Fantasy · 4 min czytania
Bractwo, rozdział III
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
23 sierpnia, poniedziałek, ławka w Central Parku
Dlaczego moje życie jest tak beznadziejnie beznadziejne? Nic mi się nie udaje. Powinnam zostać wpisana do Księgi Rekordów Guinessa jako największy życiowy nieudacznik. A bynajmniej wykładać na uniwerku przedmiot „Jak profesjonalnie zniszczyć sobie życie”. Jak już pisałam wczoraj, umówiłam się na spotkanie o pracę. Miałam się stawić o 11.00 do XXX na ulicę XXX. No to się stawiłam. Gdy jechałam windą na ósme piętro, moim oczom ukazała się zwykła poczekalnia, pomalowana na zwykły kolor. Przy biurku sekretarki były ogromne szklane drzwi, za którymi dojrzałam salę pełną innych biurek i kobiet w różnym wieku ze słuchawkami na uszach. Najstarsza miała chyba z sześćdziesiąt lat i robiła na drutach coś co przypominało pstrokaty sweter. Pomyślałam: czeka mnie lekka zwyczajna robota. Zbyt miła sekretarka w, jak na mój gust, zbyt krótkiej spódniczce, poleciła mi wejść do gabinetu znajdującego się po drugiej stronie szklanych drzwi, oznajmiając, że szef zaraz przyjdzie. Patrząc na jej trwałą i makijaż rodem z lat 80. uśmiechnęłam się niepewnie i weszłam do gabinetu. To pomieszczenie też wyglądało zwyczajnie. Zielone ściany, mahoniowe biurko, zielony fotel, na ścianach jakieś dyplomy, których nie chciało mi się czytać. Na biurku leżały słuchawki. Niewiele myśląc założyłam je i zaczęłam odgrywać scenki z mojej przyszłej pracy. Usłyszałam śmiech i stanęłam oko w oko z rudym mężczyzną w średnim wieku, trochę otyłym i z kozią bródką. Wyczucie stylu tych ludzi pozostawiało wiele do życzenia. Ściągnęłam słuchawki i wyciągnęłam do niego rękę. - Amy Johnson? Niektóre nawet nie wiedza jak je założyć.- przywitał się kurtuazyjnie. - Dzień dobry, miło mi pana poznać. - Nasza firma zapewnia zadowolenie klientom na wszystkich frontach. Mam nadzieję, ze to jasne? Usiądź. Posłusznie zajęłam miejsce na krześle. - Tak, oczywiście. Co mam reklamować? - To czego…