Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 16 min czytania

Boskie Rachunki część pierwsza

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Boskie Rachunki część pierwsza

Mechaniczny ptak skrzypiąc przekręcił głowę i patrzył teraz swoimi oczami z paciorków prosto na pochylającego się nad nim chłopaka. Dwa razy zatrzepotał stalowymi skrzydłami, jednym minimalnie wolniej od drugiego. Inspiracją projektu musiał być tukan lub inny egzotyczny gatunek o wielkim dziobie, za to śmiesznie malutkim ciałku. - Szkaradztwo… - stwierdził młody mężczyzna i przewrócił oczami - Nie rozumiem, czym się tu zachwycać, przecież to najpaskudniejszy… - Szkara-ara… dztwo… - wydobyło się nagle z wnętrza stalowego zwierzaka, a jego dziób na zawiasach zaczął się energicznie zamykać i otwierać – dztwo, dztwo, dztwo, dztwo… - Łoł! - Chłopak momentalnie odsunął głowę i zrobił wielkie oczy, po chwili zachichotał i znowu zaczął przyglądać się zwierzakowi z bliska – Niesamowite! Właściciel dziwacznej maszyny zaśmiał się tubalnie i trzepnął ptaka lekko w głowę, tak, że ten przestał powtarzać ostatnią sylabę. Zaczął za to skrobać metalowymi szponami niewysoką szafkę, na której stał, aż wióry leciały. - Jak to działa? – Młodzian dociekliwym wzrokiem spojrzał na posiadacza mechanizmu – Chyba nie wsadził pan tam wróżki?! - Oburącz uniósł ptaka w górę i zaczął nim potrząsać, z wnętrza zwierzaka poczęły wylatywać niewyartykułowane dźwięki, a głowa obracać niesamowicie szybko wokół własnej osi. Twarz właściciela ptaka w jednej chwili przybrała czerwony kolor, zagryzł on wargi i nadął policzki. Niedostrzegalnie szybkim ruchem wyrwał swoją własność z rąk chłopaka. Niesamowicie delikatnie odstawił go na miejsce, a gdy po kilku sekundach mechanizm się uspokoił i ptak znowu siedział spokojnie, patrząc martwymi oczami na obu mężczyzn, wypuścił powietrze z ulgą. Ale zaraz nabrał je z powrotem i obdarował chłopaka najgorszą wiązką przekleństw, na jaką było go stać. - Dobra, dobra! Zamknij się już! – Młody mężczyzna odszedł od stoiska z ptakiem pospiesznym krokiem, odprowadzany krzykami właściciela, spojrzeniami gapiów i wydobywającym się z wnętrza ptaka „szkaradztwo, szkaradztwo, szkaradztwo!” – Idiota… -dodał cicho Podszedł do pierwszej lepszej rzeczy, jaka zwróciła jego uwagę i już żałował, że w ogóle się zainteresował czymkolwiek, co to miasto ma do zaoferowania. Na ulicy było mnóstwo stoisk, wystaw i prezentacji, a wszystko związane było z szeroko pojętą nauką, zwłaszcza mechaniką i techniką. Ktoś pokazywał niezwykle skomplikowany okład naczyń, połączonych ze sobą cienkimi rureczkami, ktoś inny na oczach wszystkich tworzył dziwaczne urządzenia, wielu handlowało częściami i narzędziami, część projektami. Nad poziom tłumu wybijały się pokraczne , stalowe kominy, z których nieustannie wylatywał dym, czasem w dziwnych kolorach – wielu miało stoiska zaopatrzone w piece. Ludzie gadali, jak to na ruchliwych ulicach, ale od gwaru głośniejsze były odgłosy pracy różnych mechanizmów, często jednostajne i niezmienne. Wszystko to było ulokowane w szerokiej alei pomiędzy dwoma szeregami jednopiętrowych, różnokolorowych domków, tak wąskich, że od frontu mieściły się tylko drzwi i najwyżej jedno okienko, za to bardzo długich. Z okien na piętrze często wystawały postacie, zazwyczaj staruszków z długimi brodami. Dyskutowali oni miedzy sobą, nie zwracając uwagi ani tłum pod nimi, ani nawet na dym z pieców, który wiatr czasem niósł wprost na nich. Chłopak prychnął i schował ręce do kieszeni, zaczął się rozglądać, jakby od niechcenia. Zauważył stoisko, gdzie staruszek pokazywał dzieciom dziwaczną zabawkę - mniejszy od pięści pojazd, sam poruszający się po okręgu z malutkich szyn. Młodzian tym razem pokręcił tylko głowa, nie miał zamiaru przyglądać się z bliska niczemu więcej. Nagle ktoś położył mu rękę na ramieniu. - Tutaj jesteś, mieliśmy się nie oddalać - kobiecy głos, choć delikatny był dla niego doskonale słyszalny w tłumie, jakby rozbrzmiewał we wnętrzu jego głowy - Już dałeś się poznać miejscowym, prawda? Chłopak kątem oka spojrzał na swoja towarzyszkę, piękną, wysoką dziewczynę. - Widziałaś? Facet ma chyba jakiś uraz związany z tą zabawką, po co to wystawia, jak nie chce, żeby ludzie oglądali? Mówiłem ci, że to miasto popaprańców. - Chodź, za głośno tu – Młoda kobieta złapała go za nadgarstek i poczęła szybko wyprowadzać z tłumu, w kierunku niewielkiej, zaciemnionej wnęki miedzy domkami, gdzie przystanęli - Powinieneś się jednak delikatniej z tym obchodzić, Reunion. Ze wszystkim, w tym mieście. A najlepiej by było, jakbyś w ogóle niczego nie dotykał. Trząsłeś tym ptaszkiem jak … W sumie to trudno mi dobrać jakieś porównanie. Ale strasznie to robiłeś. We wnęce było ciasno, trzy osoby nie dały by rady stać tutaj koło siebie. Dziewczyna obserwowała tłum, Reunion wszedł głębiej, oparł się o ścianę, skrzyżował ręce na piersi, spojrzał w przestrzeń przed siebie i wysunął podbródek. - Chory człowiek – powiedział, mając na myśli właściciela mechanizmu – Rozumiem, gdybym robił tak z jego dzieckiem. Albo z piersiami jego żony. Ale to była cholerna zabawka, do tego brzydka jak noc. - Dla tych ludzi te rzeczy są bardzo ważne – Kobieta spojrzała na niego Reunion wzruszył tylko ramionami. - Jeśli chcą marnować życie na takich głupotach, to ich sprawa – skwitował – A z tym ptakiem musiałem coś sprawdzić. Myślałem, że wsadził tam jakąś wróżkę czy gnoma, ale to nie mogło być tak. To coś mówiło moim głosem… A więc jakieś zaklęcie? W sumie naprawdę fajna rzecz… Kurwa! – krzyknął uderzy ł się kilka razy pięścią w czoło. -Co się stało? –wystraszona dziewczyna podbiegła do niego, ale on pokiwał jej na znak, że wszystko w porządku. - Nie, nic… - Mlasnął z niesmakiem. - Tylko zdałem sobie sprawę, że to coś mnie zachwyciło. Mnie! To coś! Zachwyciło! A obiecałem sobie, że nie pozwolę, by cokolwiek w tym zepsutym mieście wywarło na mnie pozytywne wrażenie… Osunął się na ziemie i przez chwile siedział z opuszczoną głową i smutnym wyrazem twarzy. Kobieta uśmiechnęła się i kucnęła przy nim. - Jestem pewna, że nie wszystko tutaj jest złe – Poklepała go po ręce. – Rozwój jest, mimo wszystko dobry, prawda? Chłopak spojrzał na nią spod łba i prychnął, ale chwycił ja za dłoń. - Dobra jest bogini. I będę się modlić dwakroć zażarciej, by pozwoliła nam przetrwać w tej paszczy lwa – odpowiedział i zamilkł. Minęła chwila, kobieta chciał wstać, ale on delikatnie ścisnął jej dłoń, dając znak, by przez chwile jeszcze tak zostali. Wtopił w nią swoje fiołkowe oczy, zwykle żywe, teraz smutne i wygasłe. - Wiesz, że zrobię dla Ciebie wszystko, prawda, Syona? - zapytał, ale nie czekał na odpowiedź – Nie wiem, jaką misje masz tu do wykonania, nie przyszło mi przez myśl, żeby pytać. Poszedłem z tobą, gdy tylko mnie poprosiłaś, jak zwykle. Ale słuchaj. – Przyciągnął ją do siebie i kiwnięciem głowy wskazał na tłum – Ci ludzie, ludzie tego miasta… Zrywają nici przeznaczenia. Jeśli twoim zadaniem jest ich powstrzymać, tym chętniej ci pomogę. Ale nie wiem, czy podołam. Puścił dłoń towarzyszki i poklepał się parę razy po twarzy. Uśmiechnął się szeroko , a w jego oczach znowu skakały ogniki. - Czy moje nagłe zmiany nastrojów wciąż cię zaskakują? - spytał, śmiejąc się. Dziewczyna pokiwała głową. - Niezmiennie. Ale to cecha niezwykłych umysłów – Zachichotała i usiadła obok niego, opierając się o ścianę, położyła głowę na jego ramieniu. Reunion zaciągnął się świeżym zapachem jej włosów, wiedział, że by mu pozwoliła. Obserwowali ludzi szybko się pojawiających i znikających z ich pola widzenia, ograniczonego kantami budynków. - Widzisz w innych dobro - wypalił nagle Reunion. – To wielki dar. Ja go nie posiadam. On ci pozwoli przetrwać wszędzie, nawet tutaj, w stolicy wszystkiego, co ludzie mojego pokroju uważają z niewłaściwe. Zazdroszczę ci, że potrafisz być szczęśliwa w każdym miejscu. - Tylko, jeśli ty jesteś ze mną – Zaśmiała się, a on jej…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Boskie Rachunki część pierwsza — czytnik · opowiadania