Inne · 4 min czytania
Bo najlepszy jest wybielacz!
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kiedy byłam jeszcze małym dzieckiem, często wracałam do domu brudna. Moja mama – idealna czyścioszka, wrzucała upaćkane ubrania do pralki i wciskała we mnie nowe, czyściutkie wdzianko… Na wszystkie mamuty, jak ja tego nie lubiłam! Biegłam wtedy do piaskownicy, szukałam jakiegoś wyjątkowo brudnego (a przyznam, że najbardziej lubiłam błoto) miejsca i z szerokim uśmiechem zostawiałam widoczne ślady na śnieżnobiałym podkoszulku. Mama, patrząc na moje zmagania przez okno, kiwała z dezaprobatą swoją czupryną (właśnie zrobiła sobie trwałą. No ba! Taka moda była!), aby po chwili skierować swoje kroki ku jej wysokości, pralce. Po kilkudziesięciu okrutnych minutach moje wspaniałe błotne arcydzieła ponownie stawały się ślicznymi, białymi ciuszkami… Ach, te czasy… Ile to trzeba było namęczyć się, ażeby pozbyć się takiej plamy… A teraz? Nie pstrykniesz palcami, a już ląduje w nich nowy, genialny wybielacz z szeroką instrukcją obsługi. Życie jest już takie łatwe… Lejesz kilka kropel… Wstajesz, jesz śniadanie, idziesz do pracy, wracasz, czasem krzyczysz na dzieci, a czasem pochłonie cię całkowicie tysięczny odcinek ulubionej telenoweli… Cudowna rutyna. A najlepsze jest to, że Twój kołnierzyk ciągle jest śnieżnobiały! Bo cały sekret, moi państwo, tkwi w tym, żeby umieć się dostosować i stopić z tłumem. Tak jest! Uczyć się pilnie przez całe ranki, skończyć studia, poszukać pracy (choć niekoniecznie znaleźć, bo przecież liczą się chęci), założyć rodzinę… Potem jeszcze trochę ponarzekać, mówić jaki to świat jest okrutny, i że politycy tacy źli (bo gdybym to ja tam był!)… A na sam koniec pochwalić się wszem i wobec, że ma się najczystszą koszulę w całym towarzystwie! Czyż to nie cudowne? A co dzieje się z