Fantasy · 18 min czytania
Błędy życia - rozdział pierwszy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Często bywa tak, że kara za błędy młodocianej głupoty są zbyt duże. Taka niesprawiedliwość często spotyka wiele z nas. Podobny los spotkał wszystkie dzieci z Dronaru. Dronar to miasto o władcy, który pragnie spokoju idealnego. Porządek to jego obsesja. Dzieci jak wiadomo są nieposluszne i często rozrabiają. Nazywam się Nocturn. Miałem wtedy 10 lat. Bawiłem się z moimi przyjaciółmi. Miałem wiele przyjaciół. Miasto Dronar jest niewielkie, lecz dzieci w nim tworzą zgraną grupę.Większość z nas było w podobnym wieku. Byliśmy wtedy nad Lazurową Rzeką. Lazurowa Rzeka przepływała przez miasto i miała wiele rozwidleń wgłąb.W rzece tej woda była nieskazitelnie czysta. Podobno magicznie. Właśnie magia. Jeden z wielu aspektów życia. Jednak teraz miagii mógł używać tylko lord. Wielu z nas chciało poznać tajniki magii. Mówi się, że w lasach żyją druidzi. Ludzie, którzy korzystają tylko z natury i potrafią przyjmować zwierzęce formy. Ale powrócę do tego co robiliśmy nad rzeką. Otóż jeden z nas - Crotias zastanawiał się nad tym jak jest zwinny. Nie było wśród nas ani osiłków, ani osób grubych. postanowiliśmy sprawdzić na ile nas stać. Pierw sprawdzaliśmy, kto potrafi się wspinać. Pierwszy był Crotias. Wspiął się na dach (dachy w Dronarze były płaskie) i zachęcił pozostałych. Potem padło na mnie. Bez większych problemów wszedłem na górę. Gdy wszyscy weszli, każdy miał spróbować przeskoczyć kanał i wylądować na budynku po drugiej stronie. Kanał był szerokości około 4 metrów. Ja nie bałem się tego, gdyż skakałem na 5. Powiedziałem to moim przyjaciołom i miałem przeskoczyć pierwszy. Jednak zanim skoczyłem Crotias wpadł na pomysł, by jednocześnie skoczyły cztery osoby i przebiec drugi dach. Następnie skoczyć do kanału. Pierwszymi osobami, mającymi przeskoczyć był Crotias, Mistral, Violet i ja. Wzięliśmy rozbieg i wszyscy razem skoczyliśmy. Wylądowaliśmy i szybko pobiegliśmy dalej, by skoczyć do wody. Każdy zrobił jakąś sztuczkę. Ja naprzykład zrobiłem salto w tył. Gdy wylądowaliśmy w wodzie, patrzyliśmy na pozostałych jednocześnie odsuwając się na brzeg. Na nasze nieszczęście widział nas strażnik. Zaprowadził nas do lorda. Przed jego tronem mieliśmy uklęknąć. Strażnik zdał relację z naszych wybryków. Lord zdjął chustę, która zasłaniała jego oblicze. Potem zaś przemówił swoim delikatnym głosem: -A więc zachciało wam się skakać? Dobrze. Skoro chcecie robić takie wybryki, będziedzie je robić na łonie natury. Ronaldzie, przygotuj trochę żywności i narzędzi dla nich. Żegnajcie, bachory! - I dał znak jednemu z jego gwardzistów. Żołnierz zdjął metalową rękawice i ogłuszył wszystkich kolejno. Na końcu ogłuszył mnie. Słyszałem wiele rozmów i dźwięków, lecz nic nie widziałem. W końcu usłyszałem, że konie przestały stukać kopytami o ziemię. Wtedy to otworzyłem oczy i zorientowałem się, że na głowie mam założony worek. Potem poczułem ból i znowu odpłynąłem. Nie wiem ile minęło czasu, lecz gdy ocknąłem się, zdjałem worek z głowy i zobaczyłęm, że jestem w lesie. Obok mnie leżeli moi przyjaciele, a około 2 metrów dalej, leżał wózek z narzędźmi i żywnością. Chwilę potem obudzili się pozostali. Pierwszą myślą, która przyszła mi do głowy były wilki. Nie mogliśmy zostać za długo w jednym miejsu. bo by nas zagryzły. Zanim pozostali się dobudzili i uświadomili sobie naszą sytuację, ja obejrzałem narzędzia, które znajdowały się w wózku. Było tam kilka noży, młotki, gwoździe, trochę cięciw,siekiera, kilof. Ogółem wszystko czego potrzeba do zbudowania domu. Ponadto było też trochę jedzenia. Czyli chleb, woda, trochę suszonego mięsa. Chwyciłem bochenek chleba, podzieliłem na kawałki i rzuciłem każdemu część. Sam także zająłem się jedzeniem. Dotarło do mnie, że jesteśmy zdani na własne siły. Naszczęście byliśmy już w wieku, w którym rzemielśnicy szkolą swoje dzieci w fachu. Ja, syn myśliwego, nauczyłem się podstaw robienia łuku i strzelania z niego. - Hej, Namida! - Zawołałem. - Co? - Jesteś córką zielarki. Pewnie wiesz coś o roślinach. - Trochę. A co? - W takim razie pewnie potrafisz już robić jakieś leki i wywary. - Tak, ale nadal nie rozumiem czego chcesz. - A tego, żebyś wskazała miejsce, gdzie jest sporo ziół do robienia leków. W takim miejscu powinniśmy się osiedlić. - Ech. Sama tego nie znajdę. Ale jeśli pomożecie. - Chodzi o to, że jak będziemy iść, to gdy znadziemy się na takim miejscu, ty dasz nam o tym znać. - Dobra. - Hej! Musimy iść. Tutaj jesteśmy łatwym celem dla wilków. - Zawołałem. Każdy wziął coś z wózka. Okazało się, że pod jedzeniem były torby. Wszyscyt wzięliśmy po dwie. Wyposażeni we wszystko co było w wózku, poszliśmy w las. Carl wziął wózek, z którego będziemy mieli trochę desek. Szliśmy dosyć długo. Słońce było już wysoko na niebie. Wtedy to Namida powiedziała: -Tutaj! Jest tu dużo ziół. Bardzo rzadkich zresztą. Wyładowaliśmy narzędzia i każdy zaczął robić to co potrafił. Ja znalazłem trochę gałęzi z drzewa Volicis. Drzewa Volicis miały bardzo elastyczne i trwałe gałęzie. Jedynym sposobem pozyskania gałęzi z tego drzewa było odcięcie jej. Z takich gałęzi zacząłem robić łuki. Crystal, jedna z moich przyjaciółek, poszła samotnie w las. Faktem jest, że była dosyć dziwna. Kochała zwierzęta. I one ją też. Raz, gdy do miasta wleciał krwiożerczy Kor'tan (Kor'tan to wilk bardzo agresywny) ona spojrzała mu głęboko w oczy. Potem on stał się najłagodniejszym psem jakiego widziałem. Chodził za Crystal cały czas i bronił jej. Jednak po tygodniu Lord zabił to zwierzę. Po jakimś czasie wróciła z lasu z sześcioma wilkami u boku. Wilki te zamiast żądzy krwi w oczach miały chęć życia w spokoju. To było widać. Patrzyły łagodnie na wszystko. -Crystal, co ty wyprawiasz?! A jak te wilki odzyskają świadomość?!- Powiedziałem -One są świadome. - Odpowiedziała spokojnie swoim delikatnym głosem. - Ja z nimi tylko rozmawiałam. Będą nas pilnowały. Założę hodowlę. -Gratuluję! Założysz hodowlę. Pięknie! Czy ty dziewczyno zdajesz sobie sprawę w jakiej jesteśmy sytuacji?! Musimy walczyć o przetrwanie! A ty ściągasz tu watahę wilków i wmawiasz nam, że nic nie zrobią! -Odpuść jej trochę Nocturn. Ona nie zrobiła nic złego. Wiecie co? Wygląda na to, że ta wilczyca będzie rodzić. I ta również. Niech każdy z nas przygarnie jednego szczeniaka. -Eh. Katrina mam nadzieję, że wiesz co to oznacza. Będziemy musieli dzielić żywność, której wcale dużo nie mamy. Ale dobrze.- Odrzekłem. - Przepraszam, że byłem taki zdenerwowany. Trochę za bardzo się rządzę. -Dobra ja się nie gniewam. Zrobiłem już kilka łuków. Potem przeszedłem do robienia strzał, bo czym jest łuk bez amunicji. Minęło już sporo czasu. Nasz szałas był prawie gotowy. Narazie tylko szałas. Musieliśmy mieć miejsce, aby przenocować. Nazajutrz wyszedłem z szałasu i spojrzałem w głębie lasu. Zdawało mi się, że ujrzałem jakąś osobę. Z ciekawości podszedłem bliżej. Okazało się, że to Crystal. Była boso. - Hej, Crystal! Co ty tutaj robisz? - Wyszłam się przejść. Pięknie tu! - No, nawet ładnie. - Kocham lasy! - Dlaczego? - Moja mama... ona... - Co? - Moja mama była driadą. - Driadą? A cóż to takiego? - To kobieta żyjąca tylko z łaski matki natury. Bez żadnych śladów cywilizacji. Miałam tylko sześć lat. Wtedy ona powiedziała, że musi odejść. Powiedziała, że kocha mnie i las. Ale ja byłam bezpieczna tylko w mieście. A ona odeszła. Odziedziczyłam to po niej. - To dlatego zwierzęta cię uwielbiają? - Tak. Chciałabym ją jeszcze zobaczyć, ale wiem, że to niemożliwe. - Dlaczego? - Bo, gdy driada obiera ścieżkę lasu musi zostawić wszystko za sobą. Nie mam do niej żalu. Teraz my jesteśmy w lesie. - Dobra ja idę na polowanie. Musimy coś zjeść. - To dobrze, ale mam prośbę. - Jaką? - Nie strzelaj do wilków i pum. - A jak one mi będą chciały coś zrobić? - Nie będą. Rozmawiałam z nimi. - No dobrze. To idę. Chwyciłem łuk, kołczan i torbę. Ruszyłem w las. Crystal zawsze wydawała mi się inna. Jednak tym razem jest inaczej. Tym razem wiem dlaczego. Idąc lasem widziałem pumy i wilki. Patrzyły na mnie spokojnie. Crystal rzeczywiście rozmawiała ze zwierzętami! No nic, poszedłem dalej. Oddaliłem się już sporo od wioski i zobaczyłem to czego szukałem - gniazdo. Wspiąłem się na drzewo. Wująłem nóż i szybkim ruchem zabiłem ptaka. Wsadziłem go do torby. Potem jajka. Zszedłem z drzewa. Nagle przede mną stanęła bardzo skąpo ubrana kobieta. Popatrzyła na mnie i powiedziała: - Witaj! - Kim jesteś? - Córką lasu. Deris Malasir. Driadą. Matką twojej przyjaciółki. - Crystal? - Tak. Jak ona się czuje? - Dobrze. Opowiadała mi dzisiaj o pani. - O mnie? - Tak. - Ma do mnie żal? - Nie. I wiele po pani odziedziczyła. Rozmawia ze zwierzętami. - Nie możliwe! - To prawda. Wczoraj sprowadziła całą gromadę posłusznych wilków. Kocha las i bardzo chce panią spotkać. - Tylko, że... - w tym momencie oczy kobiety uroniły łzy - ja nie mogę. Ograniczają mnie prawa. - Wiem. Jesli pani chce to mogę dochować tajemnicy o tym spotkaniu. - Jeśli możesz. Spotykaj się tutaj ze mną codziennie o tej samej porze. Będę wam…