Romans · 14 min czytania
"Bo liczy się tylko moje ciało"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Późna jesień. Słońce prawie nie świeci, na drzewach nie ma liści. Wszystko jest szare i ponure. Ludzie chodzą źli, na wszystkich krzyczą i nie oglądają się za siebie.
W zatłoczonym pubie przy barze siedzą dwie osoby. On, blondyn z włosami do ramion w czarnym płaszczu. Ona brunetka z włosami za ramiona w czarnej bluzce bez rękawów. Przed nimi stoją dwa piwa. Ona bawi się słomką, a On opowiada jej dowcipy. Nagle się Ona uśmiecha i przytula do niego. On ja prawie dusi w swoim niedźwiedzim uścisku. - Dobra, już przestań. Zadusisz mnie! - Sama zaczęłaś – ze śmiechem powiedział On. - Ja wiem, bo się za tobą Słonko stęskniłam. Tyle czasu już nie rozmawialiśmy. Brakowało mi Ciebie – powiedziała lekko melancholijnym głosem. - Mi Ciebie też Piękna – zarzucił Jej rękę na ramię i przyciągnął do siebie, drugą ręką zaczął jej plątać włosy. - Przestań! Moja fryzura się popsuje. I jak ja będę wyglądać, gdy Michał przyjdzie? – Z lekkim zarzutem w głosie powiedziała. - No właśnie chciałem się już wcześniej zapytać, gdzie jest Twój chłopak. W ogóle, co Ty sobie wyobrażasz?! Myślisz, że możesz tak sama na imprezy chodzić, a on biedny siedzi sam w domu – próbował powiedzieć to poważnym głosem, ale po chwili uśmiechnął się. - On przyjdzie. Niedługo. A jeśli nie to idziemy do klubu i dojdzie. Nie ma obawy, pojawi się. - Ja myślę – teatralnie odetchnął. – A tak w ogóle to jak wam się układa? Dawno nigdzie was nie widziałem. - Tak jakoś czasu nie mamy. Sam wiesz, moja nauka, jego praca. Ledwo sami znajdziemy czas, żeby się zobaczyć, a co dopiero o imprezach mówić. Ale między nami wszystko w porządku – kończąc to zdanie na jednym oddechu uśmiechała się. Siedzieli dalej popijając piwo. Opowiadali sobie o szkole, pracy i swoich drugich połówkach. Gdy minęło pół godziny zaczęli się ubierać i kierować do wyjścia. Wszyscy na nich się patrzyli, a gdzieniegdzie dało się dosłyszeć czyjś głos: „To oni są razem? Od kiedy”. Jednak oni przechodzili dalej i tylko uśmiechali się pod nosem. Przed wejściem do pubu było sporo młodych ludzi. Wśród nich siedziała Ala i Magda. Kiedy On i Ona wyszli z pubu Ala wstała. - Ile można na Ciebie czekać? Rodziłaś tam czy jak? Idziemy jeszcze coś wypić? – Szybko powiedziała Ala. - Tak idziemy. Idzie z nami Adrian, bo też idzie na imprezę. Chyba się nie obrazicie? – Ona spojrzała się na Alę i Magdę. Nie widząc sprzeciwu ruszyła przed siebie. W cztery osoby poszli do sklepu monopolowego i kupili sobie po piwie. Kierując się na imprezę bredzili głupoty, przez co każdy się co chwilę śmiał. Nikt nie zwracał uwagi na to, że jest zimno. Każdy miał porozpinane kurtki, a Adrian zabierał wszystkim szaliki. Nagle Ona wydała z siebie pisk szczęścia. Podbiegła w podskokach kilka metrów i rzuciła się jakiemuś chłopakowi na szyję. Był to Michał, którego wszyscy dobrze znali. Miał na sobie skórzany płaszcz, ciemne krótkie włosy i spojrzenie, który przyciągało wszystkie dziewczyny. - No Michał, myślałem że już się nie pojawisz. Widzisz jak mnie te wszystkie dziewczyny męczą? – Śmiejąc się Adrian podszedł do Michała i podał mu rękę. W tym czasie Ala i Magda z pretensjami rzuciły się na Adriana okładając go szalikami. - My Cię męczyłyśmy?! Ty jeszcze nie wiesz co to jest męczenie! – Ala z Magdą prawie jednocześnie to powiedziały. - Dobrze, dobrze. Skoro chcecie się same okłamywać to niech wam będzie – Adrian powiedział uchylając się od szalików. - Och, ty wredna małpo – Ala już nie wiedziała jak go obrazić. - -Dajcie już biedakowi spokój – poważnym tonem powiedział Michał. Wszyscy się uspokoili i dalej zaczęli iść na imprezę. Ona i Michał trzymali się z tyłu. Michał był poważny i smutny. Ona chciała go jakoś rozśmieszyć, ale nie wychodziło jej. W końcu dała za wygraną i pozwoliła Michałowi się wygadać. W sumie nie było to wygadanie, ale raczej narzekanie na cały świat, łącznie z tym pójściem na imprezę, na którą Ona go wyciąga. W głosie Michała nie złości, ale lekka wymówka, której nawet nie starał się ukryć. Szła więc Ona ze spuszczoną głową nie wiedząc co powiedzieć. Kiedy siedzieli w parku pijąc zakupione piwo Michał prawie wcale się nie odzywał. Na imprezie sytuacja się nie zmieniła. Michał się nie bawił tylko pił piwo za piwem. Ona starała się go rozruszać i zachęcić do tańca. Po godzinie jej się to udało. Zaczęli się nawet razem śmiać. Całować. Zatańczyli wolną piosenkę. Jednak po północy Ona uznała, że już chce wracać do domu, bo zmęczona jest. Michał się nie sprzeciwiał. Szli trzymając się za ręce. Nic nie mówili rozkoszując się własną obecnością. Ona nagle się zatrzymała i wspinając się na palce pocałowała namiętnie w usta. Michał lekko ją odsunął. - Chodź szybciej, bo się spóźnimy – powiedział poważnie. - Ale ja chcę Ciebie pocałować, nie mogę? – Ona w ogóle się nie przejęła jego wybuchem złości. - Ja nie chcę żebyś mnie całowała. Tutaj są ludzie. - Ona rozejrzała się po pustej ulicy, która oświetlona była jedynie latarniami. - A teraz mi pokaż, gdzie są Ci ludzie – spojrzała się na niego pochmurnym wzrokiem. – Dlaczego nie mogę Ciebie nawet pocałować, kiedy chcę? - Bo ty tylko dostrzegasz moje ciało. Patrzysz na mnie jak na kawał mięsa, który nie ma nic w głowie – Michał podnosił coraz bardziej głos. - Dlaczego tak mówisz? Czy ja dałam Ci kiedyś powód do tego? Przecież to nie jest prawda, wmawiasz sobie jakieś głupoty – powiedziała proszącym tonem. - To nie jest prawda? A jak się zachowywałaś w klubie? Prawie się na mnie rzuciłaś. Czułem się jak kawał mięsa, który nie jest w stanie sklecić dwóch zdań. Potrzebny Ci jest tylko do łóżka, nic dla Ciebie nie znaczę. Chodźmy już – pociągnął ją za rękę i ruszył szybkim krokiem. - Stój. Ja chcę Ci coś wytłumaczyć. To nie jest prawda. Przecież to nie moja wina, że jesteś świetnie zbudowany... - Właśnie o tym mówiłem! – Michał przerwał jej nie zatrzymując się – Moja dusza się dla Ciebie nie liczy, tylko moje ciało. - Przestań to ciągle powtarzać, bo gadasz głupoty. Przecież sam wiesz, że na samym początku rozmawialiśmy. Gdybyś był głupi to my... - A więc teraz myślisz, że jestem głupim kawałkiem mięsa? – Z jego głosu biła złość. - Przekręcasz wszystko. Daj mi wreszcie skończyć to, co chcę Ci powiedzieć. Ubzdurałeś sobie coś i na siłę chcesz mnie zranić – w jej głosie nie było złości tylko smutek. Michał zatrzymał się. Stanął naprzeciw niej i podniósł jej brodę do góry, jakby chciał ją pocałować. - Bo ja chciałem Ciebie zranić – odsunął ją od siebie i ruszył dalej. Ona stała chwilę nim ruszyła za nim. Siłą wzięła go za rękę chociaż się wyrywał. Szli obok siebie w milczeniu. Żadne z nich nic…