Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 7 min czytania

Bracia rozróba cz.4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Tak oto dotarliśmy do preludium chwili, która zaważy na dalszym życiu braci, oraz zmieni koleje losu królestwa Akslop i okolicznych krain...

Bolesław wreszcie znalazł godnego siebie towarzysza. Razem z Igorem stali się postrachem placu ćwiczebnego. Giermek robił się powoli mistrzem szermierki, natomiast siła barbarzyńcy zastępowała z nawiązką technikę i taktykę. Bolesław wytrącał miecze z rąk przeciwników - Igor je łamał. Mieszko natomiast dostał się pod baczną obserwację swego mentora Rościsława. Z obawą wyznał, iż bez jego wiedzy studiował księgę magii. Ta informacja jednak bardziej zdziwiła, niż rozzłościła bakałarza. - Przecież to niemożliwe! Aby otworzyć tą księgę trzeba wpierw zdjąć czar zamknięcia! A skąd ty... Chyba, że... – popatrzył na Mieszka nagle podekscytowany – Chyba, że... masz wrodzony talent. Unikatowe zdolności, nie spotykane od wieków. Trafiające się raz na... Czekaj tu! Nigdzie nie wychodź! Zaraz wracam! – Krzyknął i pobiegł jak dziecko skacząc po schodach na stryszek. Mieszko rozbawiony patrzył, jak stateczny Rościsław z rozwichrzonymi włosami w które zaplątały się pajęczyny potyka się na schodach obładowany kufrem i stertą pergaminów. Podniecony staruszek grzebał przez chwilę w kufrze, po czym wyciągnął z niego... zwykłe ptasie pióro. Chuchnął na nie i ostrożnie położył na stole. Popatrzył na Mieszka. - Wyobraź sobie, że ono unosi się na wietrze. Każ mu wzlecieć. I tak to wyglądało. Rościsław nakazywał: spraw, aby pióro wzleciało, kryształ świecił, woda zawrzała... Mieszko godzinami próbował – i nic się nie działo. Po tygodniu Rościsław wpadł w gniew. - Jesteś beztalenciem! Anty-talentem! Szkapa ciągnąca wóz z węglem ma większy potencjał magiczny od ciebie! Szkoda na ciebie czasu. Nie wiem, jakim cudem moja księga nie zabiła cię, gdy ją otworzyłeś... Nie wiem, jak w ogóle udało ci się ją otworzyć! Idź, zajmij się czymś. Zostaw mnie samego. Muszę pomyśleć.

Mieszko poszedł więc tam gdzie zwykle – „Pod Turzy Łeb”. Miał nadzieję spotkać się z Bolesławem i Igorem. Barbarzyńca ostatnio robił furorę pokazując, jak można wypić antałek piwa jednym tchem i nie odpaść. Brat próbował powtórzyć sztuczkę, lecz nie udawało mu się dotrzeć nawet do połowy. Nikomu zresztą poza Igorem się to nie udawało. Gwidon karczmarz z początku był przerażony ilością piwa i wina pochłanianego przez nowego przyjaciela, jednak okazało się, iż dzięki barbarzyńcy karczma „Pod Turzym Łbem” zaczęła przynosić potrójny dochód. Każdy chciał popatrzyć na żywą legendę z Lodowych Pustkowi, postawić mu piwo, porozmawiać.

Okazało się, że i Lechowi dopisało szczęście. Plątał się po dziedzińcu brzdąkając na lutni, gdy zauważyła go znudzona córka samego kasztelana. I tak bard trafił na komnaty – gdyż, o dziwo, młodej Katarzynie podobała się jego poezja...

Oto TEN moment. Splot okoliczności, który zmienia bieg historii: pijani Mieszko i Bolesław w karczmie, oraz Lech w komnacie córki kasztelana. Świat zaraz zadrży w posadach, choć właściwie, zaczęło się – jak każda rozróba - od karczmy i łoża...

Lech onieśmielony rozglądał się po komnacie. W życiu nie widział tyle marmuru, jedwabi, kryształów i złota. A na łożu z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%