medycyna · 7 min czytania
Ból niejedno ma imię
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Czy można polubić ból? - Głupie pytanie, nieprawdaż?
Przepłoszona dźwiękiem budzika z trudem podnoszę się z pościeli. Dziś muszę stawić się w szpitalu, szwy znowu puściły. Niedługo minie czwarty rok od tego cholernego wypadku, a mnie ciągle coś jest. Gdy myślę o kolejnej operacji szarzeję wraz ze świtem i czuję przejmujący dreszcz w nerkach. Moja świeżo zoperowana ręka zostaje na poduszce, jakby należała do kogoś innego, rzekomy staw boleśnie przypomina o swoim istnieniu.
- Panie Doktorze, ma być dobrze, ale kiedy?
Mój lekarz był ze mną szczery jak zwykle, dobrze wszystko wytłumaczył od samego początku, kładąc akcent na każdej sylabie. Niektóre słowa powtarzał po dwa razy, kiedy brakowało mu jakiegoś słowa robił się czerwony z wysiłku. To dobry człowiek.
- Pamiętasz śnieg?
Co jakiś czas pyta, a ja kiwam głową, że tak. Nie robi tego celowo. Jak mam nie pamiętać tamtej zimy? To miał być dzień taki jak inne. Wracałam obładowana książkami ze szkoły do domu. Sznur lśniących samochodów wlókł się wolno ulicą, chyba się zagapiłam i poślizgnęłam na lodzie lub błocie, zresztą czy to istotne na czym. Do dziś wspominam lodowaty dotyk śniegowej pryzmy, czuję w ustach smak stygnącej na mrozie krwi, w przymkniętych oczach błyska mi czarny motyl przerażenia. Uderzając głową o lód pękłam jak jajko, moja biała kurtka rozpostarła się niczym skrzydła bociana, chciałam krzyknąć: pomocy, ale moje usta odmówiły mi posłuszeństwa. Trochę tak brzydko odróżniać się od ludzi, ale musiałam leżeć i cierpliwie czekać, aż ktoś w końcu wezwie karetkę. Kręciło się tam sporo ludzi. Raz, dwa, trzy... Może z tuzin. Obok mnie jakiś mężczyzna częstując dziecko słodyczami, pokazywał mu mnie palcem. Grubas w czerwonej czapce właśnie kupował gazetę, spytał mnie, co ja tam w zasadzie na dole w tym błocie robię.
Jak to co, nie widać? Leżę. - Chciałam odpowiedzieć
Część 22 / 2
Leżałam tak nieruchomo od jakiegoś czasu. Podchodzili i pytali, co ja tu robię i w ogóle. Te wyrazy szczerości działały na mnie jak terapia szokowa. Czy przesadzam, a może to osobliwe poczucie humoru? W porządku, mieli motyw, to forma uciszania resztek sumienia, która im chyba pozostała. Zacisnęłam kolana i przestałam się trząść. Taki jest świat, człowiek nie zawsze jest na niego gotowy. Jedno nie ulega wątpliwości, że stałam się w gruncie rzeczy kimś lepszym od tego leżenia. W pozycji horyzontalnej więcej widać, pomijając już wszystko inne.
- O tej porze ulice Łodzi są zakorkowane! – wykrzyknął rosły sanitariusz w czerwonym kombinezonie, wrzucając mnie na nosze.
- Cholernie boli mnie głowa, czuję się podle – jęknęłam.
- Nic dziwnego, nieźle przywaliłaś – odpowiedział, nie podnosząc tyłka z siedzenia w karetce.
Byłam pewna, że doskonale się rozumiemy. W ten sposób rozpoczęła moja wieloletnia znajomość z ludźmi w białych kitlach, chociaż w zielonych jest im bardziej do twarzy. Zaprzyjaźniłam się z kolejkami w przychodniach, karetkami, twardym łóżkiem szpitalnym i wodnistą zupą z kotła, gotowaną na gwoździu. Po czterech latach i kilkunastu operacjach nie cierpię na jej brak, czuję nieustannie jej obecność. Przybiera rozmaite kształty i kolory. Woń szpitala to mój zapach, nawet się z nim zżyłam, polubiłam, bo wiem, że mnie opuści po przekroczeniu progu miejskiego szpitala. Nie umiem tylko pokochać bólu, nie zawsze pomagają tabletki, gdy go czuję chce mi się wyć.
Moje oczy są nadal zielone, to kolor nadziei. Lubię psy i wszystkie…