Akcja · 16 min czytania
born2die (cz.3)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
17
W studio telewizyjnym trwały ostatnie przygotowania do emisji programu. Ustawiano oświetlenie, kamery, sprawdzano mikrofony. Po chwili miejsca za stołem zajęło kilka osób. Reżyser programu rozpoczął odliczanie. – Kameraaa! – Przedstawiam państwu – rozpoczął prowadzący program dziennikarz – nowego dowódcę specjalnej brygady do walki z terroryzmem. Panie pułkowniku, czy zechciałby pan zrelacjonować telewidzom kroki, jakie ma pan zamiar podjąć w celu likwidacji plagi terroryzmu, jaka rozpleniła się ostatnio w naszym kraju? – Ma pan rację, redaktorze, porównując terroryzm do plagi. Powiem więcej – to jest rak toczący żywe ciało organizmu państwowego – i, jak w przypadku raka, leczenie jest trudne, acz nie niemożliwe. Zmuszeni jesteśmy podjąć zdecydowane kroki i obiecuję, że najdalej w ciągu... – w tym momencie z głośnym hukiem pękła żarówka w jednym ze znajdujących się w studio reflektorów. Słysząc huk, pułkownik wykazując się znakomitym, zdobytym w wielu akcjach zbrojnych refleksem, wykonał gwałtowny unik.
18
W tym samy czasie, w kamperze stojącym na ulicy nieopodal gmachu telewizji siedział szef z Mariem, oglądając program o walce z terroryzmem. Oprócz normalnego, turystycznego telewizora znajdował się tam drugi, na ekranie którego, nieco powyżej środka, widniało wyrysowane flamastrem kółko. Cały niemal ekran telewizora pokazywał twarz pułkownika, natomiast na monitorze kontrolnym widać było ogólny plan studia. – Porca mizeria! – zaklął szef. – Kiedy w końcu ta pieprzona kamera zmieni kadr? Jak na zawołanie obraz na monitorze zaczął się zmieniać, ukazując twarz pułkownika w coraz większym zbliżeniu. W końcu kółko na monitorze wskazało na czoło pułkownika. – Szefie! Teraz! Szef nacisnął przycisk na pilocie. Obraz na monitorze zniknął. Spojrzeli na telewizor – na ekranie widać był opadającą na bok głowę antyterrorysty. – Załatwione! Szef zatarł ręce z zadowoleniem. Wsiadaj za kółko i spierdalamy stąd! Po przejściu do przedniej części samochodu nie mogli dostrzec, że pułkownik gwałtownie wstaje z krzesła. Nie dosłyszeli też głosu redaktora prowadzącego: – W związku z próbą zamachu, zmuszeni jesteśmy przerwać nasz program. Przepraszamy państwa i zapraszamy do obejrzenia bloku reklamowego. W sąsiednim studiu, oznaczonym literą „C”, odbywała się w tym samym czasie próba nagrania koncertu, w wykonaniu orkiestry rzymskiego konserwatorium. Nagle grająca na flecie dziewczyna, osunęła się na podłogę. Z jej głowy pociekła strużka krwi. Tymczasem w studiu „D” prawie wszyscy zgromadzili się obok szczątków kamery. Tylko pułkownik nie zwracając uwagi na miejsce, z którego padł strzał podszedł do ściany, z zainteresowaniem spoglądając na otwór wybity przez pocisk w miękkiej dźwiękochłonnej ścianie studia. Przyłożył oko do otworu. – Wezwijcie policję. Niczego nie dotykajcie, nikt też nie może opuścić studia – wykrzyczał, po czym wybiegł na korytarz. Szybko odnalazł drzwi do sąsiedniego studia i wszedł, a raczej wbiegł do środka i pochylił się nad leżącą dziewczyną. Zbadał tętno na szyi poszkodowanej. – Ambulans! Natychmiast!
19
Na wieść o tym wydarzeniu większość stacji telewizyjnych przerwało swoje programy. – Dziś, w studio telewizyjnym – informował reporter Telegiornale – w Rzymie doszło do zamachu skierowanego przeciwko dowódcy specjalnej brygady do walki z terroryzmem. Na skutek zbiegu okoliczności, planowana ofiara tego zbrodniczego aktu wyszła z opresji bez szwanku, natomiast poważnego urazu doznała dziewiętnastoletnia studentka konserwatorium – Sandra Bertolucci. Poszkodowaną przewieziono do kliniki Giuseppe Gemelli, gdzie została otoczona troskliwą opieką lekarską. Jak poinformował nas rzecznik prasowy kliniki, życiu jej nie zagraża niebezpieczeństwo, wystąpiło jednak uszkodzenie wzroku i grozi jej całkowita ślepota... Na ekranie ukazała się twarz, ładnej, uśmiechniętej dziewczyny. – ... kiedy wreszcie uda się położyć kres zbrodniczej działalności wszelkich grup terrorystycznych!? Kiedy na ulicach naszych miast przestaną ginąć niewinni ludzie? Dlaczego takie dziewczyny, jak Sandra nigdy nie będą mogły zobaczyć słońca? Dlaczego!? Dlaczego!? Dlaczego!? – Kurwa mać! – wysyczał przez zęby oglądający ten program Tino, po czym zerwał się z fotela i wyłączył telewizor.
20
Część 22 / 2
Na szpitalnym łóżku leżała Sandra. Głowę miała owiniętą opatrunkiem. Jej oczy również zostały zasłonięte. Podeszła do niej pielęgniarka z wielkim naręczem kwiatów. – Kwiaty dla panienki. – Dziękuję siostro. Od kogo? – Przyniósł je jakiś młody człowiek. Nie przedstawił się.
21
Po kilku dniach Sandra zaczęła siadać na łóżku. Opatrunek z jej głowy już zdjęto, a na oczach zamiast opaski miała ciemne okulary. Do pokoju weszła pielęgniarka. – Znowu kwiaty dla ciebie, Sandro. – Od niego? – Jak zwykle. – Jaki kolor? – Czerwone. – Mój ulubiony – wyciągnęła ręce, by przejąć bukiet od pielęgniarki. Wtuliła twarz w bukiet, rozkoszując się jego zapachem. – Siostro, jeśli jutro przyjdzie tu znowu, to proszę go do mnie przyprowadzić. Bardzo proszę. – Dobrze, Sandro – spróbuję. Kiedy następnego dnia Tino ponownie przyszedł do szpitala z naręczem świeżych kwiatów, pielęgniarka prawie zmusiła go, do odwiedzenia Sandry. Zaprowadziła go przed drzwi sali i odeszła. Tino przez chwilę spoglądał przez szybę na bladą, niemal całkowicie niknącą za ciemnymi okularami twarz Sandry, po czym nieśmiało zapukał. – Proszę – powiedziała Sandra. Mimo, że nie wiedziała, kim jest gość, przeczucie podpowiadało jej, że musi to być tajemniczy adorator. Jej twarz w jednej chwil nabrała rumieńców. Tino wszedł na salę, zbliżył się do łóżka i wręczył Sandrze bukiet. – To ja... Dzień dobry – wydukał nieśmiało. – Dzień dobry... – Zapadło kłopotliwe milczenie. Sandra zaczęła gładzić dłonią kwiaty, – Jakie? – Herbaciane róże. – Moje ulubione... Dziękuję panu. – Zlizała z palca kropelkę krwi. – Jestem Tino. – Dziękuję ci, Tino. To bardzo miłe z twojej strony, że przynosisz mi tyle kwiatów. Szkoda tylko, że nie mogę ich zobaczyć. – Tych jeszcze nie, ale za kilka dni na pewno już będziesz mogła... – Nie, nie będę mogła. Już nigdy nie będę mogła zobaczyć żadnych kwiatów! – gwałtownie powiedziała Sandra – żadnych kwiatów... – zawahała się nieco – ani ich ofiarodawcy. – Uspokój się, – Tino ujął ręce Sandry w swoje dłonie – na pewno wszystko będzie w porządku. Puścił dłonie dziewczyny i ukradkiem ścierając płynącą po policzku łzę nagle zaczął okazywać nienaturalny pośpiech: – Przepraszam cię, muszę już iść, ale jutro przyjdę znowu.
Kilka tygodni później, do Sandry wypoczywającej na leżaku rozłożonym na tarasie przyszedł Tino, z kolejnym bukietem w ręku. – Cześć Sandro! Słysząc jego głos Sandra zerwała się z leżaka i padła mu w ramiona. – Ach, Tino, tak się cieszę! Profesor powiedział, najpóźniej za tydzień wyjdę z kliniki. – To wspaniale. Będziemy mogli się pobrać. Twarz Sandry spochmurniała. – Tino, wiesz przecież... Nie mogę przyjąć twojej propozycji... Nie chcę... nie mogę być dla ciebie ciężarem. – Ależ Sandro, kocham cię. Nie wolno ci tak mówić! – Mylisz się, Tino. To nie jest miłość, tylko litość. Nie wierzę, że mógłbyś pokochać kalekę. – Uwierz mi. Nie mam wątpliwości, ze łączy nas najprawdziwsza i najpiękniejsza w świecie miłość. Przecież tyle razy ci to tłumaczyłem.
22
Profesor Carlsson siedział za biurkiem w swoim obszernym gabinecie, gdy rozległ się sygnał interkomu. Profesor nacisnął przycisk. – Panie profesorze, doktor Werner do pana. – usłyszał głos sekretarki. – Niech wejdzie. Do gabinetu wkroczył, a właściwie wpadł młody, dobrze zbudowany blondyn z mocno zarysowaną dolną szczęką. – Finis coronat opus! Mamy to w końcu, panie profesorze. Próby na zwierzętach wypadły