Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 7 min czytania

Brak cd.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział II

Chmury kłębiące się wysoko w północnej części czerwono-niebieskiego nieba zaczęły poruszać się z coraz większą prędkością, tworząc wirującą dziurę w atmosferze planety. W tej samej chwili wyleciało z niej pięć świetlnych promieni, które pędziły ku powierzchni planety, celując w świetlisty krąg pulsujący światłem. Każdy z pięciu promieni mknął ku jednej części kręgu. Kiedy dotknęły jego powierzchni nastąpiła cudowna przemiana - atomy połączyły się i chwilę potem w każdej części znalazło się jedno dziecko. Krąg jeszcze chwilę pulsował czerwonym światłem, aż wreszcie zgasł. Piotrek, Michał, Konrad, Ala i Basia wyszli z kręgu. Rozejrzeli się. Nie mogli dostrzec zbyt wielu szczegółów oślepieni blaskiem słońc, ale ich ktoś widział. Na wysokości trzech kilometrów krążył dziwny pojazd, przypominający ziemską ważkę. Leciał bezgłośnie, dzieci nie mogły go słyszeć, ale czujniki ciepła na jego pokładzie dostrzegły intruzów. Lampki na pulpicie zaczęły migać czerwonym światłem alarmu. Pilot aż poderwał się z fotela, zrobił kilka zdjęć i pospiesznie zawrócił maszynę do bazy . Dzieci stały na wzgórzu porośniętym niebiesko-zieloną trawą i dziwnymi roślinami o jaskrawo czerwonych kwiatach wielkich jak talerze obiadowe. Wzgórze otaczał ocean drzew. Wydawał się ciągnąć w nieskończoność. Drzewa były tak równe, że wyglądało to tak, jakby były wycięte z jednego szablonu. Zauważyli niewielkie wybrzuszenie na gładkiej tafli drzew, ale z powodu ostrego blasku słońc nie mogli określić, co to jest. Daleko na horyzoncie majaczyły olbrzymie góry, nie przypominające tych występujących na Ziemi. Były bardziej strome i szpiczaste. Największą trwogę a zarazem zainteresowanie budziły trzy szczyty złączone ze sobą jakby mostem. Dwa niższe były równej wysokości, ale trzeci środkowy sięgał do samych chmur, a jego wierzchołek przesłaniał czarny dysk, który pulsował i co chwila rozbłyskał światłem błyskawic. W kierunku lasu prowadziła ze wzgórza ścieżka. Zeszli w dół. Gdy dotarli do pierwszych drzew, przejęła ich jeszcze większa groza, bo niebo nagle pociemniało, groźna obręcz wokół najwyższego szczytu znacznie się rozszerzyła, aż wreszcie część jej z dużą szybkością spłynęła w dół. Dookoła rozległy się skrzeki, piski, a od czasu do czasu przeraźliwe krzyki. Dzieci rzuciły się w kierunku najbliższego drzewa i ukryły się w jego konarach. - Nic wam nie jest? – spytała cicho Ala. - Nie – odpowiedzieli szeptem. - Gdzie my jesteśmy? – zapytał drżącym z przejęcia głosem Piotrek? - Nie wiem - powiedział Michał - ale na pewno nie na Ziemi. Po chwili wszystko ucichło. Odważyli się opuścić schronienie. Spojrzeli na szczyty. Czarna obręcz wokół najwyższego z nich utrzymywała się nadal, widać było niewyraźne ruchy w jej wnętrzu, ale wydawało się, że chwilowo nie ma żadnego niebezpieczeństwa. - Słuchajcie - powiedział Konrad - Musimy ruszać, więc zbierajcie manatki . - Tak, ale dokąd? - spytał Michał. - Na południe. - Dlaczego? - zdziwił się Piotrek. - Pójdziemy w kierunku tej kopuły, którą widzieliśmy ze wzgórza. Wydawało mi się, że jest to sztuczny twór. - No dobrze - odpowiedział Piotrek, wstając z miejsca. Wszystko jedno, możemy iść i na południe. Może dowiemy się, co właściwie nam się przytrafiło. Po chwili znaleźli się w lesie wyjątkowo ponurym. To, że wszystkie drzewa były równej wysokości powodowało, że ich korony były złączone i przepuszczały tylko pojedyncze promyki słońca. Pokręcone konary drzew pochylały się nad ścieżką. Coś poruszało…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%