Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 33 min czytania

Bractwo Księżyca

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- A nie mówiłam. To od początku było skazane na niepowodzenie! - Z irytacją oświadczyła dziewczyna. - Dobrze wiesz, Lili, że chciałem się wyrwać z Berlina! - Po raz kolejny oświadczył Hans. Ich sytuacja była nie do pozazdroszczenia. Zaplanowali, że pojadą do ciotki Lili na Mazury, do Ełku. Wyjechali z Berlina o świcie. Niestety, pogoda im nie dopisywała. Od kilku godzin szalała wichura. Olbrzymie krople wody bębniły o dach BMW. Silne podmuchy wiatru wyginały konary drzew. Pioruny waliły nieustannie. - Lili, popatrz na mapę. Coś mi się tu nie zgadza. - Poprosił Hans. Dziewczyna sięgnęła do schowka. Chwilę w nim grzebała. Jej mina powiedziała chłopakowi wszystko. - Nie ma? No przecież mówiłem ojcu, żeby mi ją oddał!- Mimowolnie krzyknął. Zapanowała grobowa cisza. - Hans! Na miłość boską! Przecież jesteśmy w środku lasu! Wprawdzie minęliśmy ostatnio jakąś wioskę z kilkoma domami, ale tam nie dogadamy się po niemiecku, ani nawet po angielsku! Co zamierzasz? Chłopak zapalił papierosa. - Denerwuję się tak samo jak ty. Wiem, zadzwonię do taty. On w miarę zna te okolice. Zanim zdążyła zareagować, wyciągnął komórkę.- - Cholera!! Tu nie ma zasięgu! - Krzyknął, rozpaczliwie patrząc na wyświetlacz. Lili milczała. Jechali jakieś 20 minut, a dziki, leśny krajobraz nie zmieniał się. - A ojciec tak zawsze chwalił ten zasrany kraj! Zawsze mówił: „Dziecko, to kraina z marzeń, kraina świtów i zmierzchów, kraina kwitnących sadów, barwnych ostów, wielkich cienistych drzew, połyskliwych strumieni i ciemnych lasów, srebrzystych świerków, pagórków i mrocznych młynów nad spienioną wodą.”. Pomylony poeta! Pewnie nauczył się tego z jakiejś popapranej lektury! – Wrzeszczał Hans. - Nic nam to w tej chwili nie pomoże. Może lepiej skoncentrujesz się na drodze. – Powiedziała cicho, z widoczną rezygnacją Lili. Nagle coś szarpnęło samochodem. - Kurcze, on staje! Coś, kurwa, się zepsuło! Te polskie drogi! – Wrzeszczał Hans, próbując uruchomić silnik. Samochód jednak nie zamierzał ruszyć. - W bagażniku jest latarka. Poświecisz mi, a ja zobaczę, co wysiadło. – Stwierdził. Po chwili oględzin okazało się, że zepsuła się pompa paliwowa. - Lili... Nie naprawimy tego tutaj. To niewykonalne. Musimy znaleźć jakieś miejsce, z którego zadzwonimy po pomoc. Weźmiemy kanapki i resztkę coli i idziemy po pomoc. – Mówił bez przekonania Hans. - Po pomoc?... Dokąd?... – Głos dziewczyny wyraźnie się załamywał. Hans zacisnął zęby. - Dokądkolwiek. Byle dalej stąd. Ruszyli. Wichura nasilała się z każdą chwilą. Szli w kompletnym milczeniu, co chwilę patrząc na wyświetlacze telefonów. Nic się nie zmieniało. Otaczał ich gęsty las, wichura szalała, a telefony nie wyszukały ani jednej kreski zasięgu. Nagle Lili pociągnęła nosem. - Hmmm, jest tu gdzieś jakieś jezioro. Czuję to. Rzeczywiście, po kilku krokach stanęli nad brzegiem małego jeziorka. - Jestem potwornie zmęczona. – Powiedziała Lili. - Raczej się tu nie prześpisz. Chyba, że chcesz zamarznąć na śmierć. Wtem usłyszeli kroki, a między drzewami mignął jakiś cień. - Hans, Hans, kto to może być... – Szepnęła Lili. - Musimy mu zaufać. Raczej nie mamy wyboru. – Stwierdził krótko. - Halo, hilfe! Halo, can you help us?! Halo, pomocy! Człowiek zatrzymał się. - Skąd jesteście? Co robicie w naszej okolicy? – Zapytał z ciemności. Jego głos był niski, bardzo chłodny, pozbawiony wszelkich emocji. - My Niemcy... Wakacje... Mama i ciotka Polka... Auto... Awaria... Lepiej angielski... On nie rozumie po polsku. – Powiedziała Lili. - Ok. I understood. Did Hans try to repair this auto? – Zapytał obcy. Dziewczyna wzdrygnęła się. - Hans... On zna twoje imię. - Może myśli, że każdy potencjalny Niemiec to Hans. Naprawdę, Lili, też mi się to nie podoba, ale musimy mu zaufać. Gadaj z nim. - Hans couldn’t repair it. It’s too complicated. Could you help us? My mother and aunt come from Poland. I very like your country. – Mówiła drżącym głosem. Hans wiedział, że dziewczyna czuje respekt przed nieznajomym. - Ok., don’t worry. Don’t be afraid. Let’s go with me. – Zachęcił nieznajomy. Ruszyli. Nie widzieli dokładnie swego przewodnika. Kierowali się cieniem i odgłosem kroków. Lili nie wytrzymała i zapytała: - Why it’s your area? How do you know the name of my friend? - It’s not your business. – Stwierdził lodowato zapytany. Przerażenie dziewczyny było skrajne. - On coś kryje... Hans... Jeśli... Jeśli oni nam coś zrobią... Wielu Polaków nienawidzi Niemców. - Przestań panikować. Może jest skryty. Teraz Polska jest w Unii i dużo ludzi jeździ do Niemiec do pracy. Starsi ludzie może i jeszcze coś do nas mają, ale to już przeszłość. Przecież jestem mężczyzną. Nie dam ci wyrządzić krzywdy. Gdyby nas nienawidził, to nie zająłby się nami. – Mówił ze spokojem Hans, choć sam coraz bardziej się denerwował. Szli w milczeniu. Wichura szalała. Byli już kompletnie przemoczeni. Nagle w oddali zamajaczył jakiś wielki kształt. Pokonali jeszcze sto metrów i wtedy to zauważyli. Budowla wyglądała jak zamek albo hotel. Zbudowano ją w stylu gotyku austriackiego, z kwadratowymi wieżami na obu końcach dwustustopowej fasady, oba skrzydła zwieńczono grupami pięciu iglic, dekoracyjna balustrada z kutego żelaza ciągnęła się przez całą długość rynien. - It’s here. – Zapewnił ich przewodnik. Hans i Lili stali jak zamurowani. - Ja będę mówić do Hansa po angielsku, ale moi bracia gorzej sobie z tym radzą. Mam nadzieję, że jeśli będą mówić powoli, Lili zrozumie. Wiem, że czujecie się tu nieswojo, ale nic nie mogę na to poradzić. Nie obawiajcie się. My po prostu kochamy historię, tą dawną, oczywiście. – Wyjaśnił po angielsku mężczyzna. - Ale... Ale my chcieliśmy tylko zadzwonić... –Wybąkała niepewnie Lili. - Stąd nigdzie się nie dodzwonicie. Poza tym podejrzewam, że w okolicznych wsiach, nawet, jeśli są telefony, wichura uszkodziła linie telefoniczne. – Mówił nieznajomy. - Lili, jakoś musimy sobie poradzić. Mam nadzieję, że ci „bracia” nie koncentrują się na niewłaściwych fragmentach historii. Lepiej poczekać w tych murach niż iść w takiej wichurze. – Szepnął szybko po niemiecku Hans. - To zapraszam. – Powiedział przewodnik. Usłyszeli zgrzyt klucza w zamku ogromnych drzwi wejściowych. Ich przewodnik wkroczył do środka. Z wahaniem ruszyli za nim. Przechodząc przez próg stwierdzili, że w środku jest niewiele cieplej niż na dworze. Znaleźli się w wielkiej, kamiennej sali. Podłogę wyłożono pięknymi, orientalnymi kobiercami. Ściany obwieszono obrazami przedstawiającymi sceny zbiorowe albo mroczne krajobrazy. Salę oświetlały świece umieszczone w srebrnych kandelabrach. Teraz, w ich blasku, mogli dokładnie przyjrzeć się mężczyźnie, który ich tu przyprowadził. Był potężnie zbudowany i bardzo wysoki. Twarz MIAŁ niemal śmiertelnie bladą, pozbawioną wyrazu. Czarne oczy wpatrywały się uporczywie w Hansa i Lili. Najdziwniejsze jednak było jego ubranie – przypominało wyglądem ubiór zakonnika – czarna, długa, sięgająca do ziemi sutanna i welon okrywający włosy. - Poczekajcie tu, idę po moich współbraci. – Powiedział i odwróciwszy się, zniknął w ciemnym korytarzu. - „To się urządziliśmy. Ale, do licha, o co tu chodzi? Co ci bracia sobą reprezentują? Dlaczego tu mieszkają? Dlaczego się tak zachowują? Czy panika Lili ma jakieś uzasadnienie? Przecież ci ludzie mogą być zupełnie w porządku. Najbardziej niepokoi mnie fakt, że ten człowiek znał moje imię. Poważnie myśląc, albo nas wcześniej obserwował albo...” – Hans wolał nie domyślać się innych możliwości. Zbliżył się do jednego z obrazów. Malowidło przedstawiało zachód słońca nad jeziorem. Gdzieś w oddali majaczyła gotycka budowla podobna do kościoła. Lili stała oparta o ścianę i patrzyła tępo na Hansa. Stanowili parę od roku. Podobał się jej jego wygląd. Chłopak był wysokim, szczupłym blondynem. Miał jasną, pogodną twarz i niebieskie, ale bardzo ciepłe oczy. Dziewczyna myślała o ciotce, która się o nią martwi, o rodzicach sterczących przy komórkach daleko, daleko stąd. Tak, czuła się tu bardzo daleko od domu, daleko od cywilizacji, daleko od świata. Zamknęła oczy i wyobraziła sobie, że jest w domu. Ogarnęło ją jakieś ciepło i spokój. - Lili, wszystko w porządku, dobrze się czujesz? – Pytał troskliwie Hans. Zdała sobie sprawę, że siedzi na lodowatej posadzce kamiennej sali. - Mhm... Straciłam równowagę, widocznie... Trochę mi słabo... Przepraszam. Przez chwilę miałam wrażenie, że jestem w domu. – Wybąkała. - Biedactwo, zasnęłaś na stojąco. Nie martw się. Wszystko się jakoś rozwiąże. To nie jest koniec świata. Wstań. Chyba nie chcesz witać szanownych braci na siedząco. – Mówił łagodnie Hans. Pomógł jej wstać. Stali, trzymając się za ręce. Panowała zupełna cisza. Nagle usłyszeli, że kilka osób schodzi schodami w kompletnym milczeniu. Chwilę później kilka odzianych w sutanny postaci weszło do sali. Hans szybko zlustrował ich wzrokiem. Było ich czterech. Wszyscy ubrani w sutanny i welony.Ich twarze pokrywała potworna bladość. Na przedzie szedł ich przewodnik. Teraz okazało się, że braćmi dowodzi ktoś inny. Był to człowiek, którego wieku nie dało się określić. Jego blada twarz wyglądała na wysuszoną. Jasnoniebieskie, lodowate oczy utkwił w Hansie. - „Oj, nieprzyjemnie to wygląda.”. – Pomyślał chłopak. - Witam was w naszym zamku. Wiem, że daleka droga, zmęczenie i to, w jakiej sytuacji się znaleźliście,, bardzo was męczy. Zdaję sobie sprawę również z tego, że niepewnie się tu czujecie. Jednak poza okazaniem wam gościny nie możemy zmienić tego faktu. Jesteśmy grupą dość kontrowersyjną, ale to nie uzasadnia braku zaufania do nas. – Mówił przywódca. - Dobrze... Dziękujemy wam bardzo... – Powiedziała, z trudem dobierając słowa, Lili. - Jesteś Polką? – Zapytał przywódca. - Moja matka jest z Polski. – Odpowiedziała. Na bladej twarzy brata odmalował się uśmiech. Lili odczuła ulgę. - „Widać, że to mu się podoba. Ale Hans... On nie ma takiej sytuacji... A... A jego dziadek służył w Wermachcie.” – Pomyślała z niepokojem. - Jesteście głodni? – Zapytał jeden z braci. Lili popatrzyła na Hansa. Wymienili niechętne spojrzenia. - Kanapki... Jedliśmy... Dziękujemy... – Mówiła wolno. - No, to herbata może być? Lili wyraźnie zamierzała odmówić, ale Hans kiwnął głową. - Zapraszamy. – Powiedział przewodnik i na czele czwórki braci wyprowadził ich z sali. Szli korytarzem obwieszonym kobiercami i obrazami. Hans pooglądałby sobie to dokładniej, ale bracia szli dość szybko i musiał dotrzymać im kroku. Weszli do dużej komnaty, na środku której znajdował się ogromny, pięknie rzeźbiony, stary stół. Krzesła wyraźnie stanowiły z nim komplet. Gdy wchodzili, Lili usłyszała, że siedzący przy stole pozostali bracia mówili po polsku, ale nie była w stanie nic z tego zrozumieć. Kiedyś mama mówiła jej, że to mowa staropolska. Teraz, gdy wszyscy zebrali się w tej komnacie, naliczyła dwunastu braci. Przywitali się i usiedli do stołu. Ciepła herbata trochę rozgrzała i rozbudziła Lili. Za to Hans stawał się coraz bardziej śpiący. Bracia prowadzili między sobą cichą rozmowę. Dziewczyna była zbyt zmęczona, aby usiłować coś zrozumieć. Hans nic nie mówił, a jego oczy zdawały się coraz bardziej zmętniałe. Gdy już się napili, przewodnik zwrócił się do nich: - Zaprowadzę was do komnaty na wieży. Tam jest wygodnie. Posłusznie ruszyli za nim. Wziął z kredensu lichtarz ze świecą i skierował się do bocznego korytarza. - Tam są schody na wieżę. Uważajcie. – Powiedział powoli. Stopnie okazały się bardzo strome i Hans kilka razy się potknął. W końcu dotarli do ciężkich, dębowych drzwi. Lili stwierdziła ze zdziwieniem, że są wyryte na nich jakieś tajemnicze inskrypcje. Jednak nie dano jej się im bardziej przyjrzeć. Brat z rozmachem otworzył drzwi. Ogromna komnata była urządzona bardzo ubogo. Na środku stało wielkie, rzeźbione łoże. Pod oknem znajdował się niewielki, prosty stół. Ściany były białe i gołe. W komnacie było zimno, ale na łożu piętrzyła się sterta koców, pierzyn i poduszek. - Życzę dobrej nocy. – Powiedział cicho przewodnik. W jego oczach jednak kryło się coś, co bardzo nie spodobało się Lili – jakiś błysk, ulotny fragmencik czegoś, co mogło być wyłącznie czystym złem. - „Boże, pozwól nam doczekać do jutra. Pozwól nam stąd odejść.” – Pomyślała w popłochu. Hans, nic nie mówiąc, zwalił się na łoże. - Do jutra. – Powiedział brat i wyszedł, zamykając drzwi. - Hans? Wszystko w porządku? – Zapytała. - Mhm... Strasznie chce mi się spać... Urządźmy się jakoś i chodźmy spać. – Powiedział bezwiednie. Dziesięć minut później leżeli w znalezionych ciepłych koszulach. Hans szybko zasnął, ale ona kręciła się nieustannie. Panowała zupełna cisza. Leżała, myśląc o wydarzeniach dzisiejszego dnia. W końcu zmęczenie wygrało i dziewczyna pogrążyła się w głębokim śnie.

Obudziła się. Z początku nie wiedziała, gdzie jest. Wokół panowały egipskie ciemności. Dotknęła śpiącego Hansa, łóżka, na którym leżała, i w tym momencie przypomniała sobie wszystko. Miała znowu zasnąć, gdy do jej uszu dotarły jakieś dźwięki. Usiadła na łóżku i zaczęła nasłuchiwać. Po chwili zyskała zupełną pewność – kilku braci chyłkiem skradało się na wieżę. Nie wiedząc, co właściwie robić, zerwała się z łoża i pobiegła w stronę ściany, na której powinien znajdować się kontakt. W tym momencie drzwi otworzyły się i do komnaty weszło czterech braci, tych samych, którzy witali ich w kamiennej sali. Nie mieli żadnej broni, po prostu wmaszerowali cichym, ale stanowczym krokiem. - Czego?... – Zaczęła dziewczyna. W tym momencie blask księżyca padł na bladą twarz przywódcy. W tym upiornym świetle człowiek ten wyglądał jak kościotrup. Mina jego wyrażała wszystko to, co dziewczyna zauważyła w jego oczach, gdy się z nimi żegnał. Mimowolny, przeraźliwy wrzask wydarł jej się z ust: - Haaaans!!! Przywódca jednym skokiem znalazł się przy niej. Uniósł ręce i powiedział coś niezrozumiałego. Lili poczuła, że porywa ją lodowaty jak śmierć wiatr i upadła, uderzając głową o metalowy fragment łoża. Wszystko gdzieś się rozpłynęło i zapadła w ciemność.

Odzyskiwała przytomność powoli. Głosy przybliżały się coraz bardziej. - Rzekłeś, mistrzu, że jej nie uśmiercisz. I gdzie Wasz przykład dla bractwa? - Zamilcz! Przecież jej nie zabiłem. Czasami tracę kontrolę nad siłą mej mocy. Zaczęła krzyczeć, więc pragnąłem zamknąć jej usta na chwilę! Zajmij się nią, już świta. Idę do mej komnaty. Poczuła, że brat, który rozmawia z mistrzem obmywa jej głowę. Była bardzo słaba, każdy, nawet najmniejszy ruch stanowiłby ogromny wysiłek. Głowę rozsadzał jej potworny ból. Nie mogła otworzyć oczu. W nosie czuła zakrzepłą krew. Brat skończył obmywać ranę i zaczął zakładać opatrunki. W pewnym momencie powiedział: - Lili, wiem, że jesteś bardzo osłabiona i, zapewne, wystraszona, ale czy mogłabyś się do mnie odezwać? - Hans? Co zamierzacie? – Wyszeptała. - To, co zamierzamy może poczekać. Atak na ciebie był zupełnie, jakby to powiedzieć, przypadkowy. Nawet, jeśli nasze plany zawiodą, nie zginiesz. Potrzebujemy twojego Hansa. On jest teraz w innej komnacie. Śpi. Jest pod wpływem silnych eliksirów. - Czego? - Eliksirów, wiele jeszcze musisz się nauczyć o bractwie. Nie martw się, wszystko w swoim czasie. Jak poczujesz się lepiej, to porozmawiamy. To powiedziawszy, zawiązał dokładnie bandaż na głowie dziewczyny. - Będę musiał cię trochę obrócić. Chcę obmyć ci twarz. Nasz mistrz za bardzo się starał, abyś była cicho. Ale spokojnie, naprawdę nie chcemy wyrządzić ci krzywdy. – Powiedział bardzo łagodnie. - Dobrze. – Wyszeptała. Włożył rękę pod lewy bok dziewczyny i delikatnie przewrócił ją na plecy. Przemył jej twarz zimną wodą. Udało się jej otworzyć oczy. - Nie zabijajcie Hansa... On nic wam nie zrobił... – Szepnęła błagalnie. - O niczym szybko nie wyrokujemy. – Powiedział brat. Badawczo spojrzał jej w oczy. - Widzę, że chodzi ci też o swój stan. Rana jest dość poważna, ale już się z tym uporałem. Jutro poczujesz się lepiej. Teraz potrzebujesz spokoju. Dobrze byłoby, żebyś jeszcze to wypiła. To ci pomoże. Jutro ci wszystko wyjaśnię. Na razie się do tego nie nadajesz. – Mówił. Podszedł do stołu i wrócił do łóżka z niewielką szklaneczką. Uniósł głowę dziewczyny i wolno wlał jej płyn do ust.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bractwo Księżyca — czytnik · opowiadania