Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 13 min czytania

Brak tytułu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

-Ja? Jestem nikim i niczym. Pyłkiem na płaszczu króla. Tancerzem na pajęczej nici. Robaczkiem, który skacze chwytając to co rzuca mu los. A ty? Ty jesteś ... zagubiona w dziejach, przypadkowa ofiara stada hien w lwich koronach. Gdzie jest prawdziwy lew gdy na tronie go nie ma? Padlinożercy szarpią jego ciało. A ty uciekasz, uciekasz,by nie być jeszcze jednym ścierwem pozartym przez nich. Oto czym są i czym jesteśmy. Powiedział mężczyzna o czarnych oczach, tak mrocznych jak noc, jak matka ziemia i ojciec śmierć. I miał rację, wiedziałam to dobrze, choć nie przywykłam do gier słownych i zabawy błaznów, którymi mnie uraczył. Skąd jednak wiedział? A może nie wiedział? Potrząsnełam głową pozwalając by mokre włosy spadły mi na policzek: nie to teraz było ważne. -A więc co tu robisz pyłku, tancerzu, robaku?- nonszalancja mojego głosu, nie zdradzała ukrytego lęku. Przynajmniej taką miałam nadzieję. -To samo co ty, ale w drugą stronę.-odprał z uśmiechem wędrowca zwracającego się do trzyletniego pacholęcia. -Porzuć to więc. Do zamku nie można się dostać. -Skoro można się WY-dostać, dostać nie powinno być trudniej. -A jednak jest, jeśli nie znasz wejścia. Lub kogoś przy wejściu.- uśmiechnęłam się spoglądając na jedyną bramę obsadzoną przez kilkunastu strażników. To, że większość z nich pochrapywała, nie miało znaczenia. -Ależ znam.-odparł z niesamowitą pewnością siebie. Czy to możliwe że..? Jeśli zna kogoś musi być jednym z nich! Pogoń za mną? Zaskoczenie pomieszało mi w głowie i cofnęłam się gwałtownie kładąc rękę na broszy. Absurdalny gest: zwrócenie uwagi poprzez nagłe zasłonięcie przedmiotu. Jeśli był tym, o kim pomyślałam, to powinno wystarczyć bym znów poczuła piętno niewidzialnych kajdan Harrogath. A kto wie, może tym razem byłyby to łańcuchy widzialne... On jednak zignorował mój strach i nie wydawał się zaiteresowany małym przedmiotem na piersi. -Gdzie więc twa brama strażniczko?-zapytał unosząc wyżej kąciki warg. Jego klinga wysuwała się bezszelestnie. -Oszalałeś!-machnełam reką odrobinę zbyt energicznie i kilka magicznych iskier sypnęło się z pomiędzy palców. Obużenie jednak zwalczyło obawę- Myślisz, że zmusisz mnie do powrotu tam?! Wystarczy, że krzyknę, a... -Masz rację.-przerwał spokojnie-Nie zmuszę cię. Ale ty przecież sama chcesz tam pójść.-kontynuował zimno nie zważając na moje rosnące niedowierzanie.- Zżera cię ciekawość jaki głupiec próbuje się dostać do tej przeklętej twierdzy, i po co. Rzeczywiście tak było. Jednak uświadomiłam to sobie dopiero z tą chwilą. Nie dałam się zbić z pantałyku,ani poznać mu, że przejrzał mnie do granic. Odezwałam się głosem tak zimnym i spokojnym jak jego,a moje spojrzenie wyrażało rozczarowanie i wzgardę. -Nawet jeśli, nie sądzisz chyba, że jestem tak głupia aby jej ulec? -Rzeczywiście...-przyznał zatrzymując się w martwym punkcie. Teraz dopiero dostrzegłam całą jego bezradność. Wszystko to: ostrze, doświadczenie, pewność siebie były niczym: tylko maską, którą próbował ukryć przed samym sobą, że nie wie co dalej. I co ważniejsze ukryć przede mną, choć oboje wiedzieliśmy, że byłam mu potrzebna. Po raz pierwszy od tak dawna ktoś potrzebował mnie z powodu innego niż rządza. A ja bardzo chciałam mu pomóc. O ile oczywiście nie chodziło mu o morderstwo. -A więc? Zaspokoisz moją ciekawość,a ja zdecyduję, czy mogę ci zaufać? Czyteż postoimy tutaj trochę po czym odejdę, a ty zostaniesz sam ze swoimi problemami. Westchnął ciężko, choć nie mogłam tego nie widzieć, także z ulgą. -Głupiec, którego masz przed sobą nazywa się Anhiat. A jego cel to osoba. Kobieta więziona gdzieś w tej twierdzy, o imieniu Aen. Silv'Aen. -Z leśnych elfów...-dokończyłam- Twa miłośnica. Jakież to szlachetne i banalne.-rozłożyłam rozbrajająco ręce. -Mylisz się.-powiedział po prostu.- Ani krzytna w tym szlachetności, a o banale nie wspomnę. Elfka jak elfka. Dość ładna, o jasnych włosach i spojrzeniu pełnym turkusów. Ale nie jest mą miłośnicą. Zaśmiałam się szczerze. Zaprzeczył. Alez naturalnie, że musiał zaprzeczyć. Jaka dziewczyna poszłaby z obcym ratować jego ukochaną do tego kamiennego piekła? Tylko zauroczona. A nic tak nie psuje zauroczenia jak świadomośc o innej. Pomylił się jednak. Owa inna była gwarancją mojego bezpieczeństwa. I dlatego własnie zamierzałam z nim pójść. -Oczywiście. A teraz cny Anhiacie, szlachetny mój zbirze, pozwól mi się dotknąć. Otrząsnął się. To znaczy, że wiedział co zamierzałam zrobić. Nie miał jednak wyboru. Zbliżyłam się kładąc zimną dłoń na jego policzku. Ciepłym i miękkim, choć pokrytym zarostem.Przymknąłam oczy przesuwając palcami po twarzy i w dół, szyja, krtań, niżej jeszcze niżej: do serca. Nie zjrzałam głęboko, tylko tyle ile musiałam wiedzieć. Nawet kiedy runęły ściany, które wzniósł w sobie, nie zbliżyłam się do jego sekretów. Nazwijcie to głupim, nie mogłam, po prostu nie mogłam. -Ciemność chroniąca światło przed ciemnością, która jest w nim. -Cóż to znaczy?-szczypta drwiny nie zdołała mnie zrazić. -Nie wiem.-przyznałam- Ale to światełko mi wystarczy. -Niepewny płomyk wart jest twego zaufania?-złosliwy lekko kpiący uśmiech nadal malował się na jego obliczu. -Niepewny płomyk w środku to więcej niż zwęglona czerń, mimo łuny pożarów. Zresztą nie o to chodzi. Ty też dobrze wiesz, że możesz mi ufać. Powoli, jakby z wahaniem skinął głową. Wiedziałam jednak, że nie jest to niepewność mnie dotycząca, a raczej wynikająca z dumy i samotniczości. Ten człowiek właściwie dobierał przyjaciół. Lub nie dobierał ich wcale. Choć fakt, że posiadał kochankę zdawał się świadczyć o tym pierwszym. -A więc chodźmy, znam tylko jedno miejsce gdzie mogą trzymać twoją wybraną. O ile oczywiście nie wkupiła się w łaski strażników, ale to chyba możemy wykluczyć, prawda? Szyderstwo odniosło skutek, prawie niezauważalnie zmarszył brwi i przygryzł wargi. To prawie niezauważalne było o wiele bardziej wymowne niż gdyby splunął i sklął. Mam cię-pomyślałam i uśmiechnęłam się do siebie. Rachunki zostały wyrównane. -Tylko tchórz uderza w tych, którzy nie mogą się bronić.- a jednak nie. -Tchórzem jest żołnierz, który uderza w słabiznę, odsłoniętą wszak i nie bronioną zbroją? -Żołnierz ma innych przeciwników wkoło. -Mnie zaś jeden wystarczy. Kobietą tylko jestem. Raczyłeś zauważyć?- delikatnie przesunęłam ciężar ciała na prawą nogę i leciuteńko rozsunełam ramiona. Nie chciałam aby ten gest był zbyt

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%