Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

BŁOTO

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kamera wydobywa postacie. Wyłaniają się. Takie same. Okiem kamery tworzone, okiem kamery zakłamane. Zastygnięte. Rozjaśnienie. Niech to będzie fotografia, mówi reżyser miętoląc szluga, taki fajny efekt. Fotografia czegoś co było, czegoś co się skończyło, rozumiecie, rzecz zamknięta, całość, w jakiś sposób istotna. To się rozumie samo przez się, prawda? Wiec fotografia ożywa. Dajemy jej głos. Ja obserwuję. To co było, a dzieje się teraz. Postacie wyłaniają się. Podwórko jakich wiele. I ludzi jakich wiele. Statyści, aby było prawdziwiej. Ale tak naprawdę to liczy się tylko on. Siedzący w kucki, patykiem grzebie w błocie. Jeszcze szuka. Jeszcze jest młody. Już jest z boku.

Od teraz zacznie się starzeć. I to szybko. Aż zatrzyma się na skraju.

Nie potrafił nigdy zniknąć, nie potrafił też nabrać obrazu, toteż twierdzę, że jego twarz powinna być zamazana, ogólnie postać zamglona. Kreci pan film krótkometrażowy? Tak, miał być jeden obraz. Jeden. Tylko… Jak zaczynałem było to takie soczyste, rozumie pan, pulsowało. Nie musiałem być, by to było. Dopóki nie włączyłem kamery. Myśli pan, że mógłbym zrobić film bez kamery? Mężczyzna wzruszył ramionami. A trzeba kręcić? Nie rozumiem, mruknął reżyser. Skoro jest scenariusz… No, ale grzebanie w błocie, jeśli wie pan o czym mówię. Rozumiem. I dlatego trzeba kręcić, zrobić film o grzebaniu w błocie. O moim przyjacielu, o sobie, o panu. Może to coś da. On nic nie znalazł, przypomniał gość. I nikt się tym nie zainteresował, dodał. Wie pan, ja za bardzo jeszcze tego nie rozumiem, nie mogę sobie wszystkiego przypomnieć, może dlatego chcę zrobić ten film. Pan zdaje się lepiej pamięta…

Zdaje się. Zdaje się nawet to, że jest to złudzeniem. Patyk złamał się, czy też nie. I czy potem rzucałem błotem w chodzące kobiety. I innych co wyglądali. Tylko wyglądali. Czy po prostu stałem z dłońmi pełnymi błota patrząc z niedowierzaniem. Czym było błoto. Może to nie o nie chodziło. Schylony nad stołem, pamiętam tylko jego grymas. Śmiech i wymioty. Zawęziłem się do dusznej knajpy. A to przecież koniec filmu. Zostawia się monetę na blacie i idzie w dal. Ale stąd nie ma wyjścia. Zresztą nie chcę się nam dla tej pindy odgrywać klasycznych scen. Nie chce się nam odgrywać scen, a to tylko pozostało. I gra w karty. Zrobimy z tego film dokumentalny, bo to jest film dokumentalny, tylko, że się to nigdzie nie wydarzyło, zdarzając się wszędzie, pomyślał wstając o poranku. Powiedz mi, kim jesteś. Teraz? Czy w ogóle? Jak chcesz. Mów. Cisza. Twarz na tle poszarzałej ściany. To głupie, mówi w końcu. Mogę coś opowiedzieć, co najwyżej. Jak to przed wyjściem do szkoły czułem mdłości, i jak później dobrze było w domu, daleko. Tylko, kamera trochę krępuje. I to do tematu nie pasuje.

Temat? Nic takiego. Nie chce mówić wcześniej co mam nakręcić. Poddać się temu co, temu grzebaniu w błocie, nie określając czym

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
BŁOTO — czytnik · opowiadania