Obyczajowe · 6 godz. 6 min czytania
Bo jestem inna .
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Bo jestem inna cz. 1
Wybiegła z sądu jak szalona. Zbiegając ze schodów, mało się nie przewróciła. Za nią biegł mężczyzna.
– Marta! – wołał. – Poczekaj. Twoja torebka, zostawiłaś ją.-
-Zatrzymała się już na chodniku. Rzeczywiście, nie miała przecież torebki. Za to miała trzydzieści osiem lat i została świeżo upieczoną rozwódką. Mężczyzna podszedł do niej.– -Marta. Przepraszam cię, to nie tak miało być. Myślisz, że ten rozwód mnie nie obszedł?–
Dawaj moją torebkę i adieu, mój ty były mężu! – Wyrwała mu ją z ręki. – Nie chcę cię widzieć, ty… ty zasrany bohaterze! Idź sobie do tej swojej, co ją tak ratowałeś. Podziwiaj te długie nogi, tę wymalowaną buźkę, a ode mnie bądź z daleka. Piętnaście lat poszło z dymem, tak jak chałupa twojej kochanki! Spadaj! – krzyczała, nie zważając na to, że przechodnie na nią spoglądają.
-A on stał i nic już nie mówił. Patrzył tylko na nią, a po chwili się odwrócił i odszedł.
– Upiję się, słowo honoru, że dzisiaj się upiję – powiedziała do kogoś, kto nawet jej nie odpowiedział.Weszła do pobliskiego sklepu, kupiła wino, którego nigdy wcześniej nie piła, wsiadła w samochód i odjechała.
Po wejściu do domu rzuciła się najpierw na kanapę i rozpłakała. Z żalu, ze złości – sama nie wiedziała jeszcze z czego. Piętnaście lat dobrego życia. Bez awantur, no, jakieś tam kłótnie były, ale szybko się godzili.
A tu naraz jej mąż, strażak zawodowy, ratował swoją obecną z pożaru domu. Ona już nie była mu potrzebna, zamienił ją po cichu na młodszy model.
Dlaczego?Wstała, poszła do kuchni, otworzyła wino i upiła spory łyk prosto z butelki. Było niedobre, ale za każdym łykiem smakowało lepiej.
Zaczęła się śmiać i płakać na przemian. Kiedy okazało się, że butelka jest pusta, Marta była już porządnie wstawiona. Tak jak sobie obiecała – upiła się.
Chwiejnym krokiem weszła do pokoju i osunęła się na podłogę. Zasnęła z głową opartą o brzeg łóżka.Po przebudzeniu bolała ją głowa. Wino nie do końca z niej wyparowało. -
-Rozglądała się po pokoju, jakby była tu pierwszy raz.– Ojej – zamruczała pod nosem. – Wstawiłam się. Nie było warto, ten głupek nie wie, co i kogo stracił.Ale najbardziej bolało ją to, że dopiero po otrzymaniu wezwania na sprawę dowiedziała się o ich rozwodzie.-
Wzięła do ręki telefon i zadzwoniła do mamy.–
- Cześć mamuś – powiedziała niepewnie. – Wiesz już? Jestem rozwiedziona z Markiem. Bo co? I dlaczego? Mamo, nie wiem. Bo jestem inna? Bo już mnie nie kocha? No tak, no ja też… Powiedz ojcu. Kocham cię, mamuś. Pa.
-Nie dała matce dojść do słowa. Powiedziała, co jej na myśl przyszło, i się rozłączyła. Siedziała znów na podłodze, oparta o kant łóżka. Podkurczyła nogi, oplotła je rękoma i wspominała męża.
- To, jak się poznali, jak się kochali. Miała dwadzieścia trzy lata, jak za niego wyszła. No, może nie była klasyczną pięknością, miała taki oryginalny typ urody: oczy skośne jak u Zośki Loren, wysoka, chuda, zawsze z roztrzepanymi włosami, które nie chciały być proste. Niepodobna ani do matki, ani do ojca, ani do brata. Była inna – zawsze to słyszała.
– To po co, głupku, się we mnie zakochałeś?! – krzyknęła do zdjęcia, na którym była z mężem, a które stało na nocnym stoliku.
Wstała z podłogi, wzięła ramkę do ręki i z impetem rzuciła nią o ścianę. Szkło rozprysło się po podłodze, ale nic sobie z tego nie robiła.
Spojrzała na potłuczone szkło i uśmiechnęła się krzywo.– I bardzo dobrze, giń przepadnij, ty strażaczku od siedmiu boleści – warknęła pod nosem, ostentacyjnie rozgniatając butem fragment szklanej tafli.
-Wściekłość nagle wyparła resztki żalu. Taka już była. Kiedy inne kobiety zamykały się w sypialni i płakały w poduszkę, Martę rozsadzała czysta, dzika energia. Najpierw robiła awanturę, roznosiła dom, klnąc przy tym jak szewc, a dopiero trzy dni później siadała na kanapie i zastanawiała się, czy aby na pewno nie przesadziła.
- Ale teraz? Teraz nie przesadziła. Piętnaście lat tolerował ten jej niewyparzony język, te jej fochy i nagłe wybuchy. Ba! Sam powtarzał, że woli jej dzikie awantury niż ciche dni. „Przynajmniej wiem, że żyję, Marciu” – mawiał, podnosząc ją do góry, gdy rzucała w niego poduszkami.
– No to teraz zobaczysz, jak się żyje – syknęła.Podeszła do szafy w sypialni. Szarpnęła za drzwi tak mocno, że aż zatrzeszczały zawiasy. Zaczęła bezwzględnie, z furią wyrzucać jego markowe koszule, mundury wyjściowe i ukochane dresy prosto na podłogę...Masz ,wynoś się z mojej szafy , wypieprzaj do tej swojej Malwiny czy jak jej tam .Dupku , zatęsknisz ty jeszcze za mną . Ale nie będzie zmiłuj się . Koniec z Tobą ty , ty ….nawet nie wiem jak jeszcze mogę cię nazwać .Padalec ? Tak , to dobre określenie . -
cz.2
-Marek przyszedł po kilku dniach zabrać swoje rzeczy i rozmówić się z Martą w sprawie podziału majątku. Bał się trochę konfrontacji, bo w starciach z nią zawsze stał na straconej pozycji. On – spokojny i ugodowy, Marta – kobieta żywioł.
-Otworzyła mu drzwi ubrana w szlafrok i domowe kapcie. Stanął i patrzył na nią ze zdziwieniem. Było już późne popołudnie, a ona w szlafroku?
– No i co się tak gapisz? Wchodzisz czy nie? Jak nie, to spadaj – rzuciła i już chciała zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale przytrzymał je nogą.
– Marta, nie musimy drzeć ze sobą kotów – odezwał się łagodnie, wchodząc do środka.
– A ktoś drze? Kota bym nie skrzywdziła, co innego takiego dupka jak ty! – fuknęła podniesionym głosem.
– Zachciało ci się rozwodu? W porządku, ale dlaczego o wszystkim dowiedziałam się dopiero z wezwania na rozprawę, a nie z twojego pozwu?
- Wiesz, że mogłam nie wyrazić zgody? Co tam w ogóle nasmarowałeś? Że cię biłam, krzyczałam i wyganiałam z domu? No powiedz, co! Że nie chciałam urodzić ci dziecka? Bo nie chciałam! Nie czuję powołania do bycia matką!
– Marta, to nie tak... – uspokajał ją. – Ja się po prostu zakochałem w Malwinie. Proszę cię, zrozum.
– Ach, jejku, zakochał się! A kiedy przestałeś kochać mnie, co?! No proszę, powiedz, miej odwagę!
– Nie przyszedłem się kłócić. Chcę tylko uporządkować niektóre sprawy. Musimy zdecydować, co z domem, samochodem i oszczędnościami na wspólnym koncie. Jak to załatwimy, Marta? Musimy dojść do porozumienia.
– Dom, konto, samochód? Zatrzymaj sobie tę kasę, mam swoje osobiste konto i zawód, który przynosi zyski – odpowiedziała nerwowo. – Ale dom i samochód? Ten wóz jest mój, ty masz swój. A dom? Ile do niego dołożyłeś, że chcesz podziału? Dom dali mi moi rodzice.
– Dali nam, Marta. Nie tylko tobie – spojrzał na nią z wyrzutem.
-Zmrużyła skośne oczy, które patrzyły na niego z gniewem, a które on kiedyś tak bardzo kochał. Przyglądała mu się w milczeniu przez dłuższą chwilę. W końcu podeszła do komody, wyciągnęła z szuflady teczkę i wyjęła z niej jeden z dokumentów.
– Czytaj – powiedziała władczo, podsuwając mu kartkę pod nos. – Co tu jest napisane?Czytał i nie wierzył własnym oczom. To była intercyza, którą podpisał w dniu ślubu, nawet do niej nie zaglądając. W razie rozwodu nie miał żadnych praw do nieruchomości.
– Teraz już wiesz, do kogo należy ten dom? Do Marty Makowskiej. Ale już niedługo oddam ci to nazwisko, moje panieńskie wcale nie jest gorsze.
- A skoro już wiesz, że dom jest mój, to będę złośliwa i postąpię z tobą dokładnie tak, jak ty ze mną. Rozmyśliłam się. Oddasz mi połowę pieniędzy z naszego konta. To będzie nasz jedyny podział majątku.
-A teraz zabieraj z garażu worki ze swoimi ciuchami i wynoś się. I jeszcze jedno: oddaj klucze, sukinsynu podły.
-Wyszła za nim do garażu. Z satysfakcją obserwowała, jak pakuje swoje rzeczy. Na podjeździe stał jego samochód. Marta spojrzała kątem oka i dostrzegła siedzącą na miejscu pasażera kobietę.
– Oboje przyjechaliście dzielić mój majątek? Przykro mi, laluniu! – krzyknęła w stronę auta. – Na majątek trzeba sobie zasłużyć! Już wszystko zapakowałeś, kutafonie? No to wypad z mojego podwórka, póki jeszcze jestem miła.
- Śmieci trzeba sprzątać. Jakie to szczęście, że mój śmieć sprzątnął się sam.Zamknęła za nimi bramę kluczami, które odebrała Markowi, i wróciła do domu.
Gdy tylko zatrzasnęły się drzwi, domowa cisza uderzyła w nią z podwójną siłą. Marta odpaliła laptopa, a jej palce lekko drżały na klawiaturze. Zalogowała się na wspólne konto i przelała połowę oszczędności – równe pięćdziesiąt tysięcy na osobiste. Drugą połowę zostawiła Markowi.
Chciała być w porządku wobec prawa, ale przede wszystkim wobec samej siebie.Wylogowała sie z ich wspólnego konta, po czym zamknęła laptopa.
Bojowy nastrój nagle z niej wyparował. Ukryła twarz w dłoniach, pozwalając, by przez palce popłynęły pierwsze od kilku dni, gorzkie łzy.
- Wygrała tę bitwę, ale wojna o poskładanie życia na nowo dopiero się zaczynała.
Pokażę wszystkim że sobie poradzę . Przecież jestem inna i zrobię tak , jak będę sama chciała . Już nikt mi w zyciu nie podskoczy .- powiedziała z naciskiem .
cz. 3
Rodzice zaprosili Martę na niedzielny obiad. Nie bardzo miała ochotę do nich jechać, ale nie chciała odmową sprawić przykrości mamie .
-.Kiedy przyjechała, był już tam jej brat Łukasz z żoną i kilkuletnim synkiem Natanem.
-Łukasz był od Marty o trzy lata starszy i uważał się za kogoś lepszego. Był na wyrost uprzejmy, taki w ogóle „ą i ę”.
Jako rodzeństwo nie byli ze sobą nadmiernie zżyci, a jego żona, Kinga, nigdy Marty nie polubiła – zresztą z wzajemnością.
Natan bawił się w salonie. Gdy zobaczył Martę, podbiegł, żeby się przywitać.
– Ciocia, dlaczego tak długo nie przychodziłaś? – pytał.
– Bo ciocia miała trudne sprawy do załatwienia – wyręczyła ją w odpowiedzi bratowa, po czym zabrała synka do jadalni.
Marta tylko mruknęła pod nosem, że to głupia pinda, co rozgniewało przechodzącą właśnie mamę.
– Marta! – syknęła. – Jak możesz? Hamuj się trochę.
– Dobrze, mamuś. Pomóc ci w czymś? Bo przecież lalunia się nie kwapi.
– Martusiu, Kinga pracuje, ma dziecko, jest zmęczona – matka natychmiast stanęła w obronie synowej.
Wszyscy zasiedli do stołu. Mogłoby być całkiem przyjemnie, gdyby Kinga nie psuła nastroju. Strofowała Natana i z bliżej nieznanego powodu zwracała uwagę mężowi.
- Nagle, udawanym, ciepłym głosem, zwróciła się do Marty:
– Jak się czujesz po rozwodzie? Ja to bym chyba spaliła się ze wstydu. A ty?
– A ja się nie spaliłam – odparła Marta. – Mój były na pewno by mnie ocalił. Wszak jest strażakiem.
– No, ale to tylko były – Kinga nie odpuszczała. – Pewnie ciężko ci teraz, tak samej w dużym domu.
– Interesuje cię to? Bo mnie średnio. Więc nie zadawaj mi pytań, na które nie chce mi się odpowiadać.
– Martusiu – wtrąciła się do rozmowy mama. – Kinga tylko troszczy się o ciebie.
– To niech zatroszczy się o siebie! – Marta była coraz bardziej wkurzona.
– Czy ja cię pytam o cokolwiek? Nie, więc odwal się ode mnie.
– To twoje słownictwo… – prychnęła Kinga. – I to przy moim dziecku!W tym momencie odezwał się milczący do tej pory Łukasz:
– Dziewczyny, dajcie spokój. Nie przy obiedzie.
– Powiedz to swojej żonie! – prawie krzyknęła Marta. – A ty siedzisz jak ten kołek, grzebiesz widelcem w talerzu i udajesz, że nic nie słyszysz i nie widzisz!
- Wytłumacz jej, że cudze sprawy, które jej nie dotyczą, to nie jej interes. Paniusia spod Garwolina nie będzie mi się wpieprzać w życie!
-Doszło do tego, że wszyscy oprócz Natana mieli dla Marty setki dobrych rad i tyle samo uwag.
-Siedziała przy tym stole jak na szpilkach. Czuła, że jeszcze chwila i eksploduje.
Wstała gwałtownie, rzuciła sztućce na stół, stanęła na środku jadalni, popatrzyła na nich i wybuchła:
– Po co mnie zapraszałaś, mamo? Po to, żeby mi przygadywać i fałszywie współczuć? To wam powiem, wszystkim wam powiem!
- Mam w dupie ten obiad i siedzenie z wami przy jednym stole. Chcesz wiedzieć, damulo, jak się czuję? Bardzo dobrze!
-Jestem sama i cieszę się z tego. A tobie, Łukaszku, bracie mój niewydarzony, współczuję.
kurwa, mieć taką jędzę na karku i wytrzymywać z nią… To trzeba być naprawdę debilem. I wiecie co? Idźcie w pizdu, a mnie dajcie święty spokój!
Nie panowała nad sobą, a w takim stanie nikt nie potrafił jej powstrzymać.
– Marta! – krzyknęła matka. – Wystarczy! Dlaczego ty taka jesteś?
– Taka, to znaczy jaka? Bo jestem inna niż wy? Mamo, a może ja nie jestem waszą córką?
-Może mnie w szpitalu po porodzie zamienili?
-Nie czekała na odpowiedź. Wyszła, wsiadła do samochodu i odjechała bez pożegnania.Była zdenerwowana do granic możliwości. Zatrzymała się przed sklepem, chciała kupić wino i znów upić się w samotności, ale w niedzielę wszystko było zamknięte.
Wróciła do domu. Włączyła telewizor tylko po to, żeby zagłuszyć tę cholerną ciszę, która ją przygnębiała.
– Jutro pojadę do schroniska i adoptuję psa – powiedziała głośno w przestrzeń pustego pokoju. – To będzie przyjaciel na dobre i na złe.
-Jak pomyślała, tak zrobiła. Pojechała do schroniska w Celestynowie i wybrała pięknego, średniej wielkości białego psa. Miał puszystą sierść i mądre, czarne oczy.
- Odrazu zaiskrzyło. W drodze powrotnej kupiła mu karmę, szelki, smycz oraz całą masę różnych smaczków. Kupiła też duże, wygodne legowisko, dwie miski i piłkę do zabawy.– A resztę kupimy jutro – spojrzała na psiaka.
– Ale jak mam cię nazwać? Już wiem, będziesz się nazywał Felek. Pies siedzący na siedzeniu obok,wesoło zamerdał ogonem.
cz. 4 Felek wesoło biegał wokół domu, podrzucał nosem piłkę i szczekał z radości. Zobaczywszy Martę, podbiegł do niej, lekko łapał zębami jej rękę i zachęcał do zabawy. Zaczęła tarmosić go za kark i głaskać. Bardzo lubił te pieszczoty.
Sąsiad po drugiej stronie ogrodzenia obserwował tę zabawę. Nigdy tu wcześniej psa nie widział. Marta biegała za Felkiem, on jej uciekał, a gdy się odwracała – podbiegał i ciągnął ją w swoją stronę.
– Felek – śmiała się – ja już nie mam siły. Idę do domu, a ty, jak chcesz, to zostań.
-Psiak był bardzo mądry, rozumiał, co mówi do niego pani. Słuchał i zabawnie przechylał łepek. Nie poszedł jednak za Martą, wolał dalej harcować na dworze.
Będąc już w mieszkaniu, odebrała telefon. Dzwonił ojciec.
– Marta, musisz przyjechać – powiedział bez wstępu.
– Po co? – zapytała.–
-Nie możesz się na nas gniewać. Jesteśmy twoimi rodzicami, kochamy cię..
.– Daj spokój, tato – przerwała mu. – Może kiedyś przyjadę, teraz nie mogę. Wiesz, że pracuję zdalnie, mam sporo do nadrobienia, i wiesz co? Mam psa. A mama psów nie lubi.
- Chyba że takie suki jak Kinga – dodała złośliwie. – A zresztą, wy też możecie przyjechać do mnie.
Tato, przepraszam, muszę kończyć, mam telefon na drugiej linii.Rozłączyła się. Nie było żadnego drugiego telefonu, ale nie miała już ochoty rozmawiać z ojcem.
Nagle usłyszała szczekanie Felka. Nie było wesołe, tylko groźne, ostrzegawcze. Wybiegła z domu. Pies ujadał na sąsiada z drugiej strony ogrodzenia. Widać było, że jest mocno zdenerwowany. Sąsiad kopał w płot i krzyczał.
– Co się stało? Czemu pan tak ujada? – specjalnie nie zapytała, czemu krzyczy, tylko użyła słowa „ujada”.
– To pani kundel?! To niech go pani na łańcuchu trzyma! Lata to po całym ogrodzie i doły kopie! – wrzeszczał wzburzony.
– Ja mam trawnik, a nie ogród, to po pierwsze. A po drugie – to mój trawnik, a nie pana. A jak się panu coś nie podoba, to już nie nasz problem, prawda, Felek?
– Ja to zgłoszę! – sąsiad krzyczał coraz głośniej. – Felek! Pies, żeby ludzkie imię nosił?! A pani jest impertynencka. Nic dziwnego, że Marek panią zostawił-
Marta stała naprzeciwko niego i tylko się śmiała.
– Panie sąsiedzie, niech pan nie nadużywa słów, których pan nie rozumie. A w ogóle to niech się pan od nas odp... wie pan co mam na myśli.
-Sąsiad aż poczerwieniał ze złości, trząsł się i wymachiwał rękami. Marta jednak nie zamierzała dłużej na niego patrzeć – zabrała Felka i oboje poszli do domu .
.– Widzisz, Felek, jaki jebnięty ten sąsiad? – powiedziała i dała mu smaczki na pocieszenie.
Usiadła przy laptopie, żeby trochę popracować i nadgonić zaległości. Na dwie godziny zupełnie się wyłączyła, chociaż gdy coś jej nie wychodziło, klęła pod nosem.
-W końcu zamknęła komputer i zapytała sama siebie:„Marta, czy ty musisz tak rzucać mięsem?”.
- Pomyślała chwilkę i odpowiedziała sobie: „Muszę, to leży w mojej naturze”.
- A ona nie chciała się zmieniać. Jest jaka jest – albo się ją kocha, albo nienawidzi. „Bo jestem po prostu inna niż większość populacji ludzkiej” – podsumowała w myślach.
– Wiesz co, Felek? – zwróciła się do psa. – Pakujemy się do auta i wyjeżdżamy.
-Tak na spontanie, gdzie nas oczy poniosą i gdzie samochód zawiezie. Wezmę tylko laptop, bo pracować trochę muszę, i jakiś ciuch na zmianę. Resztę kupimy po drodze.
Zapakowała najpotrzebniejsze rzeczy, karmę dla psa i laptopa. Pozamykała drzwi i zgodnie zajęli swoje miejsca w samochodzie – Marta za kierownicą, a Felek przypięty pasami na przednim siedzeniu, tuż przy swojej pani.
-W ogóle nie myślała o tym, dokąd jadą. Dopiero podczas jazdy zdecydowała, że celuje w jakąś spokojną wieś z gospodarstwem agroturystycznym.
– Pojedziemy na Białostocczyznę, Felek, na Podlasie, a tam już coś znajdziemy. A jak nie, to prześpimy się w samochodzie. Zgadzasz się? To daj łapę.Felek posłusznie podał jej łapę i trącił nosem jej rękę.
cz.5 Zatrzymując się kilka razy, po to żeby Felek mógł pobiegać i załatwić potrzeby, dojechali do Białowieży.
-Marta zapytała w pobliskim sklepie, czy mogą jej polecić jakąś kwaterę, gdzie można być z psem. Jedna z nielicznych klientek sklepu zaproponowała jej nocleg ze śniadaniem u siebie. Zmęczona dość długą jazdą, chętnie przyjęła propozycję .
Pokój był nieduży, ale czysty i zadbany, z dużym, wygodnym łóżkiem. Felek od razu obwąchał wszystkie kąty i zadowolony merdał ogonem. Łazienka była w korytarzu, tylko dla gości, których poza Martą nie było. Gospodyni zapukała i weszła z pytaniem, czy czegoś im potrzeba. Marta podziękowała i zapytała o śniadanie. Dowiedziała się, że w kuchni jest wszystko, co potrzeba – gdyby była głodna, w każdej chwili może zejść na dół i coś sobie przygotować. To była bardzo dobra opcja.
W Białowieży została przez trzy dni. Chodziła z Felkiem na długie spacery, zwiedziła dużo pięknych miejsc, była w Białowieskim Parku Narodowym. Odpoczywała od zgiełku, od ludzi i pomału zapominała o wszystkim, co ją w ostatnim czasie spotkało.Trzy dni minęły bardzo szybko. Uregulowała rachunek za pobyt i wyżywienie, serdecznie się pożegnała i wracali z Felkiem do domu. W połowie drogi zauważyła, że na poboczu ktoś stoi i macha.
– Autostopowicz? – zapytała samą siebie. Zatrzymała samochód. Młody jeszcze mężczyzna podszedł do auta.
– Pani do Warszawy może jedzie? – zapytał.
– Nie, ale mogę gdzieś pana podrzucić, do pociągu czy autobusu – odpowiedziała.
– Szkoda – westchnął, odwrócił się i odszedł.
Nie miał przy sobie żadnego plecaka ani torby. Dziwny jakiś. Nie myśląc już o nim, pojechała dalej.
-Do domu w Józefowie dojechała za kilka godzin. Felek od razu rzucił się w pogoń za czymś na podwórzu, szczekał wesoło. Widać było, że jest zadowolony z powrotu.
-W środku włączyła telefon, który był przez te kilka dni wyłączony. Odsłuchała kilka wiadomości, jedna była od Marka. Prosił o spotkanie, ale ona nie chciała się z nim spotkać.
- Napisała tylko w swoim stylu SMS-a do niego: „Daj mi spokój, a najlepiej zapomnij o mnie całkowicie, dupku”.
Następnego dnia musiała jechać do firmy, w której była zatrudniona. Wprawdzie pracowała zdalnie w domu, ale od czasu do czasu musiała się pokazać, przedstawić swoje projekty, podpisać nowe umowy.
- Wzięła teczkę z dokumentami, zostawiła Felka w domu i pojechała do Warszawy.
W firmie dowiedziała się, że zaszły zmiany, że musi częściej w niej bywać, że praca zdalna jest dobra, i owszem, ale niestety, Marta jest potrzebna na miejscu.
Rozmowa toczyła się w gabinecie dyrektora – niby za zamkniętymi drzwiami, ale ktoś tam jeszcze był i słyszał. Tym kimś był kolega z sąsiedniego działu, z którym Marta szczerze się nie lubiła.
– Panie dyrektorze, czy ma pan zastrzeżenia do mojej pracy? – zapytała na pozór spokojnie.– -Pani Marto, zmiany są potrzebne. A pani, niestety, wpada do nas raz w miesiącu, podpisać coś, dostarczyć i już ucieka.
– Ale konkretnie, czy są wobec mojej osoby jakieś zarzuty? Moje projekty są przyjmowane bez zbędnego gadania, zatwierdzane, więc o co chodzi?
– Chodzi o to, że ciebie nie ma na miejscu – wtrącił swoje trzy grosze kolega.
– A tobie to przeszkadza? – odwróciła się do niego gwałtownie. – Ty masz coś przeciwko mnie?
– Pani Marto, proszę się uspokoić. Kolega nie ma nic do pani, ale proszę o...
– O co mnie pan prosi, dyrektorze? Po co ta cała rozmowa? Proszę mi konkretnie powiedzieć, o co chodzi, a nie duka pan jak uczeń wywołany do odpowiedzi.
– Marta... – znów odezwał się kolega.– Odwal się ode mnie! – krzyknęła. – kiego wuja się wtrącasz w rozmowę? Chcesz mnie wygryźć i zająć moje miejsce?
-Proszę bardzo, mam was w dupie! – rzuciła na biurko dyrektora przywiezione prace.
– To moje ostatnie projekty dla tej waszej zasranej firmy, dyrektorze. Proszę mi przygotować odprawę i wynagrodzenie za to co zostawiam. A ty, dupku – zwróciła się do kolegi – lepszy ode mnie i tak nie będziesz!
Opuściła gabinet, głośno trzaskając drzwiami. Nikt jej nie zaczepiał ani o nic nie pytał. Każdy wiedział, że w zdenerwowaniu nie panuje nad sobą.
Woleli nie wchodzić jej w drogę.Wyszła na dwór i głęboko zaciągnęła się powietrzem.
Wsiadła do auta, myśląc, że chyba się jednak dzisiaj upije.
„Albo nie – powiedziała głośno. – Przez takich idiotów nie warto. Ale i tak do nich nie wrócę. Znajdę sobie coś lepszego”.
cz.6 Do rzeki nie było daleko, ale założyła Felkowi szelki i przypięła smycz. Szła wolno przez lasek, a Felek zatrzymywał się co chwilę, szukał czegoś w trawie i wąchał jakiś kwiatek. W pewnym momencie szarpnął się tak mocno, że Marta wypuściła z ręki smycz.
- Biegła za nim, nie wiedząc, co się dzieje. Pies zatrzymał się na małym pagórku. Marta dobiegła do niego i zamarła – zobaczyła dzika.
– O kurwa – zaklęła pod nosem. – Felek, wycofujemy się. I bez krzyku mi tu, bo możesz go rozsierdzić.
-Złapała za smycz i po cichu wychodzili z lasu.
– Wracamy do domu, nie mam dzisiaj ochoty na spotkanie z dzikami – szepnęła.
Będąc już bardzo blisko domu, zauważyła, że ktoś stoi pod furtką i wyraźnie na nią czeka. Tym kimś był jej brat, Łukasz.
– Cześć, Marta – przywitał się.
– Co tu robisz? – była zaskoczona.
– Czekam na ciebie. Pogadać chciałem.
– Wejdź – pchnęła furtkę. – Chodź do domu, nie będziemy gadać na podwórku.
-Weszli do mieszkania i usiedli przy kuchennym stole.
– Kawa? – zapytała.
– Wolałbym coś mocniejszego, ale może być i kawa – westchnął.
– Alkoholu nie mam – postawiła przed nim kubek z kawą. – Mów, co się dzieje.–
Wiesz, Marta, my nie żyjemy ze sobą za dobrze, ale przecież jesteśmy rodzeństwem. Z obcym nie pogadam, brata nie mam, tylko ty pozostajesz.
– Masz swoją żoneczkę – mruknęła.– Tak, ale z nią poważnie nie da się pogadać. Chyba przechodzimy kryzys, ale tak szybko? Kinga, wiesz, jaka jest...
– To po co się z nią żeniłeś? Brałeś ją w ciemno czy co?
– Natan był w drodze. Nie bardzo chciałem, ale stało się. Rodzice gadali, że to, że tamto... Wiesz, ja nie potrafię tak jak ty – rąbnąć pięścią w stół, zakląć, posłać komuś wiązankę.
Ty jesteś temperamentna babka, nie dasz sobie w kaszę dmuchać, a ja? Nie wiem, dlaczego tak nie potrafię. Przecież jestem facetem.
– No jesteś, i to całkiem fajnym – przyznała. – Ale w dalszym ciągu nie wiem, co się stało.
– A ja nie wiem, jak ci to powiedzieć... Ładny ten twój pies – chciał zmienić temat, ale mu nie pozwoliła.
– Łukasz, nie pieprz mi tu o urodzie mojego psa. Mów, z czym przyjechałeś, co się dzieje?– -Bo widzisz, Kinga wymyśliła, że chciałaby zamienić nasze domy
Nasz i twój. Żebyśmy się zamienili. Dlatego jestem.
-Marta pokiwała głową z niedowierzaniem.
– Acha... A to dlaczego?
– Bo ty nie masz dziecka ani męża, za to dom duży, w ładnej okolicy, blisko do rzeki. A my mamy ten mały, trzy pokoje, a Kinga jest w kolejnej ciąży. Przydałby się większy dom.
– Ach tak? Przydałby się? To powiedz tej swojej żonusi, żeby sobie piętro dobudowała. Ja się swojego domu nie pozbędę, a jej ciąża mnie nie obchodzi, braciszku. Mogliście uważać, jak się rypaliście.
– Ale Marta... – chciał jej przerwać.
– Co Marta?! Gdybyście nie mieli interesu, tobyś nie wpadł do mnie, tak? Nic z tego, bujaj się razem ze swoją żoną!
-Łukasz, wyraźnie zdenerwowany, wstał i wyszedł, nawet się nie żegnając
-Trzaśnięcie furtki poniosło się echem po pustym podwórku. Marta stała w kuchni, zaciskając dłonie na krawędzi stołu, dopóki jej kłykcie nie pobielały.
-Wściekłość powoli ustępowała miejsca dziwnej, chłodnej pustce. Felek podszedł cicho i położył pysk na jej stopie, jakby wyczuwał, że burza minęła.
– No i masz, Feluś – westchnęła, patrząc na nietknięty kubek kawy Łukasza.
– Najpierw firma, teraz rodzina. Wszyscy chcieliby mnie ustawiać. Ale z tym domem to już popłynęli.
Nagle ciszę przerwał głośny dźwięk dzwonka do drzwi. Marta drgnęła. Czyżby Łukasz wrócił się, żeby dokończyć kłótnię? Podeszła do okna, przygotowując w głowie kolejną wiązankę, ale postać stojąca przed domem sprawiła, że kompletnie odebrało jej mowę.
cz.7 Nie wiedziała, co ma zrobić. Otworzyć czy nie? Jak on się tu dostał? Widocznie Łukasz nie zamknął furtki albo go po prostu wpuścił.„Kim jest?” – myślała nerwowo. – „Czego tu szuka?”
-. Przypominał autostopowicza, którego widziała, gdy wracała z Białowieży. Ale przecież skąd by wiedział, gdzie ona mieszka?
Podeszła do drzwi i nie otwierając ich, zawołała:
– Czego pan tu szuka?
– Ja do pani Makowskiej – odpowiedział.
– Po co i dlaczego? Kim pan jest?
– Proszę otworzyć. Nie załatwia się spraw przez drzwi.
Otworzyła.
– Słucham?
– Przysłano mnie z firmy, w której pani pracuje. Piotr Barwiński jestem. Czy wpuści mnie pani do środka?
– Nie, nie wpuszczę pana. Po co pana przysłali?– Kontaktowano się z panią, ale bez odpowiedzi. Proszę przejrzeć swoją skrzynkę mailową, dowie się pani wszystkiego.
Otworzyła szerzej drzwi.
– Niech pan wejdzie. Tylko proszę uważać, pies jest w domu.Felek wyszedł ze swojego kącika i warknął, jakby chciał ostrzec, że to on tu pilnuje i lepiej z nim nie zaczynać.
Mężczyzna wszedł. Zaprosiła go do pokoju, który służył jej za gabinet, pracownię i wszystko inne. Poprosiła, żeby gdzieś tam usiadł, a sama otworzyła laptopa. Rzeczywiście, w skrzynce czekała wiadomość od – jak jej się wydawało – już byłego dyrektora:
„Dzień dobry. Pani Marto, proszę o pilny kontakt. To bardzo ważne”.
– Co on może ode mnie chcieć?-zapytała
– A pan co robi w tej firmie?
– A ja jestem kandydatem na pracownika, w tej chwili w roli posłańca – roześmiał się.
– Nie rozumiem. Posłaniec, kandydat? Do czego kandydat?
– Złożyłem aplikację na stanowisko kierownika działu, ale tymczasem zacząłem od posłańca. Musiałem podjąć jakąkolwiek pracę.
– Rozumiem – kiwnęła głową. – Dobrze, jutro będę w firmie około dziesiątej. Ale zaraz, musi mi pan coś wyjaśnić, bo nie daje mi to spokoju. Czy to nie pan stał na trasie z Białowieży? Chciał pan jechać do Warszawy?
– Nie, to nie ja – odpowiedział, patrząc jej prosto w oczy. – Z kimś mnie pani pomyliła. To ja już pójdę. Do widzenia.
Odprowadziła go do drzwi.
Następnego dnia pojechała do firmy. Dyrektor był bardzo uprzejmy. Poprosił, żeby usiadła wygodnie, bo ma dla niej propozycję, która na pewno ją zainteresuje.
– Pani Marto, nie możemy się tak rozstać. Wiem, wiem, jest pani impulsywna i tak dalej, ale to w końcu dziesięć lat pracy z nami. Doszliśmy na naradzie do wniosku, że chcemy, aby pracowała pani na dotychczasowych warunkach. Praca zdalna, ale z obowiązkiem składania raportów co tydzień. Czy to panią interesuje?
Pomyślała: „Przyjąć czy nie?”. Coś w środku podpowiadało jej, że jednak nie.
– Panie dyrektorze – zaczęła. – Ja nie wchodzę dwa razy do tej samej rzeki. Bez pracy w pańskiej firmie nie zginę. Mam doświadczenie, znam się na tym, co robię, więc zatrudnienie na pewno sobie znajdę.
A jak nie, to zostanę sprzątaczką. Wszak żadna praca nie hańbi, prawda? Mam też pytanie: czy odprawa dla mnie jest już przygotowana?
– Pani Marto, samowolnie odeszła pani z pracy, więc odprawa się pani nie należy – dyrektor wyraźnie się zdenerwował po jej odmowie.
– Ach tak? A co się należy? – zapytała na pozór spokojnie.
– Wypowiedzenie ze skutkiem natychmiastowym, pani Marto. Porzuciła pani pracę. Powinna pani dostać dyscyplinarkę!
– Wie pan co? Niech pan sobie moją odprawę w dupę wsadzi! – wysyczała. – Albo niech pan da swojej kochance na waciki.
Wyszła, trzaskając drzwiami tak samo jak wtedy, gdy rzucała tę pracę. Szła korytarzem do wyjścia, śmiejąc się i podskakując.
Pracownicy patrzyli na nią i pukali się w czoło. Zauważyła to i na chwilę się zatrzymała. Spojrzała na nich z uśmiechem na ustach:
– Może i jestem jebnięta, ale wy nigdy mi nie dorównacie. Będziecie lizać dyrektorowi dupę, donosić na kolegów, a i tak nigdy nie powiecie mu w twarz tego, co tak naprawdę o nim gadacie za plecami.
A teraz żegnam was ozięble, ale z podniesioną głową.-
Wyszła na parking, a chłodne, jesienne powietrze natychmiast uderzyło ją w twarz, studząc buzującą w żyłach adrenalinę. Dopiero gdy usiadła za kierownicą swojego samochodu, opuściły ją siły. Oparła głowę o kierownicę i zamknęła oczy. Zrobiła to. Naprawdę paliła za sobą mosty, ale zamiast strachu, czuła niesamowitą, wręcz uzależniającą wolność .
Przekręciła kluczyk w stacyjce. Silnik mruknął cicho, a ona powoli wyjechała z parkingu, obiecując sobie, że już nigdy więcej nie pozwoli nikomu sobą pomiatać.
Kiedy dwie godziny później parkowała pod własnym domem, emocje już całkowicie opadły. Zastąpiło je przyziemne zmęczenie. Wysiadła z auta, zamykając drzwi z charakterystycznym trzaskiem i ruszyła w stronę furtki. Nagle zamarła.
Na krawężniku, tuż obok jej ogrodzenia, siedział Piotr Barwiński.
Ten sam, który jeszcze wczoraj twierdził, że jest tylko posłańcem i kandydatem na pracownika. W rękach trzymał skórzaną aktówkę, a na jej widok powoli podniósł się z ziemi, otrzepując spodnie.
Nie wyglądał już na skromnego faceta szukającego jakiejkolwiek pracy.
– Wiedziałem, że nie przyjmie pani jego warunków – powiedział cicho, a na jego ustach błąkał się ledwo widoczny, tajemniczy uśmiech. – Dyrektor to idiota. A pani, pani Marto, jest dokładnie taka, jak opowiadają.
Marta poczuła, jak włoski jeżą jej się na karku. Felek za płotem zaczął ujadać jak szalony.– --Co pan tu znowu robi? – spytała, zaciskając mocniej dłonie na kluczach. – I co to ma znaczyć?
Piotr podszedł o krok bliżej i wyciągnął w jej stronę wizytówkę, na której widniało zupełnie inne nazwisko i logo firmy będącej największym konkurentem jej byłego szefa.
– Dopiero teraz możemy porozmawiać o prawdziwej pracy.
-Ale na wizytówce widnieje inne imię i nazwisko . Kim pan jest naprawde ?
-Naprawdę jestem tym facetem z wizytówki , czyli Igor Jaiński . Prezes konkurencyjnej firmy . Dużo o pani słyszałem , bywałem u was na naradach .
Czasami też widywałem panią , Na tej trasie z Białowieży też byłem ja . Poznałem panią od razu , w Białowieży, jak pani spacerowała i cóż jechałem za panią . Wyprzedziłem sporo , zjechałem na bok i czekałem aż pani nadjedzie . Udałem autostopowicza , ale nie mogłem zostawić swojego auta dlatego sie wycofałem.
-To brzmi niewiarygodnie - odezwała się .
-Chciałbym mieć panią u siebie w firmie .
Rozmawiali cały czas stojąc na ulicy . Marta nie zaprosiła go do domu . Podziękowała i obiecała ze się odezwie , ale musi najpierw wszystko sobie przemyśleć i poukładać .
cz.8 – Jaiński, co za chujowe nazwisko! – roześmiała się.
– No, ale przynajmniej imię ma dobre. Co z tobą mam zrobić? Uwierzyć? Nie wiem, coś mi tu nie pasuje.
- Prezes? A co będę sobie głowę zaprzątała. Zadzwonię, zapytam, umówię się na rozmowę. Przecież mnie nie zabije ani nie zgwałci. Za stara już jestem – mówiła sama do siebie.
Spojrzała na leżącego Felka, pochyliła się nad nim i pogłaskała go.– Wiesz Feluś, czasami dobrze jest pogadać z kimś mądrym, a ja właśnie pogadałam. Tylko dlaczego ta, z którą gadałam, ma taki niewyparzony język?Wzięła wizytówkę do ręki i znów się roześmiała.
Wstukała w telefonie numer i czekała. Już miała się rozłączyć, gdy w słuchawce odezwał się mężczyzna.
– Dzień dobry, Marta Makowska z tej strony. Z panem Jaińskim mogę rozmawiać?
– Dzień dobry. To ja, cieszę się, że się pani odezwała.
– Czy mogłabym przyjechać? – zapytała.– Tak, może być nawet dzisiaj.
– Będę za godzinę albo dwie. Do zobaczenia – nie czekając na odpowiedź, rozłączyła się.
– Felek, na podwórze! Masz pół godziny, żeby pobiegać. Później zostajesz sam w domu – otworzyła drzwi, a pies skwapliwie skorzystał z wyjścia.
Ubrała się w swoje ulubione spodnie, pantofle na płaskim obcasie, a bluzka i żakiet dopełniły całości. Wzięła torbę i wychodząc z domu, gwizdnęła na Felka. Przybiegł zdyszany.
Wpuściła go do mieszkania, wsiadła do samochodu i godzinę później była już w firmie. Zapytała recepcjonistkę, jak ma trafić do pana Igora Jaińskiego.
– U nas taki nie pracuje – odpowiedziała zdumiona dziewczyna.
– Jak nie pracuje? Rozmawiałam z nim dzisiaj. Igor Jaiński.
– Pracuje pan Igor, ale nie Jaiński.
– Jak zwał, tak zwał. No to gdzie go znajdę?– Pierwsze piętro, gabinet numer pięć. Zadzwonię, żeby zapytać, czy mogę panią wpuścić...
Ale Marta już jej nie słyszała. Biegła po schodach na piętro i za chwilę już pukała do drzwi gabinetu.
Otworzył jej i wpuścił do środka.
– Dzień dobry, pani Marto. Rozumiem, że przemyślała pani moją propozycję? – zapytał.
– Nie do końca, panie prezesie Jaiński – mimo że nie chciała, parsknęła śmiechem.
– Przepraszam, jak? – On również się roześmiał.
– Jak to: jak? No, pana nazwisko. Tak mi się pan przedstawił i tak jest na wizytówce. Igor Jaiński.
– Pomyłka w drukarni. Naprawdę nazywam się Jasiński. Specjalnie dałem pani tę wizytówkę i przedstawiłem się tym nazwiskiem. Przepraszam.
Teraz śmiali się już oboje.
– Ale po co? – zapytała.
– Dla śmiechu. Wyobraziłem sobie, jak będzie pani analizowała to moje nazwisko. Było tak?
– Kurwa... – Zapomniała, że miała się wstrzymywać od używania przekleństw.
– Jasnowidz jesteś? Ojej, przepraszam, to nie powinno się powtórzyć.
– Nie ma problemu – roześmiał się. – Przynajmniej nie udaje pani kogoś, kim nie jest. Lubię takie spontaniczne kobiety.
– No dobrze, pośmialiśmy się, a teraz do rzeczy. Co chce mi pan zaproponować? Pracę, to już wiem, a tak na poważnie?
– A tak na poważnie, to ja jestem prezesem tej firmy, po ojcu. Rozmawiałem o stanowisku dla pani, ale... za jakieś dwa, trzy miesiące będzie wolny etat – zaczął się plątać. – Chciałem po prostu do pani dotrzeć. Poznać się.
– No to już się poznałeś, palancie! – wrzasnęła. – To ja lecę, jadę jak głupia, żeby zdążyć, a ty sobie podśmiechujki robisz?
Część 22 / 6
- Wal się!
Patrzył na nią jak urzeczony. Podobała mu się – miała niewyparzony język i była przy tym tak pięknie wkurzona.
– Jak cię zobaczę, Jaiński, koło mojego domu, to ci nogi z dupy powyrywam! – Walnęła pięścią o blat biurka. Zabolało.
„Kurwa, jeszcze sobie rękę połamię przez idiotę. Podrywacz się znalazł” – pomyślała.
Złorzecząc, wyszła z gabinetu i trzasnęła drzwiami. Spojrzała jeszcze tylko na tabliczkę. Rzeczywiście: Jasiński.
- „Jajcarz pieprzony” – mruknęła.
-Wsiadając do samochodu, wciąż była wściekła, ale gdy pomyślała o tym, jak mu nawymyślała, jej twarz natychmiast się rozpogodziła.
„Ja cię jeszcze złapię – pomyślała. – A wtedy klękajcie narody, nawet nie wiesz, co ci zrobię. Ja też nie wiem, ale coś wymyślę”.-
Wróciła do domu bogatsza o obitą dłoń i potężną dawkę adrenaliny, której tak bardzo brakowało jej w ostatnim czasie.
Gdy usiadła w fotelu, Felek natychmiast położył jej głowę na kolanach, jakby wyczuwał, że emocje jeszcze nie opadły.Marta powoli gładziła miękką sierść psa, patrząc na rzuconą na stolik felerną wizytówkę.
Była wściekła, to prawda, ale z drugiej strony... ten facet miał w sobie coś, co sprawiło, że po raz pierwszy od dawna poczuła, że żyje.
– No i widzisz, Feluś? Miała być nudna rozmowa o pracę, a wyszła wojna domowa. Ale jedno jest pewne: ten facet jeszcze nie wie, z kim zadarł.
cz.9 Pod koniec października Marta obchodziła trzydzieste dziewiąte urodziny. Nigdy nie wyprawiała przyjęć – zawsze ten dzień spędzała z byłym mężem. Teraz miała tylko Felka, ale Felek był psem.
„Kurwa mać – myślała po swojemu. – Jak bardzo chce mi się do człowieka. A tu, widzisz Felek, lata lecą, a w kroku posucha.
To w ogóle możliwe? Czy ja już tak całkiem będę sama do końca życia? Dzisiaj idę w tango. To co, że sama?”.
– Felek! – zawołała psa. – Chcesz czy nie, jedziesz do dziadków
.Zapakowała go do auta. Ubrana jak zwykle w spodnie i sportową kurtkę, usiadła za kierownicą.
Rodzice mieszkali w Radości, mieli duży dom i piękne podwórko. Zaparkowała na ulicy, wzięła psa na smycz i weszła na posesję. Nie spodziewali się jej. Ojciec wyszedł na ganek i stanął na schodkach.
– Marta? Stało się coś?-Podeszła i pocałowała go w policzek.
– Sam jesteś, tato?
– Nie, mama jest w środku. Wejdź.
-Weszła do domu. Przywitała się z matką, z którą nie widziała się od miesięcy.
– Zostawiam wam psa na dwa dni – oznajmiła bez zbędnych wstępów. – Zaopiekujcie się nim. W torbie jest karma, pamiętajcie o wodzie. Felek, bądź grzeczny. Pańcia odbierze cię niedługo.
– Marta, ale jak to tak? – Mama od razu zrzędziła, niezadowolona z niezapowiedzianego gościa.
– Bez uprzedzenia zwalasz nam się z psem i tyle?
– No. – Marta skinęła głową. – Mam urodziny i idę w tango. Przecież możecie mi pomóc.
– Martusiu, ale…– Cześć! – Nie dała matce dokończyć. Szybkim krokiem wyszła za furtkę, wsiadła do samochodu i odjechała
Nie wiedziała, dokąd ma pojechać. Pierwsza myśl: kupić wino, wrócić do domu, upić się i iść spać. Ale coś ją gnało przed siebie.
Zatrzymała się na poboczu, wyjęła telefon i wybrała numer Justyny, dawnej przyjaciółki. Niestety, ta nie odebrała.Niewiele myśląc, wcisnęła numer Igora. Odebrał wyraźnie zaskoczony.
– Chcesz się zrehabilitować w moich oczach? – rzuciła prosto z mostu, nie czekając na odpowiedź. – Przyjedź do mnie. Nie pożałujesz. Albo i pożałujesz – dodała w duchu.
Ruszyła w stronę domu. Po drodze kupiła coś do jedzenia, ciastka i dwie butelki drogiego wina. Szykowała się zabawa we dwoje. A jak palant nie przyjedzie, zawsze może zawołać sąsiada zza płotu
Palant – jak w myślach nazwała Igora – zjawił się po godzinie. Był lekko zestresowany, ale i zaciekawiony.
-Otworzyła mu ubrana w seksowną sukienkę i wysokie szpilki. Omiótł ją wzrokiem z uznaniem. Mimo upływu lat i wysokiego wzrostu wciąż miała w sobie to coś.
Rozpuściła włosy, zazwyczaj bezładnie ściągnięte gumką.Uśmiechnął się.
„W co ona gra?” – przemknęło mu przez głowę.
– Co tak stoisz? Wchodź! – Pociągnęła go za rękę do środka. – Rozbierz się, wyluzuj, pogadamy.-
Wprowadziła go do salonu, wręczyła butelkę wina i korkociąg.
– Otwórz – rozkazała.
– Marta, ale ja jestem samochodem. Nie będę pił.
– Jebać samochód – skwitowała lekceważąco. – Dzisiaj jesteś moim gościem. Mam urodziny i chcę się z tobą napić
.– Dlaczego akurat ze mną?
– Bo nie mam z kim, a pies nie pije.
– To ile lat kończysz?
– Kobiety o wiek się nie pyta. A ty ile masz?
– Czterdzieści dwa – odpowiedział.–
- A ja trzydzieści dziewięć. – Przyniosła kieliszki, postawiła na stole talerz z ciastkami i dzbanek z kawą.
– Polewaj, panie Jasiński.
Nalał wina. Marta opróżniła swój kieliszek jednym haustem i od razu podstawiła go po dolewkę.
– Wiesz, zawsze ten dzień spędzałam z mężem – mruknęła.
– A gdzie on teraz jest?
– Zostawił mnie i odszedł. – Skrzywiła się z niesmakiem. – Nie wiedział, co traci, a stracił mnóstwo. Nalej mi jeszcze.Nalał.
Marta była już porządnie wstawiona. Igor, który do tej pory wypił tylko jeden kieliszek, w końcu uległ atmosferze, dolał sobie i wypił. Przysunął się bliżej, objął ją ramieniem. Nie protestowała.
Wręcz przeciwnie – zarzuciła mu ręce na szyję i zaczęła całować: zachłannie, namiętnie, bez tchu. Poczuł, że traci nad sobą kontrolę.Pożądanie wzięło górę
Zaczęła go rozbierać, ciągnąc w stronę sypialni.
– Chcę się z tobą kochać – wyszeptała między jednym a drugim pocałunkiem. – Tak na dziko. Szybko i mocno-
Kochali się dokładnie tak, jak chciała, dając upust żądzom, dopóki całkowicie nie opadli z sił. Zasnęli w jej ogromnym, małżeńskim łożu, mocno do siebie przytuleni.
W środku nocy Martę obudził potworny ból głowy. Przez moment nie pamiętała, co się stało… a może po prostu podświadomie wypierała tę noc? Spojrzała na śpiącego obok Igora. Był nagi, ona zresztą też. Wściekła, szarpnęła go mocno za ramię.
– Co ty robisz w moim łóżku?! –
To nie był zwykły krzyk, to był wrzask rozwścieczonej kobiety ,Igor gwałtownie usiadł, zdezorientowany.
– Co ty tu robisz?! – powtórzyła.
– Jak to co? Marta, nie pamiętasz? Kochaliśmy się, sama mnie zaprosiłaś, chciałaś tego!– ---Ubieraj się i wypad! – wrzeszczała, czerwona z wściekłości. – Wykorzystałeś to, że się upiłam! Spadaj stąd!
– Ale Marta… – próbował łagodzić sytuację
Ona jednak nie słuchała. Zebrała z podłogi jego porozrzucane ubrania, wybiegła na zewnątrz i cisnęła je na ziemię.
– Wypierdalaj!
Stał przed gankiem kompletnie nagi, rezygnując już z jakiejkolwiek dyskusji. Ubrał się pospiesznie i ruszył do auta.
„Nigdy więcej. Nigdy więcej Marty ani żadnej jej podobnej. Ta kobieta to nieobliczalny szatan. Wypisuję się z tego” – powtarzał w myślach, przekręcając kluczyk w stacyjce.-„Nigdy więcej”.
Marta wróciła do sypialni i rzuciła się na łożko.– Zrobiłeś, co do ciebie należało, i już mi nie jesteś potrzebny, panie Jasiński – rzuciła w pustą przestrzeń pokoju.
Owinęła się szczelnie kołdrą i natychmiast zasnęła.
cz.10 Kilka dni po urodzinach Marta dostała zaproszenie na pokaz mebli kuchennych do jednej z mało znanych jej firm.
– Co jest, do cholery? Wiem, o co chodzi, ale przecież nie zamawiałam żadnych mebli. Prezentacja? Pojadę z ciekawości. Albo może nie pojadę.
A niech się bujają. Mam kasę, może w coś zainwestuję, w coś swojego. Ale w co? Wprawdzie nie znam się na gastronomii, ale mogę przystąpić do jakiejś spółki.
Zaczęła szukać ogłoszeń, ale jej zapał szybko minął.– Do końca roku posiedzę w domu, a potem coś ogarnę – jak powiedziała, tak zrobiła.
Zbliżały się święta, które zawsze spędzali w domu rodziców. Porobiła dla każdego drobne upominki i czekała na Wigilię. W końcu nadeszła.
Zabrała torbę z upominkami, zamówione u znajomej pani pierogi z kapustą i pyszny sernik z cukierni. Felek dostał w prezencie wielkie suszone ucho krowie i został w domu.
Kiedy przyjechała do rodziców, byli już wszyscy: Łukasz, Kinga z wielkim brzuchem ciążowym, Natan, rodzice i jeszcze ktoś – kuzyn Kingi, którego Marta nigdy nie widziała. Przedstawiono ich sobie. Miał na imię Rafał i nawet interesujący wygląd.
Zasiedli przy pięknie nakrytym stole. W salonie stała duża choinka, rozświetlona chyba tysiącem malutkich lampeczek.
Zaczęło się dzielenie opłatkiem i składanie sobie życzeń, czego Marta bardzo nie lubiła. „To takie fałszywe” – mówiła zawsze.
Tym razem postanowiła być bardzo grzeczna, chociażby ze względu na nowego gościa.Po życzeniach usiedli do stołu. Zaczęły się rozmowy – jak zwykle, że zupa grzybowa smakuje wybornie, że karp w galarecie jest pyszny, a ryba po grecku wyjątkowo przyrządzona. Nikt nie wspominał o pierogach, które przywiozła Marta. Nie wytrzymała i zapytała:
– A jak wam smakują pierogi?
-Oczywiście Kinga odezwała się pierwsza:
– Nie są złe, ale też nie najlepsze.
Marta spojrzała na nią ze złością. Już miała coś odpowiedzieć, ale ubiegł ją Rafał:
– A mnie smakują, bardzo dobre są. – Nałożył sobie jeszcze jedną porcję i uśmiechnął się do Marty.
Odwzajemniła uśmiech, ale w środku aż się gotowała. Wyszła na dwór, żeby ochłonąć. Za nią wyślizgnął się Rafał.
Wyciągnął w jej kierunku paczkę z papierosami.
– Palisz? – zapytał.–
Nie, dziękuję. Ale ty zapal, nie przeszkadza mi.
– Zdenerwowałaś się, prawda?
– Nie wiem, kim jesteś dla Kingi, ale ja jej nie cierpię. Gdyby to nie była Wigilia, to by parę ch... – zreflektowała się i nie przeklęła.
Roześmiał się.
– Ulżyj sobie, jeżeli to ci pomoże, nie musisz się mnie krępować. Też za nią nie przepadam, ale akurat chwilowo nie mam gdzie mieszkać.
Łukasz zaproponował, żebym przyjechał do nich, dopóki sobie czegoś nie znajdę.
Rozmawiali jeszcze chwilę, ale w końcu wyszedł ojciec i zawołał ich do środka. Marta posiedziała jeszcze moment i zaczęła się żegnać.
Niby rodzice prosili, żeby została na noc, ale im podziękowała.
Felek został w domu, musi wyjść za potrzebą i tak o, pobiegać sobie.
– Masz psa? – zainteresował się Rafał. – Kocham psy.
– Mam, mieszańca ze schroniska. Kochane psisko.
– Też coś! – prychnęła Kinga. – Nie stać cię było na kupno jakiegoś rasowego psa?
– Nie. Ty też nie jesteś rasowa, a jednak mój brat się z tobą ożenił – nie wytrzymała Marta. – A mógł sobie pojąć jakąś ekstra babkę.
Zrobiło się małe zamieszanie. Rafał, żeby zapobiec awanturze, powiedział, że chętnie poznałby Felka, na co Marta, nie myśląc długo, zaproponowała mu, żeby pojechał z nią do jej domu. Pozna Felka, a nawet może u niej przenocować.
Zgorszenie Kingi i matki było bezcenne.
– Marta, nie wypada – odezwała się mama.
– A dlaczego, mamuś? – zapytała słodko. – Przecież nie zapraszam go do łóżka, tylko do domu. Mam pokój gościnny, prześpi się, a jutro przywiozę go wam na śniadanko świąteczne.
Chcesz jechać ze mną? – zwróciła się do niego.
– Chętnie – ucieszył się. – Poznam twojego psa.
– No to już, paltocik, buciki i do auta! – roześmiała się. – Na którą godzinę mam go przywieźć, mamo?
– Marta, pomyśl, to źle wygląda. Śniadanie zaczynamy jak zawsze, o jedenastej. Oczywiście ty też będziesz z nami.
– Pod warunkiem, że zabiorę też Felka. Dobranoc wszystkim! – pomachała im ręką i wyszła razem z Rafałem.
Już w samochodzie dała upust swojej złości.
– To są moi rodzice, kocham ich, ale kurwa, nie cierpię tej głupiej pindy, twojej kuzynki!–
-Ale to twoja bratowa – roześmiał się Rafał. – I chyba obie bardzo się kochacie.
– Dobra, nic nie mów. – Spojrzała na niego.
Za kilkanaście minut dojechali do jej domu. Felek piszczał z radości. Obskakiwał Rafała, który zaczął go tarmosić pod pyskiem.
– Fajny jesteś, piesku. Dobry, widać, że kochasz swoją panią.
Marta wypuściła psa na dwór i zawołała Rafała na herbatę. Zapytała też, czy coś zje, ale podziękował
.– Chodź, pokażę ci pokój. – Zaprosiła go na piętro i otworzyła drzwi.
– Łazienka jest obok. Ręczniki znajdziesz w szafce, korzystaj, z czego chcesz. Znajdziesz nawet nową szczoteczkę i pastę do zębów.–
Dziękuję. – Uśmiechnął się, troszkę jednak skrępowany. – Nie uciekaj jeszcze, pogadamy trochę?
– Pewnie. – Usiadła w fotelu. – O czym chcesz pogadać?
- A tak, o wszystkim i o niczym. Fajna z ciebie babka. Ile masz lat?–
Dużo – powiedziała. – Za dużo.
– No to ile? Trzydzieści?
– Dodaj jeszcze dziewięć. A ty? Masz żonę, dzieci? Gdzie mieszkałeś do tej pory?
– Nie mam żony, nie mam dzieci, mam trzydzieści cztery lata. Mieszkałem w Garwolinie. Byłaś?–
- Tak, mieścina, malutka. A co zamierzasz teraz robić?
– Teraz? – roześmiał się. – Teraz to najchętniej bym cię pocałował. Podobasz mi się.
– To całuj – odpowiedziała wbrew temu, co pomyślała.
Potrzebowała miłości. Mimo że była, jaka była, to jednak była kobietą. Tęskniła za czułością, za zbliżeniem, za tym, co mógł jej dać mężczyzna.
Rafał niewiele myśląc, złapał ją za ręce, przyciągnął z fotela na łóżko i zaczął namiętnie całować. Nie myślała w tej chwili o różnicy wieku ani o tym, że przecież się nie znają i są dla siebie obcymi ludźmi.
Było jej dobrze i poddawała się jego pieszczotom. To było coś innego niż z Igorem. Tym razem uprawiała seks na trzeźwo i dlatego, że sama tego chciała – było jej to potrzebne.
Poszła do swojej sypialni zaspokojona, wyciszona. Zapomniała o Felku, który był na dworze. Wyszła jeszcze, żeby wpuścić go do domu, a kiedy wróciła do sypialni, zobaczyła, że w jej łóżku leży Rafał.
– Ej, kolego – pogroziła mu palcem. – Było super, ale trzeba odpocząć. Uciekaj na górę. Musimy być o jedenastej w Radości, a już jest po północy.
– Pozwól mi zostać z tobą – poprosił.
– Nic z tego. Wypad na górę. Papa. – Wypchnęła ga za drzwi. Zamknęła się na klucz i położyła spać.
Przez chwilę słyszała jeszcze jego ciche kroki na schodach i pomruk zawiedzenia. Uśmiechnęła się pod nosem podciągając kołdrę pod szyję. Dawno nie czuła się taka spokojna, a myśl o minie Kingi podczas jutrzejszego śniadania sprawiła, że zasnęła złośliwie rozbawiona.
cz.11 Drugi dzień świąt Marta spędziła w domu, tylko z Felkiem. Powietrze było mroźne, ale to nie odstraszyło jej od wyjścia na dłuższy spacer. Spacerowała z psem nad brzegiem rzeki. Świder miejscami był skuty lodem. Felek próbował wskoczyć do wody, ale mu na to nie pozwoliła .
Wracali powoli. Było już prawie ciemno, kiedy zauważyła, że przy furtce ktoś się kręci. Stanęła schowana za drzewem i czekała, aż ten ktoś odejdzie.
„Dobrze, że wstawiłam samochód do garażu – pomyślała. – Dzisiaj nikogo nie przyjmuję”.
Kiedy upewniła się, że nieznajomy odszedł na tyle daleko, że mogła bezpiecznie wejść na podwórko, powoli wyszła z ukrycia.
Felek szedł blisko jej nogi, cichutko, jakby czuł, że teraz nie wolno mu szczekać. Szybko otworzyła furtkę kluczem, zamknęła ją i oboje pobiegli do domu.
Zrobiła sobie gorącą herbatę z cytryną i miodem. Z kubkiem w ręku poszła do sypialni. Cieszyła się, że ten dzień spędzi sama. Postanowiła wziąć relaksującą kąpiel, dłużej poleżeć w wannie, a później poczytać w łóżku. I rzeczywiście, tamtego dnia nikt nie zakłócił jej spokoju. Za to następnego, z samego rana, zadzwonił telefon. Spojrzała na wyświetlacz – numer był nieznany.
– Nie odbieram – mruknęła.
Ktoś po drugiej stronie był jednak nieugięty. Dzwonił co kilka minut. Mogła zablokować intruza, ale mimo to w końcu odebrała.
– Słucham? – bardziej warknęła, niż zapytała.
To był Rafał. Prosił, żeby go wpuściła, bo strasznie zmarzł na dworze. Otworzyła mu domofonem.
Wszedł, zacierając zgrabiałe ręce.
– Co tu robisz? Jak trafiłeś? – zapytała zaskoczona.
– Przyjechałem pociągiem. Kinga podała mi nazwę ulicy i jakoś trafiłem. Bo wiesz, wtedy jechaliśmy do ciebie autem i nawet nie zarejestrowałem, gdzie dokładnie mieszkasz – tłumaczył.
– No dobrze. Ale po co przyjechałeś? Nie umawialiśmy się przecież na kontynuację tej znajomości
.– Ale złotko…
– Nie mów do mnie „złotko”. Mam na imię Marta. Mów, co cię tu sprowadza.
– No bo Łukasz zawiózł Kingę do szpitala, Natan został u dziadków, a ja co miałem tam sam robić? Przyjechałem do ciebie.
– Aha, rozumiem. A praca? Nie powinieneś być dzisiaj w firmie?
– Mam zaległy urlop, postanowiłem go wykorzystać.–
- U mnie? – zdziwiła się, jeszcze niczego nie podejrzewając.
– Jeżeli mnie przyjmiesz, to dlaczego nie? – Uśmiechnął się niewinnie.
– No właściwie, dlaczego nie? – odpowiedziała, układając już sobie w głowie plan, jak przejrzeć jego prawdziwe zamiary.
Mijały dni. Rafał mieszkał u niej już od tygodnia, ale do niczego się nie dokładał. Tłumaczył to tym, że zostawił w domu jej brata , portfel w którym była karta do bankomatu .
Spali ze sobą dwa czy trzy razy, aż w końcu Marcie – jak sama to ujęła – zaczęło świtać coś pod kopułą.
– Rafał, a czy ty na pewno masz ten urlop? – zapytała któregoś dnia.
– Tak, jeszcze kilka dni – zapewniał.
– No dobrze, ale dziwi mnie, że przyjechałeś do mnie bez żadnych ciuchów na zmianę. Zmieniasz chociaż gacie?
– No piorę po kąpieli, rano mam czyste i suche.
– Dobre wytłumaczenie. – Roześmiała się. – A w jakiej firmie pracujesz? Może znam.
– Nie, na pewno nie znasz. To... to nowa firma, niedawno powstała – zaczął się plątać.
– Może powiesz chociaż, co tam robisz? Firma niedawno powstała, a ty już masz zaległy urlop? Też bym tak chciała.
– No tak, tak... Mogę załatwić, pogadać, jakby co...
– Sama pogadam, tylko daj namiar.– Jutro. Dzisiaj pójdę się już położyć, coś mnie głowa zaczęła boleć.
Marta nic więcej nie powiedziała, ale czerwona lampka w jej głowie szalała.
„Oszust, kłamca, chce żyć na mój koszt! Myśli, że jestem taka głupia? Że jak mnie przeleciał kilka razy, to już będę jego i zacznę go sponsorować? – złorzeczyła w duchu.
– Nic z tego, bratku. Dzisiaj po raz ostatni spędzisz ze mną szaloną noc. Będziesz mnie zaspokajał dotąd, aż się nad tobą zlituję.
I takiego wymęczonego, niewyspanego wypierdolę na dwór. Dokładnie tak, jak zrobiłam to z Igorem. No, może tylko pozwolę ci się ubrać”.
Czekała do wieczora , przed północą poszła do niego na górę , nie spał , ucieszył się jak ją zobaczył . Zapytała czy jeszcze boli go głowa i czy już brał prysznic . Głowa nie bolała ale jeszcze się nie kąpał . Zrzuciła szlafrok pod którym była goła i pociągnęła go do łazienki , pod prysznic .
Pod strumieniami ciepłej wody doprowadzała go do obłędu ,był gotowy na spełnienie kiedy przerwała .Odczekała chwilę i poprosiła żeby jednak poszli do łóżka .
Znów zaczęła swoje dzikie harce ,zabawę z jego ciałem , nie chciała jego pieszczot , sama myśl o tym co on teraz przeżywa była doskonałą podnietą dla niej .
Spojrzała na zegar wiszący na ścianie , była dopiero druga godzina , za wcześnie . Oddała mu się , a po tym jak skończył nie pozwoliła mu zasnąć .
Jeszcze , jeszcze muszę cię przetrzymać , do pierwszego pociągu . znów zaczęła pieścić jego ciało, dotykać , głaskać ,
łaskotać .
Śmiała się w duchu z tego jak pod dotykiem jej rąk wije się jak piskorz .
-Marta , wystarczy -jęczał jej w ucho .
-nie wystarczy , chcę jeszcze i jeszcze , aż do utraty tchu
Na zegarze była już czwarta , -ostatni raz , weź mnie jeszcze ostatni raz . Resztkami sił zaspokoił ją i opadł na poduszkę .
Wstała z lóżka i kazała mu się ubierać .
-Marta , ale po co ? daj mi pospać -
-A po to mój drogi że już cię nie chcę . Nie złapałeś naiwnej gąski , tylko dorodną gęś , która nie da się wykorzystywać żadnemu chujowi .
-No ale , Marta -patrzył na nią z rozpaczliwym wyrazem twarzy - było ci dobrze przecież . Myślałem że …
-Że co ? Że będziesz mnie dymał tak długo jak się da ? No to dymałeś , o kilka dni za długo . Ubieraj się i wypierdalaj z mojego domu , z mojego życia , bez mojej kasy i utrzymania . Szybko , zbieraj się ciołku .
-Ale dokąd mam pójść? Jest noc , zimno …
-Gówno mnie obchodzi co ze sobą zrobisz , Teraz robiłeś to co ci kazałam .Wykorzystałam na koniec jak kurwę w burdelu . O to mi chodziło .
Ubrał się nic już nie mówiąc , z wieszaka na dole zdjął kurtkę , założył na siebie , spojrzał na nią jeszcze raz wzrokiem bitego psa i wyszedł .
Słyszała jak otwiera furtkę która automatycznie za nim się zamknęła . Patrzała jeszcze chwilkę przez szybę w drzwiach jak skulony , z rękoma w kieszeniach kurtki idzie przed siebie
Zgasiła światło i najpierw poszła do łazienki zmyć brud po Rafale ze swojego ciała .
-Kurwa , ale ja jestem perfidna -powiedziała będąc już w wannie . - ale szkoda byłoby nie wykorzystać go ten ostatni raz , W łóżku jest dobry .
Szkoda tylko że kłamca i nierób .
cz.12 Dni leciały , jeden za drugim jak szalone . Marta wysłała kilka aplikacji do różnych firm . Miała za sobą ukończone studia na ASP , kierunek projektant wnętrz . Była dobra w tym co robiła , ale po zwolnieniu z dawnej pracy nie miała szczęścia w znalezieniu innej .
Postanowiła zatem wziąć sprawy w swoje ręce i zarejestrowała jednoosobową firmę .
Była sama sobie dyrektorem , pracownikiem i szefem działu
. W Internecie zamieściła kilka swoich projektów , reklamy i czekała na potencjalnych klientów . Nie spieszyła się , miała z czego się utrzymać , ale chciała pracować , nie siedzieć bezczynnie . Otworzyła laptopa i zajrzała na wiadomości . Była jedna . Zapraszano ją na rozmowę do firmy której prezesem był nie kto inny tylko Igor Jasiński
O żesz kurwa -zaklęła po swojemu .
-Felek -zwróciła się do łaszącego się do niej psa - co mam robić ? Felek zaszczekał jakby chciał powiedzieć
że nie wie , musi sama zdecydować .
-Kurwa , do kogo mam się zgłosić ?
Przypomniała sobie że Igor mówił coś o wolnym etacie za dwa czy trzy miesiące . Tyle że teraz miała zgłosić się do dyrektora Jasińskiego .
- Zbieżność nazwisk czy celowe zagranie ?-myślała . A co mi tam , pojadę , przecież w biurze mnie nie przeleci , chociaż może to by
było całkiem niezłe -
-zaczęła się śmiać wyobrażając sobie scenę w biurze . Ale byłby numer i zaraz dodała w myślach
-Marta , kurwa, jakie ty masz kosmate myśli- to nie przystoi przyzwoitej kobiecie .
Tyle że ja jestem inna , nieprzyzwoita aż do bólu , jak mi się chce to co mam zrobić ? -śmiała się jak wariatka a Felek śmiał się razem z nią merdając ogonem .
Za dwa dni wpadła do biura dyrektora Jasińskiego jak burza , z rozwianymi włosami , w zwykłych codziennych spodniach .
-Dzień dobry - nie czekając na odpowiedź i nie patrząc na niego mówiła szybko -przepraszam , zaspałam i stąd taki a nie inny mój wygląd . Ale czy musi być inny ? Nie . zostałam zaproszona na rozmowę , więc jestem .
-Patrzył na nią rozbawiony i zaskoczony jednocześnie
ale może dowiem się z kim mam przyjemność ?-zapytał w końcu
- A czy musi być od razu przyjemność ?-zreflektowała się że strzeliła gafę - Marta Makowska jestem .
-Miło mi , Proszę , niech pani usiądzie . Przyjemność zostawimy na później -roześmiał się .
Spojrzała na niego dopiero teraz . Był w średnim wieku,
twarz okalała mu wypielęgnowana ,krótko przycięta broda i mały wąs pod nosem. Szpakowate, krótko ostrzyżone włosy i wesołe oczy wokół których pojawiły się już drobne zmarszczki , zapewne mimiczne , dodawały mu uroku .
Marta , jak to ona , najpierw się rozmarzyła że z takim facetem to by mogła zgrzeszyć a dopiero po chwili zreflektowała się że ten facet do niej mówi .
-Kurwa , Marta ,uspokój się -zgromiła siebie w myśli.
-To co ? Podpisze pani z nami umowę o pracę ? -uśmiechnął się , doskonale wiedział że Marta była myślami gdzie indziej jak do niej mówił
-Tak , ale , przepraszam , zamyśliłam się . Jaką umowę ?-
My jesteśmy zleceniodawcą , a pani wykonawcą . Może pani pracować u nas na miejscu albo u siebie w domu czy w tej swojej firmie jednoosobowej
jak to pani napisała , byleby się terminy zgadzały . -wyjaśnił z uśmiechem.-
-Acha , tak , to mi pasuje . Dobrze , podpiszemy .
-Cieszę się , pani Marto ,naprawdę . -wyciągnął do niej rękę
- To od teraz współpracujemy ze sobą .-podała mu swoją drobną dłoń .-
Nie byłaby jednak sobą gdyby nie zapytała o Igora , dowiedziała się że nie spełnił oczekiwań i po usunięciu z prezesury wyjechał z kraju .
I kit mu w ucho -pomyślała . Pożegnała się i wyszła . Miała czekać w domu na pierwsze zlecenie .
Wracając do Józefowa na chwilę wpadła do rodziców . Zaskoczyła ja obecność Kingi u nich . Wyszła do niej z maleńkim dzieckiem na rękach .
Mama przywitała się z Martą , zaproponowała żeby coś zjadła , akurat została im zupa pomidorowa z obiadu .
Marta chętnie skorzystała , poszła za matka do kuchni
-Mamuś , a co Kinga robi u was ?-zapytała
-Mała ciągle płacze , Łukasz się nie wysypia , to wzięliśmy ją do nas .Natanek też jest , teraz jeszcze w przedszkolu -odpowiedziała mama-
Do kuchni weszła Kinga z płaczącą córeczką . Spojrzała umęczonym wzrokiem na Martę .
-Nawet nie wiesz ,jak jest ciężko przy małym dziecku - bardziej zajęczała niż powiedziała -
A co mnie to -Marta wzruszyła ramionami -pyszna ta zupa mamuś -a ty mi powiedz, dlaczego dałaś mój numer telefonu i adres Rafałowi .
dlaczego zrobiłaś to bez mojej zgody ?
Matka zaczęła stawać w obronie Kingi ale Marta ja uciszyła
-mamo , to jest rozmowa między mną i Kingą , nie wtrącaj się . proszę-
-No , słucham ?Odpowiedz-
-Zapytał to dałam , u nas mało miejsca , co to są trzy pokoje . Gdybyś chciała się z nami zamienić toby było inaczej -
-Kinga do kurwy nędzy -syknęła -nie miałaś prawa
-Ale go przyjęłaś !-krzyknęła Kinga .-Był u ciebie kilka dni , a jak ci się znudził to wyrzuciłaś jak śmiecia , nocą , gołego , na mróz !
-Mama zasłoniła uszy - nie chcę tego słuchać -powiedziała -wzięła od Kingi dziecko i wyszła . Zostały w kuchni same.
-Tak , był . Ale już nie jest . Nie wyszedł ode mnie goły , pozwoliłam mu się ubrać .-
-Ale najpierw pól nocy go gwałciłaś !-wybuchła Kinga a Marta zaczęła się śmiać jak wariatka
-No tak . A on dał się gwałcić , jak było tak było , ale osiągnęłam co chciałam . Ty to wiesz chyba tylko jak zajść w ciążę ,
a ja wiem jak smakuje prawdziwe kochanie się .
Wstała z krzesła zostawiając osłupiałą bratową w kuchni i wyszła . Krzyknęła tylko
-pa mamuś , dzięki za zupę - i już jej nie było .
-w drodze do domu zatrzymała się jeszcze żeby zrobić zakupy a potem już prosto pojechała do domu .
Właśnie dawała jedzenie Felkowi kiedy usłyszała sygnał przychodzącej wiadomości .
Co to może być ?-pomyślała i otworzyła wiadomość
"Pani Marto . zapraszam Panią jutro do kadr aby podpisać umowę na projekt . Wierzę ze nasza wspólpraca będzie owocna , może nawet z przyjemnościami ? Cieszę się na to ,
A Pani ? Włosy mogą być rozwiane . "
O kurcze . Jasiński przysłał tę wiadomość . No dobrze , zobaczymy . Najpierw praca , a przyjemność ? No , no , chyba trzeba będzie się koło tego zakręcicć .-powiedziala .
cz.13 Następnego dnia Marta zjawiła się w firmie w bardzo eleganckim wydaniu. Założyła na siebie prosty, ale elegancki ciemny garnitur, pod marynarkę biały top, a na nogi włożyła pantofle na wysokiej szpilce. Uzupełniła ten strój elegancką torebką. Włosy ładnie upięte w kok i lekki makijaż czyniły ją prawdziwą kobietą – taką, za którą mężczyzna mógłby się obejrzeć.
Szła do kadr i klęła pod nosem.
„Po kiego grzyba włożyłam te kurewskie szpilki, po co się tak wystroiłam? Zwariowałam czy co?”
. Już miała chęć odwrócić się i uciec, napisać wiadomość, że coś jej wypadło, że może przyjść jutro. I w tym momencie się potknęła. Nie widziała, że przy recepcji stał dyrektor i ją obserwował.
– Kurwa! – krzyknęła na tyle głośno, że ją usłyszano.
Rozejrzała się wokoło i zobaczyła dyrektora. Uśmiechał się, ale nic nie powiedział.Skinęła głową i poszła do kadr, zła na siebie, na swój niewyparzony język i na dyrektora.
Chciała się pokazać z dobrej strony i wszystko zepsuła.
„A tam – pomyślała – jestem damą, a prawdziwa dama pije, pali, dyma się i przeklina. Zaraz, kto to powiedział?
A wiem, pani Beata Tyszkiewicz. No, to ja taką damą jestem”.
Szybko podpisała to, co miała podpisać, zabrała zlecenie i wyszła.
– Dyrektor panią prosi do siebie – z kadr wychyliła się głowa pani kadrowej.– Mnie? A po co?
– Nie wiem, pytał, czy już pani wyszła, i prosił, żebym panią złapała i przekazała, że na panią czeka.
– Ok. Dziękuję.
Część 33 / 6
Zawróciła w stronę schodów. Wchodząc na pierwsze piętro, złorzeczyła w myślach na siebie, na dyrektora i na te przeklęte szpilki. Zapukała i weszła do gabinetu.
– Dzień dobry. Jestem, o co chodzi? – zapytała.
– Witam, pani Marto. Prośba: proszę sobie wygodnie usiąść i zdjąć te obcasy, nogi pani odpoczną – roześmiał się. – Nie wiem, czy ja bym dał radę chodzić na takich szczudełkach.
– Po to mnie pan wezwał, żeby się naśmiewać? Chciałam się pokazać jako kobieta, a nie jakiś rozczochraniec. A tu, kurwa, wpadka – zapomniała, że miała być grzeczna.
– Pewnie myśli pan sobie…
– Pani Marto, nic nie myślę. Jest pani sobą, nie udaje, że jest inaczej.
-Chciałem tylko zapytać, czy wszystko pani załatwiła w kadrach? Jak sprzedamy ten projekt, to będzie miała pani z tego spory zysk. No i my jako firma, oczywiście, też.
– No i fajnie. To ja już sobie pójdę. – Wstała i znów zaklęła pod nosem, tym razem cichutko: – Do widzenia. – Podała mu rękę.
– Do zobaczenia, pani Marto. Muszę jeszcze coś powiedzieć: wczoraj, taka rozczochrana i bez makijażu, wyglądała pani świetnie – roześmiał się.
Co miała robić? Też się roześmiała i pogroziła mu żartobliwie.
Opuściła gmach firmy, jakoś doszła do samochodu, zdjęła te cholerne szpilki i włożyła wygodne adidasy, które zawsze ze sobą woziła. Jadąc, uśmiechała się do siebie i gadała ze sobą w myślach.
„Fajny jest ten Jasiński, ale jak ma na imię? Nie spojrzałam na tabliczkę i nawet nie zapytałam. Pasuje do niego Jakub... zaraz, no tak, Jakub. A może Jerzy?
Nie. Ale podoba mi się, nieważne, jak ma na imię. Podoba mi się. Zapoluję sobie na niego przy następnej wizycie.
Głupia jesteś, Marta! A jak ma żonę? No kurwa, przecież nie odbiję go żonie.
Ale naprawdę, zgrzeszyłabym z nim”.
Tę rozmowę z samą sobą przerwał pisk opon. Zatrzymała auto i wyskoczyła na zewnątrz. Z samochodu, który jechał za nią, wysiadł młody chłopak.
– Nie wiem, jak to się stało – zaczął się tłumaczyć. – Jechałem z tyłu i naraz nie mogłem wyhamować. Ale nie stuknąłem pani?
– No mnie nie, za młody jesteś, a ja nie stukam się z dzieciakami – powiedziała. – Wsiadaj do auta i wyprzedź mnie. Wolę jechać za tobą niż przed tobą. Spadaj już.
– No i wuj bombki strzelił – mruknęła
– Nie wychodzi mi bycie ani damą, ani grzeczną starszą panią. Bo nie wiem: jestem już starszą panią czy jeszcze jebniętym niedorozwojem? – Roześmiała się i odjechała.
Do domu dojechała w wesołym nastroju. Potarmosiła Felka, wzięła do ręki śnieg, ulepiła kulkę i rzuciła w stronę domu sąsiada, który obserwował ją przez okno. Wiedziała, że jej nie usłyszy.
Pomachała do niego i ze śmiechem uciekła do domu.
Od razu rozebrała się ze swojego eleganckiego stroju, ubrała w dres i miękkie kapcie. Niewiele myśląc, wystukała na telefonie numer do dyrektora Jasińskiego, który – o dziwo – odebrał.
– Tak? Słucham?
– Marta z tej strony – powiedziała tylko i zaraz dodała: – Bo widzi pan, zastanawiałam się, jak ma pan na imię? Bo nazwisko znam, a imienia nie.
– A jak pani myśli? – zapytał rozbawiony.
– Nie wiem, świta mi coś w głowie, że Jakub.
– Dobrze pani świta. Wprawdzie nie Jakub, ale Kuba. A jeżeli świta pani coś jeszcze, to uprzedzę: nie mam żony.
– Jasnowidz, kurwa – zaklęła w duchu, a głośno powiedziała, że myślała tylko o tym, jak ma imię, i się rozłączyła.
Stanęła przed lustrem, zapukała w szklaną taflę i zapytała:
– Lustereczko, powiedz, mam być, jaka jestem, inna od wszystkich, czy mam się zmienić?
Oj, Marta, nie zmieniaj się, bądź sobą. Faceci lubią takie zwariowane babki, co to potrafią się w jednej chwili przytulić, a w drugiej opierdolić.
Dałaby głowę za to, że lusterko się do niej odezwało. Posłała mu całusa i poszła do kuchni.
cz.14 Marta pracowała nad projektem. Do końca terminu było jeszcze trochę czasu, ale wolała skończyć wcześniej, niż później mierzyć się z opóźnieniami.
W międzyczasie zaprojektowała też wygodną budę dla Felka – dużą, ocieploną, z zadaszonym i obudowanym po bokach gankiem.
Nie chciała zostawiać psa na długie godziny zamkniętego w domu. Mając swój własny kąt, mógł swobodnie wchodzić i wychodzić, kiedy tylko miał na to ochotę.
Właśnie przywieziono gotową budę ze stolarni. Marta poprosiła, żeby postawiono ją tuż przy schodach prowadzących do mieszkania. Felek na początku nie był specjalnie zainteresowany nowym lokum – obchodził budę z daleka, aż któregoś dnia w końcu do niej wszedł i od tamtej pory nie chciał już wychodzić.
W tym samym czasie Marta musiała kilkakrotnie pojawić się w firmie. Jakież było jej zdziwienie i radość, kiedy spotkała tam koleżankę ze szkolnej ławy!
Razem chodziły do szkoły podstawowej, a później do średniej. Po maturze ich drogi się rozeszły – Marta poszła na studia na ASP, a Magda zrezygnowała z dalszej edukacji.
Nie wiedziały o sobie nic, straciły kontakt i dopiero teraz los skrzyżował ich ścieżki.
Marta początkowo jej nie poznała, ale Magda doskonale pamiętała swoją zwariowaną koleżankę, która nikogo się nie bała i zawsze mówiła prosto w oczy to, co myśli. Nosiła dziurawe spodnie, powyciągane topy i zawsze wyróżniała się z tłumu. Takiej drugiej dziewczyny w szkole nie było.
– Marta! Jak miło cię widzieć. Nic się nie zmieniłaś, jak ty to robisz? – zawołała Magda.
– Magda?! – popatrzyły na siebie i mocno się uściskały.
– Co tu robisz? – zapytała Marta.
– Pracuję w sekretariacie. A ty?
– A ja jestem projektantką, pracuję dla nich. Właśnie przyjechałam do dyrektora Jasińskiego.
– Fajny facet – szepnęła cicho Magda. – Bardzo wesoły, można z nim pogadać normalnie, jak z kolegą.
– Wiem – odszeptała Marta i obie się roześmiały. – To co? Kawa po robocie? – zaproponowała. – Masz czas? Bo ja jestem sama, więc mi go nie brakuje.
– Chętnie, ale nie dzisiaj – odpowiedziała Magda. – Chociaż… może? Mąż ma po mnie przyjechać. Jeśli nie masz obowiązków, pojedziemy do mnie. Co ty na to?
– A wiesz, chętnie. Jestem autem, więc możesz dzisiaj zwolnić męża z fuchy kierowcy.
Umówiły się za godzinę przy wyjściu.
Marta od razu poszła do dyrektora. Zapukała i nie czekając na zaproszenie, weszła do gabinetu. Siedział za swoim dyrektorskim biurkiem i coś pisał, uśmiechając się pod nosem. Podeszła bliżej i mocno zapukała w blat. Podniósł głowę i spojrzał na nią.
– Właśnie wysłałem pani wiadomość. Proszę sprawdzić i odpisać – roześmiał się.
„Jak to: sprawdzić i odpisać?” – spojrzała na niego jak na wariata, a w myślach natychmiast zadała sobie pytanie:
„Głupi czy pierdolnięty? Jestem u niego w gabinecie, a on chce, żebym mu odpisywała.
No głupi, ale może to i dobrze?”.
– Normalnie, pani Marto. Proszę sobie usiąść, przeczytać i mi odpisać.
– Panie Kubusiu, ja przyszłam w konkretnej sprawie, a pan mi zawraca d…, przepraszam, głowę. Nie mam czasu na pierdoły, za godzinę jestem umówiona.
– Co w związku z tym? – zapytał niezrażony.
– A to, że nie chce mi się odpisywać, skoro i tak siedzę przed panem.
– A w jakiej sprawie pani przyszła? – Patrzył jej prosto w oczy, co zaczynało ją już irytować.
– Bo może chciałam na pana popatrzeć? – wypaliła. – A co? Nie mogę?
Wstał i stanął przed nią. Był wysoki, widać, że wysportowany, a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
– Proszę, jestem cały dla pani. Mam się obrócić?
„Najlepiej by było, żebyś się położył na tej kozetce, gamoniu” – pomyślała szybko Marta. „Kurwa mać, co się ze mną dzieje. Nawet jak miałam męża, to tak na niego nie leciałam”.
Nic nie mówiąc, wstała i energicznie opuściła gabinet.
Czekała na Magdę na zewnątrz. Koleżanka wyszła jednak z miną wskazującą, że plany się zmieniły.
Powiedziała, że mąż się uparł – i tak po nią przyjedzie i już stoi na parkingu.
– To to czerwone auto.
-Chodź, poznam was ze sobą – pociągnęła Martę za rękę.
Obie podeszły do samochodu. Marta spojrzała na kierowcę i nagle zaczęła się histerycznie śmiać. Magda zupełnie nie wiedziała, co się dzieje.
– Marta, o co chodzi? – zapytała zdezorientowana.
– Ten dupek to twój mąż?
W aucie siedział Rafał. Marta, niewiele myśląc, szarpnęła za klamkę i otworzyła drzwi od strony kierowcy.
– Nie poznaje mnie pan?
– Proszę mnie zostawić, z kimś mnie pani pomyliła – wykrztusił Rafał, próbując zatrzasnąć drzwi.
– Pani? Już zapomniałeś, jak się pieprzyliśmy u mnie w domu?
Magda, oj Magda, współczuję ci. Ja go wyjebałam w środku zimy, w nocy, a teraz ciebie urabia?
– Przestań! – krzyknęła Magda. – Przestań, to nieprawda!
Nawet nie zauważyły, kiedy Rafał odpalił silnik i gwałtownie odjechał, zostawiając Magdę na parkingu.
Marcie zrobiło się potwornie żal koleżanki. Przeprosiła ją i zaproponowała, że odwiezie ją do domu. Pod blokiem Magdy samochodu Rafała nie było .
Kobieta wysiadła z auta bez słowa, a Marta ruszyła do siebie. Było jej potwornie głupio, że tak drastycznie rozegrała tę sytuację, ale emocje wzięły górę – po prostu nie mogła się powstrzymać.
Drugie zaskoczenie tego dnia czekało na nią, gdy podjechała pod własną bramę. Obok stał samochód Rafała, a on siedział w środku. Na jej widok wysiadł i podszedł bliżej.
– Zadowolona jesteś z siebie? – zapytał z wściekłością.
– Nie – odpowiedziała krótko. – Nie oszukuj Magdy.
Chciał złapać ją za rękę, ale mu się wyrwała. Zagroziła, że jeśli podejdzie bliżej, pożałuje tego. Nie posłuchał.
Wtedy Marta, niewiele myśląc, pozwoliła mu się chwycić. Gdy tylko mocno ją uścisnął, wykorzystała moment i z całej siły kopnęła go kolanem w krocze.
Zawył z bólu. Marta pewnym krokiem weszła na podwórko i zatrzasnęła furtkę. Oparła się o nią i wysyczała przez zęby:
– Szkoda, że kutasy się nie łamią. Twój byłby teraz w kawałkach.
Rafał, skulony z bólu, wdrapał się z powrotem do samochodu i powoli odjechał.
Marta stała przy furtce, dopóki czerwone auto nie zniknęło za zakrętem. Dopiero wtedy poczuła, jak opada z niej adrenalina, a dłonie zaczynają lekko drżeć. Wzięła głęboki oddech i ruszyła w stronę schodów. Gdy mijala nową budę, Felek leniwie wystawił ze środka łeb, ziewnął przeciągle i popatrzył na nią swoimi mądrymi ślepiami, jakby chciał powiedzieć: „Widziałem wszystko, dobra robota”. Marta uśmiechnęła się blado i pogłaskała go między uszami
Weszła do domu, przekręciła klucz w zamku i oparła się o drzwi. W środku panowała idealna, kojąca cisza. Zrzuciła buty i poszła prosto do kuchni, żeby nastawić wodę na mocną herbatę.
Usiadła przy stole, wpatrując się w okno. W głowie wciąż miała mętlik. Z jednej strony czuła satysfakcję – ten drań zasłużył na wszystko, co go spotkało, a kopniak w krocze był tylko marnym ułamkiem tego, co powinien dostać za przeszłość.
Z drugiej strony serce jej pękało na myśl o Magdzie. Przypomniała sobie jej zszokowaną twarz i ten rozpaczliwy krzyk na parkingu.
Magda była dobra, cicha i najwyraźniej zakochana. Marta wiedziała, że otworzyła jej oczy w najbrutalniejszy możliwy sposób.
Czy przyjaciółka z lat szkolnych kiedykolwiek jej to wybaczy? Czy zrozumie, że to była chora gra Rafała, a nie jej złośliwość?
Nagle na blacie zawibrował telefon. Marta drgnęła, myśląc, że to kolejna odsłona dramatu z Magdą. Szybko chwyciła aparat i spojrzała na ekran.To nie była Magda. Na wyświetlaczu pojawiło się powiadomienie o mailu służbowym od Jakuba Jasińskiego.
Marta zupełnie zapomniała, że przecież przed tą całą burzą była w firmie i wybiegła z jego gabinetu jak oparzona.Otworzyła wiadomość. Treść była krótka:
„Pani Marto, projekt jest doskonały, ale na żywo robi jeszcze większe wrażenie niż na papierze. Mam na myśli panią, oczywiście. Skoro nie miała pani czasu w biurze, to może kawa wieczorem ? Czekam na odpowiedź. K.”
Marta wypuściła głośno powietrze, a na jej twarz, pierwszy raz tego popołudnia, zawitał szczery, lekko łobuzerski uśmiech. Poczuła, jak na policzki wypływa jej rumieniec.
„Kurwa mać, Jasiński, ty to masz wyczucie czasu” – pomyślała, a palce same zawisły nad klawiaturą, gotowe do odpisania.
cz.15 – No i co ja mam ci odpisać, Kubusiu Jasiński? No, poszłabym na tę kawę z tobą, ale czy chce mi się jechać teraz do Warszawy? Dopiero z niej wróciłam.
Co on sobie o mnie pomyśli? Że jestem jakaś napalona i polecę na to spotkanie z nim? Tak od razu?Dotykała klawiatury i cofała ręce.
– A, odpiszę. Co mi szkodzi.
„Kawa dzisiaj? Przykro, ale nie. Dopiero wróciłam z Warszawy. Mieszkam w Józefowie. Chyba że? M.” – nacisnęła enter i wysłała odpowiedź.
– Chyba że co? Ale ta Marta to jest jednak głupia – zganiła sama siebie. – No ale nie chce mi się.
Dzwonek telefonu przerwał jej te rozmyślania. Nie spojrzawszy nawet na numer, odebrała
– Słucham? – Po drugiej stronie zapadła cisza. – Halo?Dopiero po chwili odezwał się mężczyzna. To był Kuba Jasiński.
– Jestem gotowy przyjechać do Józefowa – powiedział.Oniemiała. Chyba po raz pierwszy w życiu zapomniała języka w gębie.–
Jak to przyjechać?– Normalnie. Wsiądę w samochód i za, powiedzmy, pół godziny będę.–
Józefów ma ulice, a pan nawet nie wie...– Pan wie – roześmiał się. – Sprawdził adres w dokumentach kadrowych.
– Ale już jest późno, ja właśnie, jaaa... – Nie wiedziała, co powiedzieć. Co ona robi? –
się do spania.
„Kurwa, o osiemnastej trzydzieści? No nie, Marta, zgłupiałaś” – pomyślała.
– Jestem gotowy utulić do snu – nie dał się zbić z tropu.– Czekam – powiedziała w końcu.–
Zaraz będę.Odłożyła telefon i w tym momencie zadzwonił domofon. Usłyszała szczekanie Felka. Nie zastanowiwszy się, nacisnęła przycisk otwierający furtkę i wybiegła na schody przed drzwi.
Wysoka sylwetka zamajaczyła na chodniku prowadzącym do domu. W blasku światła poznała dyrektora Jasińskiego.
„A co on? No nie, już teraz?”
– Witam ponownie – śmiał się.
– Ale z pana Szybki Bill. Proszę.Wprowadziła go do mieszkania.– Proszę się rozebrać i nie zdejmować butów, ja nie mieszkam w muzeum.
Mimo wszystko była trochę skrępowana.
– Kawa, tak? – zapytała.
Skinął głową i podał jej pudełko z ciastkami. Marta wyszła do kuchni, żeby wstawić wodę. Wyszedł za nią. Pochwalił, że ma ładny dom, że mu się podoba i takie tam „ble, ble”, jakby to sama oceniła.
Woda się zagotowała, szybko zrobiła kawę jemu, a sobie mocną herbatę. Wyłożyła ciastka na talerz. Usiedli przy ławie. Oboje byli troszkę skrępowani, w końcu Marta nie wytrzymała.–
Będziemy tak siedzieli jak niemowy? – roześmiała się. – Co tak naprawdę pana do mnie sprowadza?
– Pani Marto, no co mam pani powiedzieć? Po prostu podoba mi się pani. Chciałbym panią bliżej poznać.
– Dlaczego? Dlaczego akurat mnie? Jest tyle innych kobiet.
– Ale pani jest wyjątkowa. Nigdy takiej nie poznałem – takiej żywiołowej, z ciętym językiem. No, zadrzeć z panią to trzeba mieć odwagę.
– Pan zadarł – roześmiała się. – Przepraszam, chyba mój pies chce wejść do domu. Wpuszczę go tylko.
Wyszła do korytarza, a on ruszył za nią.
– Nie, pies się nie dobija do drzwi – objął ją mocno w pasie. – Uciekasz przede mną.
Odwróciła się do niego twarzą, a on, nie patrząc na konwenanse, pocałował ją.
Oddała pocałunek, po czym go odepchnęła. Odzyskała pewność siebie.
– Miała być kawa, a nie całowanie się – powiedziała ostro. – Jeśli przyjechałeś tu, żeby mnie przelecieć, to nic z tego.–
Chcę – roześmiał się. – Ty też tego chcesz. Dlaczego mamy powstrzymywać swoje żądze?–
Bo ja nie chcę. Nie teraz, nie tutaj i nie z tobą.
– Ale przecież podobam ci się tak samo, jak ty mnie. Marta, no co ty?–
Podobasz mi się, ale nie na tyle, żebyś mi wskakiwał od razu do łóżka. Wypiłeś kawę? To zabieraj swoje ciastka i spadaj.
– No wiesz co? – Był bardzo zawiedziony jej odmową.
– Wiem co. Zerwiesz ze mną umowę? Proszę bardzo, nie zależy mi, znajdę coś nowego.–
Dobrze, pójdę już sobie – ubrał kurtkę i wyszedł.
Patrzyła za nim tak, jak jeszcze niedawno za Rafałem. Wsiadł w samochód i odjechał. Marta rzuciła się na łóżko w sypialni i rozpłakała.
„Dlaczego? Dlaczego potraktował mnie jak kurwę? Co sobie myślał? Czar prysł” – myślała przez łzy.
W tym momencie nie była tą przebojową Martą, inną niż wszystkie kobiety. Była jedną z nich – zagubioną, samotną i znieważoną.
Nie jeździła do firmy przez kilka dni. Któregoś rana dostała SMS-a: „Zapraszam do biura”. Po co? Rozwiązać umowę o współpracę?
Nie odpisała i nie pojechała. Po południu przyszedł następny SMS: „Zapraszam”. Wiedziała, że to od Jasińskiego
.„Pocałuj mnie w dupę” – odpisała.„Dobrze, jak przyjedziesz” – na to już nic nie odpowiedziała.
Swoim zwyczajem stanęła przed lustrem, popatrzyła na swoje odbicie.
– No i co się na mnie gapisz? Poradź, co mam z nim zrobić? Nie zakochałam się, ale mnie pociąga. Kurwa, swoją drogą, ciekawa jestem, jaki jest w łóżku. No co? Chce mi się chłopa, przecież mam prawo do miłości.
Następnego dnia zjawiła się w biurze i pierwsze, co zrobiła, to poszła do sekretariatu. Magda spojrzała na nią ze zdziwieniem.
– Magda – podeszła do jej biurka. – Przepraszam.
– Nie ma za co. Otworzyłaś mi oczy.
– Magda, pogadajmy. Tak jak kiedyś, dobrze?
– Zadzwoń do mnie, Marta – Magda podała jej karteczkę z numerem telefonu. – Umówimy się na pogaduchy.
– Dzięki, zadzwonię na pewno. Teraz idę do Ku... do Jasińskiego. Cześć.
Z sekretariatu przeszła do gabinetu dyrektora. Właśnie wychodził, ale gdy ją zobaczył, cofnął się, uśmiechnął i poprosił, żeby weszła.
– Ale wychodziłeś, nie chcę przeszkadzać – nie patrzyła na niego, ale wyobrażała sobie uśmiech na jego twarzy.
– Ależ nie, nie. To nic ważnego, proszę.
– O co chodzi? – Nie wiedziała, jak się do niego zwrócić.
– Chciałem na ciebie popatrzeć – roześmiał się – i przeprosić.
– To wszystko? No to przeprosiny przyjęte, do widzenia.
– Tylko tyle? – odpowiedział w tym samym co ona tonie.
– Tak. Mało? Myślałeś, że rzucę ci się na szyję? Jeszcze nie teraz, może kiedyś? A może nie? A poza tym jesteś w pracy, a romanse w pracy dobrze nie wyglądają – potrząsnęła swoją rozczochraną głową i wyszła, zadowolona z siebie.
– No, Marta, postarałaś się, jestem z ciebie dumna. No to co, że to dyrektor? Ale niech zobaczy, że takiemu przystojniakowi nie każda kobieta da się omotać. A może i da? Jeszcze będzie okazja ku temu – tłumaczyła sobie, idąc do auta.
Będąc już u siebie na podwórku, spojrzała w stronę ogrodzenia i napotkała wnikliwe spojrzenie sąsiada, który stał po drugiej stronie.
– Pan Marek pani szukał – odezwał się.
Podeszła bliżej.– A nie wie pan, dlaczego mnie szukał?
– Nie wiem – rozłożył ręce. – Ale był tu. Pies go obszczekał, to nawet nie wchodził, bał się.–
-Dziękuję. Do widzenia.Odwróciła się i poszła do domu.
Ale tego dnia nie było jej dane odpocząć. Telefon dzwonił jak oszalały. Nie odbierała, wyciszyła go i rzuciła do szuflady biurka.
„Mam wszystkich w dupie. Co to, kurwa, jestem na zawołanie dla każdego?
A jak ja potrzebuję człowieka, to nie ma. To znaczy byłby, ale nie tak, jak bym chciała”.
Usłyszała groźne szczekanie Felka. Wyjrzała przez okno – za furtką stał Marek. „Co on, do cholery, chce ode mnie? Wpuszczę go, bo mi spokoju nie da”. Nacisnęła guzik domofonu, wyszła na ganek i zawołała Felka, który natychmiast do niej przybiegł.
– Wejdź! – krzyknęła. – Pies ci nic nie zrobi!
Marek wszedł. Zaprosiła go do mieszkania, posadziła w kuchni i najpierw zrobiła herbatę.– Co cię do mnie sprowadza? – zapytała.
– Marta, to była pomyłka – powiedział cicho.
– Pomyłka? Co było pomyłką? Kochanka czy rozwód ze mną?
– Jedno i drugie, Marta. Żałuję. Zrozumiałem, że kocham ciebie. Żałuję, że nasze małżeństwo się rozpadło. Marta, czy jest dla nas jeszcze szansa?
– Dla nas? – zaczęła się śmiać. – Marek, szansa została pogrzebana wraz z ogłoszeniem wyroku na sali sądowej. Minęło sporo czasu od tamtej chwili, ja już o tobie zapomniałam. Nie, Marek, nie ma szansy.
– Marta, ale ja ciebie wciąż kocham.
– Marek, kurwa, zrozum, że ja do ciebie nie czuję już nic. Ani miłości, ani nawet już żalu. Jest mi dobrze bez ciebie i proszę, idź już.
Mężczyzna wstał, dopił herbatę i wyszedł ze spuszczoną głową. Był pewien, że Marta jednak mu wybaczy. Ale ona była nieugięta.Zadzwoniła do Magdy. Zapytała, czy ma dzieci i czy jeszcze jest z Rafałem. Magda nie miała ani dziecka, ani Rafała – była sama.
– To się dobrze składa – ucieszyła się Marta. – W piątek przyjeżdżam po ciebie i porywam cię!
W piątkowy wieczór przyjaciółki po zjedzeniu obiadu rozsiadły się wygodnie w salonie. Piły wino i zwierzały się sobie ze wszystkiego, tak jak kiedyś. Wspominały szkołę, numery, jakie robiła Marta, i śmiały się radośnie .
.– A pamiętasz, jak zamiast pracy z geometrii napisałaś w zeszycie, że nasz dyro jest jebnięty? – śmiała się Magda. – Ale mieliśmy ubaw w klasie!
– A jaki ja za to w domu dostałam opierdol, mama mało zawału nie dostała!
– Albo jak polonistce podłożyłaś pod siedzenie pierdzącą poduszkę?
– Kurwa, wyskoczyła jak oparzona z klasy! – Marta śmiała się do łez .
.Już porządnie na rauszu wyszły na podwórko, żeby trochę się przewietrzyć. Było dosyć ciepło. Wścibski sąsiad też wyszedł ze swojego domu. Marta, niewiele myśląc, zawołała
:– Panie sąsiedzie, może się pan do nas przyłączy? Jestem z przyjaciółką, ale brakuje nam jeszcze kogoś. Zapraszam!
Sąsiad trochę się sumitował, ale ciekawość zwyciężyła. Przyszedł do nich i już we troje weszli do mieszkania. Marta wyjęła dla niego kieliszek, nalała wina do pełna i mrugnęła do Magdy.
– To co, sąsiedzie, jeszcze jednego? Musi pan wypić, bo inaczej nie będzie zabawy.
Wypił trzy lampki i już mu trochę szumiało w głowie. Rozluźnił się, patrzał na dziewczyny z uśmieszkiem nieco lubieżnym. Dowiedziały się, że jest wdowcem od dawna, dzieci mieszkają daleko, a on mieszka sam. I że dawno tak się nie bawił, jak teraz z nimi.
Marta w swoim szalonym pomyśle poprosiła go, żeby się wygodnie położył, że będzie zadowolony. Pociągnęła Magdę za sobą do kuchni.
– Magda, zabawimy się z nim. Trzymaj – z szuflady wyjęła zapalniczkę, którą zostawił Marek.
– Co chcesz zrobić?
– Obie zrobimy – śmiała się Marta. – Ty mi musisz pomóc.
Nie myślały trzeźwo.– On leży, musimy go podniecić.
– Ale, Marta, ja nie umiem – tłumaczyła Magda.– Będziesz robiła to, co ja
– i wytłumaczyła, co ma zamiar zrobić.Weszły do salonu. Leon – bo tak miał na imię – leżał na kanapie i na ich widok uśmiechał się nieco obleśnie. Podeszły do niego. Marta zaczęła go gładzić po udach, Magda robiła to z drugiej strony.
Łaskotały mu szyję, aż nagle Marta położyła rękę na kroczu sąsiada. Wyczuła, że jest gotowy, ale spotkał go zawód – pstryknęła zapalniczką i zbliżyła dłoń do rozporka.
Leon zerwał się z wrzaskiem. Broniąc swojej męskości, szybko uciekł, krzycząc i złorzecząc.
Marta, już porządnie wstawiona, wyskoczyła za nim.
– Wracaj, Leon! – wołała. – To tylko żarty! Głupi kutasie, myślisz, że chciałam się z tobą dymać? Teraz już mnie nie będziesz podglądał!
Wróciła ze śmiechem do Magdy, ale ta położyła się na kanapie i zasnęła.
Następnego dnia obie obudziły się z bólem głowy.
– Magda, żyjesz? – zapytała Marta.
– Żyję, ale co to za życie... – Mimo bólu Magda zaczęła się śmiać.
– Marta, ty to chyba nigdy nie spoważniejesz. Skąd w twojej głowie tyle szaleństwa się zadekowało? Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do łba, żeby molestować biednego sąsiada. Ty wiesz, jaki on był wystraszony?
– Przeproszę go – śmiała się Marta. – Ale on się chyba długo nie pokaże w pobliżu mojej osoby
.Ten dzień był dla nich prawdziwym odpoczynkiem od wszystkiego. Wieczorem Marta odwiozła Magdę do Warszawy. Obiecały sobie następne takie spotkanie, jak tylko zrobi się ciepło.
cz.16 Wiosna wtargnęła niespodziewanym ciepłem, dni były pogodne i zachęcające do spędzania czasu w plenerze.
Marta chodziła z Felkiem na długie spacery. Od pamiętnego wieczoru z Magdą nie była jeszcze w firmie.
Tego dnia – a był to wtorek – miała pojechać po nowe zlecenie.
Postanowiła nie odwiedzać dyrektora. Chciała tylko podpisać w kadrach to, co było do podpisania, odebrać materiały i wracać do domu.
Nie chciało jej się z nikim spotykać ani rozmawiać.Ale niestety, w kadrach powiedziano jej, że podpisy owszem, złoży u nich, ale dokument dotyczący projektu musi odebrać osobiście u dyrektora.
Nie była z tego faktu zadowolona, ale poszła. Nie było go w gabinecie, więc postanowiła nie czekać. Chciała wyjść, trochę pochodzić po mieście i wrócić do domu.
Nie udało jej się to. Na schodach, zbiegając po dwa stopnie naraz, wpadła prosto w ramiona Jasińskiego.
Chcąc nie chcąc, poszła z nim do gabinetu.
— W co ty, Jasiński, grasz? — napadła na niego ze złością.
— Przysięgam, że w nic! — uderzył się w pierś.
Przyglądała mu się przez chwilę, mrużąc te swoje skośne oczy, i intensywnie myślała, co mu powiedzieć.
— Dlaczego nie zostawiłeś tego projektu dla mnie w kadrach?
— Bo chciałem cię zobaczyć. Popatrzeć, jak się pięknie złościsz... Kręci mnie to, wiesz?
— A wiesz, co mnie kręci? — zapytała.
— Czekam, aż mi powiesz.
— Nic ci nie powiem. Poproszę o projekt, jadę do domu i biorę się za robotę.
— Też bym się wziął — roześmiał się — za robotę.
Zrozumiała aluzję, ale nawet jej nie zripostowała. Przyjdzie na to czas — pomyślała. — Nie odpuszczę, ale na razie muszę cię trzymać z dala od ciebie.
Odebrała to, co miał jej oddać, i niespodziewanie podeszła bliżej. Stanęła na palcach i pocałowała go prosto w usta.
— Premia za kasę, która pojawiła się na moim koncie — powiedziała, i już jej nie było.
Stał oparty o swoje biurko, zdumiony jej zachowaniem. Z jednej strony go odrzucała, z drugiej — zachęcała do dalszych działań.
Nie odpuszczę ci, Marta. Jeszcze żadna kobieta mi nie odmówiła. Ty też w końcu ulegniesz — mruczał pod nosem.
Był świadomy swojej atrakcyjności. Miał powodzenie u kobiet, i tych młodszych, i tych starszych, i co tu dużo mówić — korzystał z tego.
Miał poczucie humoru, potrafił być zabawny, ale też stanowczy. Nie używał słów niecenzuralnych i nie lubił, gdy ktoś przeklinał w jego obecności. To mogła robić tylko Marta.
W jej ustach nawet największe przekleństwo brzmiało jak śpiew słowika.
Dziwił się sobie, że ta prawie czterdziestoletnia kobieta tak bardzo zawładnęła jego sercem i umysłem.
Ma prawie czterdzieści lat, ale wygląda jak dwudziestolatka. Szczupła, zgrabna, a te loki na głowie wyglądają, jakby nigdy nie widziały grzebienia.
Nie jakaś tam klasyczna piękność, ale potrafi zawrócić w głowie. Marta, gdybyś tylko chciała... — myślał. — Świat bym ci rzucił do stóp.
Tymczasem Marta, tak jak kiedyś, wpadła do rodziców. Dawno się nie widzieli. Przywitała się z nimi i zajrzała do kuchni, żeby coś przekąsić.
— Martusiu — mama weszła za nią i usiadła przy stole.
— Dziecko, czy ty w ogóle coś jadasz? Zeszczuplałaś bardzo.
— Jadam, mamuś, jadam. Tylko wiesz, ostatnio mam sporo pracy — odpowiedziała.
— A co u was słychać? Kinga się wyprowadziła?
— Tak, ale wiesz co, córcia? Chyba źle się u nich dzieje. Łukasz kilka razy przyjeżdżał do nas na noc.
— Mamo, a jak się czujecie? Ty i tata?
— Dobrze, nie chorujemy. Tylko martwię się o was.
— Mamo, jesteśmy dorośli, nie martw się. Będę już uciekała.
— Poczekaj, dam ci pierogów, to sobie podsmażysz. Robiłam z mięsem, ale dużo wyszło, my z tatą nie przejemy.
Mama zapakowała pierogi do pojemnika i jej podała. Marta podziękowała, ucałowała ją w policzki i pobiegła pożegnać się z ojcem.Będąc już u siebie na podwórku, zauważyła, że sąsiad Leon chowa się za drzewem.
— Panie sąsiedzie! — zawołała. — Widzę pana, niech pan podejdzie.
— Nie mam czasu — odburknął.
— Zajmę panu chwilkę, proszę.
Podszedł i spojrzał na nią z zawstydzeniem.
— Panie Leonie, przepraszam za tamten wieczór. Nie tak miało być, ale wino mi zaszumiało w głowie. No, niech się pan już nie gniewa.
— Dobrze już, dobrze — uśmiechnął się. — Ja też nie jestem bez winy. Do widzenia.
Marta, zadowolona z siebie, weszła do domu. W torebce dzwonił jej telefon, ale zanim go odszukała, ktoś się rozłączył. Spojrzała na wyświetlacz – to była Magda.
Oddzwoniła.
— Cześć, nie zdążyłam odebrać — powiedziała.
— Cześć! Marta, mam newsa. Będzie bankiet firmowy!
— No to co? — zapytała.
— A to, że będziesz zaproszona. Tylko proszę cię, nie odmawiaj. Ja też będę.
— No to idziemy! Zabawimy się. A kiedy?
— W kwietniu, podobno po świętach.
— Super, na pewno będę.
Rozłączyły się. Marta zaczęła sobie podśpiewywać i kilka razy zakręciła się wokół własnej osi.
— No, Jasiński, Kubusiu. Jak będą tańce, to dopiero zobaczysz, w jakie obroty cię wezmę. Ale do łóżka jeszcze nie pójdziemy.
Przyjdzie na to czas, przyjdzie czaaaas, na upojną noc dla naaaas! — wyśpiewywała.
Część 44 / 6
Stanęła przed lustrem, swoim odwiecznym powiernikiem, i zapytała:
— Lustereczko, czy wypada? Tak się zachowywać dojrzałej kobiecie?
A, mam to gdzieś, nie umiem inaczej. To jak? Wypada czy nie? No jasne, że wypada! Bardzo mnie pocieszyło to twoje milczenie.
Wrzuciła pojemnik z pierogami do lodówki, a projekt od Jasińskiego rozłożyła na dużym, kuchennym stole.
Zamiast jednak zagłębić się w tabelki i wykresy, jej wzrok uciekł w stronę okna, za którym marcowe słońce powoli chowało się za dachami sąsiednich domów.
Dotknęła palcami swoich ust, wciąż czując na nich zapach męskich perfum i smak jego zaskoczenia.
— Bądź cierpliwy, Kubusiu — szepnęła do pustego pokoju, a na jej twarzy pojawił się drapieżny, satysfakcjonujący uśmiech.
— Najlepsze dania serwuje się na zimno. A ten bankiet... ten bankiet zapamiętasz na długo.
cz.17 Zbliżały się święta wielkanocne. Marta nie miała ochoty spotykać się z Kingą na śniadaniu u rodziców. Wiedziała, że Kinga i Łukasz przechodzą kryzys, mimo to w dalszym ciągu są ze sobą – podobno ze względu na dzieci.
Natan miał już siedem lat, a mała Mila cztery miesiące. Nie ingerowała w ich życie, nie chciała. Może dlatego, że z Kingą nigdy tak naprawdę się nie polubiły, a z Łukaszem też nigdy nie była blisko.
Podpytała Magdę, jak i gdzie będzie te święta spędzała. Okazało się, że przyjaciółka też nie ma planów i prawdopodobnie spędzi je sama w domu.
Niewiele myśląc, Marta zaproponowała, żeby spędziły je razem, „gdzieś na wyjeździe”, jak to określiła – w miejscu, gdzie nie będzie problemów z zabraniem ze sobą Felka.
Magda trochę się zastanawiała, ale w końcu przyjęła propozycję.Marta zadzwoniła do Białowieży, do pani, u której wcześniej spędziła trzy dni. Nie było żadnych problemów. Zarezerwowała pokój dwuosobowy, wpłaciła zaliczkę i umówiła się na przyjazd już w Wielki Czwartek.
Nie mogła się doczekać tego wyjazdu. Nareszcie pogadają sobie szczerze i odpoczną. Uprzedziła rodziców, że nie będzie jej przez całe święta, bo wyjeżdża z przyjaciółką i z psem – żeby nie było im przykro i takie tam.
Mama oczywiście trochę pogadała, ale w sumie to chyba tak z przyzwyczajenia.Czekały na ten wyjazd z niecierpliwością jeszcze kilka dni i w końcu nadszedł ten wyczekiwany czwartek.
Marta odebrała Magdę z pracy i od razu pojechały do Białowieży. Po drodze zatrzymywały się ze względu na Felka i na to, żeby coś zjeść. Na miejscu były wieczorem. Dostały ładny pokój, i to z własną łazienką.
Marta przywitała się z gospodynią serdecznie. Miały do dyspozycji kuchnię, mogły sobie z niej korzystać, jak tylko chciały.Już będąc w pokoju, rzuciły się na łóżka i zaczęły rozmawiać. Marta pytała, co słychać w firmie.
Magda wzruszyła ramionami.– To co zawsze. A konkretnie o co ci chodzi? – roześmiała się.
– A o nic, tak tylko zapytałam, nic konkretnego.
A tak naprawdę, Marta? To nic konkretnego czy to nie jest przypadkiem nasz dyrektor Jasiński?
– Nie, no co ty, on? Absolutnie! –
Marta chciała się wykręcić, ale Magda swoje wiedziała.
– Marta, to fajny facet. Wiem, że jest sam. Baby się za nim uganiają, ale on tylko pożartuje, pośmieje się i tyle.
Może jest gejem?
– Nie jest gejem.
– A skąd ty to wiesz?
– Wiem, Magda. Nie jest na pewno gejem.
Od słowa do słowa ich ploteczki zeszły na osobę Rafała.
– Magda, powiedz mi tak szczerze... Czy ty i Rafał jesteście małżeństwem?
Magda zamyśliła się i przez chwilę nic nie mówiła. W końcu się odezwała, a był to dłuższy monolog:
– Nie, ja nigdy nie wyszłam za mąż. Byli w moim życiu faceci, z jednym byłam nawet trzy lata, ale się rozpadło. Nieważne.
Rafał? Jego poznałam jesienią ubiegłego roku. Spotykaliśmy się krótko, ale niedługo po poznaniu zamieszkał u mnie. Mówił, że jego praca polega głównie na wyjazdach.
Przed świętami Bożego Narodzenia, jakoś tak ze dwa tygodnie przed, wyjechał w delegację do Hiszpanii. Tak przynajmniej mówił. Wrócił po Nowym Roku.
Mówił do mnie „żono”, a ja przedstawiałam go jako męża. A powiedz mi, Marta, jak ty go poznałaś?
– Na wigilii u moich rodziców. Przyjechał z bratem i jego żoną, jest jakimś tam kuzynem Kingi.
– No dobrze, i co dalej? Możesz powiedzieć o wszystkim, ja już z nim i tak nie będę.
– Co mam ci powiedzieć, Magda? Zabrałam go do siebie, bo chciał poznać Felka. Został na noc, sama to zaproponowałam.
– Zaszło coś między wami?
– Tak – przyznała Marta. – Kochaliśmy się, ale myślałam, że to będzie tylko ten raz.
– Było więcej razy?
– Przyjechał do mnie po kilku dniach, został. Mówił, że ma zaległy urlop, że to nowa firma... nie chciał powiedzieć jaka. I wtedy domyśliłam się, że żeruje na kobietach.
- Wyjebałam go około piątej rano, ale przedtem wykorzystałam. Zrobiłam to z premedytacją. Poszedł skulony w mróz. Nie miał wtedy auta i dziwi mnie, że tak szybko sobie kupił.
-Magda zwiesiła głowę.– To był mój samochód – powiedziała cicho. – Po tym, jak go zdemaskowałaś, odjechał, pamiętasz? Zostawił mnie z tobą, podrzuciłaś mnie pod blok i odjechałaś, a on wrócił następnego dnia.
-Wziął jakieś swoje rzeczy, nie oddał mi kluczyków i do tej pory się nie odezwał.
– Dlaczego nie zgłosiłaś kradzieży samochodu na policji?!
– A po co? To było stare auto, i tak miałam zamiar je zmienić. Niech sobie ma, dopóki się nie zepsuje.
– Kurwa! Magda, ale to twoja własność, on ci to auto ukradł!
– Wiem, Marta, ale ja nie jestem taka przebojowa jak ty. Pogodziłam się z tym. Szkoda, że taki drań z niego wyszedł, ale cóż... Nie mam szczęścia w miłości. A ty? Nic nie mówisz.- Miałaś męża?
– Tak, przez piętnaście lat – pokiwała głową Marta. – Jest strażakiem. Pojechał na akcję i zajął się poszkodowaną. Tak jej pomagał, że się zakochał. Piętnście lat poszło się jebać.
– Nie chciałabyś, żeby wrócił?
– Nie. On chce, był u mnie niedawno, ale ja nie wchodzę dwa razy do tej samej rzeki. Jak kocham, to na zawsze, albo wcale.
– Nie tęsknisz za mężczyzną? No wiesz, te sprawy i tak dalej...
– Magda, było „i tak dalej”, a teraz? Jak mi się nie uda z takim jednym, to, kurwa, kupię sobie wibrator! – zaczęła się głośno śmiać, gdy zobaczyła minę Magdy.
– Marta, ale jak? Naprawdę?
– No tak, przynajmniej nie będzie oklapły. Gotowy zawsze, jak mi się będzie chciało dymać.
-Marta zapomniała, że miała nie przeklinać. Obiecała to sobie, ale niestety emocje znów wzięły górę.Przyjaźniły się, ale Magda była zupełnie inna – spokojna, ugodowa.
Może nie szara myszka, ale dużo jej nie brakowało. Lgnęła do Marty, która zawsze jej imponowała tym, że była taka zadziorna, broniła swoich racji i nie bała się mówić prosto z mostu, gdy coś jej się nie podobało.
Różniły się bardzo od siebie i może to właśnie je przyciągało.
Nie miały ze sobą kontaktu przez całe lata, a teraz ten kontakt odżył ze zdwojoną siłą.Rozmawiały jeszcze trochę.
Marta wyprowadziła psa na nocny spacer, a w tym czasie Magda korzystała z łazienki. Po powrocie z dworu Marta poszła pod prysznic. Obie zmęczone gadaniną zasnęły jak przysłowiowe niemowlaki.
W święta po śniadaniu poszły na spacer. Słońce ogrzewało im twarze. Nie rozmawiały już o problemach damsko-męskich, natomiast rozmyślały o zbliżającym się bankiecie. Gdzie się odbędzie? Jak to będzie wyglądało? Z tańcami czy nie?
-Niedziela zleciała im w mgnieniu oka, a już w poniedziałek po obiedzie wracały do domu. Marta odstawiła przyjaciółkę pod sam dom, a sama wracając, podjechała jeszcze do rodziców.
Łukasza z Kingą i dziećmi już nie było. Zapytała o nich z czystej ciekawości.
– Wiesz, Martusiu, lepiej jest między nimi. Łukasz kocha dzieci, a Kinga? Ona też się zmieniła – mówiła mama, a ojciec jej przytakiwał.
– To dobrze, w końcu może coś i do niej dotarło – odpowiedziała Marta.
Posiedziała jeszcze trochę i obdarowana koszem dobrego jedzenia odjechała.
Następnego dnia dostała mailem zaproszenie na bankiet, który miał się odbyć w modnej restauracji pod Warszawą. W zasadzie miała to być impreza integracyjna dla pracowników firmy.„To już w sobotę? Tak szybko? W co ja się ubiorę?” – myślała.
Nie miała pojęcia, jaki charakter będzie miała ta impreza.
Nie chciała biegać po sklepach w poszukiwaniu jakiejś modnej sukienki czy innego ubioru, a że najlepiej czuła się w spodniach, to z własnej szafy wyjęła czarne spodnie typu cygaretki, do tego jasny top i czarny żakiet. Na nogi postanowiła założyć szpilki, ale też zabrać ze sobą wygodne baleriny. Strój odłożyła na bok, miał czekać do soboty.
-Umówiła się z Magdą, że przyjedzie po nią i razem pojadą na imprezę.
W końcu nadeszła ta upragniona sobota. O godzinie szesnastej obie weszły do restauracji. Marta zaczęła szukać wzrokiem dyrektora.
- Był. Siedział przy stoliku z jakąś ładną blondynką, rozmawiali o czymś bardzo żywiołowo i co chwila się śmieli. Marta obserwowała ich i układała sobie w głowie plan – szaleńczy, jak go określiła.
- Zasiadła z Magdą przy stoliku blisko dyrektora, po chwili dosiadło się do nich dwóch pracowników firmy. Po powitaniu, które wygłosił sam prezes – a którego Marta dotąd nie poznała – zaczęła się zabawa.
Najedzeni i co niektórzy już podpici ruszyli do tańca. Marta, niewiele myśląc, wypiła kieliszek wódki dla kurażu i porwała jednego z panów do tańca.
Dziwnym trafem, tańcząc, była cały czas blisko Jasińskiego, który tańczył z blondynką. Widział Martę, ale nie dał po sobie poznać, że jest nią zainteresowany.
Skończył się jeden taniec i zaraz zagrano drugi, potem był trzeci i przerwa.
„No, Jasiński, czas zacząć działać” – pomyślała i roześmiała się głośno z dowcipu, który opowiedział wyraźnie zainteresowany Magdą jeden ze współtowarzyszy przy stoliku. ----Spojrzała na dyrektora i zobaczyła, że on też na nią spogląda. Zauważyła ruch wśród muzyków, którzy szykowali się do zagrania. Niewiele myśląc, weszła na podium, szepnęła coś jednemu z panów, ten kiwnął głową i zapowiedział przez mikrofon:
– Teraz będzie tango. Panie proszą panów.Zanim zaczęli grać, Marta podeszła do dyrektora.
– Czy mogę pana prosić? – zapytała.
-Blondynka spojrzała na nią ze złością, ale dyrektor już wstał i poprowadził Martę na parkiet.
Tańczyli nieznacznie przytuleni do siebie. Nie odzywali się, ale Marta wiedziała, że to tylko kwestia czasu. Spojrzała na tańczącą Magdę, a ta pokazała jej kciuk uniesiony do góry. -
Mocniej przylgnęła do dyrektora, niby niechcący otarła swój policzek o jego brodę. Uśmiechnął się.
– Grasz ze mną? – szepnął jej do ucha.
– Nie – odszepnęła. – Tańczę i jest mi kurewsko dobrze tańczyć z tobą.
– Aż tak?
– Aż tak, a może nawet lepiej.
Tango się skończyło, zagrano coś szybszego. Dyrektor nie wypuszczał jej z ramion. Wiedziała, że ten wieczór, ta zabawa będzie ich.
„A potem, kiedy już będziesz pijany z miłości do mnie, oddam cię tej blondynie” – pomyślała i słodko się do niego uśmiechnęła.
„Marta, och Marta, jak ty na mnie działasz” – mówił do niej w myślach Jasiński.
A ona tylko się uśmiechała, tak jakby chciała powiedzieć, że słyszy wszystko, o czym on myśli.
Zapowiedziano przerwę w tańcach. Co niektórzy rzucili się na jedzenie, a Marta wyszła na dwór – chciała się trochę przewietrzyć.
Nawet nie zauważyła, że wyszedł za nią ktoś jeszcze. Ktoś, kogo najmniej by się spodziewała i kogo wcześniej nie zauważyła na sali.
– Cześć, Marta – odezwał się za jej plecami głos, a ona na ten dźwięk drgnęła.
Odwróciła się. To był Igor.–
Ty... ty? Co ty tu robisz? – zająknęła się.
– Zostałem zaproszony. Z opóźnieniem, ale jestem – uśmiechnął się. – Ale co ty tu robisz?– -Też zostałam zaproszona.-
– Pracujesz w naszej firmie?
– Jak to w naszej? Przecież ty już podobno zostałeś zwolniony.
– Z prezesury tak, ale zatrudnili mnie jako kierownika działu technicznego.
– No i ok – odpowiedziała. – Wracam na salę.
Igor złapał ją za rękę.
– Marta, nie uciekaj. Pogadajmy.
– O czym i po co?
– Coś się jednak wydarzyło między nami. Nie chciałabyś powtórzyć? Tak na trzeźwo? Dobra byłaś w te klocki.
Podeszła do niego bliżej i z całej siły uderzyła go w twarz.
– W te klocki też jestem dobra – powiedziała głośno. – Powtórzyć? Nie? To weź się ode mnie odpierdol, kutasie!
Otrzepała ręce i weszła do środka.
Podeszła do stolika i chociaż w zasadzie nie piła alkoholu, tym razem wlała sobie do kieliszka wódki, wypiła i znów nalała.
– Marta, co się dzieje? – zapytała Magda, zaskoczona jej zdenerwowaniem. – Nie pij, proszę.
– Muszę. – Otworzyła torebkę, wyjęła kluczyki do samochodu i podała Magdzie.
– Trzymaj, będziesz prowadziła.
– Jedziemy już, Marta?
– Bawimy się, przyjaciółko, bawimy! Ale dzisiaj nie pij, będziesz kierowcą – zaśmiała się.
Dyrektor bacznie ją obserwował. Kiedy zespół zagrał, podszedł i zabrał ją na parkiet.– Marta, co jest? – zapytał.
– Nic nie jest, Kubusiu. Nic a nic. Tylko taki jeden kutafon dostał w mordę.
– Nie rozumiem, mów jaśniej.
– Ty nie rozumiesz, on też nie zrozumiał, dlatego dostał. Kubusiu, ale to nie ty, nie ty. Ty mnie tylko przytul, tak mocno, mocno.
Przytulił ją. Widział, że wypita wódka szybko zadziałała. Nie zważając na nic, wyprowadził ją z sali na powietrze. Było już ciemno. Nachylił się nad nią i zaczął całować. Ocknęła się, momentalnie wytrzeźwiała.
– Ty też, Jasiński?! – zawołała i zanim się spostrzegł, dostał mocno w twarz. – Ty też? Zostaw mnie, lamusie! Wypierdalaj z tym ryjem do tej swojej blondyny! Odejdź, odejdź!– -Słowotok ci się włączył, Marta. Nie odejdę, nie zostawię cię. Proszę, uspokój się.-
Spojrzała na niego zapłakana.
– Zawieź mnie do domu – poprosiła.
– Dobrze – przytulił ją. – Zawiozę.
– Muszę iść po torebkę i Magdzie powiedzieć.
– Ja przyniosę i powiem. Usiądź na ławce, zaraz będę.
Jak powiedział, tak zrobił. Zawiózł Martę do domu, podprowadził pod same drzwi i wszedł za nią do mieszkania. Posadził w fotelu, zapytał, czy chce herbatę. Nie chciała.
– Idź już – poprosiła. – Przepraszam. Nie chciałam, żeby tak to wyszło.
– Marta, nie chcesz, żebym został?
Nie, jeszcze nie teraz i nie dziś. Dziękuję.
Jasiński wyszedł, a w mieszkaniu zapadła głęboka cisza. Marta wiedziała, że postąpiła słusznie. Piętnaście lat małżeństwa ze strażakiem, zdrada, a potem historia z oszustem Rafałem zostawiły w jej sercu zbyt głębokie rany. Nie mogła tak po prostu rzucić się w ramiona kolejnego faceta, nawet jeśli był nim cholernie przystojny dyrektor Jasiński. Musiała najpierw poukładać samą siebie.Jako wolny strzelec bardzo ceniła sobie swoją niezależność – pracowała z domu, a z firmą Jasińskiego łączyły ją jedynie intratne zlecenia. Nie musiała w poniedziałek rano meldować się w biurze i znosić szeptów za plecami, co dawało jej ogromny komfort.
Kiedy w poniedziałkowe popołudnie Magda zadzwoniła do niej z relacją zfirmy, Marta parzyła właśnie kawę w swojej kuchni, a Felek kręcił się pod jej nogami.
– Marta, ty nawet nie wiesz, co tu się dzieje! – ekscytowała się przyjaciółka przez telefon. – Igor chodzi z podbitym okiem i plotkuje, że napadli go w drodze do domu, a dyrektor... Dyrektor cały dzień dopytywał o ciebie .Marta uśmiechnęła się do słuchawki i tylko mrugnęła do odbicia w oknie. Godzinę później na jej skrzynkę mailową wpłynęło nowe, ogromne zlecenie od firmy, a w treści wiadomości, tuż pod oficjalnymi wytycznymi, Kuba dopisał prywatną wiadomość: „Mam nadzieję, że odpoczęłaś. Czekam na projekty. I na Twój znak, kiedy będziesz gotowa na tę herbatę, której w sobotę odmówiłaś. Tym razem bez pośpiechu. K.”Marta zamknęła laptopa z cichym satysfakcjonującym kliknięciem. Wiedziała, że Jsiński tak łatwo nie odpuści – widziała to w jego oczach na parkiecie. Ale tym razem to ona miała zamiar rozdawać karty. Na własnych warunkach, we własnym tempie i z bezpiecznego dystansu własnego mieszkania.
cz.18 Miała kaca moralnego. Nie odpowiedziała na wiadomość od dyrektora, a samochód, który powierzyła Magdzie, wciąż stał na firmowym parkingu.
– Muszę jechać do tej cholernej firmy – pomyślała. – Kurwa, jak ja się tam pokażę? Ale muszę, chociażby po to, żeby odebrać auto. Nawarzyłam sobie piwa, to teraz muszę je wypić. Sama. Najgorsze będzie spotkanie z Jasińskim.-
-Zadzwoniła do Magdy i zapytała, czy jutro będzie mogła przyjechać po kluczyki, bo chce odebrać auto.
– No w końcu! – roześmiała się Magda. – Pewnie, że możesz. Cały czas leżą w szufladzie mojego biurka.
– A dyrektor jest? Nie chciałabym się z nim widzieć.
– Marta, i tak będziesz musiała. Nie odkładaj tego na później.
– Ale wiesz, Magda... no, kurwa mać, wstydzę się. Zachowałam się debilnie, a na dodatek zaliczył ode mnie liścia.
– Jakiego liścia? – zdziwiła się Magda.
– No, przywaliłam mu w twarz. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy.
– To rzeczywiście trochę cię poniosło... Marta, bądź jutro. Ja zabieram się do pracy. Pogadamy, jak się spotkamy po robocie.
– Do jutra, Magda – rozłączyła się.Pojechała taksówką. Już na miejscu, w firmie, pierwsze co zrobiła, to pobiegła do sekretariatu. Przywitała się z Magdą, odebrała kluczyki od auta i już chciała uciekać, ale przyjaciółka szybko przetłumaczyła jej, że ucieczka nic nie da kiedyś i tak będzie musiała stanąć z dyrektorem twarzą w twarz
.Marta poszła na górę. Nie lubiła jeździć windą, a gabinet dyrektorski znajdował się na pierwszym piętrze. Stanęła przy drzwiach i wciąż wahała się, czy wejść, czy nie, gdy nagle drzwi się otworzyły, a w progu stanął Jasiński.
– Długo tak będziesz stała pod tymi drzwiami? – zapytał. – Zapraszam do środka.
– Wiesz... to znaczy, chciałam przeprosić, panie dyrektorze – wypaliła. – Wiem, że dałam ciała. Nie powinnam była, ale... kurwa, no co ja się będę przed panem tłumaczyła?
Jednym zdaniem: nie popisałam się.
Patrzył na nią, słuchał i nie przerywał. Nie usiadł za biurkiem, nie poprosił też, żeby usiadła ona. Na jego twarzy nie gościł nawet cień uśmiechu.
– Powiedz coś, Jasiński! – krzyknęła, przestając panować nad sobą.
– Ochrzań mnie, opierdol, kurwa, ale nie stój tak jak słup!-
Nic. Cisza. Podszedł do drzwi, otworzył je szeroko i bez słowa pokazał jej gestem, że ma wyjść. Zrozumiała.
Wychodząc, syknęła tylko:– Jednak z ciebie też jest kawał...
– Nie musisz kończyć – odezwał się cicho. – Wiem, co chcesz powiedzieć. Wróć, jak ochłoniesz.
– Spadaj! – Trzasnęła za sobą drzwiami tak głośno, że aż jego osobista sekretarka, siedząca w pokoju obok, wyjrzała zza biurka i z niedowierzaniem pokręciła głową.
Była zgorszona zachowaniem Marty, choć doskonale wiedziała, że dyrektor darzy ją ogromną sympatią.
Marta nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Było jej potwornie źle. Wsiadła do auta, odpaliła silnik i niewiele myśląc, pojechała do domu Łukasza i Kingi.
Mieli mały domek pod Piasecznem. Nie była u nich całe lata, ale jakimś cudem trafiła.
Po drodze kupiła duży, zdalnie sterowany samochód dla Natana i wielkiego, pluszowego misia dla Mili.
Łukasza nie było w domu, przywitała ją Kinga.
– Marta? – zdziwiła się. – Wchodź. –
Otworzyła furtkę i zaprosiła ją do środka, pytając, czy napije się kawy.
Marta skinęła potakująco głową.Usiadły w kuchni. Kinga gotowała obiad, Natan był jeszcze w szkole, a Mila spała w swoim łóżeczku.
– Marta, co się stało?
– Kinga, sama nie wiem. Nie przepadamy za sobą, ale musiałam was zobaczyć. Pogadać z tobą... Nie wiem, może zakopiemy w końcu topór wojenny?
– Pewnie – uśmiechnęła się Kinga, choć nieco niepewnie. – Przynajmniej możemy się postarać. To nie jest tak, Marta, jak myślisz.
Wiem, że obie nie jesteśmy aniołkami. Ja byłam złośliwa wobec ciebie, ty mi odpłacałaś tym samym. Nie potrafiłyśmy się dogadać. Czasem nawet żałowałam, ale byłyśmy sobie po prostu obce.
– Wiem – westchnęła Marta. – Obie zawiniłyśmy. A przecież w końcu jesteśmy rodziną. Są dzieci i chociażby dla nich powinnyśmy żyć w zgodzie.
– No właśnie. Ale cieszę się z twojej wizyty, Marta. Zostaniesz na obiedzie? Niedługo wróci Łukasz, odbierze Natana ze szkoły. Zostań, proszę. I nie bój się, nie będziemy chcieli zamienić naszego domu na twój.Obie się roześmiały -i był to śmiech szczery, nieudawany.
-Łukasz mimo że zaskozcony , ucieszył się z wizyty siostry . Mocno ją przytulił
-dobrze że wpadłaś do nas -powiedział
– Obiad zjedli we czworo. Marta wręczyła prezenty. Natan, jak to chłopiec, szalenie ucieszył się z samochodu. Mila przyglądała się misiowi, ale była jeszcze za mała, by cokolwiek powiedzieć. Po obiedzie Marta zaczęła się żegnać.
Uścisnęła Kingę i obiecały sobie, że od tej pory ich relacje będą poprawne i będą w stałym kontakcie.
Do domu w Józefowie wracała spokojna, zadowolona z siebie. Nawet Kinga wydała jej się nagle całkiem spoko babką.
Minęło kilka dni. Marta stała przed swoim lustrzanym powiernikiem i rozmawiała z własnym odbiciem.
– Muszę się w końcu przełamać i pojechać po to zlecenie. Z Jasińskim nie muszę gadać... ale wiesz, jak on na mnie spojrzy, to mi zaraz nogi miękną. No, co ty byś zrobiła?-
- Kurwa mać, masz dylemat, Marta...
– Nie przeklinaj – upomniała swoje odbicie.
– Ale jak tu się od tego odzwyczaić? Ktoś pije, ktoś pali, a ja przeklinam.
Nawet nie wiem dlaczego, przecież rodzice nigdy nie używali takich słów.
No nie, jestem po prostu inna i bez tego bym nie istniała. Może kiedyś się oduczę..
-Te rozważania przerwał dzwonek telefonu. Odebrała, choć numer wyświetlił się jako nieznany.
– Dzień dobry, słucham? – zapytała.
– Witam panią – od razu poznała głos dyrektora. – Dzwonię w sprawie zlecenia. Czyżby pani zrezygnowała?
– Jego ton był bardzo oficjalny, chociaż Marta dałaby sobie głowę uciąć, że on tam, po drugiej stronie słuchawki, cicho się z niej podśmiewa. Podjęła grę.
– Nie zrezygnowałam, może być pan spokojny. No chyba że ma pan już kogoś na moje miejsce, to wtedy adieu, papa!
Cisza po drugiej stronie nagle ją zaniepokoiła.
– Czy jest tam pan jeszcze?
– Proszę o odebranie zlecenia w trybie natychmiastowym. Dokumenty będą czekać u dyrektora Jasińskiego. Do widzenia.
– Rozłączył się.
– Kutas – rzuciła pod nosem, ale on już tego nie słyszał.Wiedziała, że to celowe zagranie. Chciał ją wkurzyć? Upokorzyć? Ale właściwie dlaczego?
Z drugiej strony... czy to na pewno był on? Powiedział: „Dokumenty będą czekać u dyrektora Jasińskiego”.
Przecież gdyby to był Jasiński, powiedziałby „u mnie”. Może rozmawiała z kimś zupełnie innym? Z kimś, kto miał łudząco podobny głos?
– Kurde... – pomyślała. – Teraz to dopiero mam dylemat.
Pojechała następnego dnia. Od razu skierowała się do gabinetu dyrektora. Zajrzała najpierw do sekretariatu i zapytała sekretarkę, czy szef jest u siebie. Był.
Marta weszła bez pukania. Jasiński siedział za biurkiem i przeglądał jakieś papiery. Spojrzał na nią, po czym bez słowa sięgnął do teczki z dokumentami.
– Rozumiem, że przyjechała pani po zlecenie? Proszę bardzo – odezwał się w końcu oficjalnym tonem.
Teraz z kolei ona nic nie powiedziała. Wyrwała mu projekt z ręki i odwróciła się na pięcie. Dopiero przy samych drzwiach zatrzymała się na moment, spojrzała na niego wymownie i wyszła. Tym razem obeszło się bez trzaskania drzwiami.
Wracając, chciała wstąpić do Magdy, ale nie zastała jej za biurkiem. Okazało się, że dziewczyna jest na zwolnieniu. Niewiele myśląc, Marta wyciągnęła telefon i zadzwoniła do niej z pytaniem, czy może wpaść z wizytą.
Magda wręcz ucieszyła się na tę propozycję.–
- Pewnie, wpadaj! – rzuciła do słuchawki.
Pół godziny później Marta stała już w progu jej mieszkania.– Co ci właściwie dolega? – zapytała na dzień dobry, taksując ją wzrokiem.
– Nic! – roześmiała się Magda. – Po prostu nie chciało mi się iść do pracy, więc załatwiłam sobie trzy dni wolnego.
Chodź do pokoju, pogadamy. Zabierz kubki z kuchni, a ja zaraz przyniosę ciasto. Wczoraj upiekłam.
Rozsiadły się wygodnie na kanapie. Rozmawiały o plotkach z biura oraz o tym, że Magda zaczęła spotykać się z jednym z mężczyzn, którzy podczas ostatniego bankietu siedzieli z nimi przy stoliku.
– Wiesz, znamy się krótko, ale prywatnie spotkaliśmy się już trzy razy. No i w firmie też na siebie wpadamy – opowiadała z uśmiechem Magda. – Wydaje się naprawdę w porządku, ale musimy się lepiej poznać.
A tobie jak poszło z dyrektorem?
– To kutas! – wybuchła Marta. – Idę do niego... przecież już byliśmy na „ty”, a on nagle wyskakuje do mnie z „panią” albo w ogóle się nie odzywa!
A przecież przeprosiłam, pokajałam się. Magda, ja nie będę przed nim bić pokłonów. Za stara na to jestem.
– Marta, sama nie wiem, co ci powiedzieć... Może daj sobie z nim spokój? Wyluzuj, rób swoje i tyle. Ale rób to dla siebie, a nie dla niego.
– Pomyślę o tym, kochana. Tyle że sama wiesz, jak kiepsko wychodzi mi wrzucanie na luz-
Posiedziały jeszcze trochę, nadrabiając zaległości, po czym Marta zaczęła się zbierać. Tego dnia nie miała już ochoty na żadne odwiedziny – pojechała prosto do swojego domu w Józefowie.
cz.19 Siedziała na ławce ustawionej pod domem, a słońce pieściło jej twarz swoimi promieniami. Był początek maja.„Miesiąc zakochanych” – pomyślała
– „Ja też powinnam mieć prawo do miłości. Szkoda, że zostało mi ono odebrane”.Marta tęskniła – za czymś, za kimś.-
- W tej chwili potrzebowała kogoś, kto obdarzy ją uczuciem, ale nie będzie chciał jej zmieniać. Tęsknie spoglądała przed siebie, tak jakby wzrokiem mogła przyciągnąć kogoś, kto podaruje jej to uczucie.-
Wprawdzie miała na myśli dyrektora Jasińskiego, ale wiedziała, że tę walkę z nim raczej już przegrała. Wzruszyła ramionami, wstała z ławki i weszła do mieszkania.
Zostawiła telefon w kuchni na stole, a ktoś właśnie uparcie się dobijał. Spojrzała na wyświetlacz. Magda? Odebrała.
– Cześć, co tam? – zapytała.
– Marta, co się dzieje? Dzwonię któryś raz z rzędu, a ty nie odbierasz!
– Nic się nie dzieje, smutno mi tylko trochę.
– Dlaczego? Nie odpowiadaj, zaraz cię rozweselę!
– W jaki sposób, Magda? Nawet nie wiem, czy chcę się dać rozweselić.
– Wiesz czy nie, i tak to zrobię. Piknik integracyjny nam się szykuje, oczywiście jesteś zaproszona. Weselej ci już?
– Jak to? Piknik? To dla pracowników, a nie dla mnie – burknęła, ale ta wiadomość wyraźnie ją zainteresowała.
– No jak to jak? – zaśmiała się Magda. – Normalnie. Zaproszenie wysłałam ci już na skrzynkę. Sprawdź!
– OK, później sprawdzę. Gdzie ten piknik ma się odbyć?
– Jak będzie pogoda, to w Powsinie, na łonie natury.
– A jak nie będzie pogody?
– To wtedy idziemy pod wielki, wojskowy namiot. Jedzenie i te sprawy są już załatwione. Można zabrać ze sobą partnera lub partnerkę, ale bez dzieci, bo to zabawa dla dorosłych.
– Magda, ja nie mam partnera.
– Masz, tylko jeszcze o tym nie wiesz. Marta, uwierz mi, nie zawiedziesz się.
– A ty z kim będziesz?
– Ja z Darkiem, spotykamy się już na dobre. No wiesz który – siedział z nami na bankiecie. Nie ten blondyn, z którym ty tańczyłaś, tylko ten, z którym ja tańczyłam.
– Aha, no to dużo mi to mówi – uśmiechnęła się Marta. – Musimy się spotkać i omówić wszystkie sprawy. Te, które dotyczą Darka, też.
– To wsiadaj w samochód i przyjeżdżaj, nawet z Felkiem! – zaprosiła ją Magda.
– Dzisiaj? A wiesz, że może tak zrobię? Felek zostanie na podwórku, nie będzie podsłuchiwał, o czym gadamy
Zły nastrój uciekł. Marta znów – jak zawsze, kiedy chciała pogadać ze sobą – stanęła przed lustrem.
– Hej, ty tam – odezwała się do swojego odbicia.
– Jedziesz na ten piknik czy zostajesz? Ja bym pojechała. Dobrze, dobrze, wiem.
Chcę zobaczyć Jasińskiego, ty przecież też. Stracony dla nas? To się jeszcze zobaczy. A teraz jedziemy do Magdy. Cześć, lustereczko ty moje kochane!
Nie byłaby sobą, gdyby na koniec nie pomyślała: „No i co z tego, że jestem jebnięta? -Przynajmniej ze mną nudzić się nie można”.
Jadąc do Magdy, zauważyła, że wskaźnik paliwa sygnalizuje rezerwę. Dawno nie tankowała, więc musiała podjechać na stację Orlenu.Zatrzymała się przy jednym z dystrybutorów i czekała, aż ktoś do niej podejdzie.
Przed nią stał samochód jakiegoś mężczyzny, który sam napełniał bak. Skończył i odwrócił głowę w jej kierunku. Zamrugał oczami.
– Marta? – krzyknął. – To naprawdę ty?
– Ja, a ty to kto? – odpowiedziała.– Nie poznajesz mnie? Gregor! Tak bardzo się zmieniłem?
– O kurde, nie poznałam. Czekam na faceta, który mi napełni bak, ale go nie widzę.
– Ja ci pomogę. Marta, jak się cieszę! Nic się nie zmieniłaś, cały czas taka sama – cmoknął z uznaniem.
– No nie pieprz mi tu głodnych kawałków, Gregor. Zestarzałam się, kilkanaście lat zrobiło swoje – roześmiała się.
– Już? Napełniłeś do pełna? Dzięki. Idziesz płacić? To pójdziemy razem, chodź.
– Wiesz, dam ci kasę, zapłać i za mnie, a ja popilnuję aut – poprosił jakoś tak dziwnie.
– Dobrze – zgodziła się, zdziwiona, że zatankował tylko za sto złotych.
Szybko zapłaciła i wróciła. Oboje odjechali na bok, żeby nie tarasować wjazdu innym kierowcom, wysiedli i zaczęli rozmawiać.
– Co u ciebie słychać, Marta? – zapytał.
– A dziękuję, bardzo dobrze. A u ciebie?
– Też dobrze. Wiesz, pracuję w korporacji, świetnie zarabiam, jeżdżę sobie po Polsce...
Patrzyła na niego, gdy mówił. Kiwała głową i uśmiechała się, ale nie przerywała. Była pewna, że dawny kolega kłamie. Pracuje w korporacji, a tak wygląda?
Łysy, niedogolony, byle jak ubrany, a samochód ma chyba ze dwadzieścia lat. Chociaż to nieważne – byleby tylko nie chwalił się tym, czego nie ma, a co zapewne bardzo chciałby mieć.
– Wiesz, Gregor, muszę kończyć. Fajnie się rozmawia po tylu latach niewidzenia, ale jadę do Magdy. Pamiętasz ją? Ładna blondynka, przyjaźniłyśmy się, całe liceum razem w jednej ławce.
– Magda... – podrapał się po głowie. – Ta, o której mówili „cnotka niewydymka”?
Marta się wkurzyła.
– A wiesz, jak o tobie mówili? „Jebnięty chujdupek”. Cześć!
Zostawiła go oniemiałego po tym, co usłyszał, wsiadła do auta i pojechała już prosto do Magdy.
– Cześć! – przywitały się.
Magda podała Marcie kubek z kawą i talerzyk, na którym leżała pyszna drożdżówka.
– Nie piekłam, kupiłam, ale jest naprawdę dobra. Jedz i opowiadaj – powiedziała.
– Magda, pamiętasz Gregora? Chodził z nami do ogólniaka.
– Gregor... Coś mi świta. A co z nim?
– No, żyje – roześmiała się Marta. – Dzisiaj na Orlenie go spotkałam, tankował auto. Słuchaj, niby taki wielki szczur korporacyjny, jeździ po całej Polsce, zarabia rzekomo krocie, a swoje stare auto zatankował tylko za stówę.
– No wiesz – westchnęła Magda. – Może się tylko przechwalał. Pamiętam, że w szkole też zawsze taki był.
– A tam, w dupie z nim. Opowiadaj o tym swoim Darku. Widziałam go, wiem, jak wygląda, tego możesz mi oszczędzić. Ale poza wyglądem – jaki jest?
Część 55 / 6
Taki bardziej na tak, czy na nie?
– Raczej na tak. Grzeczny, sympatyczny, miły. Taki, wiesz, trochę introwertyk. Wydaje mi się, że nieśmiały, lekko zamknięty w sobie, ale lubię go. Fajnie mi się z nim rozmawia.
– A buzi-buzi już było? – roześmiała się Marta.
– Było. Takie delikatne, ale było. I całkiem mi się podobało!
-Pogadały jeszcze chwilę i zaczęły się żegnać. Marta obiecała, że na pikniku się pojawi i dała słowo, że będzie grzeczna. A przynajmniej do momentu, aż jej ktoś nie wkurwi
No i nadszedł ten dzień. Pogoda była piękna, wręcz wymarzona na piknik. Wszyscy spotkali się na ogromnej polanie. Rozstawiono tam kilka stanowisk z jedzeniem i napojami, a obok nich duże drewniane stoły i ławy po obu stronach.
Każdy mógł podejść do budki, wybrać, co tylko chciał, i zajadać się bez skrępowania. Nikt za nic nie płacił, więc też nikt sobie nie żałował. Był tam również ogromny grill, który obsługiwało dwóch panów.
Wszyscy byli ubrani w lekkie stroje, wyluzowani i uśmiechnięci.
Marta na tę okazję włożyła lekką, zwiewną sukienkę i sandałki na płaskim obcasie. W podobnym stroju była też Magda. Wśród tych wszystkich ludzi Marta nagle dostrzegła dyrektora Jasińskiego. Trąciła Magdę w ramię:
– Spójrz. On wygląda jak młody bóg. No, Magda, kurewsko mi się podoba.-
Rzeczywiście, był bardzo przystojny. Ubrany w lniane, jasne spodnie, błękitną koszulę z krótkim rękawem i sandały, w ogóle nie przypominał dyrektora – wyglądał jak jeden z nich. Witał się ze wszystkimi po koleżeńsku. W końcu dostrzegł Martę, która stała z Magdą i Darkiem. Podszedł do nich.
Podając rękę Marcie, cicho szepnął:
– Miło cię widzieć. Dobrze, że jesteś. Wyglądasz cudownie.-
Nie wiedziała, czy mówi to tak po prostu, żeby coś powiedzieć, czy tak na poważnie.
– Pan też, dyrektorze – odpowiedziała grzecznie.Uśmiechnął się.
– Porozmawiamy?
Spojrzała na niego.
– Teraz?-
– Tak, każdy już się sobą zajął. A ja chętnie zajmę się tobą.-
Zacisnęła pięści. Miała już na końcu języka jakąś ciętą ripostę, ale w ostatniej chwili się powstrzymała.
– Jak mam to rozumieć?
– Dosłownie.
– W jego oczach migały wesołe ogniki. Przyglądał się jej z uśmiechem. Chciał ją sprowokować?
Nie miała pojęcia.„Nie dam się” – pomyślała. – „Jeżeli coś mi się nie będzie podobało, to po prostu odejdę. Dzisiaj będę grzeczna”.
– Przejdziemy się? – Dyrektor chwycił ją za rękę.
– Czy może wolisz najpierw coś zjeść albo się napić?
– Nie jestem głodna. Nie znam tych stron, więc proszę prowadzić.-
Chodzili wolno leśnymi ścieżkami, cały czas trzymając się za ręce.
– Marta, brakowało mi ciebie – powiedział cicho.
– Ja też chciałam pana zobaczyć – specjalnie podkreśliła to „pana”.
– Marta, przestańmy się wygłupiać. Nie mów do mnie „pan”, przecież wiesz, jak mam na imię.
– Wiem, ale... ale...
Przytuliła się do niego, a on, niewiele myśląc, pocałował ją. Delikatnie odgarnął włosy z jej twarzy i pocałował ponownie. Nie opierała się. Tak bardzo pragnęła tej czułości, tego pocałunku i przytulenia. W tym momencie poczuła się jak mała, bezbronna dziewczynka, która szuka pocieszenia.
W końcu zawrócili i poszli w stronę grilla. Na polanie zaczęły się już tańce. Muzyka płynęła z głośników, a trawa służyła za prowizoryczny parkiet.
– Idziemy tańczyć? – zapytał Kuba.
– Tak – uśmiechnęła się.
Tańczyli na trawie, przytuleni do siebie i po prostu szczęśliwi.
cz.20 Marta wracała często myślami do spotkania z Kubą na pikniku. Nie spotkali się jeszcze, chociaż minęło już kilkanaście dni. Raz tylko zadzwonił, pytał, jak się czuje.
To wszystko. A przecież było tak pięknie. Nie było czułych słówek, ale to przytulanie, pocałunki... Myślała, że coś znaczą.
Była zbyt dumna na to, żeby prosić go o spotkanie, chociaż tęskniła.Chciała podpytać Magdę, ale dała sobie spokój.
Było jej przykro . Wiązała z osobą Jasińskiego jakieś tam plany na przyszłość, wyobrażała sobie życie przy jego boku. Czuła, że zawiodła samą siebie.
Pracowała w domu nad planami projektu, który jej powierzono, i cicho, w myślach rozmawiała ze sobą. Nie podchodziła do swojego powiernika – lustra.
Nie chciała widzieć tej drugiej Marty w odbiciu, po tamtej stronie. Pracowała do wieczora, z małymi przerwami na kawę czy herbatę. Nie jadła nic, chciała jak najszybciej skończyć ten projekt i jutro zawieźć go do firmy.
Nagle odwróciła się i film jej się urwał. Osunęła się na podłogę. Ciemność, brak jakiegokolwiek odruchu. Kiedy zaczęła odzyskiwać przytomność, poczuła ciepło na policzku. To Felek wszedł do mieszkania przez otwarte drzwi.
Zobaczył swoją panią taką bezbronną, leżącą na podłodze i czuł, że stało się coś niedobrego. Trącał ją pyskiem i lizał po twarzy, żeby tylko się obudziła.
Otworzyła oczy, a wierne psisko radośnie szczeknęło. Wyciągnęła do niego rękę.
– Feluś, mój kochany, przyjaciel na zawsze – szeptała.
Powoli podnosiła się z podłogi. Kręciło jej się w głowie, ale dotarła do sypialni i położyła się na łóżku. Zwinięta w kłębek zasnęła.
Rano po przebudzeniu najpierw poszła do łazienki. Wzięła letni prysznic, co trochę ją orzeźwiło, ubrała się i przeszła do kuchni. Zrobiła sobie kanapkę i mocną herbatę.
„Co się ze mną dzieje?” – myślała. – „W ciąży nie jestem, bo przecież od czasów Rafała żyję w prohibicji seksualnej. Tylko to zmęczenie...
Skąd? Dlaczego? Schudłam, mam zawroty głowy. Co to może być?”
Zadzwoniła do przychodni i umówiła wizytę u swojej doktor rodzinnej już na popołudnie. Następnie zadzwoniła do Magdy.
– Marta, czy ktoś do ciebie dzwonił z firmy? – zapytała Magda.
– Nie, nikt. Coś się dzieje?
– Nie wiem dużo, tylko tyle, że nie dostarczyłaś planów projektu, który miał być skończony na wczoraj.
– Magda, skończyłam, ale nie dowiozę dzisiaj, tylko jutro z samego rana. Po południu mam umówioną wizytę u lekarza.
– Rozumiem. Coś nie tak?
– Nie wiem. Wczoraj skończyłam ten projekt, a potem sobie fiknęłam. Gdyby nie Felek, to chyba bym już nie żyła.
– Zaraz, Marta. Czy chcesz powiedzieć, że zemdlałaś?
– Chyba tak – odpowiedziała.
– Chyba nie chcesz powiedzieć, że jesteś w ciąży?
Marta, mimo że była naprawdę słaba, zaczęła się śmiać.
– Nie jestem w ciąży! – wykrztusiła. – Magda, kurwa, ty wiesz, że to byłby dla mnie koniec świata?
Nie jestem w ciąży – powtórzyła i od razu zapytała, kto się tak piekli odnośnie tego projektu.
– Wiem tylko, że dyrektor też nie jest zadowolony, że go nie dostarczyłaś.
– Dzisiaj się nie wyrobię, ale jutro z samego rana przyjadę – obiecała i pożegnała się.
Wizyta u lekarki nie napawała optymizmem. Pani doktor dała jej skierowanie przede wszystkim na badania morfologiczne, na pomiar cukru i analizę moczu. Miała zrobić to jutro rano i wrócić po południu z gotowymi wynikami.
Następnego dnia podjechała najpierw do laboratorium, a stamtąd prosto do firmy.
Poszła do kadr, gdzie poinformowano ją, że najpierw ma iść do dyrektora. Szła do niego z ciężkim sercem. Zapukała i weszła, nie czekając na zaproszenie.
– Cześć – uśmiechnęła się blado.
– Dzień dobry. Nareszcie się zjawiłaś – jego ton był bardzo oficjalny. – Przywiozłaś projekt?
– Tak, proszę. Dopiero wczoraj go skończyłam, ale…
– Nie ma żadnego „ale”, Marta! – podniósł głos. – Miało być na wczoraj.
Naraziłaś nas na zerwanie umowy. Klient czekał, a pani projektantka się nie zjawiła.
Jesteś wykonawcą tego projektu, więc powinnaś czuć się za niego odpowiedzialna!
Patrzyła na dyrektora tymi swoimi skośnymi oczami, a źrenice zwężały jej się jak u kota. Była zdenerwowana, ale jeszcze jako tako trzymała klasę. Nie odzywała się.
– Masz jakieś wytłumaczenie? Powiedz, proszę – dyrektor nie ustępował.
– Mam! – krzyknęła. – Mam!
- Zerwaliście ze mną umowę? Dobrze, mam to głęboko w czterech literach!
-I wiesz co, Jasiński? Jesteś takim samym kutasem jak wszyscy. Weź sobie ten projekt, jak jest niepotrzebny, to go porwij na kawałki i dupę sobie nim podetrzyj!
-Kurwa, co za ćwok z ciebie wylazł!
Zdenerwowana wybiegła z gabinetu, a na pożegnanie znów trzasnęła drzwiami.
Dyrektor nic już nie powiedział, zresztą i tak by go nie usłyszała.
Oczywiście z tym zerwaniem umowy zablefował – klient rzeczywiście chciał zrezygnować, ale przeprosili go i zgodził się poczekać jeszcze ten jeden dzień.
Marta odebrała to jednak inaczej.Wracała z powrotem do Józefowa. Będąc w domu, zjadła lekkie śniadanie. Nic nie robiła, bo i tak miała jechać do przychodni około piętnastej. Wyszła na dwór, pobawiła się z Felkiem, a potem swoim zwyczajem stanęła przed lustrem.
– Wiesz, ten Jasiński okazał się strasznym... nie powiem kim, sama się chyba domyślasz. -Kutas jest, a ja go chyba kochałam przez chwilę. Po co? Bo chciałam. -
-Chciałam też być kochana, chciałam... Nie udało się. Trudno, odpuszczam.
Łzy spływały jej po policzkach. Było jej potwornie przykro, ale nic nie mogła w tej chwili zrobić.Pojechała znów do przychodni. Pani doktor pokręciła tylko głową, gdy zobaczyła wyniki.
– Pani Marto – odezwała się. – Nie jest dobrze. Ma pani dosyć silną anemię. Trzeba się zabrać za siebie.
– To znaczy? – zapytała.
– To znaczy, że musi pani zacząć się lepiej odżywiać. Owoce, warzywa, produkty zawierające żelazo. Zapiszę pani leki i proszę je regularnie zażywać, a po miesiącu zrobimy badania kontrolne.
– Pani doktor, a te zawroty głowy, senność?
– To właśnie z choroby, pani Marto. Ma pani bardzo niski wskaźnik hemoglobiny.–
-Dziękuję, zastosuję się do tego, co pani mi radzi, pani doktor. Do widzenia.
Wracając do domu, wstąpiła jeszcze do apteki, a później do sklepu, żeby kupić trochę warzyw, owoców i pieczywa. Już będąc na miejscu, u siebie w mieszkaniu, usiadła przy kuchennym stole, podparła głowę rękami i znów się rozpłakała.
Nie miała przy sobie nikogo, kto by ją pocieszył. Oddała projekt, nowego zlecenia nie otrzymała. Wprawdzie nie chodziło jej o pieniądze, bo te akurat miała
– chodziło o zwykły, nawet drobny gest pocieszenia ze strony drugiej osoby.
Śmiała się zawsze, że nawet woda na herbatę się jej przypala, więc zadzwoniła do restauracji i złożyła zamówienie z dowozem do domu: ziemniaki z buraczkami i do tego pieczona pierś z kaczki. Za pół godziny odebrała zamówienie, zjadła wszystko i dopiero teraz poczuła się lepiej.Tego dnia już nigdzie nie wyjeżdżała.
Wzięła Felka na smycz i poszli pospacerować. Pies skakał koło niej, merdał ogonem i wydawało jej się, że słyszy, co chce swoim szczekaniem przekazać:
„Nie martw się, ja jestem przy tobie i nigdy cię nie zdradzę”.
– Ja ciebie też, Feluś. Kocham ciebie bardziej niż tych kutasów, z którymi byłam, wiesz? – nachyliła się i pogłaskała psa po karku.
Spacerowali długo, aż zrobiło się ciemno i musieli wrócić do siebie. Marta posiedziała jeszcze trochę na ławce, a Felek położył się przy niej na trawie.
Maj kończył się nieubłagalnie, nadszedł czerwiec. Marta postanowiła kupić prezenty z okazji Dnia Dziecka dla Mili i Natana i zawieźć je do Piaseczna.
Czuła się znacznie lepiej i chciała zobaczyć się nie tylko z bratem i dziećmi, ale przede wszystkim z Kingą. Kupiła pyszne ciasto i pojechała.
Po drodze zreflektowała się, że powinna zadzwonić – może nie ma ich w domu? Byli. Ucieszyli się na jej przyjazd. Natan podbiegł do niej.
– Ciocia! – wołał. – Chodź, babcia i dziadek też są! Dostałem od dziadka samolot do składania, złożę go z tatą!
Weszli do mieszkania. Przywitała się ze wszystkimi serdecznie i doznała poczucia, że nie jest sama, że ma rodzinę, która ją wspiera i będzie wspierać.
Mila wyciągała do niej swoje maleńkie rączki, była taka śliczna.
Marta przytuliła się do mamy.
– Kocham cię, mamuś – szepnęła.
– Ja ciebie też, córuś. Wszyscy cię kochamy – pogładziła ją po włosach.
Ten dzień był radosny, spokojny, nic i nikt go nie zakłócał. Marta, wyciszona i zadowolona z tej wizyty, wróciła do domu.
– Kochają mnie – mówiła do Felka.
– Ja też ich kocham. Teraz chyba będzie już dobrze w tej naszej rodzinie.
Otworzyła laptopa i pierwszą wiadomością, jaką zobaczyła, było: „Przyjedź. K.”.
-Nie odpisała . -Jak chce mnie widzieć , to niech sam przyjedzie -powiedziała -
cz.21 W połowie czerwca pogoda się załamała , było chłodno , wietrznie i deszczowo . Marta poza tym że jeździła tylko na zakupy , nie wychodziła z
domu . Żeby nie siedzieć bezczynnie zrobiła kilka projektów i wrzuciła na swoją stronę w Internecie . Były to projekty małych apartamentów .Ale jak na razie nikt się nie odezwał w tej sprawie .Z firmy też nikt do niej się nie odezwał . Kontakt miała tylko z Magdą . Siedziała właśnie w kuchni przy śniadaniu , otworzyła laptopa i weszła na swoją stronę . Był komentarz pod jednym z projektów .
:Ciekawy ten projekt . Jestem zainteresowany "-
-:Zapraszam :-odpisała -
-: Gdzie i kiedy ?:-
-:Jak panu pasuje , jestem cały czas w domu :-
-:Sobota przed południem ?:-odpowiedział
-: Może być . Mieszkam w Józefowie przy Leśnej:-
:Będę :-
Tylko tyle , czuła że ten osobnik nie jest jej obcy , specjalnie nie podała mu numeru domu ani telefonu . Pomyślała ze to może być Jasiński .
Deszcz przestał padać . Postanowiła przejechać się do Warszawy , pochodzić po mieście , zajrzeć do sklepów , dawno nie była w Centrum .
Zaparkowała auto na parkingu strzeżonym pod Pałacem Kultury . Zaczęła chodzić wokół Pałacu spacerowym krokiem , zatrzymywała się , przyglądała drzewom ,gołębiom okupującymi chodniki , klombom kwiatowym i przechodniom . Dochodziła już do Sali Kongresowej kiedy nie zauważyła idącej za nią kobiety .
Wpadła na nią , przeprosiła ale starsza pani uśmiechnęła się tylko . Przeciągłym wzrokiem patrzała na Martę .
Dlaczego tak mi się pani przygląda ?-zapytała - ja naprawdę pani nie zauważyłam-
-Dziecko-uśmiechnęła się - Nosisz w sercu smutek . Czujesz się samotna , ale to się zmieni . Nie powiem ci jak długo będziesz czekała na zmianę .
On cię testuje , ale myśli o tobie . Nie ulegaj mu , niech o ciebie zawalczy . Nie zmieniaj się , bo wtedy nie będziesz sobą . Będziesz inna .
A teraz twoja inność jest twoim znakiem rozpoznawczym . Bądź sobą . Wszystko się ułoży .-skończyła i odeszła wolnym krokiem -
-Marta szybko wróciła do samochodu , już siedząc za kierownicą zadzwoniła do Magdy.
-Cześć . jesteś w pracy? -zapytała
-Zaraz kończę -odpowiedziała - Stało się cos ?-
-Masz czas ? Magda muszę z tobą pogadać .-
-Dobrze , ja z tobą też -
-Czekaj na mnie , za kilkanaście minut będę po ciebie -rozłączyła się
-Magda czekała pod głównym wejściem . Szybko podeszła do auta .-
-Jedziemy coś zjeść i wszystko ci opowiem , Magda nie uwierzysz .-
Pojechały do pizzerii , Marta zamówiła dwie pizze i dwa soki do picia . czekając zaczęła opowiadać o tym co usłyszała od starszej pani na którą wpadła . Była podekscytowana , spojrzała na Magdę , ta była jakaś przygaszona .
-Magda , co jest ?-zapytała -coś w firmie ?
-Tak , Marta musisz przyjechać , czekają na ciebie z nowym projektem . Jasiński pytał o ciebie . -
-Przecież wie gdzie mnie szukać , ma mój numer telefonu , mógł wysłać maila .-
-Marta przyjedź , nie musisz z nim rozmawiać , weźmiesz zlecenie i tyle -
-Pomyślę . Ale powiedz co u ciebie , jak mają się sprawy z Darkiem ?
-Wcale się nie mają -westchnęła Magda-
-Nie ? -Jak to , wcale się nie mają ?-
-Darek to już przeszłość Marta . W pracy jesteśmy tylko na -:Cześć:-Myślałam że coś tam między nami będzie ,nie chodzi o seks ale o to że jakiś związek czy coś ale ...-zawiesiła głos
-Ale co ? Magda , mów-
-Darek jest gejem , chciał zobaczyć jak mu będzie z kobietą , ale kobiety go nie pociągają , Powiedział mi o tym zanim mieliśmy pójść do łózka .
-Poszliście ? -
-Nie , no co ty . Poszłabym z nim gdyby nic nie mówił . Ech Marta , nie mam szczęścia do facetów .Już chyba zawsze będę starą panną .
-Magda , nie załamuj się ,Darek to palant , jeszcze trafisz na fajnego faceta , który cię doceni i będzie kochał . Ale powiedz , co myślisz o tej pani na którą wpadłam ? Wiesz , jakoś tak mnie pocieszyła ta jej przepowiednia -
-Marta , ja nie wierzę w takie przepowiednie , wróżby . Może coś w tym jest , ale , sama nie wiem . Musiałabym doświadczyć tego na własnej skórze , żeby uwierzyć -
Rozmawiały jeszcze trochę , Marta zawiozła Magdę pod dom a sama wróciła do Józefowa .
W sobotę czekała z niecierpliwością na mężczyznę który miał przyjechać obejrzeć projekt i wizualizację . Chodziła po mieszkaniu i myślała kim on naprawdę jest . Nie wierzyła w jego przyjazd . Usłyszała szczekanie Felka , inne niż zwykle . Ktoś zadzwonił na domofon, otworzyła .
Po chwili usłyszała pukanie do drzwi , w progu stał nie kto inny tylko Marek , jej były mąż .-
Ty ? zdziwiła się -przepraszam ale czekam na kogoś .-
-Cześć Marta . Na mnie czekasz , umówiliśmy się przecież na dzisiaj Jestem więc -odpowiedział .-wpuścisz mnie czy będziemy rozmawiać w progu ?-
-Wejdź -odsunęła się -zobaczyła że Marek trzyma w ręku piękny bukiet z kolorowych kwiatów -
-Dla ciebie -podał jej kwiaty -wiem że takie lubisz -
-Dziękuje -uśmiechnęła się .- Chcesz kawy czy herbaty ?-
-Poproszę kawę -odpowiedział
-To sobie zrób , i herbatę dla mnie , wszystko jest tak jak było . Ja wstawię kwiaty do wazonu .-
Marek szybko się uporał w kuchni i przeszli z kubkami w ręce do salonu .Usiedli na kanapie . Rozmawiali , wspominali swoje narzeczeństwo , potem małżeństwo i przybliżali się do siebie . Marta wyjęła album z ich wspólnymi zdjęciami, zaczęli oglądać , Marek w pewnym momencie objął ją ,kiedy się przytuliła pocałował w odsłonięty kark , tak jak to robił kiedyś . Nie oponowała , pozwoliła mu się całować , objęła za szyję .Chciała tego, potrzebowała bliskości , czułości . Przylgnęła do niego całym ciałem . Nie wzbraniała się przed tym co było nieuniknione . Marek był taki delikatny , potrafił ją zaspokoić .
Po wszystkim przymknęła oczy , chciała żeby zawsze tak było , ale nie z Markiem . Usiadła , on przyglądał się jej z zadowoleniem .
-Marta , wróćmy do siebie -szepnął - obojgu nam jest potrzebne to co się wydarzyło . Wiem że nie jestem ci obojętny .-
-Nie Marek , nie chcę , już cię nie kocham , To było mi potrzebne i dlatego nie stawiałam oporu ale teraz , idź już , proszę .
-Marek nagle zmienił się na twarzy , zobaczyła złość której nigdy przedtem nie widziała .
-Wiesz co Marta ?-wycedził -jesteś zwykłą, pierdoloną szmatą - każdego z którym się łachmanisz tak traktujesz ?-
Zaniemówiła . To już nie był ten Marek którego znała , spokojny , czuły , grzeczny .
-Wyjdź!-krzyknęła - wyjdź i więcej nie przychodź -
-A jak nie wyjdę to co ? Co mi zrobisz ? Chcesz jeszcze ? To się da załatwić . Chcesz ?-
Wyjęła z wazonu bukiet od niego i rzuciła mu prosto w twarz
-Wypierdalaj z mojego domu !- krzyczała -wypierdalaj . Nie chcę cię znać , i kwiatów od ciebie też nie chcę -
Wyszedł . Zamknęła za nim drzwi na klucz i swoim zwyczajem stanęła przed lustrem.
-No i widzisz ? -mówiła - Palant , kutas i nie wiem kto jeszcze . Ale w dupie z nim ,tego mi było trzeba .
-Skończyła rozmowę z lustrem i podśpiewując poszła do łazienki .Znieważona ale odprężona . Leżała w wannie pełnej piany , głowę oparła o podgłowek apecjalnie zamontowany , zamknęła oczy i marzyła . Oczywiście o tym jakby to było z Jasińskim .
Marta , jesteś całkowicie jebnięta -roześmiała się .- Teraz to juz ci nawet psychiatra nie pomoże .
cz.22 Po chłodnych i deszczowych dniach nadeszło ciepłe lato . Marta wygrzewała się w słońcu, rozciągnięta na dużym leżaku przed swoim domem . Zauważyła że co i rusz spogląda na nią sąsiad Leon , ale nic sobie z tego nie robiła .
Niech sobie popatrzy myślała , była ubrana tylko w króciutkie spodenki i wydekoltowany topik . Ale te spojrzenia rzucane w jej stronę trochę ja wkurzały , niewiele myśląc zawołała
-Dzień dobry panie sąsiedzie!- może dołączy pan do mnie , poopalamy się razem , będzie weselej we dwoje-
Sąsiad jednak nie przystał na propozycję i schował się za swoim domkiem .
Marcie też po kilku minutach znudziło się to bezczynne leżenie .Poszła do domu żeby zajrzeć do laptopa , w głowie kołatała jej myśl
żeby wyjechać gdzieś chociaż na dwa tygodnie na wczasy . Nie w Polsce , myślała o Grecji albo Albanii ,ale sama ?
Wzięła do ręki telefon i zadzwoniła do Magdy
-Hej . Magda , kiedy wybierasz się na urlop?-zapytała
-Urlop ?Dopiero mam zaplanowany na wrzesień . Szkoda bo myślałam że w tym roku wcześniej mi dadzą-odpowiedziała Magda-
- Jak to w tym roku ? To ty zawsze masz urlop później niż inni ?-zdziwiła się
-No tak . Bo inni mają rodziny , mężów , dzieci , partnerów a ja zero, nie mam nikogo , sama jestem , no to urlopuję się we wrześniu-
- No to w tym roku będziesz się urlopowała w połowie lipca . Ze mną , w Grecji.
Co ty na to ?
-Marta nie ma opcji , urlopy już mamy rozpisane . Mamy prawie lipiec , nikt się nie zamieni - oponowała Magda
-Moja w tym głowa . Pojedziemy w połowie lipca albo na samym początku sierpnia . Na razie , czekaj na wiadomość ode mnie -
Rozłączyła się i zaczęła przeglądać Internet , znalazła wolne miejsca w Grecji , na Korfu . Wycieczka dziesięciodniowa , z przewodnikiem .
Dojazd autokarem lub lot samolotem . Od razu zadzwoniła do Biura Podróży , zarezerwowała dwa miejsca z lotem , i szybko znów zadzwoniła do Magdy .-
-Lecimy do Grecji , na Korfu , wylot pierwszego sierpnia , na dziesięć dni . Nie gadaj nic tylko czekaj, muszę ci załatwić ten urlop .
-Zadzwoniła do kadr firmy , przedstawiła się i wyłuszczyła o co konkretnie jej chodzi .
-Pani Marto a dlaczego pani Magda nie przyszła w tej sprawie ?-zapytała kadrowa
-A dalibyście jej ten urlop wcześniej ?-odpowiedziała pytaniem-
-No raczej nie , pani Magda jest wpisana na drugą połowę września -
No to ja Pani mówię że pani Magda , ma zarezerwowane wczasy od pierwszego do piętnastego sierpnia , odwołać nie może bo straci pieniądze -
-Ale pani Marto , ja sama nie mogę decydować -
-A ktoś jeszcze ?-zapytała Marta
-Dyrektor Jasiński podpisywał się pod urlopami dla pracowników -
Czy jest w biurze ?-
Tak , z tego co wiem jeszcze jest -
Dziękuje -Marta się rozłączyła i najpierw zadzwoniła do sekretarki dyrektora , zapytała czy jest jeszcze u siebie . Był
-To proszę mnie z nim połączyć -poprosiła
-Po chwili Jasiński odebrał - był zaskoczony kiedy usłyszał Martę -
-Słucham ?-zapytał
-Słuchaj -zaczęła bez wstępnych ceregieli-
-Ale kto mówi?-wiedział już że to ona , poznał ją po głosie , mimo to udawał ze nie poznaje . Nie widzieli się i nie rozmawiali ze sobą od kilku tygodni . Marta robiła dla nich projekt ale plany odebrała od sekretarki .
-Nie udawaj że mnie nie poznałeś -zdenerwowała się - musisz podpisać Magdzie , mojej przyjaciółce urlop od pierwszego sierpnia do piętnastego włącznie . Wiem ze możesz to zrobić , więc postaraj się a zostaniesz nagrodzony - mówiła szybko nie dając mu dojść do słowa .
-Kotku , ja mogę , ale nie muszę - odpowiedział -pamiętaj o tym , mogę .-
-Ok. Do której godziny będziesz w tym swoim biurze ?-
-A o której godzinie ty chcesz się mi pokazać ?-specjalnie powiedział -mi pokazać - i czekał na jej reakcję
-Za godzinę , może wcześniej -odpowiedziała i od razu rozłączyła .
Ubrała się w ładną sukienkę z dużym dekoltem , z rozcięciami do połowy uda i przylegającą do ciała . Wiedziała ze zrobi wrażenie nie tylko na Jasińskim . Wyglądała naprawdę bardzo seksownie , szczupła ale z imponującym biustem i nogami do samej ziemi .
Za niecałą godzinę wpadła do sekretariatu , cmoknęła Magdę w policzek a ta zrobiła wielkie oczy .
-Marta , co jest ?-zapytała
-Nic , szykuj się na urlop , Wylatujemy do Grecji pierwszego sierpnia z samego rana . Zadzwonię . I już jej nie było.
Pobiegła prosto do dyrektora . Wpadła jak burza , nie pukając , nie czekając na zaproszenie , nie proszona usiadła naprzeciwko niego zakładając nogę na nogę , spojrzał na jej odsłonięte uda i leciutko się uśmiechnął .
-Należałoby chociaż się przywitać - powiedział -
-Co ? A tak , cześć , dzień dobry , witaj , wystarczy ? To dobrze bo sprawa jest pilna .- przerzuciła nogi i leciutko pochyliła się w jego stronę kokietując biustem -
-Słucham sprawa urlopu dla pani Magdy , tak ? Proszę dać mi chwilę -
-Przez interkom poinformował sekretarkę że nie ma go dla nikogo , i żeby mu nikt nie przeszkadzał . Wstał zza biurka , podszedł i stanął za plecami Marty , pochylił się nad nią , taki pachnący ze aż zakołowało jej się w głowie .
-Proszę mi powiedzieć , w jaki sposób będę nagrodzony ?- szepnął jej prosto do ucha
- Coś wymyślę -odwróciła głowę w jego stronę ,nagle spanikowana , ale nie pokazywała tego po sobie .-no tak , wymyślę -
-A gdybym chciał żebyś to ty była nagrodą , to co byś powiedziała ?-
-Chciałabym , chciała , ale nie dla psa kiełbasa . No proszę nie rób sobie jaj . Magdzie jest potrzebny ten urlop , mnie też -
. Pojutrze dostarczę projekt i muszę odpocząć . Wyjeżdżamy do Grecji , razem , tylko my we dwie .-
Udawał ze myśli ale w duchu śmiał się z niej . nie dlatego że była głupia czy coś takiego , była super kobietą i bardzo mu imponowała swoją
niezależnością , nawet tym niewyparzonym językiem .
-Dobrze -usiadł znów za biurkiem , podniósł słuchawkę telefonu , wcisnął przycisk i za chwilę usłyszała
-Pani Bożenko , mała zmiana , pani Magdalena Jedlińska z sekretariatu , proszę jej wypisać urlop od pierwszego do piętnastego sierpnia -
-Ale panie dyrektorze -
Bez dyskusji . Proszę zrobić tak jak mówię .- odłożył słuchawkę i spojrzał na Martę -
-Czekam na wynagrodzenie -powiedział -
-Dziękuję panie dyrektorze -odpowiedziała i wybiegła z gabinetu śmiejąc się
-A to pchła szachrajka - pomyślał -ale co ja zrobię że tak mi się podoba .
Obie , Marta z Magdą szalały po sklepach , wprawdzie do urlopu był jeszcze prawie miesiąc ale chciały być gotowe , tak żeby nie na ostatnią chwilę . Przymierzały sukienki , krótkie spodnie i topy , oglądały kostiumy plażowe i stroje kąpielowe , klapki do wody i kapelusze , śmiały się przy tym i udawały wielkie , światowe damy . Cieszyły się na ten wyjazd , tym bardziej że dla Magdy to był pierwszy raz .
Po zakupach odwiozła Magdę i z bagażnikiem wypełnionym torbami wracała do domu . Wstąpiła do rodziców zapytać czy zaopiekują się Felkiem , zgodzili się , podziękowała i już jej nie było . Zauważyła samochód stojący pod jej ogrodzeniem . Podjechała pod bramę , otworzyła i wjechała na podjazd . Felek leniwym szczeknięciem zawiadomił ją że czuwa , ale nie wstaje bo już go ta pogoda męczy . Jak zawsze podeszła do niego , pogłaskała . Już miała wejść do domu kiedy usłyszała że ktoś ją zawołał po imieniu . Odwróciła głowę . To był Jasiński we własnej osobie .
-Proszę wejść -zawołała -
-Witaj - podszedł do niej . -chciałbym z tobą porozmawiać , a nie jest to rozmowa na telefon -powiedział
-Wejdź- w mieszkaniu panował przyjemny chłód bo wcześniej włączyła klimatyzację . Poprosiła żeby rozgościł się w salonie , sama weszła do kuchni , wyjęła z lodówki dzbanek orzeźwiającego napoju , wzięła dwie wysokie szklanki i poszła do gościa -
Nalała napój do szklanek , podała mu
-To nie trucizna , sama robię z pomarańczy , mango i banana . Nie otrujesz się -
Roześmiał się głośno i napił -
-Dobre -pochwalił
-No to mów , z czym przyjechałeś ?-zapytała
-Chciałem cię zobaczyć Marta , nie wiem , tak jakoś bez zastanowienia .-
-Acha , a tak naprawdę ?-
-Obiecałaś mnie wynagrodzić -roześmiał się
-Ojej , i tylko po to ? -
Przybliżyła się do niego , spojrzała w te błękitne oczy , objęła za szyję i mocno pocałowała , raz , drugi , trzeci .
Przywarł do niej całym ciałem , całował zachłannie , pragnął jej ale nie pozwoliła mu na więcej. Przypomniała sobie słowa starszej pani -on cię testuje -
- wystarczy- wyswobodziła się z jego uścisku - wystarczy-powtórzyła
-Patrzał na nią i nie rozumiał dlaczego ? Przecież w biurze go tak prowokowała , te pocałunki teraz , u niej w domu i dalej już nic ?
Teraz kiedy on jej tak pragnął , kiedy był w pełnej gotowości ona go odsunęła ? Żadna kobieta tak z nim nie postępowała , a Marta nie chce ?
-Dlaczego ?-zapytał - Marta , to za mało , chcę ciebie całej a nie tylko kawałek , nie tylko całowanie , pragnę więcej -
-Nie będzie więcej,Kuba .
-Może kiedyś ale nie teraz . Nie jestem gotowa na więcej -odpowiedziała
-Marta , ile ty masz lat ? Nie jesteś przecież już dziewicą , jesteś dorosłą kobietą i chyba zdajesz sobie sprawę że doprowadzasz mnie do szaleństwa . Tak się nie robi Marta .-mówił z wyrzutem -
-A jak się robi?!-krzyknęła - co ja robię ? Nie chcę dać się wydymać kolejnemu faciowi , wystarczy . Chcę być pewna zanim pójdę z tobą , czy z innym do łóżka , chcę być pewna i siebie i tego z którym pójdę -mówiła podniesionym głosem , ciebie jeszcze pewna nie jestem .
Słuchał jej z cynicznym uśmiechem na ustach , nie mówił nic bo wiedział że z nią nie wygra . Jej upór doprowadzał go do szału ale nic nie mógł zrobić . Przecież jej nie weźmie siłą w jej własnym domu .
Część 66 / 6
Marta nic już nie mówiąc wyszła z salonu . Zostawiła go samego i czekała aż się domyśli żeby sobie pójść . Wychodząc podszedł jeszcze do niej.
Przepraszam -powiedział -będę czekał na twoją miłość , na ciebie . Do widzenia Marta .-Poszedł do samochodu , usłyszała że odjeżdża .
Jeszcze przyjdzie czas dla nas , Kubusiu , wierzę w to . szepnęła w myślach - ale musisz trochę poczekać .
.
cz.23 Koniec czerwca i początek lipca były dla Marty bardzo pracowite. Musiała skończyć duży i dość pracochłonny projekt, tak aby zlecający go klient był w pełni zadowolony. Chodziło o zaprojektowanie dużego hotelu, który miał powstać w miejscu wielkiej hali fabrycznej. Nanosiła dziesiątki poprawek, ale w końcu projekt był prawie gotowy. Jeszcze kilka dni i nadawał się do złożenia.
Była zmęczona, ale miała poczucie, że zrobiła dobrą robotę. Razem z Magdą nie mogły się już doczekać wyjazdu na Korfu. Wszystko miały spakowane i opłacone w biurze podróży – musiały tylko o czasie przybyć na lotnisko.
Skończyła projekt i gotową dokumentację zawiozła do biura. Nie poszła bezpośrednio do dyrektora, wszystko zostawiła u jego sekretarki. Jednak wychodząc z gmachu biurowca, niemal zderzyła się z Jasińskim.
Powiedziała „dzień dobry”, poinformowała, że plany projektu są u sekretarki, i dodała, że skontaktuje się z nim po powrocie z urlopu. Nie przerywał jej, słuchał, ale widać było, że ma do niej jakiś uraz. Nie zwracała na to uwagi, było jej wszystko jedno. Swoim zwyczajem pomyślała: „A w dupie z nim, nie on, to inny może się trafi”
– Do widzenia! – rzuciła i już zbiegała po schodkach.Nie zatrzymywał jej, chociaż bardzo chciał. Doszedł jednak do wniosku, że co ma być, to będzie. Nie zamierzał się jej narzucać i traktować wyłącznie jako wykonawczynię projektów. Mimo to odprowadził ją wzrokiem.
Ostatniego dnia lipca do Marty przyjechali rodzice, którzy mieli zaopiekować się Felkiem. Marta nie chciała, żeby pies jechał do nich – tęskniłby, a poza tym rodzice mieli duży dom, ale małe podwórko. Przywieźli ze sobą Natana, tłumacząc, że będą z nim i z Felkiem chodzić na spacery nad rzekę.
Natan bardzo się cieszył, że pomieszka trochę w domu cioci. Wieczorem Marta pożegnała wszystkich, zapakowała walizkę i pojechała do Magdy, u której miała zanocować przed wylotem.
Obie były niesamowicie podekscytowane. Na lotnisku pojawiły się przed czasem. Marta zaparkowała auto na strzeżonym parkingu, wniosła opłatę za dziesięciodniowy postój i ruszyły prosto do hali wylotów. Oddały bagaże rejestrowane na stanowisku odprawy biletowo-bagażowej i tylko z niedużymi torbami podręcznymi podeszły do reszty uczestników wycieczki – było ich kilkanaście osób.
Odprawa przebiegła bez zakłóceń i wkrótce siedziały już w samolocie. Lot trwał troszkę ponad dwie godziny, a z lotniska autokar zawiózł wszystkich do hotelu.
Marta i Magda miały do dyspozycji piękny pokój z łazienką , balkonem i widokiem na morze .
Pierwsze, co zrobiły, to zostawiły bagaże, przebrały się i pobiegły nad morze. Był upalny dzień. Biegały po plaży i cieszyły się jak dzieci.
Następnego dnia zwiedzały Korfu. Ogromną atrakcją były wąskie uliczki stolicy wyspy. Marta jako architekt zachwyciła się zabytkową architekturą, praniem wiszącym między balkonami, zapachami lokalnego jedzenia i tradycyjnymi okiennicami, które nadawały miastu niepowtarzalny urok.
Po obiedzie w restauracji hotelowej poszły na plażę. Opalały się na wygodnych leżakach i cieszyły wzrok widokiem tego pięknego miejsca.
Z oddali dobiegała ich piękna, grecka muzyka, postanowiły więc pójść w tamtym kierunku. Dotarły do urokliwej tawerny. Muzyka grała, a kilka par tańczyło.
One – ubrane w stroje plażowe, z pareo zawiązanymi na biodrach i w klapkach na stopach – zaczęły kołysać się w rytm melodii.
W pewnym momencie do Magdy podszedł przystojny, wciąż dość młody mężczyzna i poprosił ją do tańca. Spojrzała na Martę, a ta skinęła głową z aprobatą. W końcu przyjechały tu nie tylko zwiedzać, ale też dobrze się bawić.
Magda była naturalną, jasną blondynką o jasnej cerze, niebieskich oczach, średnim wzroście i ładnej, lekko zaokrąglonej sylwetce. Marta obserwowała ją w tańcu.
Mężczyzna był od niej wyższy, miał ciemną karnację i muskularną posturę. Przytulał Magdę mocno i coś szeptał jej do ucha.
W końcu Marta również została zaproszona do tańca przez wysokiego, czarnoskórego mężczyznę. Wydawał się jej sporo młodszy, ale skorzystała z propozycji.
Tańczyli, a w czasie przerwy usiedli już we czworo na drewnianej ławie w cieniu drzew oliwnych.
Rozmawiali trochę po angielsku, trochę na migi, ale bez problemu się dogadywali. Ali, który tańczył z Martą, pochodził z Zambii, natomiast Kostas, partner Magdy, był Grekiem.
Siedzieli do późna, a po powrocie do hotelu dziewczyny zaczęły wymieniać się wrażeniami. Magda wyznała, że Kostas jest bardzo sympatyczny i że jutro rezygnuje z zaplanowanej wycieczki.
Była z nim umówiona – mieli płynąć gdzieś jakimś jachtem, dokładnie nie wiedziała czym, ale chyba jednak jachtem.
Marta poinformowała ją, że również ma jutro spotkanie z Alim. Nie wiedziała, gdzie pójdą, ale chłopak bardzo jej się podobał.
Zmęczone wrażeniami, po szybkiej kąpieli poszły spać
Następnego dnia po śniadaniu każda poszła w swoją stronę: Magda z Kostasem, a Marta z Alim.Początkowo Marta i Ali spędzali czas nad morzem – pływali i biegali po plaży, a ona czuła się naprawdę szczęśliwa.
Poszli też razem na obiad oraz do jednej z wielu lokalnych kawiarenek. Marta piła drinki na bazie alkoholu i powoli zapominała o całym świecie. Nie była pijana, ale – jak sama to określała – mocno wstawiona.
Szli później objęci brzegiem morza. Zauroczona pięknym zachodem słońca, Marta przystanęła, a wtedy Ali ją pocałował.– Jesteś piękna – powiedział łamaną angielszczyzną. – Marta, ja ciebie kochać.
Całował ją i szeptał kolejne komplementy. Jego ręce wędrowały po jej ciele, co było bardzo przyjemne. Chciał tego samego, co inni mężczyźni, ale ona – mimo że pod wpływem alkoholu – nie pozwoliła na więcej.
Wyrwała się, stanęła naprzeciwko niego i po polsku wypaliła:– Co jest, kurwa?
– Kurwa? Marta nie, nie kurwa – mówił do niej łagodnie, a ona miękła pod wpływem jego głosu i delikatnych pocałunków.Już się nie opierała.
Godziła się na pieszczoty, ale na nic więcej. Kiedy wróciła do hotelu, Magdy jeszcze nie było. Poszła pod prysznic i długo rozmyślała nad tym, czy powinna dalej spotykać się z Alim.„On jest młodszy, napalony... Ja zresztą też się napaliłam, ale jak to tak?
Przyjechałam na wycieczkę, muszę coś zobaczyć – tłumaczyła sobie w duchu. – Nie będę robiła z siebie dziwki” – postanowiła i poszła spać.
Magda wróciła dopiero nad ranem, rozmarzona i zakochana po zaledwie jednym dniu znajomości
Od tej pory pobyt na Korfu dla jednej z nich upływał na zwiedzaniu, a dla drugiej na nieustannych randkach. Te dziesięć dni minęło bardzo szybko.
Ostatniego dnia Marta znów spotkała się z Alim. Było tak samo romantycznie jak za pierwszym razem. Zapomniała się i uległa emocjom.
Tym razem nie skończyło się tylko na całowaniu i pieszczotach – oddała mu całą siebie. Nie dlatego, że się zakochała; po prostu była ciekawa, jak to jest z czarnoskórym mężczyzną. Zawiodła się jednak. Było nieciekawie i z tego wszystkiego tylko on czerpał satysfakcję. Ona czuła się zniesmaczona i zła na siebie.
„Dobrze, że stosuję antykoncepcję – pomyślała. – Przynajmniej nie będzie pamiątki”.
Podczas pakowania walizek zapytała Magdę, czy nie jest jej przykro, że zostawia Kostasa. Przyjaciółka wzruszyła tylko ramionami.
– Nie, nie jest mi przykro – odpowiedziała. – Było fajnie i to wszystko.
– Magda, czy coś zaszło między wami więcej? – dociekała Marta.
– Tak – przyznała Magda. – Było prawie za każdym razem, ale wczoraj kazał mi za to zapłacić.
– Kurwa! – zaklęła Marta. – Co za kutas. Magda, czy ty się chociaż zabezpieczałaś?
– Tak, nie martw się, w ciąży nie będę – odpowiedziała. – A ty? Spotkałaś się wczoraj z Alim i co?
– Magda... też to zrobiłam. I żałuję.
– Dlaczego?-
– Bo tylko Ali miał satysfakcję, ja nie. A, jebać obcokrajowców. Teraz, jak się puszczę, to tylko z naszym. Wiesz... czuję się jak szmata
Magda podeszła do przyjaciółki i mocno ją przytuliła, kładąc podbródek na jej ramieniu. W tym jednym uścisku zamknęły cały swój żal, wstyd i rozczarowanie, które nagle zepsuły błękit greckiego nieba.
– Daj spokój, Martuś – szepnęła Magda, gładząc ją po plecach. – Obie byłyśmy głupie. Obie dałyśmy się ponieść wakacyjnemu słońcu.
Ale to, co wydarzyło się na Korfu, zostaje na Korfu. Zamykamy ten rozdział.-
Marta pociągnęła nosem i otarła łzę, która wbrew jej woli spłynęła po policzku. Spojrzała na leżące na łóżku paszporty i bilety lotnicze.
Magda miała rację. Za kilka godzin ten grecki raj, który okazał się dla nich tak przewrotny, miał stać się jedynie wspomnieniem.
Zatrzasnęły walizki, a dźwięk ekspresowych zamków brzmiał jak ostateczne cięcie. Kiedy wyszły na balkon, by po raz ostatni spojrzeć na turkusowe morze, poczuły na twarzach ciepły powiew wiatru.
Były poturbowane emocjonalnie, ale silniejsze o kolejną lekcję. W milczeniu zjechały windą do hotelowego lobby, gotowe na powrót do szarej rzeczywistości.
Marta do Felka, do starych problemów i do Jasińskiego, który – choć jeszcze tego nie wiedziała – wciąż czekał na nią w kraju.
cz.24 Od powrotu z Korfu minęło kilka dni. Marta pojechała do firmy odebrać zlecenie na nowy projekt. Dyrektora nie zastała, więc odebrała je od sekretarki. Mimochodem zapytała, czy dyrektor dzisiaj będzie. Raczej miało go nie być.
Zajrzała jeszcze do Magdy, ale obie były małomówne, niekontaktowe. Mimo to umówiły się na kawę, jak Magda skończy pracę.Marcie nie chciało się jeździć po Warszawie, postanowiła więc, że poczeka na Magdę na ławce pod biurowcem.
Wyciągnęła przed siebie nogi, przymknęła oczy i rozmyślała o pobycie na Korfu. Wspominała pocałunki z Alim, jego pieszczoty, ale też zniesmaczenie po zbliżeniu.
"Po co mi to było?" – zżymała się w duchu. – "Tutaj mam takie ciacho, a pozwoliłam sobie puścić się z tym afro. Oj, Marta, czy ty nie potrafisz żyć bez seksu?"
"Nie potrafię. I tak mam go tylko raz na jakiś czas, ale to się musi zmienić. Kurwa, przecież jestem kobietą, coś tam między tymi nogami mam, a to coś czasami chce do chłopa" – tłumaczyła sama siebie.
Nawet nie zauważyła, kiedy czas jej tak szybko zleciał. Magda skończyła pracę i właśnie szła w jej kierunku. Usiadła obok.
– To gdzie idziemy? – zapytała.
– Może najpierw coś zjemy? – odpowiedziała jej Marta. – Chodź na pizzę, a później gdzieś na kawę.
Poszły do pobliskiej pizzerii. Nie było tłoku, więc szybko zostały obsłużone. Zjadły, wypiły po małej coli i wyszły. Niedaleko była też mała, przytulna kawiarenka.
Wchodząc, zauważyły, że przy jednym ze stolików siedzi dyrektor z jakąś młodą jeszcze kobietą. W Martę jakby grom strzelił. Nie odezwała się, ale była wściekle zazdrosna
– Zobacz, Magda, jaki wstrętny kutas. Dopiero co do mnie startował, a tu proszę, już jakaś nowa cizia – powiedziała.
– Nie przejmuj się nim, takich jak ona to on ma kilka – odpowiedziała Magda. – Powiedz, jak tam po tym pobycie na Korfu się czujesz, bo jakoś nie gadałyśmy o tym.
Marta tylko głośno się roześmiała. Już miała plan, jak zwrócić na siebie uwagę Jasińskiego.– -No, świetnie nam było, prawda? – powiedziała głośno. – Chłopcy na medal! Twój Kostas super, a Ali... wygląda jak młody Bóg.
A te jego pocałunki śnią mi się po nocach, a już przecież minęło kilka dni od naszego powrotu. Dzwonił wczoraj, rozmawialiśmy do północy, jest kochany.
A ty z Kostasem masz oczywiście kontakt?
Magda patrzyła na nią z zaskoczeniem, ale nic nie mówiła. Domyśliła się, że Marta chce wzbudzić zazdrość w Jasińskim. Podjęła grę
– Kostas przyjedzie we wrześniu. Coś mówił, że chyba też Ali z nim będzie.
Dyrektor słyszał. Uśmiechnął się lekko i odwrócił głowę w ich stronę. Domyślił się, że to gra pozorów ze strony Marty.
Ujął dłoń swojej towarzyszki i ją pocałował, następnie zbliżył twarz do jej twarzy i znów pocałował – tym razem w usta. Udawał, że nie widzi Marty, że nie obchodzą go jej wrażenia ,ani ten Ali, prawdziwy czy wyimaginowany.
Po chwili on i jego partnerka opuścili lokal. Wychodząc, spojrzał na Martę, skinął głową w geście powitania, objął kobietę i oboje, zapatrzeni w siebie, wyszli.
Zaraz potem przyjaciółki też się rozeszły. Magda podziękowała za propozycję podwiezienia do domu – powiedziała, że musi wstąpić jeszcze do kogoś, choć w rzeczywistości chciała już być sama.
Marta niechętnie pojechała do domu. Stanęła przed lustrem, popatrzyła na swoje odbicie, pokiwała głową i powiedziała
– Wygłupiłam się. Baba prawie czterdziestoletnia, a postępuje jak jakaś małolata.
Kurwa, co się ze mną dzieje?
Była zmęczona życiem, samotnością, brakiem partnera i samą sobą też.
Pod koniec sierpnia Marta i Magda postanowiły, że w sobotę wybiorą się na dyskotekę dla dorosłych. Umówiły się na godzinę osiemnastą. W lokalu było kilka par, ale też sporo samotnych pań i panów.
Usiadły przy barze, zamówiły po drinku i przyglądały się tańczącym parom. Było głośno, muzyka zmieniała się z wolnej na szybką. Marta złapała Magdę za rękę i pociągnęła w tłum tańczących – akurat w szybkim tańcu partnerzy nie byli potrzebni.
Szybko zakręcili się przy nich panowie. Marta szalała w rytm muzyki, Magda była bardziej stonowana. Jeden z panów złapał Martę w pasie, teraz szaleli oboje.
Ona, roześmiana, zarzuciła mu ręce na szyję, on gładził jej plecy, a jego ręka przesuwała się coraz niżej
– Ej! – zawołała. – Co ty, koleś, mapę Ameryki chcesz odkryć na mojej dupie?!
– Kręcisz mnie! – odkrzyknął. – Chodź, wyjdziemy ochłonąć.
Wyszła z nim na dwór. Było już ciemno. Zaczęli się zachłannie całować.
– Szybki numerek? – zapytał.
– Co masz na myśli?
– Nie wiesz? Ty masz coś pomiędzy nóżkami i ja też – mówił.
– Chodź, nie pożałujesz, nikt nas nie zobaczy.
– Wiesz co? Spadaj, gnoju! – krzyknęła.
– Przecież chcesz tego. – Trzymał ją mocno jedną ręką, a drugą włożył pod krótką sukienkę. – Wiem, że chcesz, nie opieraj się.
Odepchnęła go z całych sił.
– Odpierdol się, gnoju, ode mnie!
– Uderzyła go w twarz, ale on był silniejszy. Przewrócił ją na ziemię i już miał zamiar ją posiąść, kiedy naraz zaklął i złapał się za głowę.
To Magda, zaniepokojona tym, że Marta wyszła i długo nie wraca, wybiegła jej szukać. Zobaczyła, co się dzieje, złapała do ręki jakąś leżącą na trawie butelkę i uderzyła go w tył głowy. Marta szybko się podniosła i obie pobiegły w stronę auta.
– Magda, dziękuję – odezwała się Marta, ciężko dysząc. – Gdyby nie ty, zgwałciłby mnie. -Nie miałam z nim szans.
Pojechały do Magdy i Marta została u niej na noc. Trochę porozmawiały i położyły się spać. Kilka dni po pamiętnej dyskotece zadzwonił do Marty dyrektor Jasiński. Zapytał, czy mogliby się spotkać.
– Moglibyśmy – odpowiedziała chłodno.
– Gdzie i kiedy?
– A gdzie byś chciała?
– Przyjedź do mnie. Możesz?
– Tak, będę za godzinę.
Przez tę godzinę Marta układała sobie w głowie plan. Nie wiedziała, czego on od niej chce – czy to będzie spotkanie biznesowe, czy towarzyskie. Wiedziała jedno: za wszelką cenę musi go uwieść. Niestety, nie dojechał. Zadzwonił i przeprosił, że dzisiaj jednak nie da rady i że jest mu bardzo przykro .
– Kurwa, co za palant! – złościła się. – Specjalnie to zrobił, żeby mi dokuczyć. A skoro tak, to odpłacę mu pięknym za nadobne.
- Nie będę się za tobą uganiała, Jasiński. Jesteś takim samym kutasem jak inni, nie wiesz, co tracisz – złorzeczyła.
W tym momencie zaszczekał Felek. Ktoś dobijał się do furtki. Nacisnęła guzik domofonu. Tym kimś był Jasiński.
– Miało cię nie być – warknęła, kiedy wszedł do mieszkania.
– Ale jednak jestem. Nie cieszysz się? – odpowiedział.
– Nie. Nie cieszę się, bo miałam inne plany.
– Jakie plany? – Podszedł do niej, zajrzał w oczy, objął i przytulił.
– Na dzisiejszy wieczór ja będę twoim planem, Marta.
– Ochujałeś? – wypaliła. – Jestem już umówiona na wieczór z kimś innym. Co ty sobie myślisz? Dla ciebie mam zrezygnować z ko..
Nie pozwolił jej dokończyć, zamknął jej usta pocałunkiem.
– Nic mnie nie obchodzi ten ktoś – szeptał. – Za długo na ciebie czekam. Dzisiejsza noc będzie należała tylko do nas, do ciebie i do mnie.
Jutro może być już inaczej, ale dzisiaj będziesz moja.
– Ożesz kurwa, Jasiński, podoba mi się to. W końcu zobaczę, jaki z ciebie kochanek. Tej nocy nie zaśniesz, mój dyrektorze.
- Poczekaj... – wyszeptała pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem.
– Nie możesz tak decydować za mnie.
– Dzisiaj mogę i chcę. Chcę, Marta, naprawdę chcę.
– Dobrze, ale nie tak od razu. Jeszcze jest wcześnie, za wcześnie.
Chodź do kuchni, zrobimy jakieś kanapki, coś do picia, żebyśmy nie byli głodni.
– Ja jestem głodny ciebie. – Całował jej kark i szyję.
– Marta, nie opieraj się, proszę.
– A twoja partnerka z kawiarni, co z nią? – przypomniała sobie nagle. – Już ją rzuciłeś?
– Po co mamy mówić o niej? To jedna z wielu.
– Ach tak?! – Odskoczyła od niego.
– Jedna z wielu? Ja też będę jedną z wielu, jak już dam ci się wydymać?!
O nie, dyrektorku, twoje niedoczekanie. Kurwa, dlaczego? – krzyczała.
– Myślałam, że jesteś inny, a z ciebie jest palant, zwykły kutas. Wiesz co? Wypierdalaj!
I jeszcze coś ci powiem: mam na ciebie wyjebane, Jasiński. Wypad!
– Marta, ale co ja takiego zrobiłem? – pytał, ale ona już mu nie odpowiedziała.
Otworzyła drzwi i kazała mu wyjść. Po jego wyjściu usiadła na podłodze, oparła się o brzeg sofy, ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się.
"Dlaczego? Dlaczego wszyscy faceci traktują mnie jak szmatę? Przecież ja też mam uczucia, a oni widzą we mnie tylko obiekt do dymania.
- Kurwa, kupię sobie wibrator, będę miała seks wtedy, kiedy sama będę chciała. Ale wibrator nie zastąpi mi prawdziwego fiuta" – myślała
Siedziała na tej podłodze rozżalona, zapłakana, ale też silna i dumna, że nie uległa Jasińskiemu. Drugi raz mu odmówiła.
Wstała z podłogi i swoim zwyczajem poszła pogadać z lustrem.
– Wiesz, chociaż to stary kutas, to i tak będzie mnie musiał znosić. Nie zerwę współpracy z tą firmą. Jeszcze mu pokażę, że jestem inna, niż myśli. Bo jestem, prawda?
– Prawda – pokiwało głową jej odbicie w lusterku
Następny poniedziałek w firmie przyniósł dokładnie taki scenariusz, jaki Marta zaplanowała. Przyszła ubrana w idealnie skrojoną, dopasowaną garsonkę, z wysoko uniesioną głową. Kiedy weszła do gabinetu dyrektora, Jasiński natychmiast wstał zza biurka, zmieszany i wyraźnie speszony jej widokiem.
Liczył pewnie na fochy, płacz albo uniki. Tymczasem Marta z dumnym uśmiechem rzuciła teczkę z gotowym projektem na jego biurko. Oparła się o blat, celowo pochylając odrobinę w jego stronę, i spojrzała mu prosto w oczy.
– Biznes to biznes, Jasiński. Projekt jest idealny, więc premia mi się należy. A co do spraw prywatnych... – zawiesiła głos, widząc, jak dyrektor przełyka ślinę.
– Od teraz to ja ustalam reguły gry. Jeśli kiedykolwiek jeszcze pomyślisz, że jestem "jedną z wielu", to ten projekt będzie ostatnim, jaki dla ciebie zrobiłam. Zrozumiano?
Jasiński tylko pokiwał głową, całkowicie rozbrojony jej pewnością siebie.
Marta odwróciła się na pięcie i wyszła, stukając głośno obcasami. Wiedziała, że gra w niebezpieczną grę, ale po raz pierwszy od powrotu z Korfu czuła, że to ona trzyma wszystkie karty w ręku.
cz.25 Dom Marty był duży, jednopiętrowy. Jej rodzice odziedziczyli go w spadku po dziadkach ze strony ojca. Miał swoje lata, ale Marta doprowadziła go do pięknego stanu.
Dostała ten dom, kiedy wychodziła za mąż za Marka. Rodzice stwierdzili, że dla nich jest zbyt duży i kupili mniejszy w Radości.
W remont i przerobienie budynku włożyła sporo swoich pieniędzy i przede wszystkim – umiejętności. Sama robiła projekty, a w ich realizacji finansowo pomagał jej Marek.
Gdyby wiedział, że podpisał intercyzę dotyczącą tego domu, to pewnie by tak chętnie nie pomagał. Ale w końcu mieszkał tu piętnaście lat.
Wysoki parter po przeróbkach składał się z dużego przedpokoju, ładnej kuchni z dużym oknem połączonej z dość sporym salonem, z dużej i jasnej sypialni Marty oraz łazienki.
Na piętrze znajdowały się trzy ładne pokoje (w tym jeden przeznaczony tylko dla gości), łazienka i korytarzyk.
Wszystko, wraz z meblami, było utrzymane w jasnych kolorach. Wnętrza urządzono w minimalistycznym porządku, ale znajdowało się tam wszystko, co potrzebne.
Marta nie lubiła zasłon, więc w oknach wisiały tylko ładne firanki. Podwórko było duże, z pięknym trawnikiem, a od furtki do domu prowadził ładnie ułożony chodnik.
Pod mieszkaniem mieścił się garaż i pomieszczenie gospodarcze, które służyło bardziej za pralnię i suszarnię. Był też strych, ale Marta go nie używała.
Kiedyś zamierzała go przerobić, tylko jak dotąd nie miała pomysłu. Myślała o pracowni, ale póki co nie robiła nic.Cieszyła się, że ma ten dom.
Dobrze się w nim czuła, był jej ostoją – szkoda tylko, że była w nim sama.
Nigdy nie chciała mieć dzieci. Nie dlatego, że ich nie lubiła, po prostu nie czuła powołania do bycia matką.
Była silną, samowystarczającą kobietą, ze wszystkim świetnie sobie radziła. Tyle że po rozwodzie nie miała się do kogo przytulić, nie miała z kim usiąść i porozmawiać, albo nawet pomilczeć we dwoje.
Mówiono o niej, że klnie jak szewc. Była taka, że nie liczyła się ze słowami, jak coś ją wkurzyło. Potrafiła być bardzo niemiła, ale umiała też być czułą, wrażliwą kobietą. Kiedyś powtarzano nawet, że to szatan w spódnicy.
Siedziała teraz w fotelu z podkulonymi nogami, zapatrzona w okno i analizowała swoje życie od dziecka. Zawsze gdzieś pędziła, reagowała impulsywnie, gdy coś jej nie wychodziło. Potrafiła w jednej chwili się śmiać, a w drugiej złościć.
– No, taka byłam... – szepnęła. – Zawsze inna.
Wstała z fotela i leniwie się przeciągnęła.– Trzeba się za coś wziąć, nie mogę tak siedzieć i rozmyślać. Nic nie poradzę, że jestem babką z pazurem – powiedziała do siebie.
Pierwsze, za co się zabrała, to był projekt, który musiała skończyć i zawieźć do firmy. Poprawki nanosiła przez prawie całe popołudnie, ale skończyła i odetchnęła z ulgą.
Był półmetek września. Pomyślała, że odda projekt, a potem wyjedzie na trochę w góry albo gdzie indziej. Tęskniła za czymś... a może za kimś?
Zadzwoniła do Magdy, ale przyjaciółka nie odebrała. „Pewnie nie ma jej w domu – pomyślała – albo śpi po pracy”.
Magda oddzwoniła po godzinie. Była zapłakana.
– Co się stało? – przestraszyła się Marta.
– Nie, nic... Nic się nie stało, nieważne. – Magda plątała się, chciała uniknąć odpowiedzi.– Magda, nic się nie stało? Na pewno? Płakałaś, dlaczego?
– Marta, powiem ci, tylko nie krzycz na mnie... – Magda rozpłakała się na dobre.
– Marta, ja jestem w ciąży!Martę zamurowało. Przez chwilę nic nie mówiła.
– Jak to jesteś w ciąży? Z kim?
– Z Kostasem. Bo tylko z nim byłam.
– Magda, kurwa... Mówiłaś, że się zabezpieczałaś! To jak zaszłaś w ciążę?
– Tak mówiłam, ale nie było żadnego zabezpieczenia. On miał uważać, a ja mu uwierzyłam... – chlipała Magda.
– Dobra, nic nie mów. Jesteś w domu? O rany, dzisiaj już jest późno. Jutro będę w biurze, musimy się spotkać i wtedy coś wymyślimy.
– Marta, ja urodzę to dziecko. Wychowam, tyle że bez ojca będzie.
– Magda, spokojnie. Byłaś u lekarza?
– Jeszcze nie byłam, ale zrobiłam test. Są dwie kreski, jedna mocna, a druga bardzo blada.–
-Magda, to jeszcze nie znaczy, że zaciążyłaś. Jutro przyjadę, umówię cię do lekarza i pójdę razem z tobą. O której godzinie będzie ci najlepiej pasować? Przyjadę.
– Jutro nie idę do pracy. – Magda znów płakała. – Powiedziałam, że muszę coś załatwić.–
-Czekaj na mnie, będę około dziewiątej.
– Dobrze – chlipnęła Magda i się rozłączyły.
Marta zaczęła nerwowo chodzić po kuchni. Była zła na Magdę, ale z drugiej strony postanowiła ją wspierać. Przecież sama też mogła znaleźć się w podobnej sytuacji, tyle że ona od lat stosowała antykoncepcję.
Następnego dnia z samego rana pukała do drzwi Magdy. Pojechały do renomowanej pani ginekolog. Lekarka wysłuchała, co Magda miała do powiedzenia, poprosiła ją na fotel i zbadała, a następnie zaprosiła na kozetkę, żeby zrobić badanie USG.
Badanie trwało kilka minut. Już po wszystkim poinformowała pacjentkę, że nie widzi ciąży.
– Ale pani doktor, na teście były dwie kreski! To chyba ciąża, prawda?
– Nie, testy często się mylą. Pani jest w wieku czterdziestu lat, weszła pani w okres menopauzy. To jeszcze potrwa kilka lat i teoretycznie może pani zajść w ciążę, ale teraz jej nie ma – uśmiechnęła się lekarka.
Magda wyszła z gabinetu. Na korytarzu czekała na nią Marta.
– No i co? Mów.
– Nic. Nie ma ciąży – odpowiedziała jej smutno Magda. – Fałszywy alarm.
– Uff! Magda, to dobra wiadomość! – odetchnęła Marta.
– To co? Ja muszę jeszcze wpaść do biura oddać projekt, a ty? Jedziesz do mnie czy zawieźć cię do domu? Możesz poczekać na mnie w aucie, jak nie chcesz się pokazywać.
– Nie, pojadę do domu, Marta.– Na pewno?
– Tak. Wiesz, Marta... mam ochotę się upić.
– To jedziemy od razu do mnie! Projekt oddam jutro, a dzisiaj upijemy się razem. Też mam doła – zdecydowała Marta.
Wsiadły do samochodu. Po drodze zatrzymały się tylko po to, żeby kupić wino. Wzięły dwie butelki, coś słodkiego i owoce.
Nie rozmawiały przez całą drogę, dopiero w domu się rozkręciły. Marta zdecydowała, że najpierw zjedzą śniadanie, bo obie były na czczo, później pójdą na spacer z Felkiem, potem zamówią sobie obiad do domu, a po obiedzie się upiją.
Magda zrobiła na śniadanie pyszną jajecznicę, Marta przyrządziła herbatę i zaniosła też jedzenie Felkowi.Po śniadaniu wyszły. Chodziły nad brzegiem Świdra, nawet dziki im nie wadziły. Wdychały czyste powietrze i napawały się piękną świderską scenerią.
Po powrocie do domu, zmęczone, ale już w lepszych humorach, zaczęły rozmawiać o pracy, o byłych partnerach, o wszystkim.
– Powiedz, Marta, ale tak szczerze... Czy twój mąż był twoim pierwszym? Wiesz, o co mi chodzi
– Nie, Marek nie był pierwszym i nie ostatnim. Przed nim chodziłam z takim Jackiem, byliśmy na jednym roku. To z nim miałam pierwszy raz.
Ale wiesz... wyśmiał mnie, że mam dwadzieścia jeden lat i jestem jeszcze dziewicą. Zerwałam z nim tego samego dnia. Boże, jak ja się bałam, że może zaszłam w ciążę! Ale nie zaszłam. Marek był po nim.
– Kochałaś go? Jacka? – dopytywała Magda.– Czy ja wiem? Nie wiem, Magda... chyba nie. A ty? Dlaczego jesteś sama?
– Wiesz, ja nigdy nie miałam szczęścia do chłopaków. Niby się kręcili, ale jakoś ich nie było. Później już tak... lata leciały, a ja cały czas sama. Trafił się w końcu jeden, trzy lata byliśmy razem, ale odszedł.
A później był Rafał, ale krótko. No i teraz Kostas. Ale to też już przeszłość.
– Zamawiamy obiad? – zapytała Marta.
– Nie wiem, nie jestem głodna. A ty jesteś? – Magda odpowiedziała pytaniem.
– Trochę tak. Zanim dowiozą, to minie z godzina. Co zamówić? Może danie dnia?
Nie czekając na odpowiedź Magdy, zadzwoniła do restauracji. Zamówiła dwa razy danie dnia – akurat był kapuśniak, ziemniaki, kotlet mielony i marchewka z groszkiem.
Obiad został dowieziony bardzo szybko, więc siadły do jedzenia. Po godzinie Marta otworzyła wino, nalała do kieliszków i przeszły do salonu.
Piły, a humory poprawiały im się wraz z każdym opróżnionym kielichem. Marta włączyła muzykę, zaczęła tańczyć i śpiewać, śmiały się nie wiadomo z czego.
– Magda, teraz to by nam się jakiś chłop przydał. Iść po Leona? – śmiała się Marta.
– Nie, jakiś młodszy by się przydał, ale nie ma.
– Chłopy to kutasy! – Marta padła na sofę. – Mówię ci, Magda. Oni by tylko chcieli cię przelecieć, a jak przelecą, to mają cię w dupie.
– Masz rację, Marta. Ale kochamy ich przecież.
– No... ja kocham jednego. Ale Magda, co mam zrobić?
– Mówisz o Jasińskim? – Magda spojrzała na nią uważnie. – Marta, daj sobie spokój. On jest dyrektorem i każda leci na niego
– Ty też? Magda, ty też?
– No też... Tyle że on nie chciałby takiej jak ja – stwierdziła smutno Magda.
Otworzyły drugą butelkę wina. Teraz obie piły na smutno. Wieczorem były tak padnięte, że zasnęły razem na jednej sofie w salonie.Po przebudzeniu się następnego dnia obie wyglądały jak koszmarki. Głowy ich bolały, w ustach było sucho, a trzeba było wstać i jechać do Warszawy.
Marta musiała zawieźć ten „cholerny projekt”, jak sama go nazywała.
– Magda – odezwała się. – Ja idę do łazienki. Kurwa, jak mi niedobrze, chyba się wyrzygam... – czknęła.
– Ty, jak chcesz, to idź na górę do łazienki. Możesz zostać, a ja skoczę do biura oddać...
Nie dokończyła. Pędem pobiegła do łazienki. Magda też poczłapała na górę, żeby wziąć prysznic. Nie chciała zostawać sama w domu Marty, postanowiła, że też pojedzie.
Wypiły po kubku mocnej kawy i po kilku minutach ruszyły w drogę. Marta podrzuciła Magdę pod blok, w którym mieszkała, a sama zawróciła do biura. W dresie i trampkach zjawiła się u dyrektora.
– Dzień dobry – powiedziała cicho. – Przywiozłam plany projektu, proszę. –
Położyła je na stoliku, który stał w rogu gabinetu.
– Marta... – odezwał się. – Nie poznaję cię. To ty czy nie ty?
Spojrzała na niego spod łba, naburmuszona, ale jeszcze grzeczna.
– Nie, to nie ja. Mój sobowtór.
– Ale ja nie mogę nic podpisywać z sobowtórem – roześmiał się.
– Kurwa – zaklęła. – To nie podpisuj. Idę stąd, bo nie mogę na ciebie patrzeć. Cześć.
Ale on był szybszy. Zasłonił jej drzwi całym sobą. Stanęła naprzeciwko niego, głowę lekko zadarła do góry i patrzyła mu prosto w twarz.
– Odejdź od drzwi, chcę wyjść. – Próbowała go odepchnąć. – Puść mnie, bo wyrzygam się na twoją koszulę! – zagroziła.
– Mam kilka zapasowych – roześmiał się. – Rzygaj. Garnitur też mam zapasowy.
– Jasiński, to ja stawiam warunki. Biznes to biznes, zapomniałeś? – powiedziała to bez sensu.
– Nie zapomniałem, ale pani bizneswoman jest chyba na potężnym kacu. Więc warunki dzisiaj stawiam ja. Może tak być?
– Nie może. Kurwa, odejdź od tych drzwi! – Zacisnęła pięści, ale nie miała siły, żeby go uderzyć
Jasiński ani drgnął. Patrzył na nią z góry tym swoim bezczelnym, rozbawionym wzrokiem, który zwykle doprowadzał ją do szewskiej pasji. Dzisiaj jednak, przez pulsujący w skroniach ból i rewolucję w żołądku, ten wzrok działał na nią jakoś inaczej. Obezwładniająco.– Nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie wypijesz herbaty i nie dojdziesz do siebie – powiedział tonem, który nie znosił sprzeciwu, choć w jego oczach wciąż tańczyły wesołe iskierki.
– A z tym sobowtórem... chętnie podpisałbym zupełnie inną umowę.
Marta prychnęła, próbując zachować resztki swojej legendarnej dumy.
– Chyba cię popierdoliło, Jasiński. Prędzej stąd wyjdę oknem, niż dam się zamknąć w klatce.
Zamiast odpowiedzi, dyrektor złapał ją delikatnie za ramiona i zanim zdążyła warknąć kolejne przekleństwo, posadził ją w skórzanym fotelu. Ku jej wściekłości – i skrytej uldze – fotel był cudownie miękki.
Jasiński wyszedł z gabinetu zostawiajac ją samą , a po chwili wrócił i postawił przed nią kubek parującej, miętowej herbaty. Dorzucił też małą, czekoladową pralinkę.
– Pij. I nie klnij tyle, bo ci żyłka pęknie, gwiazdo architektury – rzucił, siadając naprzeciwko niej.
Marta spojrzała na kubek, potem na niego. Przez dłuższą chwilę w gabinecie panowała cisza, przerywana jedynie tykaniem ściennego zegara. W końcu napiła się łyk. Mięta cudownie ukoiła jej ściśnięty żołądek.
– Magda też uważa, że jesteś kutasem – palnęła nagle, zupełnie bez sensu, opierając ciężką głowę o oparcie fotela.
Jasiński uniósł brew, wyraźnie zaskoczony.
– A to ciekawe. A ty? Też tak uważasz?
Marta zmrużyła oczy, patrząc na jego nienagannie skrojony garnitur, na lekko rozpięty kołnierzyk koszuli i na te cholerne, błękitne oczy, które śniły jej się po nocach w pustym domu.
– Uważam, że jesteś irytujący, bezczelny i stanowczo zbyt pewny siebie – burknęła, czując, jak nagle robi jej się gorąco.
– Ale z dwojga złego... wolę twoje zapasowe koszule niż samotne wieczory.-dopowiedziala w myślach .
Jasiński uśmiechnął się szeroko. To nie był jego służbowy, dyrektorski uśmiech. Był szczery, ciepły i... obiecujący. Wstał, podszedł do stolika, wziął projekt Marty i bez czytania podpisał go na pierwszej stronie. Potem schował pióro do kieszeni, podszedł do drzwi i przekręcił klucz w zamku.
– Biznes to biznes, Marto – powiedział cicho, podchodząc z powrotem do fotela.
– Projekt przyjęty. A teraz porozmawiajmy
o naszych warunkach na przyszłość.
Marta poczuła, jak ból głowy powoli ustępuje miejsca zupełnie innemu, przyjemnemu dreszczowi. Pomyślała o swoim dużym, pustym domu w Józefowie i o tym, że być może nadszedł czas, by na starym strychu w końcu urządzić coś nowego. Na przykład sypialnię dla kogoś, kto nie boi się szatana w spódnicy – nawet, jeśli ten szatan ma właśnie potężnego kaca.
cz.26 Po pamiętnej rozmowie i zachowaniu się w gabinecie dyrektora Marta znów miała kaca , tyle że tym razem był to kac moralny , trudny do zapomnienia .
Było jej po prostu wstyd .Nie wzięła wtedy nowego projektu , chciała odpocząć i zapomnieć . Zadzwoniła do Magdy z pytaniem czy nie wzięłaby sobie kilku dni wolnych , wyjechałyby gdzieś , w Polskę . Przyjaciółka wyraziła zainteresowanie i poinformowała ze może wziąć sobie kilka dni z pozostałego urlopu .
Marta planowała pojechać do Polanicy . O tej porze roku tłumów nie będzie , co najwyżej pacjenci sanatoryjni .
Umówiła się z rodzicami że na tydzień przyjadą do Felka . Był koniec września , a październik zapowiadał się słoneczny i piękny .
Pojechała po Magdę już w poniedziałek z samego rana i o godzinie ósmej rano , po śniadaniu które przygotowała Magda wyjechały . Umówiły się że będą prowadzić auto na zmianę Jazda do Polanicy Zdroju miała trwać około pięć i pół godziny , ale pdrodze zatrzymywały się na kawę czy na załatwienie potrzeb fizjologicznych . Dotarły