Fantasy · 3 min czytania
Bractwo, rozdział 5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
24 sierpnia
Zasugerowałam mamie, żeby zamiast dręczyć mnie pytaniami, poszła odwiedzić Esmeraldę, swoja najlepszą przyjaciółkę. I naprawdę- niech Bóg błogosławi tego kto wymyślił najlepsze przyjaciółki, bo jeszcze chwila tej paplaniny, a wyszłabym z siebie i nigdy nie wróciła, co byłoby całkiem dobrym pomysłem, biorąc pod uwagę okoliczności.
W nocy budziłam się aż osiem razy! Jestem pewna, ze od tej całej utarczki z mocami ciemności kompletnie rozreguluje mi się zegar biologiczny.
W każdym razie w kółko to zasypiałam, to znów się budziłam, tuląc do siebie mój kij bejsbolowy, który roboczo nazwałam Andy’m. Dobra, może i w pobliżu obozuje ekipa rodem z „Archiwum X”, ale z Andy’m u boku czułam się bezpieczniej. W razie czego mogłam sama przywalić ewentualnego Draculi w zaciszu swojego pokoju...
Część 22 / 2
Właściwie to nigdzie nie zauważyłam wysłanników Bractwa. Ulica była spokojna i pusta jak zawsze. Chociaż jakby się nad tym zastanowić, to już i tak fenomen. Hm albo zasługa świetnych dźwiękoszczelnych okien.
Udało mi się zasnąć tak na poważnie gdzieś około 6 rano, kiedy zrobiło się całkiem jasno, a i to tylko dlatego, ze przypomniało mi się, ze wampiry śmiertelnie boja się słońca, czego właściwie nie jestem taka pewna.
Boże dlaczego jestem taka słodka idiotką, ze nie zapytałam o wampiry kogoś, kto wczoraj leżał w moim łóżku i najprawdopodobniej wiedział o nich wszystko? To żałosne, że jeden chłopak potrafi zawrócić