Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 12 min czytania

Brak

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział I

Zachodni wiatr kołysał kutry zakotwiczone w porcie, potem pędził w głąb lądu, przelatując z cichym pomrukiem przez ulice miasteczka położonego na wąskim pasie lądu między Morzem Bałtyckim a Zatoką Gdańską. Pyzaty księżyc zaglądał ciekawie do okien domów, a jego promienie błądziły po ścianach i twarzach śpiących ludzi. Jak to w małej miejscowości bywa wszyscy się tu znali. Mężczyźni byli rybakami, często wypływali w morze na kilka tygodni, a kobiety zajmowały się domem i wychowaniem dzieci. Taki podział ról był ustalony od dawna i nikomu nie przychodziło do głowy, by coś zmienić. Zresztą rzeczywistość nie prowokowała do jakichkolwiek zmian. Brak innej pracy, oprócz łowienia ryb powodował, że kobiety i mężczyźni skazani byli na to, co robili. Pięcioro przyjaciół mieszkało blisko siebie w jednorodzinnych domkach – trzech chłopców i dwie dziewczyny. Byli uczniami drugiej klasy miejscowego gimnazjum. Stanowili „paczkę” już od przedszkola, a w szkole chodzili do jednej klasy. Wszystkie wolne chwile spędzali razem, próbując jakoś sobie organizować czas. Było to trudne, bo zazwyczaj życie toczyło się tu swoim niczym niezmąconym rytmem, z dala od zgiełku wielkiego miasta. Właściwie każdy następny dzień był podobny do poprzedniego i nie można było oczekiwać, że wydarzy się coś nadzwyczajnego. Ale już za kilka godzin miało się stać coś, co odmieni życie piątki przyjaciół. Dochodziła północ. Mieszkańcy pogrążeni w głębokim śnie regenerowali siły po wyczerpującym dniu. Tylko w jednym domu, a właściwie w pokoiku na piętrze, paliło się światło. Piotrek przewracał się na łóżku i nie mógł zasnąć. Przeszkadzał mu świst wiatru w niewidocznych szparach. Nie pomagało nawet liczenie baranów, bo w głowie kłębiły mu się myśli, związane z wydarzeniami całego dnia. Bo też był to dzień, który należał do tych wyjątkowych, które zdarzają się raz w roku - dzień urodzin. Od rana trwały przygotowania, mama piekła ciasta i przygotowywała smakowite kanapki. Piotrek odkurzył nawet swój pokój. Około 16 pojawili się zaproszeni goście. Michał Pruski - wysoki jak na swój wiek chłopiec o blond włosach, mający bzika na punkcie astronomii. Miał nawet w domu lunetę ustawioną na balkonie, a że mieszkali w osiedlu poza miastem, mógł wieczorami wpatrywać się w niebo w poszukiwaniu zabłąkanych komet. Wierzył, że któregoś dnia dostrzeże statek obcych. Następny przyszedł Konrad Bogacki, najwyższy z całej piątki, koszykarz w szkolnej drużynie. W wieku 15 lat miał już 185 cm wzrostu i wszyscy zastanawiali się, czy kiedyś przekroczy dwa metry. Jego krótko przystrzyżone włosy stały jak kolce jeża. Gdy on się pojawiał, w domu zaczynało „wrzeć”. Wszędzie było go pełno, nie usiedział ani chwili spokojnie. Oprócz koszykówki miał drugiego konika – komputery, a właściwie gry. Cały dzień mógł przesiedzieć przed ekranem i strzelać do wirtualnych potworów. Z tego powodu nie osiągał zbyt celujących wyników w nauce, mimo, że był bardzo zdolny. Ostatnie pojawiły się Basia Parol i Ala Borus. Basia, piękna, wysoka dziewczyna, o długich blond włosach i ciemnych oczach, obiekt westchnień wszystkich chłopców. Też lubiła gry komputerowe, szczególnie strategiczne i przygodowe, ale nie tylko. Również historia, szczególnie starożytna oraz biologia były w kręgu jej zainteresowań. Jej wiadomości z tych przedmiotów wykraczały daleko poza program szkolny. Już dawno miała sprecyzowanie plany, co do swojej przyszłości. Marzyła, by zostać biogenetykiem. Ala – trochę niższa od Basi - jedyna w tym towarzystwie brunetka z krótko przyciętymi włosami, była bardzo spokojna i miła. Taki typ naukowca. Miała talent do nauki języków obcych. Nauka ich przychodziła jej z dużą łatwością. Znała już angielski, niemiecki i łacinę. Jakby tego było mało, natura obdarzyła ją również umiejętnością szybkiego analizowania problemów i znajdowania najprostszego wyjścia z trudnych sytuacji. Wśród nich Piotrek wyglądał na starszego. Może powodowało to to, że nosił okulary. Nad jego wysokim czołem rozdzielała się na boki grzywka, spod której patrzyły duże, mądre, brązowe oczy. Miał rzadką umiejętność przyciągania uwagi słuchaczy. Mówił ładnie i interesująco. Miał tak obszerną wiedzę, że można było porozmawiać z nim na każdy temat. Uczył się bardzo dobrze, z klasy do klasy przechodził z czerwonym paskiem na świadectwie. Ze wszystkich przedmiotów najbardziej lubił matematykę i z nią wiązał swoją przyszłość. Ale przy tym miał jedną wadę – był bardzo nieśmiały w stosunku do dziewczyn. Wprawdzie w towarzystwie Ani czy Basi czuł się swobodnie i nie widać było jego nieśmiałości, za to z innymi dziewczynami było gorzej. Piotrek miał też tajemnicę, o której nikt nie wiedział. Był zakochany w Ali. Najbardziej z nią lubił przebywać i rozmawiać na różne tematy. Może dlatego, że oboje byli typami naukowca i przyciągali się. Zresztą wydawało się, że Ala też go lubi. Ale Piotrek nigdy nie odważyłby się powiedzieć jej o swoich uczuciach i chyba nigdy nie powie. Zabawa zaczęła się na całego, kiedy Piotrek otworzył wszystkie prezenty. Dostał piłkę nożną, puzzle, książki, od rodziców extra bluzę, ale największe zainteresowanie wywołało ogromne pudło, które Piotrek dostał od swojej ciotki. Okazało się, że była to gra komputerowa. Jej tytuł - „Antidotum”- dziwny i tajemniczy, zapowiadał wielkie emocje. Ale mama nie pozwoliła nikomu zasiąść przy komputerze, bo miały to być imieniny wesołe i miłe dla wszystkich, a nie tylko dla jednego gracza. A więc dzieci wymyślały różne gry i zabawy w domu i na powietrzu. Czas minął szybko. Wszyscy umówili się na jutro, żeby zapoznać się z nową grą. I tak, myśląc o wydarzeniach minionego dnia i marząc o nowej grze, Piotrek wreszcie pogrążył się we śnie. Następnego dnia obudził się o ósmej. Szybko wyskoczył z łóżka, poszedł się umyć, a potem zjadł śniadanie,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%