Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 11 min czytania

Bliskie spotkania

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rok po dwóch Bliskich Spotkaniach przy kościele Bożego Miłosierdzia w rodzinnym mieście, pojechał ze znajomymi we wrześniu do Gietrzwałdu, niewielkiej warmińskiej miejscowości koło Olsztyna. Znajduje się tutaj sanktuarium ze słynącym łaskami obrazem Matki Boskiej i w dwa tysiące siedemnastym roku przypadła sto czterdziesta rocznica mających tutaj miejsce objawień maryjnych. Matka Boska ukazywała się tutaj wielokrotnie w dziewiętnastym wieku dwóm dziewczętom. Jest to jedyne polskie objawienie maryjne oficjalnie uznane za prawdziwe przez Stolicę Apostolską. W pobliżu kościoła bije uzdrawiające źródełko, pobłogosławione przez Matkę Boską podczas ostatniego z objawień. Postanowiwszy zabawić kilka dni w Gietrzwałdzie, zamieszkali w agroturystycznej kwaterze w pobliskim Olsztynie, skąd dojeżdżali samochodem do Gietrzwałdu. Wyspowiadał się w sobotę przed niedzielną uroczystością i pomodliwszy się przed cudownym obrazem, odmawiając różaniec, poszedł alejką i polnymi ścieżkami w stronę odległego o kilkaset metrów źródełka. Wzdłuż wijących się meandrami ścieżek postawiono kapliczki z dwudziestoma tajemnicami różańcowymi i zgodnie z wezwaniem przekazanym wizjonerkom przez Matkę Boską, żeby odmawiać różaniec, po wiodącej do źródła alejce wędrowało wielu ludzi. W ciszy i skupieniu odmawiali kolejne części różańca, przystając na dłużej przy kapliczkach i rozpamiętując Święte Tajemnice. Po odmówieniu wszystkich czterech części zabawił jeszcze trochę przy źródełku, stojąc w kolejce po wodę, i kiedy wrócił na plac przy kościele, to znajomi już odjechali do Olsztyna. Stał zmartwiony, rozglądając się po prawie już pustym placu, a kiedy usłyszał, że stojący w pobliżu z miodem bartnik wybiera się samochodem do Olsztyna, to poprosił o podwiezienie. - Mieszkam przy Wędkarskiej - powiedział do pszczelarza, kiedy już jechali samochodem. - Może mnie pan wysadzić w pobliżu tej ulicy? - Nie wiem, gdzie Wędkarska, wysadzę pana przy Jeziorze Ukiel. - Znam to jezioro, pół wieku temu odsługiwałem wojsko w olsztyńskiej prokuraturze i przychodziłem się tutaj kąpać. Chwilę później został wysadzony przy rondzie i powędrował brzegiem jeziora, podziwiając zacumowane przy brzegu jachty. Rozdźwięczane muzyką i śpiewem, rozjaśnione odbijającymi się w wodzie kolorowymi światłami, kojarzyły mu się w zapadającym zmierzchu z widokami Lazurowego Wybrzeża. Robiło się coraz ciemniej i ciemniej, od godziny błąkał się brzegiem jeziora, pytając o drogę. Kilkakrotnie mu ją pokazywano i kilkakrotnie pobłądził, bojąc się wchodzić w najciemniejsze zakątki. Późnym wieczorem spotkał siedzące na pomoście nad wodą dwie wpatrzone w smartfony dziewczyny i kiedy je zapytał o drogę, to pokazały mu właściwy kierunek, ale znowu pobłądził. Stawało się coraz mroczniej i mroczniej, coraz bardziej groźnie i ponuro. - Takim już, Boże, tym wszystkim zmęczony - poskarżył się w myślach. - Przecież ja już mam siedemdziesiąt lat i jestem jak stary korsarski okręt przeciekający we wszelkich możliwych miejscach, i bez Twojej pomocy już dawno bym zatonął, już by dawno było po mnie. I tym momencie zobaczył wychodzącego zza zakrętu wysokiego, młodego przystojnego mężczyznę. - Nie wie pan, jak trafić na Wędkarską? - zapytał i nieznajomy spojrzał w smartfona. - Chodźmy... Powiedział cichym nienarzucającym się głosem i zanurzyli się obaj w mroczne alejki. - Czułem, że tędy wiedzie moja droga - spojrzał na nieznajomego. - Ale bałem się wchodzić w zarośla. - We dwójkę raźniej - zauważył nieznajomy. Szli dosyć szybko przez ciemną gęstwinę, mijając liczne rozwidlenia krzyżujących się ścieżek i pomyślał, że sam by przez te ciemności nie trafił. W pewnym momencie zaczął go ogarniać niepokój i spojrzawszy na nieznajomego z rodzącą się obawą, zauważył, że jego rysy zaczęły się wyostrzać, stawać bardziej dojrzałe, męskie i szybko odwrócił głowę, przestraszony że za wiele zobaczy. I wtedy nieznajomy, wyczuwając jego obawę, zaczął opowiadać o uzależnionym od alkoholu znajomym. - Znajomi go częstują wódką - opowiadał nieznajomy. - Im się później nic wiele nie dzieje, a on dostaje po alkoholu białej gorączki. - Ja również w młodości utraciłem kontrolę nad piciem, jak zacząłem pić, to nie mogłem przestać - spojrzał z zainteresowaniem na nieznajomego. - Pod wpływem alkoholu zmieniałem się z przyzwoitego doktora Jekylla w odrażającego master Hyde. Ciągle upadałem i ciągle się podnosiłem. Bardzo cierpiałem i w końcu zostałem zepchnięty przez alkohol do przedsionka piekła, i zacząłem wołać na ratunek Matkę Boską, i poszedłem na terapię, i od tego czasu trzydziesty trzeci rok nie piję, i przestało mnie ciągnąć do wódki, i... - I co? - I nie wiem, co dalej ze mną będzie. - Jeżeli pan jeszcze kiedyś upadnie, to niech pan znowu poprosi Mamę o pomoc i niech się pan nie podnosi z pustymi rękami. - To znaczy? - No, coś tam zawsze wartościowego na ziemi leży. - Myśli pan, że dalej będę upadał? - Na pewno, jeżeli nie przez alkohol, to przez inne uzależnienia. - A dlaczego tak to jakoś inaczej ze mną...? - Należy pan do ludzi nie znoszących monotonii. - Nie znoszących monotonii...? - Ma pan za ciężką nogę na gazie, a za lekką na hamulcu, a tacy mają w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%