Religia · 4 min czytania
Błogosławieństwa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Jak głęboko sięga poczucie wstydu? Jak bardzo rani wiara? Gdzie są granice wytrzymałości? Jaki sens ma cierpienie i nadzieja w lepsze jutro?
Kochał wieczory. Nie miał innej miłości. Kochał momenty, kiedy zostawał sam ze sobą. Nikomu się nie zwierzał, bo nikogo nie miał. Dławił w sobie smutki i brał do ręki kielich goryczy. Pił do lustra, zło rozcieńczał nadzieją. Wierzył w lepszy świat. W dzień, kiedy burza, nawet najstraszniejsza, minie, i znów zaświeci słońce. Pragnął niewiele - sprawiedliwości i ciepła. Bał się, że nie wytrzyma, że nie podniesie się z kolejnego upadku. Bał się samego siebie i swojej bojaźni. Reszta była nieważna. Reszta była milczeniem.
Księżyc oświetlał bezgwiezdne niebo. Na zewnątrz huczał wiatr. W mieszkaniu cisza przenikała się z samotnością. Wskazówki zegara przerażały szybkością upływającego czasu. Leżał na sofie, a po policzkach spływały mu łzy. Na jego oczach upadł mit herosa. Poddał się. Nie miał więcej sił by walczyć. Bezwładnie zmrużył powieki. Popłynął w głębię marzeń. Zasnął snem sprawiedliwych.
***
Świat opływał w rozkosze. Człowiek poił się przyjemnościami. Szczęście mieszało się z rozpaczą. Bieg przechodził w ucieczkę. Czas mijał w świetle jupiterów, w blasku niknących wiecznie chwil. Ciemność. Strzeliste sklepienia gotyckiej katedry. Chłód, wilgoć i mrok. Smak wieczności. Klęczał. W rękach przesuwał paciorki różańca. Bezgłośnie poruszał ustami. Błagał o przebaczenie. Szczerze i czysto. Z miłości i żalu.
Część 22 / 2
***
Huk wybuchających bomb. Świst przelatujących samolotów. Grzmot walących się budynków. Życie ocierało się o śmierć. Przerywane nalotami i wiązane nadzieją. Codzienność pozwalała zapomnieć. Nie wolno rozpaczać. Takie było prawo wiary. Siedział smutny. Smutek był tak szczery i piękny, że wzniósł się ponad to prawo. Płakał, ale szedł do przodu. Płacz dawał siłę i był nadzieją.
***
Perfidny uśmiech…