Muzyka · 11 min czytania
Blood flowing down... is it a dream?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Ostrożnie wychylił się przez okno, rozejrzał się wokół. Ocenił, ze znajduje się mniej więcej trzydzieści-czterdzieści metrów na ziemią. Schował głowę z powrotem. Nie chciał przecież, by ktoś go zauważył. Ponownie spojrzał na podłogę ciasnego pomieszczenia. Ciągle wszystko było w porządku. Bo i co miałoby się zmienić? Ściany były ceglane, nie otynkowane nawet. Jedynym wyjściem, a zarazem wejściem tutaj były wąskie schody przy ścianie po prawej. Pochylił się. Już chyba dziesiąty raz dzisiaj patrzył na podłogę. Zastanawiał się, czy już czas. Podniósł z podłogi długi na ponad metr dwadzieścia wykonany w większości z drewna karabin snajperski kalibru 7.62x54. Tak, to była jego ulubiona broń. Może i ruscy ogólnie nie grzeszą mądrością - pomyślał - Ale za to doskonale wiedzą, jak łatwo zabijać. Wręcz uwielbiał ten karabin. W jego mniemaniu miał same zalety i tylko jedną wadę. Z tej broni można strzelać z bardzo dużą szybkością, jak i również celnością, jeśli ma się wprawę. No, ale niestety każdy kolejny strzał oznaczał bardzo dużo huku. Ciężko było ta broń dobrze wytłumić. Udała mu się ta sztuka na tyle, że przynajmniej z tej odległości, jaka dzieliła go od ziemi nikt nie powinien usłyszeć strzału. Oparł lufę broni o okno, kolbę zaś o własne ramię. Przyłożył oko do celownika optycznego. Wiedział, iż jego ofiara nie ma szans. Uwielbiał to uczucie. Miał absolutną władzę nad życiem swojego celu. Tylko od niego zależało kto dożyje jutra, a kto nie. Zaczął przeglądać po kolei okna budynku naprzeciwko. Dzieliło go od niego nie więcej jak sto metrów. Wszystko widział dokładnie. Już rozmyślał, co mógłby zrobić i z tą władzą. Mógłby na przykład podglądać żonę „obiektu”, jak zwykł mawiać, w kąpieli. Mógł sprawdzić, jakie programy telewizyjne interesują członków jego rodziny. Był bogiem! Nie, bogiem to może zbyt mocne słowo. Był raczej kimś w rodzaju „Wielkiego Brata”. Wielki James - zaśmiał się do siebie prawie na głos. Trzeba go znaleźć - mówił sam do siebie - tego… jak mu tam… Martin Yuricich? Tak, tak właśnie się nazywał. James nie miał pamięci do nazwisk. Jego interesowały tylko liczby. Liczby wyrażające wysokie sumy, wpływające na jego konto. Znalazł. Na pierwszym piętrze. Martin właśnie siedział wygodnie w salonie, popijał jakiś alkohol. Nagle wstał, odłożył szklankę na stół i opuścił pomieszczenie. James przesunął celownik tak, by widzieć sąsiednie okna. Jedno z nich wychodziło z łazienki. Tam właśnie wszedł Martin. Co za głupota - przeszło mu przez głowę - takie duże okno wychodzące z łazienki. Chociaż z drugiej strony i tak nie miał go kto podglądać. Jedynym sposobem byłoby dostanie się na tą właśnie wieżę, na której stał i zabranie ze sobą lornetki bądź… karabinu snajperskiego z przeciętnej jakości lunetą. Odłożył broń. Nie będzie przecież strzelał do człowieka w kiblu! Wyjął z kieszeni niewielkich rozmiarów srebrny odtwarzacz plików mp3. Wsadził słuchawki do uszu i wcisnął odtwarzanie. Ze słuchawek popłynęła delikatna muzyka oraz ledwie słyszalny kobiecy głos. Podniósł karabin oparty o ścianę i ponownie zajął pozycję. Stwierdził, że Martin zniknął z łazienki. Nie było go także w salonie. Szklanka ze stołu również znikła.
I'll never waste another day Searching to find the reason
Usłyszał męski głos dochodzący ze słuchawek. Wsłuchiwał się w tekst, jednocześnie szukając swojego „obiektu”.
why did I choose to play this game this goes too far I'll take no more
W momencie, gdy usłyszał te słowa odnalazł Martina w sypialni rozmawiającego z żoną. Doskonale, w sypialni było duże okno. Nie miał szans.
I played the part and took the blame while you pretend nothing is real life turned to night as you're asleep
Sam nie wiedział czemu, ale uważnie przysłuchiwał się głosowi wokalisty. Znał przecież ten kawałek doskonale.
Część 22 / 2
blood flowing down, is this a dream?
Te słowa go uderzyły.
Liar, you tempt me
Doszło niewyraźne, kilka razy powtórzone przez wokalistkę. Czas zdawał się stanąć w miejscu. Wydało mu się, iż odnosi się to do niego. Chyba pieniądze go skusiły. Gdyby nie te ogromne sumy, nie zająłby się nigdy taką robotą. Ale przecież… to był jego sposób na przeżycie! W ten sposób zarabiał na życie! Utrzymywał rodzinę. Pomyślał o swojej Michell. Tak, to dla niej. Ach, gdyby wiedziała, skąd pochodzą pieniądze za które co dzień robi zakupy… za które przygotowuje posiłki sobie i dzieciom… James miał z Michell dwójkę dzieci. Chłopców. Byli małżeństwem już od kilkunastu lat. Ale Martin przecież również miał żonę! Z tego, co się dowiedział, miał również nastoletnią córkę. Miałby zabić jedynego żywiciela rodziny, by zapewnić byt swojej rodzinie?
I don't know what to do no guilt is in my heart I don't know what to do I'm not the reason
Tak, refren wykonywany przez wokalistkę w sporym stopniu oddawał jego sytuację. Nie miał pojęcia, co powinien teraz zrobić. Przecież gdyby się wycofał, jego rodzinie groziłoby niebezpieczeństwo! O nie, rodzina przede wszystkim… ale czy ma prawo stawiać dobro własnej rodziny ponad dobro rodziny Yuricich’a? Czy moja rodzina jest lepsza? Ma większe prawo, by godziwie żyć? - myślał - Nie jestem żadnym bogiem!
I'll never