Horror · 16 min czytania
Bractwo Księżyca 2/3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dochodziła 15:00, gdy Wilhelm Miller przekroczył próg domu. Uderzyła go przytłaczająca cisza. Nie grał telewizor, nikt nie puszczał płyt z odtwarzacza. - Herman! – Krzyknął. - Tu jestem. – Usłyszał dobiegający gdzieś z góry głos syna. Wilhelm ruszył dobrze znanymi, krętymi schodami na górę. Gdy znalazł się na strychu, zobaczył syna, który grzebał w kartonie pełnym papierów. Był bardzo blady, usta miał zaciśnięte w wąską linię, a w oczach łzy. Wilhelm podszedł do niego, chcąc go uściskać. Syn odsunął się nieznacznie. - Teraz nie pora na czułości. Gdzie jest mapa do Wielkiej Krypty? – Zapytał lodowato. - Nie paliłem papierów. Wyrzuciłem tylko niepotrzebne świstki, pamiątki od starych znajomych i jakieś odznaczenia. – Powiedział przepraszająco Wilhelm. - Gdzie są papiery? - W banku, w skrytce. - No tak. A dzisiaj jest niedziela i nic nie załatwimy. Czy jest tam chociaż ta przeklęta mapa? – Zapytał z rozdrażnieniem syn. - Nie mam pojęcia. Nigdy jej specjalnie nie szukałem. Nawet do końca nie wiem, która to jest. - Czy zależy ci na życiu Hansa?! Ty w ogóle się tą sytuacją nie przejmujesz! A to twoja, wyłącznie twoja wina! Twój egoizm! Nie umiałeś, przez tyle lat, nie umiałeś zmierzyć się ze swoją wojenną przeszłością! Nawet nie masz odwagi popatrzeć na te mapy! Boisz się spojrzeć prawdzie w oczy! To teraz choć miej odwagę wyciągnąć swojego wnuka z tego cholernego zamku! Słyszysz?! – Wrzeszczał z furią Herman. Stary człowiek stał jak zamurowany. - Hermanie... Czego oczekujesz?... Mam się teraz za karę powiesić?... Masz rację, że przez długie lata nie miałem odwagi zmierzyć się z tym, co działo się w Wermachcie. Teraz zamierzam zrobić wszystko, co tylko będę mógł, aby pomóc Hansowi. Musimy razem o to walczyć. Jestem już stary i potrzebuję twojej pomocy. Nie możesz się ode mnie odsuwać i ciągle winić za to, co się stało. Ze wszystkiego zdaję sobie sprawę, ale to nic nie zmieni. Poczekajmy zatem na nagranie, a jutro z samego rana idę do banku. – Powiedział powoli. - Przepraszam, poniosło mnie. – Wybąkał syn – Masz rację, czekajmy na nagranie.
Mistrz bractwa był z siebie bardzo zadowolony. Udało mu się nagrać Hansa. Chłopak był śmiertelnie przerażony. Nie bał się jego, Joahima, ale całej sytuacji. Gdy prosił swego ojca o mapę do krypty, nie wytrzymał napięcia i rozpłakał się jak dziecko. Teraz brat powoli wchodził na wieżę. Należało jeszcze nagrać dziewczynę. Joahimowi żal było jej matki – biedna kobieta, rok temu straciła męża i teraz sama musiała radzić sobie z faktem porwania córki. Sama dziewczyna też była niewinna. Joahim dziwił się, jak ta Polka mogła kochać kogoś takiego jak Hans. Nie wiedział też, w jakim jest stanie i czy bardzo będzie wystraszona. Od dziecka uczono go, że ludzie zaatakowani magią śmiertelnie obawiali się osoby, która to zrobiła. Stanął przed drzwiami wieży i wyszeptał formułę otwierającą. Uchyliły się cicho. Dziewczyna wyglądała jak małe, bezbronne dziecko – drobna, leżała na lewym boku z podkurczonymi nogami. Brat postąpił kilka kroków naprzód. Blask świecy padał na kredowo bladą twarz porwanej. Malował się na niej ból i przerażenie. Z oczu płynęły łzy. - Witaj, co się dzieje? Dobromir mówił mi, że normalnie z nim rozmawiałaś. To na mój widok? – Zapytał łagodnie. - Nie... Boli... Głowa... Słabo mi... – Wyszeptała z trudem. - Poczekaj, zaraz przyjdzie tu Dobromir. Pomoże ci. A jak poczujesz się lepiej, będziemy cię nagrywali. – Pocieszył. Skoncentrował się i głośno krzyknął w myślach: - Dobromirze! Natychmiast na wieżę! Chwilę potem usłyszał szybkie kroki na schodach, cichy szept i dźwięk otwieranych drzwi. Dobromir bez słowa podszedł do Lili. - Czy już próbował cię nagrywać? – Zapytał, oskarżycielsko patrząc na mistrza. - Nie. – Szepnęła dziewczyna. Joahim nie wytrzymał nerwowo: - Za kogo ty mnie uważasz?! Nic jej nie uczyniłem! Wszedłem na wieżę i już tak wyglądała! Przecież wiesz, że moja moc jest tak silna, że w tej chwili wypowiedziałbym jedno negatywne zaklęcie i po niej! Chcesz się o tym przekonać?! Lili ogarnął potworny strach. Chwilę walczyła z obezwładniającą słabością. Świat gdzieś się rozpłynął i zapadła w ciemność. Mistrz spojrzał na nieprzytomną dziewczynę z przestrachem. - Chyba się zagalopowałem. – Powiedział szybko – Nie chciałem. - Nastąpiło jakieś powikłanie. Już masz na razie po swoim nagraniu! Mówiłem ci w komnacie, żebyś uważał – już dość jej zaszkodziłeś! Teraz odejdź i zostaw mi to... Jak to się zwie? Urządzenie. Może coś powie. Ale nie licz na nic wielkiego. – Mówił rozdrażniony Dobromir. - Dobrze, czekam w Sali Rytualnej. Muszę tam nieco uprzątnąć. – Stwierdził Joahim i wyszedł, zostawiając dyktafon na stole.
Dochodziła 22:00. W salonie zebrali się Wilhelm, Herman i Maria. Wszyscy starali się skoncentrować na czytaniu, ale nic z tego nie wychodziło. Nagle rozbrzmiał wyczekiwany dźwięk dzwoniącego telefonu. Herman podniósł słuchawkę i nacisnął guzik, który przełączał głos na zestaw głośno mówiący: - Halo. – Powiedział niepewnie. - Witam. Jak na razie stosujecie się do naszych żądań. To rozsądne. – Tym razem brat nie wysilał się i mówił po polsku, a Maria szybko tłumaczyła. - Tak, jak obiecywałem, mam nagranie. Niestety, tylko Hansa. - Co z moją Lili? – Wyszeptała łamiącym się głosem kobieta. - Dostała powikłań, źle się czuła. Kłóciłem się ze współbratem, a ona wystraszyła się i zemdlała. Jak tylko będę w stanie coś zaprezentować, zadzwonię na pani telefon. - Czy?... Czy ona?... - Mój współbrat mówi, że będzie żyła. Proszę cierpliwie czekać. Na razie przedstawię nagranie Hansa. Zapadła cisza. Po chwili z głośnika dał się słyszeć głos Hansa: - „Tato... Żyję i wszystko ze mną w porządku... Oni chcą, żebyś poszukał mapy do Wielkiej Krypty... Powiedzieli... Powiedzieli, że jeśli tego nie zrobisz... Zostanę zabity... – Głos Hansa załamał się i przez chwilę słyszeli tylko cichy płacz – Wiem, że mogą to zrobić! Chce wrócić do domu, nie chce umierać w tym miejscu! Nie chce umierać w tych podziemiach! Pomóż mi! Oddaj im ten papier!”. Zapadła grobowa cisza. - To tyle chyba wam wystarczy. – Powiedział brat. - Tak. Cały czas szukamy tej mapy. Ale to nie jest takie proste: może być u mnie w skrytce, może w którymś z archiwów. Jeśli rzeczywiście istnieje, zostanie znaleziona. – Odezwał się cicho Wilhelm. - Miałem nadzieję, że pański syn sam tego poszuka, ale skoro już pan się za to zabrał, może pan w części odkupić swoją wojenną działalność. - Dobrze. Ja szukam, ale wy nie róbcie krzywdy dzieciom. Zapewniam, że znajdę tę mapę. - Może pan być spokojny. Oczywiście, jeśli będzie się pan trzymał umowy. Myślę, że parę dni powinno wystarczyć. Czym szybciej, tym lepiej. Będziemy jeszcze dzwonić. Lili potrzebuje porządnej rekonwalescencji, a więc macie ostatecznie tydzień na znalezienie i dostarczenie mapy. W przeciwnym razie wypuścimy stąd tylko Lili. Do usłyszenia. – powiedział brat i przerwał połączenie. Zapadła martwa cisza. - Boże... Nigdy nie wierzyłem w to, że bracia są tak bezwzględni. Traktowałem ostrzeżenia dowódców Wermachtu jak bajkę albo legendę. Gdybym wiedział, dawno mieliby swoją mapę. Nie przypuszczałem, że po tylu latach nagle zdecydują się na tego rodzaju akcję. – Mówił roztrzęsiony Wilhelm. - Znasz tego brata? – Spytał Herman. - Kiedy tam przebywałem, słyszałem chyba o jego ojcu. Mistrz w tym bractwie też przechodzi z ojca na syna. - Co z kobietami? Chyba ktoś rodzi te potworki. - Kobiety... Z tego, co słyszałem, nie mają prawa należeć do bractwa i po urodzeniu dziecka są wyganiane albo zabijane – wedle kaprysu męża. Nawet te, które wychodzą stamtąd żywe, nic nie pamiętają – jedynie wiedzą o swojej przeszłości sprzed poznania brata. - A jeśli urodzi się dziewczynka? – Dopytywał Herman. Staruszek znacząco odchrząknął: - To, co słyszałem, jest plotką, której nie będę przytaczał. - Przepraszam panów, idę do domu.…