Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 12 min czytania

Błędne ujednolicenie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Słońce niedbale spoglądało zza chmur na szare ulice. Jeszcze wczoraj zapowiadał się cieplutki poranek, lecz pogoda lubi być zaskakująca. Na szczęście wiatru nie było dużo. Mimo to, droga moja dłużyła się bezlitośnie. Poszukiwanie owej kamienicy okazało się znacznie trudniejsze, niż przypuszczałem. W tej jakże cichej dzielnicy, każdy dom wydawał się podobny do drugiego. Stare okna, odpadające tynki i malunki na ścianach działały przytłaczająco. Sprawiały, iż przeciętny człowiek czułby się niepewnie w tym miejscu. Tak było również ze mną. W końcu jednak zdecydowałem się wybrać i skręciłem w wąską bramę.

Okna jeszcze niemrawo odbijały ledwo co dochodzące promienie słońca. Podwórze kamienicy było okryte jednym wielkim cieniem. Wiało chłodem. W oddali można było co jakiś czas usłyszeć dźwięk klapy od śmietnika, miauczenie kota czy też niewyraźny krzyk. Stałem wśród tego całego „spokojnego hałasu” i rozmyślałem o celności mojego trafienia. Spojrzałem na kartkę. Na pogniecionym skrawku papieru nabazgrałem zawczasu adres mojego przyjaciela, do którego się wybierałem, wraz z krótkim opisem jego miejsca zamieszkania. Pech chciał, iż podczas porannej kawy owa kartka została poplamiona. Na dodatek tak niefortunnie, iż przemókł numer domu, co sprawiało, iż w dotarciu do celu kierować się mogłem jedynie opisem. Przeraźliwe skrzypienie szybko wyrwało mnie jednak z chwilowego letargu. Jeden z lokatorów otworzył bowiem swoje okno na podwórze i wyrzucił z niego puszkę, trafiając w znak stojący tuż obok śmietnika. Nieudolność swojego czynu skwitował jednym prostym stwierdzeniem, którego przytoczyć się nie godzi. Stałem tak w bezruchu i obserwowałem. Po chwili pokój z otwartym oknem wypełniła muzyka. I to nie taka, jak na co dzień słyszymy w filharmonii, lecz to, co usłyszeć można podczas występów młodych artystów ulicznych. Nie zważając na innych lokatorów, głośniki dudniły z całą mocą.

Odczułem dziwne wrażenie, jakbym nie był sam. Nie zdążyłem się nawet odwrócić, a zza moich pleców wyłonił się niewysoki mężczyzna i mijając mnie udał się w stronę drzwi wejściowych. Człowiek ten najwidoczniej nie żył tak, jak by chciał. Mimo, iż był do mnie odwrócony tyłem, zauważyłem dziury w spodniach i rozdartą nogawkę. Z jego kieszeni natomiast wyraźnie wystawało coś o kształcie butelki, co próbował ukryć przyciskając dłoń w dziurawej rękawiczce do starego płaszcza. Patrząc na to wszystko chciałem mieć nadzieję, że to co widzę, jest jedynie ewenementem na tym osiedlu. Lecz niezależnie jak mocno bym w to wierzył, moja wiedza dawała mi dostatecznie dowody, iż wyjątek to nie jest.

Nie mam pojęcia, jak długo stałem tak i wpatrywałem się w ten nienapawający optymizmem obraz. Po tym co zobaczyłem, czułem się przytłoczony. Jednak przez całe to moje zafrasowanie udanie przebrnęła jedna myśl – to nie ta kamienica. Już miałem zamiar odwrócić się w stronę ulicy, gdy coś innego przyciągnęło moją uwagę. Otóż zanim mężczyzna zdołał wejść do klatki, wyszła z niej młoda osoba. Na nogach błyszczały jej czerwone, sportowe adidasy. Spodnie, dość obszerne, rozdzielały się na dwie nogawki już na wysokości ud. Chłopak poprawiał właśnie kurtkę, tak niedbale założoną w domu, gdy spostrzegł mężczyznę, z którym ułamek sekundy później miał się minąć. Jego odruchową reakcją na widok ubogiego nie okazało się pogardliwe spojrzenie, lecz zatrzymanie się i przytrzymanie drzwi wchodzącemu. Nie miało znaczenia, w jakim jest on stanie i co sobą prezentuje. Mimo tak odbiegającego od wzorców wyglądowi, dostrzegł jego wyższość jako osoby dorosłej i pomógł. Ten bagatelny wydawać by się mogło czyn kompletnie mnie zaskoczył. Wyglądający na osiemnastoletniego blokersa młodzieniec, mogący kompletnie nie zważać na los innych ludzi, można wręcz powiedzieć, zniża się do takiego czynu. Gestu niegodnego twardziela.

Słońce zaczęło coraz bardziej ochoczo spoglądać zza chmur. Robiło się jaśniej i cieplej. Zdziwiony tym co zobaczyłem, a jednocześnie zaintrygowany, specjalnie wolnym krokiem ruszyłem do wyjścia z kamienicy. Po kilku sekundach, jak przypuszczałem, minął mnie ów młodziak w szerokich spodniach i nie zważając na nikogo ruszył w swoją drogę. Jako iż nie byłem umówiony ze znajomym na konkretną godzinę, postanowiłem podążać za nim. Byłem ciekaw cóż sprawiło, iż ten młodzieniec zachował się zupełnie inaczej niż jego rówieśnicy? Chciałem sprawdzić czy znajdę odpowiedź.

Kilka minut drogi od miejsca, w którym się pierwszy raz ujrzeliśmy, znajdował się niewielki park. Tak naprawdę ta umowna nazwa została nadana mu przez samych mieszkańców tej okolicy. Jak się dowiedziałem od starszej kobiety sprzedającej na pobliskim stoisku owoce, burmistrz miasta miał przeznaczyć ten teren na budowę prawdziwego parku, lecz skończyło się tylko na przedsionku z paroma ławkami i młodo zasadzonymi drzewami. Reszta terenu wykupiona została przez prywatną firmę pod budowę parkingu, więc pomysł parku odłożony został na półkę późniejszych inwestycji. Nie przeszkadzało to jednak stałym bywalcom rozkoszować się tym skrawkiem trawnika i malowniczo pokrywającymi go kwiatami.

Krople rosy spływały jeszcze z liści, a mały ruch w pobliżu pozwalał nacieszyć się naturą, zanim na ulice wyjadą tabuny samochodów pędzących gdzieś w pośpiechu. Szedłem cały czas za moim obiektem zainteresowania, stąpając po gęsto wyścielonej kamyczkami ścieżce spacerowej. W pewnym momencie chłopak na chwilę przystanął. Rozejrzał się i wybrał docelową ławkę. Ruszył ku niej zdecydowanym krokiem i po chwili już siedział wygodnie. Coś było interesującego w jego poczynaniach, coś co zachęcało mnie do poczekania jeszcze chwili i zobaczenia co zrobi. Zwolniłem więc i bacznie przyglądając mu się począłem lekkim krokiem spacerować po skwerku. Młodzieniec sięgnął ręką do spodni i ze swoich obszernych kieszeni wyciągnął discmana oraz ładnie opakowany nośnik CD. Otworzył pudełko i przy akompaniamencie ptaków włożył płytę do urządzenia…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%