Fantastyka · 23 min czytania
Brak cd.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział III
Promienie dwóch słońc nieśmiało przeciskały się między gęstymi liśćmi drzew, muskały twarze śpiących dzieci. Pierwszy obudził się Michał. Otworzył oczy i z trwogą rozejrzał się wokół. Było cicho, wiatr delikatnie poruszał liśćmi w koronach drzew. Dzieci jedno po drugim otwierały oczy. Nie było śladu po groźnych nocnych bestiach. - Mam nadzieję że nigdy więcej nie spotkamy tych żółtookich, krwiożerczych szkieletów - powiedział Michał. - Ciekawe, czy są tutaj jakieś przyjazne istoty? - spytała Ala. - Mam nadzieję, że tak - odpowiedziała Basia. Dopiero teraz zobaczyli ścieżkę wychodzącą z polany. Skierowali się w tamtym kierunku. Szli w kompletnej ciszy. Początkowo nie mogli zorientować się czego im brakuje. Teraz stało się to oczywiste – nie było słychać śpiewu ptaków. Dalej las robił się coraz rzadszy. Przez korony drzew docierało teraz dużo światła, sprawiając, że ścieżka wydawała się malownicza i przytulna. W dali między drzewami prześwitywały wzgórza. - Konrad, a może to, co widziałeś to nie była kopuła tylko te wzgórza - powiedział Michał. - Może, ale i tak musimy to sprawdzić . Droga do wzgórz zajęła im jeszcze godzinę, bo ścieżka wiła się wśród drzew jak wąż, zawracając i skręcając w lewo i w prawo. Gdy wreszcie dotarli na miejsce w oczy rzuciło się im drzewo, na oko bardzo stare, o korze białej jak śnieg i jasno zielonych liściach, które rosło obok największego wzgórza. Jego korę od strony lasu pokrywały tajemnicze znaki. Ala zbliżyła się i dotknęła jej ręką, po czym obchodząc je dookoła zaczęła opukiwać pień. - Nic nie rozumiem, gdzie podziała się ta kopuła - powiedział z nieukrywanym zdumieniem Konrad - powinna być dokładnie tutaj . - Pewnie ci się zdawało - powiedziała Basia. - Nic mi się nie zdawało - odparł ze złością Konrad. - Ty po prostu nie potrafisz przyznać się do błędu - krzyknęła Basia i popchnęła Konrada, ten zachwiał się i potrącił Alę, która również straciła równowagę i upadła na ziemię. - Co wam przyszło do głowy ? - zapytała gramoląc się. W tej samej chwili złapała ręką za gałąź przy drzewie i ... zniknęła . Wszyscy stanęli jak wryci z szeroko otwartymi oczami, nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. - Widzieliście ? - spytał drżącym głosem Michał. Nikt nie odpowiedział. Przeszywającą ciszę przerwał Konrad. - Pomyślmy logicznie, jeśli ona zniknęła w ten sposób, to my też możemy. No co tak stoicie? Chodźcie. Podszedł do drzewa. Dzieci skupiły się wokół drzewa i równocześnie pociągnęły gałąź. W chwilę po tym poczuły, jak pędzą w dół w czymś jakby skrzyni. Teraz na wzgórzach oprócz drzew i ciszy nie było już nic. Po kilku sekundach zatrzymali się, jedna ze ścian otworzyła się, a oni wyszli na zewnątrz. Stali na kamiennym chodniku, a wokół nich roztaczał się niezwykły widok. Pod powierzchnią planety było miasto, a po ulicach poruszały się istoty, przypominające z wyglądu ludzi . - Co to jest? Gdzie jest Ala? - spytała niepewnym głosem Basia. - Nie wiem, ale może spytamy kogoś - zaproponował Michał. - Bardzo śmieszne - syknął Konrad. - No, co tak stoicie jak słupy soli – usłyszeli za plecami. Odwrócili się gwałtownie. Za nimi stała ... Ala w towarzystwie kilku istot. Miały bardzo pociągłe twarze ozdobione tajemniczymi znakami i wyjątkowo długie uszy. Ich skóra była bardzo jasna. Rozpuszczone długie czarne włosy sięgały im do ramion. Duży kontrast między jasną skórą i ciemnymi włosami sprawiał, że wyglądali jakby odlani z gipsu. - Ala, czy ty wiesz, kim oni są? – spytał Konrad. - Ala, jesteś pewna, że oni są przyjaźnie nastawieni? – dodał niepewnym głosem Michał. - Jak się tu znaleźliśmy? Gdzie jesteśmy? - pytała Basia. Przekrzykiwali się nawzajem. Uciszyła ich gestem ręki. - Wszystkiego dowiecie się w swoim czasie - odparł jeden z obcych. Było dziwne, że tajemnicze istoty mówiły zrozumiałym dla nich językiem, ale teraz nie mieli czasu się nad tym zastanawiać. Razem ze swoimi towarzyszami szli krętą, kamienistą drogą prowadzącą do miasta. Korzenie drzew podtrzymywały sklepienie groty, całość wyglądała bardzo solidnie. Wąska dotąd droga zaczęła się rozszerzać, aż oczom zdumionych dzieci ukazał się olbrzymi plac otoczony rzędem małych białych domków. Na jego środku stał budynek, który wyglądem przypominał Ateński Partenon tylko, że ten nie był zrujnowany, wręcz przeciwnie, lśnił śnieżną bielą. Ten dziwny pochód dotarł wreszcie do szerokich marmurowych schodów i stanął u masywnych, drewnianych wrót. Jedna z prowadzących istot zapukała trzy razy w drzwi. Wewnątrz rozległo się echo pośpiesznych kroków. Po chwili wrota otworzyły się i stanął w nich inny kosmita. Jego twarz pokrywała sieć bruzd, ale było w niej też coś dostojnego. - Wchodźcie – powiedział – członkowie rady oczekują was . Dzieci posłusznie ruszyły za nim już bez swoich poprzednich towarzyszy, którzy pozostali na zewnątrz. Szli długim korytarzem, którego ściany, podłoga i sufit pokryte były płaskimi kamieniami ozdobionymi licznymi malowidłami. Przeszli jeszcze jakieś dwadzieścia metrów i znaleźli się w wielkiej sali, w której zgromadzili się prawdopodobnie najstarsi przedstawiciele tej rasy. Na środku stał tron, w którym siedział kosmita, chyba najstarszy ze wszystkich zgromadzonych. Jego białą wysuszoną skórę również pokrywały tajemnicze znaki. Ubrany był w długi, purpurowy płaszcz, spod którego wyglądała śnieżnobiała tunika. Przyjrzał się dzieciom, po czym rzekł. - Witajcie młodzi Ziemianie. Jestem Nestor przewodniczący Najwyższej Rady planety Zinaria. Wybaczcie, że tak gwałtownie ściągnęliśmy was na naszą planetę. Ale niedługo wszystko zrozumiecie. Na pewno macie do mnie wiele pytań, a ja z chęcią na nie odpowiem. Dzieci milczały. Kto powinien zadać pierwsze pytanie? Po chwili milczenia na odwagę zdobył się Konrad. - Gdzie my jesteśmy? – spytał niepewnie . - Na planecie Zinaria. - Gdzie ? - Na planecie Zinaria, leżącej w gwiazdozbiorze Wielkiego Psa. - Znam ten gwiazdozbiór. Widać go u nas zimą na południowym niebie. Jego najjaśniejszą gwiazdą jest Syriusz A, a odległość od Ziemi wynosi 8,69 roku świetlnego - wykrzyknął Michał. - Widzę młody człowieku, że astronomia nie jest ci obca. Rzeczywiście masz rację. Jak wiesz, Syriusz A ma brata bliźniaka, białego karła Syriusza B. Stąd na naszym niebie widać dwa słońca. - Jak to się dzieje, że mówimy tym samym językiem?- spytał Michał. - Wyjaśnię wam to. Kilkadziesiąt lat temu odebraliśmy dziwny sygnał. Nasi naukowcy przeanalizowali go i okazało się, że była to wiadomość od obcej cywilizacji zamieszkałej na planecie Ziemia w Galaktyce o nazwie Mleczna Droga. I tak dowiedzieliśmy się o was. Sygnał zawierał różne informacje z dziedziny matematyki, chemii, biologii, informacje o życiu na tej planecie, o budowie DNA, rysunki człowieka, liczbę ludności na Ziemi, wygląd układu słonecznego i jego miejsce we wszechświecie oraz zasady gramatyki dziesięciu języków m.in. polskiego. Dlatego już rozumiecie, że nauczenie się przez nas waszego języka było dziecinnie proste. - Jak się tu dostaliśmy? – spytała Ala - Otworzyliśmy kanał podprzestrzenny, ukierunkowując go na dom tego chłopca – powiedział Nestor, równocześnie wskazując palcem na Piotrka. W chwili, gdy podłączyliście się do komputera i uruchomiliście grę, włączył się transponder, który przeniósł was tutaj. - Po co nas tu ściągnęliście ? – zapytała Basia - Widzicie - zaczął powoli – wiele lat temu naszą planetę podbili Parianie, wojownicza i wyjątkowo wrogo nastawiona rasa. Kiedy odkryli, że ich planeta ulegnie zniszczeniu, gdyż pochłonie ją czerwony olbrzym, postanowili zasiedlić naszą. Są przekonani, że żeby ją opanować muszą nas zniszczyć. Przez jakiś czas udawało nam się bronić, ale nie wiedzieliśmy, że przywieźli ze sobą również broń biologiczną, przed którą nie umieliśmy się uchronić, a która powodowała w nas zmiany genetyczne. Wybuchła straszliwa epidemia. Te monstra, które spotkaliście w lesie to właśnie ofiary zarazy. Teraz jest nas niewiele ponad tysiąc. Część z nas mieszka pod powierzchnią planety, część ukrywa się w bazach, ale większość z nas została schwytana przez Parian. Trzymają ich w barakach w pobliżu kopalń strzeżonych w dzień przez strażników a w nocy przez skitery i zmuszani są do niewolniczej pracy przy wydobywaniu ksydolitu, paliwa potrzebnego do napędzania statków Parian. Wierzymy, że przy waszej pomocy pokonamy Parian i zniszczymy rozplenioną przez nich zarazę. - Ale co my mamy z tym wspólnego? – spytał Michał. - Około osiemnaście lat temu, około dwóch lat po tym, jak Parianie wypuścili zarazę, dowiedzieliśmy się, że ich naukowcy pracowali nad antidotum na ten środek. Aby się ratować, postanowiliśmy zdobyć ten środek. Udało nam się znaleźć wśród Parian jednego sprzymierzeńca. Pomógł on naszym wojownikom dostać się do laboratorium. Jednak później zostali zauważeni, wywiązała się walka i laboratorium wyleciało w powietrze. W ostatniej chwili udało im się zbiec, zabierając ze sobą składniki. Jednak nie dowieźli ich do podziemnego miasta. Ścigani przez myśliwce i skitery ukryli składniki w pięciu regionach planety. Zdążyli jeszcze przesłać nam współrzędne tych miejsc oraz ustawić czujniki emitujące sygnał i zginęli. Chyba już znacie odpowiedź na wasze pytanie – tak, wezwaliśmy was tu po to, abyście je odnaleźli i przywieźli do pałacu. - Ale dlaczego my ? - Widzicie, każda istota we wszechświecie ma własne pole energetyczne zwane neutr, które otacza jakby płaszczem ochronnym całe ciało. U niektórych to pole jest bardzo silne. Najczęściej osoby te posiadają zdolności telekinetyczne, jednak nie wszyscy ich używają, ponieważ nigdy nie były im potrzebne. My niestety mamy to pole zbyt słabe i nie jesteśmy w stanie przeciwstawić się najeźdźcom. Wy ludzie z planety Ziemia macie najsilniejsze pole z jakim się dotąd spotkaliśmy. W obliczu zagrożenia mobilizuje ono wasz organizm do wytwarzania enzymu, który potrafi zwalczyć między innymi jad skiterów. Oczy Ali stały się duże jak spodki. Otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, ale Nestor uprzedził ją. - Domyślam się, o co chcesz zapytać – dlaczego nie wyizolujemy enzymu z waszej krwi? Niestety nie możemy tego zrobić, ponieważ zawiera on specjalny zestaw białek, który uniemożliwia leczenie nim nikogo poza właścicielem. Jednak jesteśmy pewni, że dacie radę wypełnić tę misję. Ale czy zechcecie nam pomóc? - zapytał drżącym głosem. Dzieci stały w milczeniu. Żadne z nich nie wiedziało, co powiedzieć. Po dłuższej chwili milczenia niespodziewanie odezwał się Michał - Zgadzamy się . Spojrzeli na niego, ale nikt nie zaprotestował, kiwnęli tylko głowami. - Wspaniale! – ucieszył się Nestor. Teraz posłuchajcie. Bardzo zależy nam na czasie więc musicie wyruszyć już jutro. Każdy z was wyruszy na poszukiwanie jednego składnika antidotum. Około dziesięciu waszych kilometrów na północ stąd jest świątynia. W niej znajdziecie krąg, podobny do tego w którym wylądowaliście, który przeniesie was do celu podróży. Musicie poruszać się tylko w dzień. Nasi zmutowani bracia są bardzo niebezpieczni. Szkodzi im tylko światło, o czym się zapewne już przekonaliście. - Przepraszam – wtrąciła się Basia – mam jedno, a właściwie dwa pytania. - Odpowiem na wszystkie. - Kiedy…