Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 5 min czytania

"Bo ludzie boją się tego, czego nie pojmują.&

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Był późny wieczór niedzielnego dnia. Martha, żona szanowanego w mieście kowala, po wielu męczących godzinach powiła swe szóste dziecko. Niemowlę było małe i kruche, zbyt wcześnie zdecydowało się na opuszczenie łona matki. Dziewczynka, jak każdy inny noworodek, była pomarszczona i niemal łysa, ale akuszerka, mąż Marthy i nawet ona, przekrzykiwali się, święcie twierdząc, że jest najpiękniejszym dzieciątkiem w okolicy. Przekrzykiwali się tak, dopóki dziewczynka nie otworzyła oczu. Wtedy to wszyscy zamarli.

„- Są takie wspomnienia, które chowa się głęboko w sercu. Tak głęboko, aby wreszcie o nich zapomnieć.”

- Nie ściągaj tego, głupie dziecko. Co ludzie powiedzą, jak się dowiedzą, że dziecko Marthy i Ferta ma takie ślipia, co? Myśliszże? - Postawna kobieta siłowała się z przeszło dwuletnią dziewczynką. Była to mała, chuda kruszynka o pięknych, miedzianych lokach. Matka bezlitośnie obwiązywała jej głowę przepaską, która zasłaniać miała jej niewidome oczy. Tak, bo dziewczynka nie potrafiła patrzeć. Nie rozumiała tego, nie pojmowała świata, który ją otaczał, nikt jednak nie miał zamiaru jej go tłumaczyć. Ugryzła matkę w palec, ta zaś bez ogródek strzeliła jej ręką po tyłku. - Dobrześmy cię nazwali, Ebo, diable wrzosowy.

„-Dużo ja mam tych wspomnień. Tak dużo, że nie mieszczą się po kątach i wypełzają, kąsając mnie od nowa.”

- Mamulu! Tatko! Mateńko, to mnie goni! Ratujcież mnie! - Głośny krzyk nastoletniej dziewczyny niósł się przez pół wioski. Ta zaś biegła przed siebie, bezradnie machając rękoma. Potykała się i przewracała, podnosiła i znów biegła. Tak w nieskończoność. Była święcie przekonana, że goni ją wielki, straszliwy potwór z otchłani. Taki, którym straszyli starsi. Nie wiedziała, że jeden z rówieśników przywiązał jej do sfatygowanego fartuszka sznurek, do którego przymocowane były butelki.

„- I mimo, że staram się znaleźć w nich dobre strony, wciąż tak samo wydają mi się przykre.”

Na parapecie okna siedziała drobna kobietka. Odziana była w znoszoną suknię, zbyt dużą zresztą na nią. Machała bosymi stopami do rytmu piosnki, którą śpiewano na dole. Młodzież zebrała się przy ognisku i bawiła. Tańce i śpiewy były pyszne, a śmiech rozbrzmiewał niemal na okrągło. Drzwi skrzypnęły przeciągle i do pokoju, w którym siedziała weszła Martha. Popatrzyła przez chwilę na swą córkę, błagając bogów w duchu o…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%