Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 28 min czytania

Bracia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ludzie rodzą się dzięki miłości dwojga. Ale co się stanie, jeżeli ktoś powstał z innego powodu?

Olsztyn. 23.09.2007. 07.54

Drzwi otworzyły się szeroko. Do klasy pełnej uczniów dostojnym krokiem wmaszerował Damian. Syn bogatego przedsiębiorcy oraz młodej, utalentowanej artystki. Ciężko go opisać z mojej perspektywy. Długa historia krótko - chciałbym być jak On. Wysoki, kruczoczarne włosy, przystojny, jakby wycięty z okładki "Men's Health". Jednak w jego osobie pomimo zewnętrznego piękna, siedzi coś więcej, coś co przyciąga ludzi do niego. Sam do końca nie wiem co to jest, poczucie humoru, styl życia, doskonałość? Z czego wywodzą się jego sukcesy w sporcie, sztuce czy nauce. No i czemu wszystkie laski na niego lecą? A racja, jest też moim najlepszym przyjacielem. Nie sugeruję, że jestem jakimś fajtłapą czy ofiarą. Wiem, natomiast, że jestem gorszy, a także to że mam pecha. Fanklub ruszył w jego kierunku. Nutka zazdrości? Pewnie tak. Gryf mojej gitary jest przynajmniej dłuższy. Czemu tylko to mnie nie pociesza?

- Artur!

Obejrzałem się. Damian wyzbywszy się swoich fanatycznych i chichoczących wyznawców i zbliżał się do mnie. Uśmiechnąłem się. Tak powinno się zachowywać na widok przyjaciela, prawda?

- Czemu co rano muszę przechodzić przez ten rytuał przy drzwiach?

- Zobaczmy...osoba dzięki której, nasz zespół wygrał mistrzostwa wojewódzkie w piłce nożnej, zdobywca nagrody za konkursy z chemii, biologii i religii. Zapomniałem o czymś...a tak, frontman najbardziej znanego zespołu w okolicy. Jakby kto z boku patrzył, jesteś popularny.

- Czemu nie wspominasz, że też grałeś w tym meczu, byłeś ze mną w drużynie podczas konkursy z chemii i zająłeś trzecie miejsce z biologii. Zapomniałem o czymś,,,a tak, też grasz w tym zespole.

- Co tu dużo mówić, to musi być ta religia.

Tu następuję symboliczna chwila ciszy, po której słychać głośny śmiech obu chłopaków.

- Zrobiłeś to o co się założyliśmy?

- No ba, wyszło 17 cm.

- Żartujesz chyba? Przy czym?

- Jennifer Lopez.

- To mi przy Evie Longorii doszło do 15. Nie wierzę, że na tej platformie też przegrałem.

- Życie. Już wiesz z kim przyjdziesz na moją imprezę urodzinową?

- Zależy to głównie od Ciebie. Na razie wszystkie chcą iść z Tobą, Resztki dla psów.

- Wieczny optymista. To inaczej, z którą chciałbyś iść?

- Sam-wiesz-kto.

- Pierdolony fan Harry'ego Pottera. Atakuj ogierze, obiecuję, że do tej stacji nie zadokuję.

- Heh.

Olsztyn. 23.09.2007. 16.54

Macie czasem przeczucie, że coś złego się stało? Ja właśnie takie miałem. Siedziałem spocony na łóżku trzymając się za serce. Najgorszy sposób obudzenia się z popołudniowej drzemki. Pomimo wczesnej jesieni, za oknem był już półmrok. Próbowałem sobie przypomnieć co mi się śniło. Seks. Nie. Pijańskie transe. Nie. Muzyczne ekstazy. Nie. Zasada "Seks drugs and rock'n'roll", pomimo całego swojego potencjału jest jednak krótka. Co mi się mogło śnić? Pamiętam, że byłem tam ja. Byłem w jakimś pomieszczeniu gdzie panował półmrok. Była tam jeszcze Natalia. I chyba Damian. Seks o trójkącie. Blee, choć z drugiej strony. Artur, opanuj się, resztki męskości uciekają z Ciebie za szybko. Nic więcej chyba nie wykombinuję. Trza sprawdzić czy osoby o które się troszczę żyją i zjeść paczkę Danonków na poprawę nastroju.

Olsztyn. 23.09.2007. 17.12

Natalia żyje. Damian żyje. Mama żyje. Tata żyje. Siostra żyje. Szwagier...nie mam numeru, prawdopodobnie żyje. Pies, śpi jak zabity, ale oddycha, Danonki strawione. Można ruszyć z życiem dalej. Wziąłem telefon i pośpiesznie napisałem wiadomość do Natalii. "Pójdziemy razem do Damiana?". Wysłana. Bez nadziei, krótka piłka, tak albo nie. Dwie minuty i...życie jest piękne.

Olsztyn. 24.09.2007. 00.54

(Skręt)

Poderwałem się z łóżka i odruchowo złapałem za serce. Jeszcze nigdy w życiu nie biło tak szybko. Co się stało? Oddychałem ciężko. Wziąłem komórkę, aby zobaczyć która godzina. Przed pierwszą. Co się stało? Telefon przeszedł na tryb czuwania. Nacisnąłem guzik. Ekran się zapalił, a potem nagle poziom baterii, przed chwilą pełny oznajmił, że telefon chce swoje "amciu". Sekundę później wyłączył się. Co jest? Rozejrzałem się z odrobiną strachu w oczach po swoim ciemnym, małym pokoiku. Nic nowego. Nihil novi jakby powiedziała moja nawiedzona nauczycielka z łaciny, ale jednak w tej ciemności, w tej której tak naprawdę nie mogłem zobaczyć. Coś tam było...nie poruszało się, ale mogłem to wyczuć. Czułem się jak zwierzę w klatce zoo. Bujna wyobraźnia. Pierwsza racjonalna myśl od 00.54. Następna to położę się i zasnę. Rozluźniłem mięśnie, inne napiąłem i próbowałem się ruszyć. Nie udało. Chwilowo zaskoczenie powoli było zastępowane przez strach. Czemu tak rutynowa czynność się nie udała. Nie wyrzuciłem wystarczającej ilości oczek? Co się kurwa dzieje? Druga próba...nieudana. Trzecia...nieudana, Czwarta, piąta, szósta...nieudane. Siódma...bezsensowna. I ten wzrok zza krat z mroku. Ucieszyłem się, że jednak coś nas dzieli, nawet jeżeli jest to tylko coś, czego nawet nie trzeba forsować. Szczęście w nieszczęściu. Więc tak trwaliśmy, nie wiem ile czasu minęło przez ten czas, wpatrując się w siebie. A potem bardziej wyczułem w sobie niż usłyszałem.

- Chciałbyś być jak Damian?

Zaskoczenie ponownie wybiło się nad strach. Cholera, co ma z tym wspólnego Damian?

- Chciałbyś?

Czemu o takiej porze i w takiej chwili moja podświadomość daje o sobie znać?

- Chciałbyś?

Kocham siebie, więc to pytanie jest bez sensu.

- Więc chciałbyś?

Chciałbym.

Jedno słowo odbiło się echem w mojej głowie. Poczułem jakby klatka się otworzyła. To co było po drugiej stronie nie wdarło się gwałtownie, tak jak to sobie wyobrażałem. Delikatnie, spokojnie, weszło jakby zostało zaproszone. Przywitało się. Cholera, czy to jakaś kolacja w interesach. Po chwili napłynęła myśl, że jest to coś bardzo podobnego. To coś, wspięło się po mnie z każdej strony, przeszedł mnie dreszcz, poczułem przyjemność. Nie drżałem ze strachu. Nie wiem ile ten stan jeszcze trwał, wiem że obudziłem się rano tak jak każdego dnia. Z tym wyjątkiem, że pościel była dziwnie mokra.

Olsztyn. 24.09.2007. 07.54

Drzwi otworzyły się szeroko. Kolejny rytuał powitania Damiana czas rozpocząć na nowo. Tym razem jednak nie wszytko potoczyło się jak co dzień.

- Stary, co się z Tobą stało?

Zdziwiony spojrzałem w stronę drzwi. Damian w ogóle nie wyglądał jak Damian. Zwykle uczesane włosy ustąpiły miejsca artystycznemu bałaganowi na głowie, schludne ubranie, zawsze czyste i proste było całe potargane. Sam Damian miał wyraz twarzy, który co najmniej powodował zjazd szczęki do poziomu podłogi. Utalentowany sportowiec, przez niektórych uważany za geniusza, NIE za ekscentrycznego geniusza, wygląda jak wariat. Myślałem, że to ja miałem złą noc. Wyczuwałem coś...innego. Poderwałem się i ruszyłem w jego stronę.

- Stary, zmiana stylu? Tamten pasował lepiej.

Spojrzał na mnie w sposób jaki nigdy dotąd. Odwróciłem wzrok i starałem się na niego nie patrzeć. Na klatce poczułem dziwny ciężar.

- "Stary"...heh. Zła noc. Przejdzie mi.

- Jesteś pewien? Nie wiedziałem, że wstrzemięźliwość Tobie szkodzi.

- To nie ma nic do tego. Zresztą wczoraj skończyłem celibat.

- To wyjaśnia ciężką noc, ale nie Twój stan teraz.

- Heh.

- Nie "He huj" mnie, tylko mów czego Ci trzeba.

- Nie możesz mi teraz pomóc. Przynajmniej jeszcze nie,

Te słowa mnie zmroziły. Jego ton również. On...wiedział.

- Ty...

- Załatwiłeś już partnerkę na zabawę?

- Ku mojemu zdziwieniu wszystko poszło zgodnie z planem.

- To dobrze, pamiętaj, że gramy koncert na początku.

- Nie pierwszy raz, damy radę.

- Ale ta zabawa będzie jedyna w swoim rodzaju. W końcu kończę 18 lat.

- Zalatuje dorosłością. Przynajmniej prawną. W końcu Cię złapią za tą pedofilię.

- Nie kracz.

Zwróciłem się w jego stronę, spojrzałem ponownie w jego oczy. Wydawały się...normalniejsze. Ciężar na klatce trochę zelżał. Jednak wciąż wyczuwałem od niego coś nowego, dziwnego...

- Do zobaczenia później, Arti.

Olsztyn. 24.09.2007. 15.46

- Hej, Artur!

Obejrzałem się. Serce mi się rozradowało.

- Cześć, Natalia!

- To o której się widzimy w środę?

- Impreza się zaczyna o 20.00, wpadnę po Ciebie koło 19.30?

- To o 19.00?

- Nie...to znaczy, bez problemu!

- To super, tylko ubierz się w końcu w coś porządnego.

Spojrzałem na siebie. Nie był to Gucci, ale spodnie w stylu "krok w kolanach" zawsze były wygodne. Westchnąłem.

- Tak jest Pani!

- I w środę nie pijesz dużo, jeżeli ja mam Tobie towarzyszyć.

Przez chwilę w głowie przemknęła mi myśl czy to była dobra decyzja. Cholera...TO MUSI BYĆ DOBRA DECYZJA!

- Powiedzmy...gdzie idziesz?

- Na przystanek. Jedziemy z koleżanki do sklepu. A Ty co porabiasz?

- Sam nie wiem. Pewno wrócę do domu. Sprawdzę czy przyszedł prezent dla jubilata.

- Co mu kupiłeś?

- Na początku poważnie myślałem nad miarą męskości, ale po ostatnio otrzymanych informacjach, mniemam, że jest to niepotrzebne. Ostatecznie zainwestowałem w taki niby wisiorek, niby breloczek. Szczęście ma przynosić.

- Badziew tak zwany.

- Drogi badziew, owszem.

- Oj, nigdy się nie zmienisz. Do zobaczenia.

Pokiwała mi ręką. Ja jej też. Tylko czemu moja ręka wydaje się taka sztywna.

Olsztyn. 24.09.2007. 16.17

Nikogo w domu. Dziwne. Komórka nadal się nie naładowała? Bardziej dziwne. Brak obiadu. Cholera, co się dzieje?

- Cześć, Artur!

Zdziwiony spojrzałem w stronę z której dochodził głos. Zobaczyłem mojego psa, Szamana. Zabrakło mi stopniowania.

- Zdziwiony.

Nie, kurwa, wydaje Ci się.

- Ty...mówisz?

- Ty, to znaczy kto?

- No...jesteś moim psem. Przynajmniej go przypominasz.

- Przyjąłem jego powłokę, żeby łatwiej się z Tobą porozumieć.

Wtedy pomyślałem... że mam kłopoty.

- Czyli kim jesteś?

- Razjel, Pan Tajemnic.

To jest ta scena w której normalnie bym się roześmiał. To jednak nawet nie stało koło normalność.

- Czego chcesz ode mnie?

- Niczego konkretnego. Jestem tylko obserwatorem. Zarówno ja i Ty będziemy świadkami czegoś...niewyobrażalnego, czegoś ekscytującego. Zresztą co ja będę Tobie opowiadał. Sam zobaczysz. Chodzi o to jednak, że Ty będziesz musiał wybrać jedną z dwóch dróg. Jedna pozwoli Tobie ocalić parę osób, druga da Ci moc, aby ocalić tysiące. Musisz wiedzieć, że jestem ciekawskim demonem, pomimo instrukcji, które mówiły, że mam poczekać na Twoją odpowiedź aż do właściwego czasu, ja nie mogę wytrzymać, chcę...muszę znać odpowiedź teraz. Powiedz, którą ścieżkę wybierzesz?

Jeden z nas dwóch jest szalony. Zakładając, że ja to jego tu nie ma. Zakładając, że On...na serio mam kłopoty. Na razie muszę kupić trochę czasu.

- Czemu ja? Co to w ogóle są za brednie? Nie mam pojęcia o czym mówisz!

Twarz psa wyglądała na zawiedzioną. Cholera! Jak twarz psa może być zawiedziona? Od kiedy pies ma twarz?!

- Czyli Twoja determinacja nie jest jeszcze wystarczająca. Uwierz mi, przed tym jak to się zakończy, będziesz gotowy podjąć decyzje. Ponieść konsekwencje tej decyzji i nieść ciężar swoich grzechów. Mimo wszystko On cały czas jest silniejszy. Zawsze był. Nie uda się Tobie go pokonać w jego własnej grze, kiedy nawet nie znasz swojego prawdziwego imienia,

Mama mówiła o szkodliwości palenia zioła.

- Mojego...co?

- Widocznie...nie ma sensu na razie z Tobą rozmawiać. Moja strata. Niedługo spotkamy się ponownie.

- Ja...nic nie rozumiem.

Oczy psa stają się inne, normalniejsze. Bardziej psie.

- Co to miało znaczyć?

- Hau!

Olsztyn. 24.09.2007. 18.07

Ciemno. Nie widać światła z żadnej strony. Po paru krokach coś mnie zatrzymuje. Jakaś krata. Czuję się jakbym był w klatce. Jest tak ciemno, że nie widzę mojego więzienia. A może jego nie ma. Może mam psychozę. To czemu widzę tego psa. Psa ze rozczarowaną twarzą. Co to znaczy, że nie znam swojego prawdziwego imienia. Artur. Od zawsze tak na mnie wołali. Nie ma innej opcji. Klatka. Zwierzę w jakimś wyimaginowanym zoo. Czekają żebym zawył albo zawarczał, ale wydaje mi się, że nie umiem. Wydaje mi się, że nie powinienem dawać im tej satysfakcji, Tm za ciemnością. Tylko kto jest za ciemnością. Czy na pewno chcę wiedzieć.

- Artur nie wariuj!

Odwracam się, ale nadal nic nie widzę.

- Kim jesteś?

- To ja, Damian.

- Damian? Co Ty tu robisz, to mój sen?

- Przyszedłem bo mnie potrzebujesz?

- Potrzebuję co to znaczy?

- Nie jesteś przygotowany. W tym stanie nie podejmiesz dobrej decyzji.

- Co to za decyzja.

- Pies już Tobie powiedział. Nie mogę zdradzić więcej.

- Co to za tajemnica? Na co musisz mnie przygotować?

- Musisz być zdeterminowany, żeby ochronić ludzi drogich dla Ciebie, ochronić mnie, Natalię i pozostałych.

- Ochronić? Przed czym?

- Przed tym czym się stanę.

- Co Ty pierdolisz? Kim się staniesz?

- To nie ma imienia, Tylko powłokę. I scenariusz odgrywany od zawsze, schematyczny dla bólu.

- Stary, to jest dziwne nawet jak na sen! Ja naprawdę świruję.

- Nie, Ty...się budzisz. Musisz zdążyć, bo inaczej zrobię to czego Oni chcą.

- Jacy Oni? Co zrobisz?

- Niedługo się dowiesz. Przynajmniej części tego o co idzie gra. Do tego czasu, nie możesz dać im wygrać. Musisz przetrwać.

Sen zaczął odchodzić. Ciemność się oddalić, a głos zamienił się w echo. Otworzyłem oczy. Byłem cały spocony. Na dworze słońce zachodziło.

- Co to za sny?

Wstałem. Poszedłem do łazienki. Kiedy spojrzałem w lustro ze strachu odskoczyłem do tyłu i się przewróciłem. Odruchowo rękami zacząłem czyścić twarz, ale nic nie czułem. Nie było na mnie tej krwi, która wylewała mi się z oczu w lustrze.

Olsztyn. 24.09.2007. 00.07

Nie chciałem zasnąć. Bałem się zasnąć. Miałem serdecznie dość tych wszystkich nienormalności. Nie miałem zamiaru oglądać kolejnej w momencie kiedy sen mnie zmorzy. Po zaaplikowaniu sobie porządnej dawki środków pobudzających w postaci kawy z Tigerem usiadłem przed komputerem. Mam ten idealny stan do tego idealnego planu. Noc bez psa z twarzą i podglądania ze strony Damiana mi dobrze zrobi. Niech sam się ochroni. A jeżeli serio potrzebuje pomocy to czemu do cholery nie może zadzwonić? Po coś wymyślili te telefony komórkowe. Tak pogrążony w rozmyślaniach bezinteresownie oglądałem filmiki na joemonsterze. W

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bracia — czytnik · opowiadania