądrości starożytnego wschodu”.
Andrzej sporo podróżował i dużo czasu spędzał za granicą. Ewa była aktorką i potrafiła udawać, że jest kimś zupełnie innym. Musiało minąć parę lat, by Dawid zaczął się zastanawiać czy ojciec nie przebywa za często z dala od domu i czy mama nie jest aktorką również przed swoją rodziną. Jako dziecko nie potrafił się zorientować, że jego rodzice są małżeństwem jedynie zaocznie. Do miasta wyprowadzili się gdy miał piętnaście lat i sam nie wiedział czy to dobrze, czy źle, że opuszczają spokojną wioskę. Szybko jednak zafascynowały go różnice i nowości, gdyż w mieście ani powietrze nie było czyste, ani w nocy nie było ciemno. W dzień nie było spokoju, a za domem nie było ogrodu. Rodzice mieli za to mniej czasu, lecz on zawsze miał dokąd pójść. Pewnego dnia zapytał ojca, czy może z nowymi kolegami z klasy poszwendać się po centrum. Tata naprędce odnalezionym cytatem ostrzegł go przed niebezpieczeństwami miejskiej dżungli i wyprawił z domu. Tego dnia Dawid wraz z kolegami odwiedził kilka sklepów, choć nie planowali nic kupować, salon gier, choć woleli oszczędzić pieniądze na coś innego, oraz na samym końcu knajpę z której ich i tak wyproszono, więc owych oszczędności nie udało się wydać. Mimo to wszystko było nowe dla Dawida, wszystko ciekawiło go i pasjonowało sto razy bardziej niż opowieści z morałami taty, niż monologi mamy, ogórki w szklarni i szyszki na drzewie. Miasto jawiło się w jego oczach jako wielkie jasne kłębowisko rozrywki, ciekawostek i osobliwości. To było Jasne Miasto. Powoli życie Dawida uległo zmianom, zupełnie jak i on sam. Zaczął spędzać coraz mniej czasu z rodzicami, a więcej z nowymi kolegami. Wiedział, że nie są jego prawdziwymi przyjaciółmi, ale w takim stadzie czuł się dobrze. Żaden z nich nie spełniał ani jednej z wielu definicji przyjaciela, jakie Dawid poznał od ojca. Matka coraz więcej pracowała w teatrze i coraz rzadziej mówiła o miłości. Dawid czasem przyglądał się jej ukradkiem i myślał ile też z tamtej kobiety, którą pamiętał z dzieciństwa w niej pozostało. Stała się zmęczona i cicha. Mimo wszystko wciąż wierzył w niektóre motta i złote myśli. Znaczną część tamtych opracowań schował głęboko do szafy, ale były i takie tomiki, które leżały obok łóżka. Sam też wymyślił kilka mądrości i idąc za radą ojca zapisał je w zeszycie. Gdy po raz pierwszy mógł poszwendać się z kolegami w centrum ogarniętym zmierzchem, poczuł się niezwykle dorosły. Był szczęśliwy, a miasto i wolność zauroczyły go. Latarnie, neony i reklamy tryskały kolorami magii gdy pocałował się ze swoją pierwszą miłością. Niedługo potem przekonał się też, że znalazł przyjaciela. Pokochał więc to wiecznie rozświetlone miasto. Jego mama rozwinęła skrzydła i zaczęła grać w filmach. Podsuwała mu te, gdzie dobrze wypadła w jakimś epizodzie, a następnie już w poważnych rolach. W ten sposób Dawid pokochał kinematografię. Oglądał ogromne ilości filmów, już nie koniecznie z mamą w roli głównej, a jego przyjaciel był mu zawsze kompanem w tych seansach. Nie trzeba było dużo czasu, by uzależnić się od telewizji. Pojawiły się kłopoty z wyborem filmów, bo widzieli już prawie wszystkie. „Musimy zacząć czytać książki”- postanowili pewnego razu. Tak płynął Dawidowi szczęśliwie czas, a wskazówki zegara kręciły się wokół lektur, filmów, towarzystwa