Melodramat · 2 min czytania
"bo ona jest siecią, serce jej sidłem, a ręce jej
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Była jesień... Świat tonął w zaspach liści. Gnijące szczątki roślinne walały się dosłownie wszędzie. Zwykłe ulice, trotuary, bulwary, słowem wszystko było zalane listowiem wszelakich barw jesieni. Szli polną ścieżką - oni wszyscy i oni dwoje, a naprawdę tylko on sam. Sam jeden, choć o tym nie wiedział. Lekki ruch powietrza, jaki można zaobserwować w górach tylko jesienią, poruszał jej włosy. Jej pokryte różem-ciepłym-chłodem policzki nie pozwalały jego oczom oderwać się. Odwracały jego uwagę od drugiego cudu, który był tylko banalną jej poświatą. Zarazem świadectwem, że piękno jedno ma źródło. Na trawie leżała rosa, która moczyła ich buty. W pierwszych promieniach poranka połonina, roztaczająca przed idącymi zapierający widok, zdawała się parować. I w istocie tak było. Wszyscy wiedzieli, że idąc tędy parę dni później, nie znaleźliby tych mieniących się w rannym słońcu pereł. Tom wiedział, że oni naprawdę należą do siebie. Pamiętał, o czym rozmawiali i co robili na jej…