Inne · 3 min czytania
Bóle porodowe
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wyłażę przez okno, rozleniwioną łapą przyciągam do siebie góry i łapczywie pożeram jagody. Zrzucam z siebie noc, pogardziła mną i utaplała w koszmarnych wizjach. Upadlała mnie przez całe godziny, wycisnęła pot i nadzieję na dobry humor. Muszę uciec, ukryć się. Znikam za krwiobiegiem liścia, za korą z drzew, za rzędem igliwia. Nie chcę wracać. O piątej rano nawet grzybom nie chce się gadać. I dobrze. Nie muszę się z niczego tłumaczyć, przemywam oczy poranną rosą i czuję ulgę. Tlen już zrobił swoje. Kiedy wrócę do domu zgaszę ten pejzaż i ucieknę w noc. Chowam się za drewnianym biurkiem, uciekam przed twoim wzrokiem, jest mi wstyd. Zbierałem słowa i obrazy, zbierałem myśli i nie potrafię ich złożyć. Nie jestem dumny z pokrywania papieru zdaniami, nie jestem dumny z prób opisu rzeczywistości na mój sposób. Nie jestem dumny. Nie potrafię. Nie dołączę do rzesz Mickiewiczów, Grass`ów, Tołstojów, Gombrowiczów. Nie chcę chwalić się szarymi brulionami. Wiem, kiedy miałem pięć lat obiecałem ci, że będę pisarzem. Wybacz lustro. Kumple obiecali, że będą strażakami, a handlują rozbitymi gratami z zachodu. Zakrywam twarz udami wyuzdanych kobiet na telefon. Beznamiętnie oglądam ich udawane orgazmy, nienaturalne krzyki i miny jak z kabaretu. Dławią się męskością wąsatych kafarów rodem z wiejskich dyskotek. Dotykam monitor w miejscu gdzie powinna być miłość. Znajduję szklany lód i numer telefonu pod