Komedia · 42 min czytania
BLONDZIA ANETA - PODRYWACZ cz. V
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
BLONDZIA ANETA
Oczywiście doskonale wiem, że blondynka kojarzy się z głupotą w najczystszej postaci i znam całą masę kawałów o jasnowłosych imbecylkach. Jednak jakoś nigdy nie kierowałem się stereotypami, zwłaszcza gdy ten stereotyp ma duże, błękitne oczy, piersi jak marzenie i włosy długie do pasa. A tak właśnie wyglądała laseczka ze zdjęcia, które dostałem od Anety, dziewczyny poznanej na czacie. Nic wiec dziwnego, że natychmiast umówiłem się z nią na randkę. Chciałem zaprosić ją do jakieś eleganckiej restauracji, ale uparła się na McDonalda, więc uległem, żeby nie spłoszyć panienki. Przyszedłem trochę przed czasem, usiadłem w rogu sali i bębniąc ze zniecierpliwieniami palcami o blat stołu czekałem na moją blond piękność. Spóźniła się o dobre piętnaście minut. Natychmiast poznałem ją po włosach i dużych, krągłych piersiach, niemal wylewających się z bardzo odważnego dekoltu. Dopiero później zauważyłem, że jest ubrana cała na różowo, ale kolor jej miniówki, bluzeczki i butów naprawdę miał dla mnie drugorzędne znaczenie. Zgodnie z jej życzeniem zamówiłem po Big Macu i półlitrowej coli i zacząłem ją bajerować, a jestem w tym naprawdę dobry - Masz ciekawą, niebanalną urodę. Myślałaś o tym, żeby zrobić karierę modelki? - zawsze dobrze zacząć od komplementów. - Myślałam – uśmiechnęła się zniewalająco. - Nawet miałam już kilka propozycji. - Tak? A kto ci proponował? - No rodzice. I koleżanki. Mówiły: „Fajna z ciebie dżaga, może spróbowałabyś zrobić karierę w szoł biznesie jako modelka albo coś?” - Myślałem o innego rodzaju propozycjach niż sugestie koleżanek. Ze świata mody nikt się jeszcze tobą nie zainteresował? - No jakoś nie. Ja też się dziwię – szczerość Anetki była rozbrajająca. - Ale tak naprawdę chyba wolałabym zostać gwiazdą filmu. Myślę, że mam talent aktorski. - Tak? - zainteresowałem się. - A grałaś już w czymś? - Nie, jeszcze nie. - To skąd wiesz, że masz talent aktorski? - No bo świetnie potrafię udawać różne rzeczy. - Jakie? - byłem dociekliwy. - Na przykład żabę, dziką świnię, orgazm... - wymieniała licząc na palcach. - Zademonstrować? - spojrzała na mnie tymi swoimi dużymi oczyma. - Jasne, proszę bardzo – zgodziłem się dobrodusznie i rozparłszy się w krześle czekałem na pokaz. - Ok. To na początek żaba – Anetka zaczęła głośno kumkać i rechotać, wzbudzając duże zainteresowanie dzieci siedzących przy sąsiednim stoliku. - Całkiem nieźle – skomentowałem zachowując poważną minę. - A dziką świnię? - A dzika świnia robi tak! - blondynka mocno zmarszczyła nos i zachrumkała na całego McDonalda jak prawdziwy dzik z najdzikszego lasu, wywołując eksplozję śmiechu u wszystkich dzieciaków. - Jeszcze, jeszcze, jeszcze! - skandował mały, góra pięcioletni chłopczyk, siedzący pod oknem z bardzo atrakcyjną mamusią. - No to jeszcze! - Anetka chrumkała długo i głośno, a małolaty aż pokładały się ze śmiechu. - Świetnie! - pochwaliłem ją z trudem powstrzymując śmiech. - Ale już wystarczy! - Dlaczego? Tak dobrze mi idzie! Zobacz - kochają mnie! – blondzia wskazała paluszkiem na rozbawioną dzieciarnie. - Wiem, ale wolałbym porozmawiać. - To może pokazać ci jak udaję orgazm? - spytała z niewinną minką. - Może później. I może nie będziesz musiała wtedy udawać – puściłem jej oko. - Przecież tu jest pełno dzieci! - No tak, rzeczywiście - zreflektowała się. - Przepraszam cię na momencik. Muszę iść do toalety – Aneta wstała i ruszyła w stronę ubikacji. - Niech pani zrobi dzika! - poprosiła dziewczynka z włosami związanymi w dwa warkoczyki. - Dzik robi tak! – blondynka doskoczyła do niej i zachrząkała jak największa dzika świnia, jaką tylko można spotkać w leśnych ostępach. Najwyraźniej zamierzała przestraszyć dziewczynkę, ale ta malutka bestyjka zaśmiała się na cały głos. W końcu moja jasnowłosa zniknęła za drzwiami oznaczonymi kółeczkiem, a ja postanowiłem sprawdzić osławioną inteligencję blondynek. Wziąłem ulotkę McDonalda, napisałem na niej „Odwróć kartkę”, obróciłem na drugą stronę i umieściłem tam napis tej samej treści. Po chwili Aneta wróciła z wyrazem radości na twarzy, usiadła i pochylając się w moją stronę wyznała mi: - Ale ulga! Od razu mi lepiej! Te ciśnienie w gaciach było nie do wytrzymania! Przez chwilę nie wiedziałem co powiedzieć, bo zapuściłem żurawia za jej dekolt i widok odebrał mi mowę, ale moja elokwencja szybko powróciła: - A więc chciałabyś zrobić karierę w filmie... Jaki jest twój ulubiony gatunek? Sensacyjne, komedie, romanse? - Lubię takie filmy, w których dużo się dzieje – oczy zaświeciły jej się jak dziecku na widok zabawki. - Ale nie chodzi mi o jakieś tam bezsensowne pościgi na motorynkach czy inne głupie strzelanki z leworwerów, tylko jak się dużo dzieje w kontaktach damsko-męskich. - Czyli romanse? - za cholerę nie wiedziałem, co to są leworwery, ale nie chciało mi się drążyć tego tematu. Może to jakieś pistolety dla leworęcznych? - Tak, ale takie bardziej sensacyjne z elementami humoru, ciekawymi kłótniami, śmiesznymi wyzwiskami i akcjami łóżkowymi. - I chciałabyś zagrać w takim filmie? - Z miłą chęcią. Nie miała bym nic naprzeciw, wręcz przeciwnie! - A gdyby trzeba się było rozebrać? - spojrzałem na nią badawczym wzrokiem. - Gdyby tego wymagał scenariusz, to dlaczego nie? Film jest sztuką, która ma swoje wymagania i czasem dziewczyna musi pokazać cycki dla dobra fabuły. - No tak, tak jak mówisz. A gdyby trzeba było też pokazać gołą dupę albo cipkę? - To bym pokazała. Widzisz problem? Bo ja nie! - odpowiedziała zdecydowanym głosem. - Ja też nie widzę. Możesz pokazywać cipkę non stop. Oczywiście dla dobra filmu i jeśli absolutnie wymaga tego scenariusz - zakpiłem. - Masz słuszną rację. Dobro filmu jest najważniejsze, jeśli chce się stworzyć arcydzieło. - A powiedz mi, gdyby trzeba było uprawiać seks przed kamerą, zrobiłabyś to? - Jak w ogóle możesz o to pytać? - oburzyła się tak, że aż jej biust zafalował.- Film według mnie jest absolutnie najważniejszą ze sztuk i dlatego jest wart każdych poświęceń! Nawet gdyby chcieli mi wsadzić naraz trzy kutasy w cipkę, jednego do buzi i jednego w tyłek, z radością zacisnęłabym zęby, rozwarła uda i z uśmiechem na twarzy grałabym najlepiej jak potrafię! Po prostu całą sobą, każdą częścią mojego ciała! Tylko tak można wspiąć się na wysokie wyżyny mistrzostwa i osiągnąć najwyższe laury w branży. - Nie wiem, czy wszystkim podobałoby się, gdybyś wtedy zacisnęła zęby, ale mniejsza z tym. Jakie są twoje ulubione filmy? - Jest ich wiele, długo by wymieniać. Na przykład: „Różowa szparka”, „Mega ruchańsko na maksa” czy „Wielkie, sztywne pały w akcji”. - Widziałem, widziałem! Naprawdę niezłe. Prawdziwa klasyka. Dużo można się nauczyć z tych świetnych filmów. - Też tak uważam, a nawet sądzę. Dlatego oglądałam te dzieła światowej kinematografii wiele razy – odpowiedziała absolutnie nie wyczuwając drwiny w moim komentarzu. - Skoro tak uważasz, a nawet sądzisz, to wydaje mi się, że masz słuszną słuszność i racjonalną rację – spróbowałem wypowiadać się w jej stylu, żeby sprawić dziewczynie przyjemność i sprawdzić reakcję. - Co to za kartka? - wzięła do ręki ulotkę z McDonalda i przeczytała na głos: - „Odwróć kartkę”. Natychmiast to zrobiła i wtedy znów przeczytała: - „Odwróć kartkę”. - To intrygujące! - powiedziała z błyszczącymi oczami. Coraz szybciej przewracała ulotkę to na jedną, to na drugą stronę, cały czas czytając na głos ten sam napis. W końcu zdenerwowała się, zmięła w ręku kartkę krzyknęła ze złością w głosie: - Chyba jakiś cwaniak robi sobie ze mnie jaja! - Po czym wnosisz? - spytałem z niewinnym uśmiechem na ustach. - Przewracam tę cholerną kartkę, przewracam, tak jak jest na niej napisane, i nic z tego nie wynika! Napis się nie zmienia! Więc po co to jest napisane, co?! - Nie mam pojęcia. Nie łam sobie nad tym swojej ślicznej główki. - Naprawdę myślisz, że mam śliczną główkę? - spojrzała na mnie z zaciekawieniem, natychmiast zapominając o ulotce. - Oczywiście, Anetko! Mogę tak na ciebie mówić? A może masz jakiś fajny pseudonim? Jak na ciebie mówili w szkole? - Tak jak na każdą dziewczynę. Lodziarka, big cyc i takie tam. Nic szczególnego. - To nie obrazisz się, jak będę na ciebie mówił „lodziareczko Anetko”, „mój ty wielki cycuniu”? - Nie, ale wolałabym, żebyś nazywał mnie „Liska”. - Dlaczego tak? - No jak to? Nie słyszałeś o Lisie Sparxxx? - Nie. A co to za jedna ta Lisa Szparka? - Nie szparka, tylko Sparxxx. Wymawia się „sparksksks”. - Ksksks? - powtórzyłem. - To jakaś aktorka? - Sportsmenka. Prawdziwa mistrzyni i rekordzistka świata i to w takiej dyscyplinie, w której myślę, że też byłabym bardzo dobra. Bo musisz wiedzieć, że oprócz filmu interesuje się również sportem. - No to fajnie. Widzę, że spotkałem w tobie niebanalną osobowość – pochlebstwami zmiękczałem ją aż miło. Zawsze wiedziałem, że jestem świetnym podrywaczem. - A cóż to za dyscyplina. - Ale ty jesteś zacofany – Aneta spojrzała na mnie z wyższością. - Przecież Lisa wygrała mistrzostwa świata w uprawianiu seksu i pobiła przy tym absolutny rekord świata. Miała pod rząd dziewięćset dziewiętnastu facetów. - E, to chyba niemożliwe! - No jak nie, jak tak! To co ci mówię, jest na autentycznych faktach! Dziewięćset dziewiętnastu facetów jeden za drugim! Sama widziałam to na video! - O, to w takim razie wielki szacun! A nie mogła dociągnąć do tysiąca, skoro była już tak blisko? Chyba cipka by jej nie pękła? - No nie mogła. Tak ją wszystko bolało, że nie dała rady. - Ciekawe co najbardziej? - zakpiłem. - Podobno szyja, bo robiła to na takim małym stoliku i cały czas musiała mieć głowę w górze. Ale to nawet dobrze, że tysiak nie pękł, bo może ja będę pierwszą kobietą, która pokona magiczną barierę tysiąca stosunków pod rząd! To moje wielkie marzenie! Chciałabym, w ten sposób przejść do historii sportu – Aneta przymknęła oczy i zrobiła rozanieloną minę. - No to musisz ostro wziąć się za treningi. Dużo ćwiczysz? - Dość dużo, ale myślę, że jednak ciągle za mało. - A jaki masz rekord? - zainteresowałem się. - Powiem ci, jak przekroczę setkę. Na razie trochę mi brakuje – odpowiedziała z tajemnicza miną. - No dobrze, Liska, więc akurat w to nie będę wnikał. - Fajnie, że mówisz na mnie „Liska”. Lisa Sparxxx jest moją prawdziwą fanką! - Chyba idolką? - zwróciłem uwagę mojej rezolutnej blondyneczce. - No co ty! Przecież ona mnie zupełnie nie zna, więc nie może być moją idolką. To ja jestem jej największą idolką! - Coś ci sie pokręciło. Jest zupełnie odwrotnie. - Tobie się pokręciło! Myślisz, że jak jestem blondynką, to muszę być głupia? - Aneta poczerwieniała na twarzy. - Nie, nie, co ty! - musiałem załagodzić sytuację. - Kto jak kto, ale ty na pewno nie jesteś typową, mało rozgarniętą blondzią, która myśli cipką zamiast głową. - No właśnie! - powiedziała z tryumfem. - Cieszę się, że się rozumiemy. Dziewczyna leniwym ruchem poprawiła sobie włosy, a potem wysunęła język i w uwodzicielski sposób zwilżyła sobie wargi. Chyba spodobałem się Anetce, że zachowywała sie w ten sposób. Jednak teraz miałem ważniejsze sprawy na głowie, bo czułem, że jeszcze chwila i mój pęcherz nie wytrzyma. Wstałem więc i chcąc uniknąć kolokwializmów powiedziałem: - Muszę udać się tam, gdzie król chodzi piechotą. - Jaki Król? - ożywiła się blondynka. - Mariusz Król? Znasz go? Chodził ze mną do klasy. W porządku chłopak, nie? Miał penisa długości dwadzieścia trzy centymetry, sama mierzyłam. - Nie, nie znam żadnego Mariusza Króla. - To może chodziło ci o Jacka Króla? Kiedyś poszłam do niego na korki z matmy i tak się nudziliśmy, że wylądowaliśmy w łóżku. Ale były jaja – zaśmiała się głośno. - Jacka też nie znam – odparłem zniecierpliwiony. - Idę do kibla sie odlać. Zaraz wracam. - To idź, tylko się nie obsikaj – próbowała zażartować. Oddalając mocz do pisuaru rozmyślałem, czy warto poświęcać czas tej kretynce. W końcu spełniała kilka z moich głównych wymagań, to znaczy była ładna, lubiła seks i rozrywkowy tryb życia. Ale z drugiej strony czasami porażał mnie jej debilizm i na dłuższą metę wnerwiała ucho. Ale cóż, dam jej szanse, może w bardziej intymnej atmosferze okaże się, że jest fajną dziewczyną? - A ty jaki masz pseudonim? - zagadała mnie, gdy wróciłem z toalety. - Piękny Roman. Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego? To widać na pierwszy rzut oka. - Dlaczego? - Przypatrz mi się dobrze. Co widzisz? - Masz pryszcza na czole. - Nie o to mi chodziło. Spójrz niżej. - No i co teraz? - Anetka mocno pochyliła się nad stolikiem i wlepiła wzrok w moje krocze. - Nie aż tak nisko. Spójrz na moją twarz. Co widzisz? - Na prawym policzku też masz pryszcza – zaśmiała się z satysfakcją. - Cholera jasna! Gdzie ty patrzysz? – zaczynała mnie irytować. - Spójrz na moje oczy, usta, nos! Widzisz te piękne rysy? - Nie, a powinnam? - A nie masz ty czasami czegoś z oczami? Lekarz nie kazał chodzić w okularkach? - Nie. Dlaczego pytasz? - szeroko otworzyła usta ze zdziwienia. - Tak sobie. Po prostu martwię się o ciebie, Lisko. - Zupełnie niepotrzebnie. W zeszłym tygodniu w końcu wyleczyłam sobie grzybicę pochwy i teraz jestem zdrowa jak ryba. - Cieszę się. Swędziało, jak miałaś grzybki w cipce? - zaciekawiłem się. - Trochę, ale zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Wiesz co, mam pomysł! Może zagramy w „tajemnice'? - A na czym to polega? - Opowiadasz mi jakaś tajemnicę, coś, czego jeszcze nigdy nikomu nie mówiłeś, a potem ja rewanżuje się tym samym. - No dobra, to dawaj. Słucham tej twojej tajemnicy. - Ale to ty musisz zacząć. - Nie, nie. Nie ma mowy. Kobiety mają pierwszeństwo. - Ale z ciebie dżentelmen – zaśmiała się. - No dobra, przekonałeś mnie. Wiesz, kiedyś koleżanka namówiła mnie, żebym kupiła sobie wibrator. Wybrałam taki fajny, duży i różowy. Ale nie byłam z niego zadowolona. - Dlaczego? - Strasznie mnie po nim bolały zęby. - Zęby? - zdziwiłem się niezmiernie. - To gdzie ty sobie go wkładałaś? Do papy? - A gdzie niby miałam wsadzić? W dupę?! - zdenerwowała się tak, że aż podniosła głos. - przecież to normalne, że zawsze jak brałam penisa do ręki, to potem oczywiście brałam go do buzi. Wibrator to też jest penis, tylko że sztuczny, więc dlaczego teraz miałabym zrobić inaczej? Chyba mi nie chcesz wmówić, że logiczność mojej logiki jest nielogiczna? - Nie, nie, skądże znowu. Logiczność twojej logiki jest bardzo logiczna, ale z tego co wiem, to dziewczyny zawsze wkładają sobie wibratory w cipkę. Wtedy dopiero odczuwają prawdziwą przyjemność. To ponoć prawie tak, jakby ci facet wsadził, a bierzesz wibrator do ręki tylko dlatego, że akurat tego faceta nie ma obok ciebie. - Ale ze mnie głupia cipka.... - odpowiedziała po chwili namysłu. - Chyba masz rację, ze wsadziłam go nie tam, gdzie trzeba. Nie dość, ze prawie bym się udusiła, to jeszcze o mały włos wybiłabym sobie zęby, bo włączyłam wibrator na najwyższy bieg. - No widzisz? Ale nie przejmuj się, na przyszłość będziesz wiedziała. - No właśnie! - odparła z radością w głosie. - Dobrze, że go nie wyrzuciłam! Muszę jeszcze dzisiaj wypróbować jak to jest, gdy się użyje włoży wibrator we właściwe miejsce. - Widzę, że już dawno zjadłaś – umiejętnie zmieniłem temat. - Mam więc propozycję, żebyśmy się gdzieś przeszli. - Nie ma sprawy, ale gdzie? - No nie wiem, może na przykład chciałabyś zobaczyć mój pokój. - Jeden taki też kiedyś na pierwszej randce zaprosił mnie do siebie na tylko na oglądanie znaczków, a potem dymał całą noc. Mam nadzieję, że nie kombinujesz teraz, jakby mnie tu przelecieć? - Aneta spojrzała na manie badawczym, podejrzliwym wzrokiem. - Nie, nie, co ty? Nie jestem taki – skłamałem bez zająknięcia. - To dobrze, bo nie bzykam się na pierwszej randce. Nie myśl sobie, że jestem jakąś głupią, cycatą blondzią, która po godzinie znajomości bierze do buzi, ściąga majtki i rozkłada nogi. Jestem bardzo, ale to bardzo porządną dziewczyną. Oprócz rewelacyjnego, seksownego ciałka mam też wybitny intelekt i przepiękną, wrażliwą duszę. - Tak, wiem. Od razu to zauważyłem. - Naprawdę? – ucieszyła się jak głupi z bateryjki. Zaskakujesz mnie pozytywnie in plus. - O, widzę, że masz bardzo bogate słownictwo – jechałem wypróbowaną metodą komplementów. - Pewnie dużo czytasz? - Tak, zwłaszcza horoskopy i porady seksualne w Cosmo. Ale przestań już mnie zagadywać i chodźmy w kocu zobaczyć ten twój pokój. Skoro sprawa została jasno i dobitnie postawiona w ten sposób, nie pozostało mi nic innego, jak opuścić McDonalda i udać się z moją wesołą blondyneczką do mojego mieszkania, które dzieliłem z rodzicami. Na szczęście ich nie było, bo wyjechali do ciotki, więc aż do następnego dnia miałem chatę wyłącznie do swojej dyspozycji. Anetkę przede wszystkim zainteresował mój szeroki, rozłożony tapczan. Sprawdziła jego twardość, położyła się na brzuchu, potem na plecach, przeturlała się w prawo i w lewo, podniosła do góry szeroko rozłożone nogi i stwierdziła: - Fajny masz tapczanik... to znaczy pokoik. Mam nadzieję, że miło spędzimy tu czas. - Jestem tego pewien. Czego się napijesz? - Jakiegoś drinasa. Tylko nic do niego nie dosypuj, żebym była łatwiejsza, ok? - zastrzegła sprytna Anetka. - Od razu wyczuje, bo mam bardzo czułe podniebienie. - I co jeszcze masz czułe? - A jak myślisz? - odparła mocno rozszerzając uda. - Oczywiście serduszko. Wyszedłem do kuchni i po chwili wróciłem z dwoma drinkami, które w trzech czwartych składały się z wódki. Anetka od razu wzięła duży łyk i słusznie zauważyła: - Mocne jak cholera! Jak to wypije, to chyba będę tak pijana, że namówisz mnie na wszystko. - Słuchaj, Lisko big cycusiu. Miałaś kiedyś mierzoną pojemność płuc? – chciałem odwrócić jej uwagę od mocy alkoholu, a jej pokaźny biust spowodował, że podświadomie właśnie w tym kierunku skierowałem rozmowę. - Nie, ale na pewno mam dużą! - dumnie wypięła te swoje balony i wzięła kolejny duży łyk ze szklanki. - No wiesz, to wcale niepowiedziane, że jak masz duże piersi, to masz też wielkie płuca. Jest to niezależne od siebie. Ale jak chcesz to mogę łatwo zbadać ci domowym sposobem pojemność płuc. Jest to bardzo ważne w twoi wymarzonym zawodzie aktorki, zwłaszcza, że w filmie często też dziewczyny muszą śpiewać. - No to mi zbadaj. Na co czekasz? Umieram z ciekawości. - No dobra. Stań tutaj – pokazałem jej miejsce na środku pokoju i zająłem pozycje za jej plecami.- Teraz wypuść wszystkie powietrze z płuc. Dziewczyna spełniła moją prośbę, a wtedy mocno chwyciłem ją za piersi obiema dłońmi i powiedziałem: - Bardzo dobrze. A teraz nabierz tyle powietrza, ile tylko zdołasz, a ja po sile nacisku biustu na moje dłonie bezbłędnie określę, jaką masz pojemność płuc. - No dobrze, ale mam nadzieję, że to jest profesjonalne badanie, a nie tylko pretekst, żeby dotknąć cycków i mnie wymacać – upewniała się. - Bardzo profesjonalne. Jestem świeżo po kursie określania pojemności płuc. Nic sie nie bój, mam wszystko pod kontrolą. W razie zasłabnięcia od razu zastosuję metodę usta-usta i penetrację kluczowych otworów ciała, co zawsze stawia dziewczyny na nogi, więc niczego nie musisz się obawiać. - No to mnie uspokoiłeś. A więc badaj! – nabrała tyle powietrza w płuca, ile tylko zdołała. Piersi mocno naparły na moje dłonie. - I co, i co? Duże mam płuca? - niecierpliwiła się Aneta. - Chyba tak ale przez materiał trudno wyczuć. Gdybym dotykał bezpośrednio skóry, mógłbym dużo precyzyjniej określić pojemność płuc- ściemniałem aż miło. - No dobra – chwyciła mnie za dłonie, włożyła pod koszulkę i umieściła je na piersiach. - Sprawdź jeszcze raz. Ale pamiętaj! Żadnych macanek i takich tam! To jest badanie! - Oczywiście, że żadnych macanek – odparłem bawiąc się jej sterczącymi sutkami. - Pełen profesjonalizm. Czuj się jak u lekarza. - Lekarz nigdy mnie tak nie dotykał – zachichotała. - Bo to słaby lekarz był! Bez bezpośredniego kontaktu z pacjentem nic sensownego nie można stwierdzić – masowałem biust okrężnymi ruchami czując, jak nabrzmiewają jej piersi. - Masz rację! Jak miałam te grzybki w cipce, to lekarz miał ze mną wyjątkowo bezpośredni kontakt i wyleczył mnie z tego paskudztwa. Grzebał mi tam paluchem chyba przez dziesięć minut, a potem wziął lupę, latarkę i zaglądał do środka, jakby szukał skarbu. - No wiesz, może jak tak grzebał ci w szparce, to zsunęła mu się obrączka i tam została, wiec kombinował, jakby ją tu wyciągnąć. Takie rzeczy bez przerwy się zdarzają. - A może! Faktycznie zwróciłam uwagę, że nie miał potem obrączki na palcu. A może ona cały czas jest tam w środku? - Aneta odwróciła główkę w moim kierunku i spojrzała zaaferowany wzrokiem. - Może być! - Gdyby ją tak wyciągnąć i sprzedać, to miałabym kasiorkę na kosmetyki, waciki i takie tam. Musiałby mi zajrzeć do cipki ktoś kompetentny i stwierdzić, czy nie mam w niej czegoś cennego! - Nie ma sprawy, Lisko – ściskałem i ugniatałem jej nagi biust…