Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 7 min czytania

Błysk ciemności (Prolog 1/2)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}Prolog{/b}

Korony drzew łapczywie wchłaniały poświatę srebrnego księżyca, czyniąc leśną ścieżkę całkowicie nieoświetloną. Chłodne, nocne powietrze orzeźwiało umysł, a groźny szept wiatru sprawiał, że korony wysokich iglaków zaczynały leniwie tańczyć. Zewsząd dobiegało ostrzegawcze pohukiwanie sów i szelest liści poruszonych przez przepłoszone zwierzęta. Frederic Gradaux jedną ręką prowadził konia za uzdę, a drugą trzymał żarzącą pochodnię. Uważnie wypatrywał przeszkód na nierównej ścieżce, starając się nie rozglądać na boki. Ogromny las, zasłonięty czarną płachtą nocy pobudzał wyobraźnie, która naświetlała w umyśle przeraźliwe sceny, wprawiające jego ciało w drgawki. Wziął w płuca solidny haust powietrza, bardziej niż za dnia doceniając zapach lasu. Pokierował wierzchowca tak, by nie wdepnął w głęboką na metr szczelinę, po czym maszerował dalej uważnie nasłuchując dźwięków, które w większości tworzyły się jedynie w jego głowie. Z każdym krokiem drzewa zdawały się coraz rzadziej porastać teren. Światło księżyca zaczynało przedostawać się do gruntu, tworząc coś w rodzaju stalagnatów, wyrastających ze sklepienia nieba i łączących się z ziemią na wilgotnym mchu. Powoli do oczu wędrowca zaczął docierać kontur budowli, z której okiennic pozowały złociste ogniki, podkreślając jej majestat. Dwór na wzniesieniu tętnił życiem mimo późnej pory, co można było dostrzec nawet ze znacznej odległości. Frederic minął ostatnią linię drzew i przeszedł kawałek polaną, zgarniając z wysokiej trawy wielkie krople rosy. Szedł w stronę willi szybkim i pewnym krokiem. Uradował się na duchu, że znalazł cel swojej wędrówki. Przez dłuższy czas idąc po lesie obawiał się, że będzie musiał nocować pośród drzew. Doczłapał do żelaznych drzwi wejściowych i zastukał kołatką. Te otworzyły się natychmiast, ukazując stojącego za nimi służącego. -Niech pan wejdzie – rzekł lokaj – Ja zaprowadzę pańskiego konia do stajni – dodał i zniknął w gęstwinie nocy wraz z wierzchowcem. Słysząc te słowa wędrowiec przeszedł przez próg domu. Okazałe wnętrze biło po oczach setkami znanych i drogich obrazów, doskonale oświetlonymi przez rozstawione wszędzie świeczniki. Podłogi rozściełane były pięknie haftowanymi dywanami, a drewniane schody same w sobie były dziełem sztuki. -Frederic, mój przyjacielu – rzekł Desgard Taeron pojawiając się znikąd, po czym objął go z entuzjazmem – wybacz, że nalegałem byś dobył tu o tak późnej porze, ale sytuacja nie ścierpi zwłoki. Desgard był niskim, niedźwiedziowatym mężczyzną o pulchnej, czerwonej twarzy. Włosy na jego głowie zmieniły barwę z czarnej na siwą odkąd widzieli się po raz ostatni. Ubrany był w czerwone, jedwabne szaty, a złoty wisior, zawieszony na szyi podkreślał status społeczny i majątkowy. Po wymienieniu uścisków i pozdrowień, sprowadził Frederica po stromych schodach do małego pomieszczenia. Przy długim dębowym stole siedziały w milczeniu trzy osoby. -Wybacz, ale oczekuję jeszcze trzech gości. Muszę iść na górę i zatroszczyć się o kilka rzeczy. Zajmij

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Błysk ciemności (Prolog 1/2) — czytnik · opowiadania