Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 5 min czytania

Bóg umarł

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Echo niosło donośny śmiech. Dźwięk charczącego człowieka wkręcał się głęboko w świadomość. Nieprzerwane strumienie radości niosły echem po myślach. Odganiały całe starania na skupienie, na koncentracje. Spazmy rechotu ciskały w jego skronie bólem i wstydem. Świadomość tego że nie podołał dociskała but na jego twarzy jeszcze bardziej ku ziemi. Nos zanurzony w brudnej powierzchni wybiegu dla psów dawał znaki krwawienia, w efekcie powodując krztuszenie. Ciągnące się rechotanie nie mające się ku końcowi, rodziło bunt i rezygnacje… ale w niczym nie podparte. Wola walki dawno zgasła… teraz pozostawało czekanie na to co się może dziać dalej. Ujadające psy wokoło dodawały tylko uroku chichotowi unoszącemu się nad jego głową. Kakofonia dźwięku paraliżowała słuch. Ale nie sposób było to przerwać. Złamana noga nie pozwalała nawet na przyklęknięcie i błaganie o litość. Stłuczone żebra i obite pałką nerki nie dawały siły by podnieść głos; głos w którym można by wyrazić swój bunt swoją boleść… zostało sapanie i czekanie. Charczący głos nie panował nad sobą… ślina z domieszką naprocentowanego płynu spadała wokół. Brudny glan który wcześniej zanurzył się w nieczystościach po podopiecznych ześlizgiwał się po przeciętej skroni. Gdy but spadł na ziemie zahaczając nos wywołując chrzest i kolejny spazm bólu, pociągnął za sobą drugą stopę. Stojąc chwile, oddalił się na ławkę stojąca pod barakiem na psie żarcie. Usiadł na niej. Jedno oko będące spuchnięte i zalane posoką z nosa było zamknięte. Drugie skierowane było na postać kata. Był taki jak siebie sam opisywał. Pożółkłe zęby, nie odstępujący papieros w ustach, szyjka butelki wystająca z kieszeni. Czarne bojówki, koszula, eleganckie spinki w mankietach i płaszcz. Kozia broda… ruda. Splunął na bok i przypatrywał się w leżącemu przed nim. Psy nieustannie dawały popis swojemu kunsztowi, który w niewoli, za kratami, w ciasnych pomieszczeniach, głodem, strachem i zwierzęcą zasadą że przeżyć może tylko silniejszy dawały znać że nienawidzą nowego obcego zapachu siedzącego pod barakiem. Choć, wystarczyłby tydzień, może pięć dni. A głodem… kijem i marchewką, miały by nowego pana. Nie ma prawa i sprawiedliwości, rządzi ten kto silniejszy. Równość odmierzała by tylko zjeżona sierść i podniesione wargi. Siedzącemu uśmiech nie schodził z twarzy. Czekał. Miał czas, zawsze miał czas. Nigdy się nie spieszył. Wyciągnął…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bóg umarł — czytnik · opowiadania