Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Aktualności · 10 min czytania

Bo tyś jest moim pasterzem...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Bo tyś jest moim pasterzem…”

Miałam piętnaście lat, gdy pierwszy raz mnie dotknął. Och nie, nie bezpośrednio, po prostu musnął dłonią moje włosy, powoli, bardzo delikatnie. Miał trzydzieści lat, czuły dotyk, słodki uśmiech. Spokojny, zawsze opanowany głos, i te cudowne, mądre oczy. Wspaniale opowiadał o życiu, dzielił się mądrościami, doradzał. Dotknął mnie pierwszy raz, niewinnie, przypadkowo wręcz… Miałam wtedy piętnaście lat. On trzydzieści. I był księdzem… Było to przed rekolekcjami, w kwietniu 1992 roku. - Świetnie to zagrałaś – powiedział wtedy głaszcząc mnie przez chwilę po głowie. Poczułam jak zadrżał, po chwili odsunął dłoń, przewrócił kartki z akordami i zaintonował jakąś wesołą melodię na organach. - Dobrze, dziewczęta, jeszcze raz to samo – powiedział uśmiechnięty łaskocząc Ewelinę pod ramieniem. Pamiętam do dziś jej chichot i czerwony rumieniec na policzkach. Gdyby dziś żyła, byłaby piękną kobietą… - Jak i tym razem wyjdzie dobrze, stawiam oranżadę! Zapiszczałyśmy radośnie. Ksiądz wikariusz uwielbiał nas rozpieszczać. Byłyśmy jego oczkiem w głowie, wspaniałym chórkiem dziewczęcym, z którym moja przygoda zaczęła się rok temu, podczas kolędy, gdy babcia pochwaliła się wikariuszowi, że uczę się grać na keyboardzie. Ksiądz był wtedy nowy w parafii, miał wiele pomysłów, jednym z nich był chórek. Zgodziłam się, babcia nie znosiła sprzeciwu, mama także, szczególnie, gdy prosił o coś ksiądz. Jaka to wielka radość rozpierała je wtedy! Kochana córeczka w służbie parafii! Duma na całą wieś! Lubiłam z nim zostawać sama. Koleżanki także. Opowiadały, że częstował je piwem, cukierkami… Kinga dostała paczkę papierosów. Powiedziałam o tym mamie, tak w żartach, przy wyjściu do szkoły. Uderzyła mnie po raz pierwszy. Po raz pierwszy tak mocno… obrywałam często, a to za to że nie zmówiłam pacierza, że brzydko napisałam coś w zeszycie, że nie śpiewałam razem z wiernymi w kościele. Zawsze po tym szlam do niego, na rozmowę. Słuchał mnie, mówił, że rodzice troszczą się tak o mnie, że moja wiara jest krucha, i że on się za mnie modli. Opowiadał, że Bóg dał mi talent, który jest miły Kościołowi. Że w ten sposób daję szczęście Bogu i rodzicom. Obiecałam być posłuszna, nie chciałam nikogo zawieść… Dwa lata później dotknął mnie po raz drugi. W czerwcu, na ognisku klasowym, gdy poprosił mnie o zagranie młodzieżowego utworu. Nie bardzo mi szło, wolałam klawisze od tego kawałka deski z kilkoma drutami po środku… Usiadł obok, na kawałku konara, po miedzy mną a Mileną. Uśmiechnął się słodko, wziął gitarę i pokazał pierwszy akord. Czułam jego oddech, jego broda otarła się o moje nagie ramię. Zadrżał przełykając głośno ślinę. Zaraz wstał, odszedł na bok niosąc wielki, wiklinowy kosz. - A teraz cisza, to nasza tajemnica – mrugnął do nas okiem wyciągając kilka piw. Chłopaki zarechotali klaszcząc w dłonie. Od dawna zabiegał o ich sympatię, teraz mu się udało. Rozdał butelki, powrócił na miejsce obok mnie i Mileny, podał nam po piwie. Nie odmówiłam. Upiłam łyk, zagrałam akord. Znów nie trafiłam czysto w struny. Pieprzony instrument, pomyślałam wtedy, a on objął mnie ramieniem, ręką poprawił moje palce na gryfie, drugą ręką pokazał jak pociągać strunę za struną. Milena poszła na bok, chyba do Janka. On puścił moje dłonie, lekko przesunął palcami po ramionach. - Pokaż, ja to zagram – odebrał mi gitarę, podał napoczęte piwo i zaczął grać. Szumiało mi w głowie… - A teraz ty – szepnął i zwracając mi gitarę musnął nadgarstkiem moją pierś. Jęknęłam, cicho, bezwiednie. Czy była to rozkosz, strach, podniecenie? Nie wiem. Pamiętam, że przepraszał, gdy zerwałam się z miejsca. To przypadek, mówiłam potem. Za dużo sobie wyobraziłaś, głupia idiotko! To ksiądz, powtarzałam w myślach. Opuściłam jednak próby, nie zagrałam na apelu, za co ojczym popodbijał mi oczy. To nie było już ważne. Poznałam jego gdy wyjechałam na wakacje do drugiej babci, Joanny. Marcin miał wtedy dziewiętnaście lat, zawsze ubrany na czarno, długie włosy… Spotkałam go na cmentarzu, w lipcu, robił zdjęcia starym grobom. To on pierwszy zagadał. Byłam bardzo nieśmiała, cóż, nadal jestem… Sierpień, 1995 roku. Powrót do domu pamiętam do dziś. Na przystanku spotkałam Kasię. Była mokra od łez. Przytuliła się mocno, po czym pokazała zmiętą klepsydrę. Ewelina nie żyła! Powiesiła się na dzień przed moim przyjazdem. Tydzień temu zostawił ją chłopak, chyba nie umiała postąpić inaczej… Na pogrzeb przyszła cała szkoła. Ksiądz bardzo to przeżywał, po ceremonii podszedł do nas, uściskał wszystkich z osobna. Nie opierałam się, nie była to pora na jakiekolwiek urazy. Wróciłam na próby, nie przebywałam już z nim tylko we dwoje. Aż do chwili. Wtedy dotknął mnie po raz trzeci… Miałam zabrać teksty pieśni, nic więcej, wpaść na chwilę i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bo tyś jest moim pasterzem... — czytnik · opowiadania