Przyjaźń · 5 min czytania
"Boli? Tylko tylko pozory... autoagresja"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kolejna szrama. Kolejna blizna. Kolejna dawka bólu. Boli? Nie… pozory. A pozory często mylą. Za często. Kochałam go. Kolejny sznyt. Tak do szaleństwa. Ostry scyzoryk błądzi po mojej cienkiej skórze. Sprawdzałam. Przeciąłby ją w sekundę. Ale ja nie chcę skończyć. Kocham go. Drań. I następna czerwona plama. I co z tego? Gdy boli fizycznie, nie boli w środku. Tylko na zewnątrz. Nie mogę w domu. Ktoś by mnie nakrył i do psychologa wysłał. Tego by brakowało. Nie jestem nienormalna! Ja po prostu nie chcę, żeby bolało. W środku. Zamknęłam się w nieczynnej toalecie. Damska, czy męska, rybka mi to. Ważne, że nieczynna. Popatrzyłam na mój nieodłączony przedmiot. Scyzoryk. Jakie to… pospolite… rzuciłam nim o ścianę. Z torby odczepiłam agrafkę. Zawsze kochałam się w agrafkach. Są takie ostre… Otworzyłam jedną. Rozejrzałam się po moim ciele. Zdjęłam polarową bluzę. Nie służyła mi za ciepło. Osłaniała moje blizny przed cudzym okiem. Na moich rękach było już tyle fioletu, czerwieni… strupów też. Ale znalazłam „czyste” miejsce. Wbiłam. Bolało? Nie… pozory. Pociekło. Cholera, będę musiała coś wymyślić przed rodzicami. Nie mogą zobaczyć plam krwi. Nadal zastanawiam się jak mogą być aż tak ślepi, żeby nie widzieć moich ran? Aż tak mało ich obchodzę… po co mieli by się mną przejmować… Mam tego dość! Pozwoliłam agrafce tańczyć jak chce. Zaczęła pisać. Jego literę. Imię. STOP! Muszę zapomnieć… Muszę zapomnieć o NIM. Muszę zapomnieć o niekochających rodzicach. Zapomnieć o beznadziejnej przyszłości! Zapomnieć… tylko tego chcę… -Karolina? Jesteś tu? – usłyszałam. Michał. Szuka mnie. Jedyna osoba, która się mną przejmuje. Mało? Sama nie wiem… powinno być wystarczająco. -Karola? – powtarzał. Skuliłam się w sobie. Wbiłam agrafkę mocniej. Mocniej. Niech boli. Chcę się wreszcie doprowadzić do płaczu. CHCĘ! -Boże… - szepnął – dziewczyno, zgłupiałaś? Co ty wyprawiasz?! – Podbiegł. Wyciągnął agrafkę. Nie bolało. Pozory. Czerwony strumyczek. Małe źródełko. Rzeka. -Co ci odbiło?! -Oddaj – powiedziałam cicho. -Nie ma mowy! Wstawaj. Chodź. Zaopatrzymy te rany. -Oddaj – powtórzyłam. Spojrzał na mnie przerażony. -Oddaj – znowu odezwałam się. Nie wiedziałam czemu. -Nie – powiedział stanowczo. Podszedł do mnie. Wyjął chusteczkę z kieszeni. Wytarł krew. Ze mnie, nie z podłogi. Jakie to dziwne… chyba po raz pierwszy byłam ważniejsza niż podłoga. Pociekła łza. Nie. Nie czerwona. Przezroczysta. Wytarł i ją.…