melodramat · 9 min czytania
Blask kocich oczu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przestrzeń dookoła nich tonęła w mroku, który przebijały jedynie wątłe smugi światła pochodzącego z ulicznych lamp. Co jakiś czas zza otaczającego ich ceglanego muru wybiegały koty, których zielone oczy połyskiwały w ciemnościach, co pomimo tego, że wywoływało u niej szybsze bicie serca, wydawało się czymś niesamowitym i naturalnym. Zieleń kocich oczu sprawiała, że wzrastał jej zachwyt nocnym życiem, którego teraz byli świadkiem. Dookoła słychać było jedynie cykanie świerszczy i szelest liści poruszanych przez delikatne podmuchy wiatru. Na stojący przed nimi, stary Kościół padała srebrnoszara poświata księżyca sprawiając, że miejsce, w którym właśnie się znajdowali wydawało się jeszcze bardziej urokliwe niż za dnia. Witraże mieniły się paletą barw podsycanych przez wątłe światło księżyca. Im bliżej budynku podchodzili, tym bardziej ciszę mąciło miarowe tykanie zegara znajdującego się na szczycie wieży Kościoła. Czuła, jak jej oddech dostosowuje się do tego bicia. Miała wrażenie, że tykanie zegara staje się kołysanką dla jej myśli i emocji. Ukojeniem… Powoli i rytmicznie stąpali po wąskiej, asfaltowej ścieżce, po której od świtu, aż do wieczora przewijały się tysiące stóp pielgrzymów, a która była tak wąska, że ledwie mieścili się na niej we dwoje. Co jakiś czas czuli pod stopami zdeptane, drobne kwiatki, które małe dziewczynki w białych wianuszkach na głowach z dziecięcą radością rzucały na ziemię podczas popołudniowej procesji. Była pod wrażeniem tego, że miejsce, które już od wschodu słońca tętniło życiem teraz zanurzone było we śnie. Za dnia nie pomyślałaby nawet, że może tu być tak cicho i spokojnie. A przede wszystkim bezpiecznie. Zazwyczaj bała się mroku nocy. Nie lubiła wychodzić na dwór, gdy było ciemno, a jednocześnie zawsze fascynowała się towarzyszącym nocy spokojem. Przypisywała te ogarniające ją teraz poczucie bezpieczeństwa głównie miejscu. Mały, porośnięty przez zadbaną roślinność placyk, wąska, wydeptana ścieżka, ławki, które w równych odstępach poustawiane były wokół niej, a przede wszystkim zabytkowa budowla Kościoła znajdująca się w jego centrum. To nie budziło niepokoju. Wręcz przeciwnie, sprzyjało refleksjom i uspokajało zmysły… Wiatr powiał mocniej i z rosnącego nieopodal drzewa, tuż pod jej stopy, spadło kilka liści, które były zbyt słabe aby oprzeć się podmuchowi. Zmrużyła oczy. Było jej tak dobrze. Gdyby mogła trwać tak przez resztę życia z pewnością wyrzekłaby się wszystkich nowych doświadczeń, które czekają za nią zaraz za ceglanym murem oddzielającym ją teraz od rzeczywistości. Liczyła się tylko ta chwila. - Usiądziemy? – zapytał cicho, wyrywając ją częściowo z refleksyjnego nastroju, w którym powoli się zanurzała. Jego głos na chwilę wypełnił przestrzeń dookoła nich. Nawet nie zauważyła, że właśnie przechodzili obok jednej ze stylowych ławek, którymi zawsze się zachwycała. Znacząco pokiwała głową po czym skierowali swoje kroki ku stojącej tuż obok ławce. Usiedli. Znajdowali się teraz naprzeciw ogromnych, drewnianych drzwi Kościoła i dokładnie widzieli przesuwające się wskazówki na tarczy zegara. Po obu ich stronach rosły ogromne drzewa, których korony tworzyły nad nimi jakby ochronny parasol. Jak gdyby chciały chronić ich przed wirem pożerającej takie chwile codzienności. W jej głowie zrodziła się myśl, że może kilkadziesiąt lat temu, o tej samej porze ktoś zachwycał się tym miejscem tak, jak ona teraz… Powoli oparła się o oparcie ławki i odchyliła głowę do tyłu tak, że widziała jedynie gwiazdy i splecione gałęzie drzew, które co jakiś czas poruszały się pod wpływem lekkich podmuchów nocnego wiatru, a liście skąpane były w mroku magii tej właśnie chwili. Miała wrażenie, że cały świat stoi w miejscu. Ta chwila zawierała w sobie wszystko, czego tak bardzo brakowało jej w ostatnim czasie. Spokój i ciszę, w której mogła bezkarnie błądzić wśród swoich myśli. A obok niej siedziała osoba, która przeżyła kiedyś to samo co ona, a ostatnio brakowało jej właśnie kogoś takiego. Kogoś, kto nie czyniłby jej wyrzutów z powodu tego, że kolejny raz ma ochotę zanurzyć się w znieczulającą mgłę, w którą wpadała za każdym razem, kiedy próbowała uciec od miłości. Albo o niej zapomnieć. A przede wszystkim…