historia · 6 min czytania
Błekitne chmury nad Czarnobylem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Słońce świeciło bardziej niż zwykle, nawet myślałem, że tą straszną jasność w moim pokoju wywołała zapalona lampa. Ale to były rażące promienie słoneczne. No to kicha, muszę już wstać, pomyślałem. Jak co ranek poszedłem pomagać staremu znajomemu, Olivierowi. Był współwłaścicielem parku rozrywki w naszym miasteczku. Moim zadaniem było kierowanie diabelskim młynem. Zawsze wydawało mi się to dziecinnie proste. No bo cóż trudnego jest w włączaniu i wyłączaniu po kilku okrążeniach diabelskiego koła. Zapewne nic, ale do czasu kiedy tak myślałem byłem strasznym durniem. Tego dnia diabelski młyn udowodnił mi i wszystkim mieszkańcom, że jest niebezpieczną zabawką. Otóż około południa, na diabelski młyn wsiadła ostatnia grupa zainteresowanych. Byli to młodzi ludzie. Kilku z nich znałem z elektrowni, a jedna z dziewczyn chodziła ze mną do klasy. Włączyłem, więc maszynę na największe obroty. Ale nie dopuszczając do siebie myśli ze diabelski młyn może się zepsuć, co w konsekwencji było by zabójcze dla osób będących w środku. Chciałem już wyłączyć młyn. Jednak dźwignia się zacięła, pobiegłem po Oliviera. Jednak on zaciągnął ręczny hamulec i maszyna się zatrzymała. Zadowoleni wysiedli z młyna. A Olivier zganił mnie za moja nieodpowiedzialna postawę. Uznałem ze jestem do niczego, ryzykowałem Zycie niewinnych. Zaraz po tym zdarzeniu poszedłem do domu. Czekał na mnie gorący obiad. Moja matka, Blanka była dobra gospodynią. Przed praca postanowiłem się jeszcze zdrzemnąć. Obudził mnie ojciec, który nawoływał z drugiego pokoju. Radio grało jakąś wesoła melodie. Na piecu wrzała woda. Podszedłem i zalałem nią herbatę. Jak nic innego stawiała mnie na nogi. Było już dość późno. Pobiegłem do elektrowni. Zdarzyłem na popołudniowa zmianę. Czas mijał niezwykle szybko. Zza sąsiedniej kotary słyszałem śmiech i rozmowy operatorów. Wreszcie wybiła godzina 19.00 mogłem iść do domu. Odprowadził mnie mój kolega, Igor. Znaliśmy się od dziecka. Opowiadał mi, że może dostaniemy premie i awansujemy. Byłem zachwycony. Przydałoby mi się więcej kasy. Zdradziłem mu ze chce kupić samochód. Powiedział że to zły pomysł. Bo ceny poszły w górę. Zignorowałem jednak jego rade. Wiedziałem ze expertem w dziedzinie motoryzacji to on nie był.
Był kwietniowy wieczór. Właśnie wróciłem z elektrowni, ojciec i brat szykowali się do nocnej zmiany. Matka podała mi ciepłą zupę. Siedziałem i patrzyłem jak młodsze rodzeństwo gra w karty. Gdy skończyłem jeść, podszedłem do okna. Ach….jak ja lubiłem te zachody nad Prypecią. Wychodząc z kuchni rzuciłem: Idę spać. Dobranoc. Obudziłem się wcześnie rano. Czułem ból w głowie, byłem niewyspane a po głowie chodziły mi różne koszmary. Śnił mi się ojciec i brat, którzy mieli wyjechać na zawsze. Matka miała czarną chustkę na głowie i machała do nich. Ja byłem gdzieś daleko i tak bardzo chciałem się z nimi pożegnać, ale nie zdążyłem bo zatrzymał mnie kierownik elektrowni i powiedział: daj szklankę wody bo mi duszno.