Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 7 min czytania

Bliskość Anioła

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Podobno anioły są wśród nas... Ktoś, kiedyś opowiadał mi, że żyją w świecie podobnym do naszego. Widzą nas, choć my ich nie widzimy. Nie mogą jednak materialnie wpływać na ten nasz świat. Każdy człowiek ma swojego Anioła Stróża, który czuwa nad nim. Myślę, że ten mój anioł, to ma chyba czarne skrzydła albo całkiem o mnie zapomniał. Czemu on mi nie pomagał? Nigdy... Czemu pozwolił mi się tak stoczyć? Wziąć pierwszy raz? I kolejny, kolejny, kolejny... dlaczego? Dopiero po chwili bluzgania w myślach zorientowałam się, że właśnie przestałam obwiniać o wszystko Boga – teraz ofiarą moich zarzutów stał się mój Anioł Stróż. To dziwne, ale o tyle, o ile Bóg zdawał się nigdy nie reagować na moje narzekania, o tyle ów anioł odpowiedział niemalże natychmiast. I okazał się taki... realistyczny. To straszne siedzieć tak samemu w miejscu potocznie zwanym domem. Właściwie ciężko to nazwać domem nawet potocznie. Ot, jakaś stara buda, melina. Mieszkam tu sama. Bez rodziców. Przychodzą tu czasem znajomi od skręta, znajomi od strzykawki. Oni również czasem tu śpią, nawet kilka nocy pod rząd. Czy dla nich to też jest dom? Siedzę w kącie. Jakoś tu tak ciepło. I ma się widok na resztę pomieszczenia. Nieszczelne okna, brudne ściany i podłoga, śmierdzące meble, gazety porozkładane w drugim rogu, puste butelki po alkoholach, stare strzykawki... Ach, czegóż tu nie ma! To mój dom. Ja już nie czuję tego smrodu piwa, wódki, ludzkiego potu, papierosów, palonego zielska, a nawet moczu. Czasem tylko fala tej zniewalającej mieszanki uderza w me nozdrza wywołując przelotny grymas na mojej twarzy. Ale to tylko czasem, tylko przez chwilę... Przyzwyczaiłam się już. Z rzadka kłuje mnie w klatce piersiowej – pewnie przez brak świeżego powietrza. Ale ja się już przyzwyczaiłam. Koniec siedzenia i rozmyślania – myślenie niszczy psychikę. Życie jest trudne. Czasem łatwiej trochę powegetować. Prostuję nogi, sięgam do kieszonki ciasnych dżinsów. Karteczka, kilkukrotnie zgięta na pół. Kochane zawiniątko... W środku biały proszek. Chwila, dwie i kokainowa trucizna dostaje się do mojego nosa. Najpierw w jedną dziurkę, potem w drugą, by nos z żadnej strony nie był poszkodowany. A kim jesteś ty?... Fala ciepła uderza w ciało, w głowie się kręci, wszystko wiruje. Chce mi się śmiać, tańczyć! Wsłuchuję się w wyimaginowaną muzykę i spoglądam na jakąś postać o czarnych skrzydłach. - Koleś, kim jesteś? To nie bal przebierańców!... Krzyczę, chcąc przebić się przez muzykę, którą słyszę tylko ja. Spoglądam na „kolesia” jak na ostatniego kretyna, a on posyła mi pobłażliwe spojrzenie rozczulonej matki. Znów coś zakuło, bliżej serca... brak powietrza? Próbuję dźwignąć się na nogi, trzeba wyjść na zewnątrz, zaczerpnąć świeżego powietrza... Och, jak tu duszno! Skrzydlaty powstrzymał mnie uprzejmym gestem dłoni, przewidział mój ruch. Boże, jaką on ma piękną twarz... A ja nie mogę się na niego napatrzeć, mam takie ciężkie powieki. Nie, nie zamykajcie się! Chcę patrzeć, on jest cudowny! To chyba najpiękniejsze, co w życiu widziałam. Nie, nie zasypiaj, nie teraz... „Klatka stop” – nie wiem jak się znalazłam na dyskotece, ale naprawdę mi się tu podoba. Tłum faluje, kłęby dymu osnuwają rozmazane…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%