Inne · 23 min czytania
Błękitne Piórko
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
{b}Błękitne piórko{/b}
Historia, którą chcę wam opowiedzieć wydarzyła się naprawdę. Może gdybym nie widział tego na własne oczy to bym nie uwierzył, ale mimo tego, że to się zdarzyło nie mam na to żadnych dowodów. Musicie mi uwierzyć. Piszę te słowa żeby przynajmniej w małym stopniu zrozumieć i uporządkować sprawy, które się wtedy wydarzyły. To opowiadanie ma pomóc nie wam, ale mi, pisze je dla siebie, i pewnie nawet nikomu go nie pokażę. Piszę je na zwykłych kartkach, i trzymam w łóżku pod materacem. Czasami gdy pada, wyjmuję te kartki i czytam. Czytam i piszę, coraz to nowe rozdziały tej opowieści, a w głowie słyszę jej głos: - pisz, po prostu pisz…
Wszystko zaczęło się od błękitnego piórka. Od zwykłego małego błękitnego piórka. Ale zacznę od początku, i napiszę coś o sobie, to zajmie tylko chwilkę. Wychowywałem się w normalnej rodzinie, nie miałem nigdy problemów z nauką, dzieciństwo wspominam bardzo miło. Najbardziej pamiętam jak jeździliśmy na wieś, do dziadków, którzy mieli ogromny ogród. Razem z siostrą potrafiliśmy przesiadywać tam godzinami, wyszukując coraz to nowe miejsca na kryjówkę. Dzieciństwo przebiegało beztrosko. Poszedłem do liceum, nie byłem ani wyjątkowo zdolny, ani też tępy czy leniwy. Można powiedzieć, przeciętniak, jakich wielu. Miałem też dziewczynę jednak nasz związek nie przetrwał. Pewnego razu, pamiętam to jakby to było wczoraj, mimo, że minęło już prawie 40 lat, kolega podszedł do mnie na przerwie i powiedział, że słyszał niesamowitą historię…
{b}Rozdział I{/b}
- Słyszałem niesamowitą historię, nie uwierzysz. Spojrzałem na niego, tak cały Adam, pasjonat wszystkiego, co niesamowite i niezbadane.Ostatnio tłumaczył mi zagadnienia z fizyki kwantowej i przekonywał, że istnieje więcej wymiarów. Wcześniej próbował sfotografować Ufo, które rzekomo ktoś widział nad okolicą. Staliśmy w lesie chyba ze trzy godziny, czekając na deszczu a mimo tego jedyne, co udało nam się zobaczyć to czyste niebo i gwiazdy. Adam wyskakiwał z coraz to nowym pomysłem, wierzył w mnóstwo rzeczy, które dla mnie były po prostu stratą czasu, mimo tego bardzo go lubiłem. - Co znowu słyszałeś, powiedziałem mimochodem, przyglądając się przechodzącym po korytarzu dziewczynom. - Błękitne piórko. - Co? – Spojrzałem na niego ze zdziwieniem, o czym ty mówisz. - Chodzi o to, że wyobrażasz sobie błękitne piórko, tak długo aż w końcu ono pojawia się. - A na co mi jakieś błękitne piórko? Zapytałem, ale on zdawał się mnie nie słyszeć tylko ciągnął swój monolog - Jeden koleś znalazł takie piórko, a dwa dni później wygrał na loterii masę pieniędzy. Kobieta, mówiła, że znalazła takie piórko jak jechała na lotnisko. Zatrzymała się żeby je podnieść i zobaczyła, że jej autobus właśnie odjechał. Spóźniła się na samolot, którym miała lecieć. - I co w tym niezwykłego? - Ten samolot się rozbił, rozumiesz, tylko dzięki temu, że nim nie leciała ocaliła życie. - Czyli te piórko to taki symbol, ale czego? - To jakby druga szansa, możliwość, żeby odmienić swoje życie. - Nie powiesz chyba, że w to wierzysz, zapytałem, mimo, że znałem odpowiedź. - Wiesz, co, sam próbuję, od dwóch dni, ale na razie nic jeszcze nie widziałem. Nic się nie zdarzyło. Zaciekawił mnie ta historią, ale później szybko o niej zapomniałem. Przypomniałem sobie dopiero, gdy wracałem ze szkoły. Nie wiedzieć, czemu poszedłem przez park i uważnie się rozglądałem czy nie natknę się na jakieś piórko. Błękitne.
{b}Rozdział II {/b}
Dni mijały szybko, Adam już nie mówił o piórku i zdaje mi się, że nawet zrezygnował z pomysłu szukania go, ja natomiast myślałem piórku coraz więcej. Podczas kolacji, oglądając telewizję, zastanawiałem się jak to będzie, gdy je znajdę, co się stanie, co się odmieni. Czy spotka mnie coś dobrego, jak tego gościa na loterii, czy może piórko mnie przed czymś ostrzeże. Wieczorem przyśnił mi się sen. Pamiętam go bardzo dobrze, gdyż śniło mi się błękitne piórko. Znalazłem je, leżało na trawie, było małe, puszyste. Chciałem je podnieść, ale usłyszałem, jakby ktoś za mną stał i mówił: - To, czego chcesz, nie jest tym, czego pragniesz. Pamiętam te zdanie wyraźnie, jednak wtedy nie rozumiałem jeszcze jego znaczenia. Wiedziałem tylko, że chcę znaleźć te piórko i kto wie, może wygrać w totolotka. Chociaż wtedy miałem 16 lat i pieniądze nie bardzo mnie jeszcze interesowały, wolałem raczej, żeby moja dziewczyna do mnie wróciła - To, czego chcesz, nie jest tym, czego pragniesz, powiedział głos. Wiedziałem, że jak się odwrócę, i zobaczę, kto to mówi to piórko zniknie. Patrzyłem się na nie, nie odwracając głowy. - To, czego chcesz, nie jest tym, czego pragniesz, schyliłem się po piórko… Obudziłem się.
Część 22 / 2
Zapytacie mnie w końcu czy znalazłem te błękitne piórko. Tak znalazłem, ale zajęło mi to 40 lat. Nie dwa dni, nie tydzień, czy nawet miesiąc, ale 40 lat. Teraz siedząc w pokoju i pisząc te słowa patrzę na piórko, które leży koło mnie. Jest błękitne. Zapytacie mnie, co się zmieniło odkąd je znalazłem, czy zostałem milionerem, czy może ktoś zostawił mi spadek, uratowałem się przed katastrofą? Co się zmieniło? Absolutnie nic. NIC. Ale żeby to dokładnie zrozumieć, musimy prześledzić resztę mojej historii.. I muszę wam ją opowiedzieć, mimo, że i tak mi nie uwierzycie…
Tak jak już mówiłem, po tym śnie, który wtedy miałem zacząłem intensywniej szukać tego piórka. Minął tydzień, coraz rzadziej o nim mówiłem, ale wciąż o nim myślałem. Minął następny tydzień, nie zdarzyło się nic niezwykłego. Przez dwa miesiące, dzień w dzień wracałem do domu przez park, uważnie się rozglądając i szukając mojego piórka. Byłem pewien, że w końcu je znajdę. Potrzebowałem go. Bardzo chciałem żeby moje życie odmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jednak dni mijały a ja wciąż bezskutecznie szukałem. W końcu zacząłem nawet myśleć, że może to wszystko nie prawda, że to tylko taka bajka wymyślona przez kogoś. Ostatniego dnia marca, pamiętam to dokładnie, była środa i było deszczowo i zimno. Wychodząc ze szkoły powiedziałem sobie, o nie dzisiaj ostatni raz go szukam. Jeżeli go nie znajdę to rezygnuję, bo to widocznie bez sensu. Szedłem szybko, zamyślony tak, że nawet nie zwracałem uwagi na nikogo. Doszedłem do parku coraz bardziej zły, czując, że zmarnowałem dwa miesiące na bezsensowne zabawy, i klnąc w myślach na Adama, że w ogóle mi o tym powiedział. Zaczęło padać, nie przejąłem się tym zbytnio gdyż miałem na sobie ciepłą kurtkę. Nagle usłyszałem za sobą ciche – o nie, odwróciłem się i zamarłem….W tamtym momencie zapomniałem o wszystkim, zapomniałem nawet dokąd idę i co w ogóle tutaj robię. Czas się zatrzymał a ja wpatrywałem się w najpiękniejsze oczy jakie kiedykolwiek widziałem. Patrzyłem się, nie mogąc wyksztusić słowa, i musiałem mieć bardzo głupią minę, gdyż dziewczyna roześmiała się tylko. Z książką pod pachą, i mokrymi włosami wyglądała prześlicznie. - Ale pogoda, powiedziała i popatrzyła na mnie z uśmiechem… - Masz, pożyczę Ci swoją kurtkę… Tak zaczęła się najdziwniejsza historią, jaka mi się przydarzyła.
Do domu wróciłem dwie godziny później niż zwykle, cały przemoczony, ale szczęśliwy. Matka spojrzała na mnie tylko, nie pytając o nic. Zjadłem kolację i poszedłem do pokoju. Bardzo długo nie mogłem zasnąć. Pamiętam jak leżałem w łóżku i myślałem, że to wszystko jest niesamowite. Cały czas szukałem jakiegoś piórka a okazało się, że spotkałem właścicielkę najpiękniejszych oczu na ziemi. I to ostatniego dnia, a co by się stało gdybym nie wracał wtedy przez park? Pamiętam jak spotykaliśmy się codziennie. Chociaż na chwilę, na 15 minut. Krótka rozmowa, uśmiech. Pamiętam, jak wyczekiwałem ostatniego dzwonka w szkole i pędziłem do parku. Czasami przychodziłem pierwszy, ale najczęściej ona już tam na mnie czekała. Byłem szczęśliwy, bardzo szczęśliwy. Myślałem, że to najlepsze, co mi się mogło przytrafić w życiu. Nasze spotkania przerodziły się w coś więcej. Po jakimś czasie zaczęliśmy ze sobą chodzić, ot tak po prostu. Najbardziej pamiętam jak przesiadywaliśmy do późna w nocy u niej w domu, czasami u mnie i rozmawialiśmy. O wszystkim. Była moją dziewczyną, najlepszym przyjacielem i najbliższą osoba. To ona namówiła mnie żebym drugi raz podchodził do matury. Za pierwszym razem nie zdałem, i miałem sobie w ogóle odpuścić, pamiętam, że miałem wtedy w domu niezłe piekło z tego powodu. Ona przychodziła do mnie, przynosiła książki i uczyliśmy się. Ona czekała na mnie pod drzwiami sali gdzie miał być egzamin. Pierwsza się dowiedziała, że zaliczyłem i to z bardzo dobrym wynikiem. Pamiętam jak poszliśmy wtedy na lody, ja opowiadałem jej o pytaniach, jakie miałem, o radości rodziców, gdy im powiem, że zdałem. Ona się tylko uśmiechała…
{b}Rozdział III{/b}
Pierwsza praca, którą miałem, w sklepie u Olsena. Była to ciężka, niewdzięczna robota, którą chciałem rzucić i poszukać czegoś innego. Zgadnijcie, kto mnie namówił, żebym tego nie robił, że jeszcze kilka miesięcy i znajdę lepszą pracę. Zostałem. Po kilku miesiącach Olsen, szukał kogoś, na stanowisko zastępcy kierownika sklepu, tak tego samego sklepu, w którym kilka miesięcy wcześniej pracowałem. Zdziwiłem się, że wybrał mnie. Jeszcze nie tak dawno dźwigałem ciężkie paczki, układałem towar, obsługiwałem magazyn a teraz siedziałem sobie w biurze, piłem kawę i sprawdzałem dostawy. Mieszkaliśmy wtedy w wynajętym mieszkanku. Ona pracowała jako korepetytorka. Nasze zarobki nie były ogromne, więc nie mogliśmy sobie pozwolić na większe mieszkanie. Po moim awansie przeprowadziliśmy się jednak. Pamiętam tę radość z nowego mieszkania. Czułem się wtedy tak wspaniale, zaczynało się nasze nowe wspólne życie. Do tej pory myślałem, że życie to ciągła wspinaczka pod górę, że trzeba walczyć o to żeby coś zdobyć, ciężko na to zapracować. Ale od czasu tamtego spotkania w parku, to tak jakbym wszedł na sam szczyt tej góry zwanej życiem i zaczął zjeżdżać w dół. Bardzo szybko. Rzeczy działy się praktycznie same. Wszystko to, o czym od zawsze marzyłem zaczęło się spełniać.
Kiedyś powiedziałem jej, że w młodości chciałem być pisarzem. Siedzieliśmy wtedy, w parku, na ławce i patrzyliśmy na gwiazdy. To była ciepła, lipcowa noc. - To pisz, odpowiedziała. Po prostu pisz. - Coś ty, żeby utrzymać się z pisania trzeba być naprawdę dobrym. King zaczynał jak miał 14 lat. Nikt by nawet nie zechciał czytać moich książek. Sam nie wiem, o czym miałbym napisać. - Po prostu pisz. - Poza tym, nie lubię pisać na komputerze, chciałbym taką prawdziwą maszynę do pisania. Pisarstwo było czymś, o czym myślałem od dziecka, ale zawsze wydawało mi się poza moim zasięgiem. Uwielbiałem wymyślać historię, bohaterów. Nawet miałem pomysł na pierwsze opowiadanie. Wracając następnego dnia po pracy nie myślałem o naszej wczorajszej rozmowie. Przypomniałem sobie dopiero, gdy zobaczyłem na stole nowiutką maszynę do pisania, z założonym papierem, na którym ktoś napisał jeden wyraz….pisz. No, więc pisałem. Przez pierwsze dwa tygodnie ciągle zmieniałem i poprawiałem swoje opowiadanie. Zaczynałem pisać od nowa, dochodziłem do pewnego momentu, uznawałem, że to jest bez sensu i wyrzucałem je. Było mi wstyd, że pieniądze przeznaczone na tę maszynę do pisania mogliśmy wydać na coś bardziej pożytecznego.