Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

melodramat · 24 min czytania

Braki powroty i inne niuanse (rozdział 2)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

2. Braki Wesele. Skromne, tylko dla najbliższej rodziny i przyjaciół. Osiemdziesiąt osób. Noc poślubna? Niczym szczególnym się nie wyróżniała, więc może to był błąd, że pozwoliliśmy sobie na seks przed ślubem, ale ja czułam, że to nie to. Karol wyglądał źle, bardzo źle. Leżałam przy nim i patrzyłam jak z godziny na godzinę staje się coraz bledszy, w końcu nie wytrzymałam zadzwoniłam na pogotowie, mimo że Karol tego nie chciał, zabrali go do szpitala. Tam po raz pierwszy usłyszałam te słowa – Pani mąż może nie przeżyć tej doby. Za dużo wrażeń. – nie rozumiem, dlaczego mi nie powiedział, że może go zabić wesele. Siedziałam przy nim cały czas nikt nie potrafił mnie odciągnąć od łóżka. Karol w karetce stracił przytomność, obudził się w szpitalu, ale teraz spał. Byłam dzielna, jak na siebie, nie płakałam. Wiedziałam, że Karol przeżyje, nie czułam obecności Pani Śmierci w tej sali, ale krążyła gdzieś po szpitalu, może była na oddziale intensywnej terapii, nie wiem, nie było jej tutaj i dobrze, bo ja nie dam jej mojego męża, jeszcze nie teraz. Przeżył tą dobę, a skoro już przeżył, nie był to poważne, po prostu dzień miał zbyt wiele wrażeń. Następnego dnia, był już rześki i wyglądał na zdrowego, lekarze pozwolili nam wyjść na spacer. Był piękny letni dzień. Nie było to jeszcze lato w pełni, ale już można było poczuć tę aurę. Karol chciał opuścić szpital na własną prośbę, ja jednak wolałam, żeby pozostał parę dni na obserwacji. Mimo pracy przychodziłam do niego codziennie, w tych dniach nauczyłam się, że choroba mojego męża jest bardzo podstępna, wyniki jego badań były raz lepsze i lekarze byli gotowi wypisać go do domu, a parę minut później jego stan się pogarszał i musiał zostawać w szpitalu. Podczas tego pobytu, po raz pierwszy lekarze zapytali mojego męża o zgodę na operację, odmówił. Może, gdyby wtedy się zgodził, teraz był żył, ale nie ma co gdybać. W ostateczności wyszedł ze szpitala 2 tygodnie od naszego ślubu. Oboje wzięliśmy urlop i pojechaliśmy do Hiszpanii, aby zrelaksować się po ciężkich 2 tygodniach. Pragnęliśmy dziecka, kochając się w pokoju hotelowym miałam nadzieję, że może ta noc da nam córkę lub syna. Nie dała, nie dały i kolejne. Wybraliśmy się nawet do lekarza, aby sprawdzić czy wszystko z nami w porządku. Było, lekarz powiedział nawet, że nie powinno być żadnych kłopotów, a jednak były. Po powrocie do domu zaczęliśmy rozmawiać na temat tego co usłyszeliśmy w poradni. - Może to z mojej winy? – powiedział trochę smutny - Z twojej czemu? – zapytałam zupełnie zdezorientowana, przecież z nim również było wszystko tak jak być powinno - Boję się, że nasze dziecko jak się urodzi będzie chore, tak jak ja, że nie będzie w pełni sprawne. Chcę go i będę go kochał jakie nie będzie, ale nie chcę byś ty miała jeszcze jeden kłopot. Podziwiam cię, że w chwili gdy powiedziałem ci o chorobie, nie zostawiłaś mnie. – spojrzałam na niego, a następnie przytuliłam – Nie zostawiłam, bo cię kocham, takim jakim jesteś. I pamiętaj, że nie jesteś dla mnie kłopotem. Nie byłeś i nie będziesz. - Jesteś kochana. Wiesz chciałbym, żebyś miała przynajmniej jakąś cząstkę mnie w postaci dziecka, kiedy mnie już nie będzie, bo ja umrę, ja to wiem. - Nie umrzesz kochanie, nie umrzesz. Nie możesz! – Karol mocno mnie przytula, a potem delikatnie całuje. – Nie mogę wyobrazić sobie życia bez ciebie. - Kiedy się poznaliśmy nie wyobrażałaś sobie życia bez Mateusza, a jednak widzisz potrafisz bez niego żyć. - Mateusz odszedł ode mnie, ale żyje, a ty jak odejdziesz nie będziesz żył. – nie powinnam była tego mówić, to niewątpliwie zabolało Karola, mimo że mu tego nie powiedziałam, wiedział, że musiałam spotkać Mateusza na tych rekolekcjach. - Gdyby mnie zabrakło wróciłabyś do niego? - Nawet nie wiem co się z nim dzieje, jak mogłabym do niego wrócić. Poza tym, kocham ciebie i nie sadzę bym mogła pokochać go ponownie. Zmarnowaliśmy swoje szanse, wtedy gdy oboje z obawy przed stratą przyjaźni odwróciliśmy się od siebie. - Ale jeśli by mnie zabrakło, ale napisałbym list, w którym kazałbym ci związać się z nim zrobiłabyś to? - Nie wiem. Nie chcę o nim rozmawiać. Chcę dziecka, twojego dziecka. Odwiedziny w moim domu, zawsze były dla nas katorgą. Moja matka pragnąca w końcu stać się babką przy każdej wizycie wypytała – Kiedy będę miała wnuka? – nie znosiłam tego, ani ja, ani Karol. Najgorsze były jednak urodziny mojej rodzicielki. Karol bardzo nie chciał jechać, ale wolał nie narażać się swojej teściowej, dla której i tak był na skreślonej pozycji dopóki nie spłodzi dziecka. Oczywiście zjechały się wszystkie ciotki, które również, wypytywały się przy każdej okazji pytają o to, kiedy zostaną ciotecznymi babciami. Zastanawialiśmy czy nie okłamać mojej rodziny, ale jak później to byśmy odkręcili. Moja matka, gdy nas tylko zobaczyła powiedziała – Witajcie, Karol, Dorota. Dobrze was widzieć. Macie dla mnie jakaś niespodziankę? - Nie, mamo. Przykro mi, ale nie. Doczekasz się kiedyś wnuka, zobaczysz! – staram się ją pocieszyć, ale ona wpuszcza nas bez słowa - Zepsuliście mi urodziny. To do was podobne. – mówi z pretensją w głosie - Mamo, czy posiadanie wnuka jest dla ciebie tak ważne? Nie liczy się to, że jestem szczęśliwa? – znów zaczyna się kłótnia między nami, w której Karol nigdy nie bierze udziału, raz już moja mama porównała go do Mateusza, który wciąż dla niej jest ideałem - Tak posiadanie wnuka jest dla mnie ważne! Gdybyś była szczęśliwa to byś miała już dziecko! - Mamo! Przyjdzie na nie pora! Ja i Karol również go chcemy, pamiętaj o tym! - Och! Z Mat… - chciała powiedzieć coś o Mateuszu, ale tym razem Karol wszedł jej w słowo – Nie! Nie wiesz mamo co było gdyby była z Mateuszem. Oni byli przyjaciółmi, nie parą! – te słowa uciszyły moją matkę, ale do końca wieczoru nie odezwała się do swojego zięcia. Nie była to nowość. Mój ojciec jak zwykle bardzo serdecznie rozmawiał z Karolem, oni od samego początku mieli wspólny temat. Karola poznałam przez moją najlepszą przyjaciółkę – Sandrę – był on jej dalekim kuzynem, z którym jednak utrzymywała kontakt. Gdy mój mąż rozmawiał ze swoim teściem do mnie dosiadała się kuzynka Sabina, w dzieciństwie często razem się bawiłyśmy, odkąd „rozstałam” się z Mateuszem nasz kontakt trochę się pogorszył. - Jak tam się czujesz? – zapytała - Czuję się świetnie. Ale boli mnie, że moja mama znów naskoczyła na Karola. Nie mamy łatwo, nie wiem czy za tydzień nie będę już wdową, a moja mama widzi w nim tylko nielubianego zięcia, który nie może dać jej wnuka. - Och, nie przejmuj się. Moja mama też tak narzekała na Bartka, a widzisz wszystko się ułożyło. - Właśnie, kiedy ślub? Mała będzie miała za niedługo dwa lata. - Nie planujemy na razie. Wiesz czujemy się razem dobrze tak jak jest, różne przypadki chodzą po ludziach. - Przypadki, ciekawie powiedziane. Planujesz odejść od Bartka? – moja kuzynka spojrzała na mnie zaskoczona - Nie, oczywiście, że nie. Ty i Karol wyglądacie razem cudownie. – próbuje odwrócić temat od swojej osoby, to do niej bardzo podobne - Dlaczego nie przyszłaś z Bartkiem? – ja jednak nie daje za wygraną – Paulinka przyszła z tobą, więc gdzie jest Bartek? - Bartek…Bartek miał dzisiaj nocną zmianę. – skłamała, widać to było w jej oczach. Nie chciałam wnikać w to co jest między nią, a jej narzeczonym, wiedziałam jednak, że musiało coś się stać. - Sabina, coś się stało? Wiesz, że mi możesz mi o wszystkim powiedzieć. - Nic, zwykła kłótnia partnerska. Ostatnio często nam się to zdarza. Właśnie ty przed ślubem byłaś na jakiś rekolekcjach z Karolem, dały wam coś? - Dały, z tego co wiem są ponownie organizowane w grudniu, wydaje mi się, że to idealna okazja, bo wiesz sylwester i tak dalej, dać ci namiary? - Z przyjemnością. Jeśli jest szansa na ratunek tego związku to zrobię to bez mrugnięcia okiem. – nie wiedziałam ze swoich doświadczeń o cudach tych rekolekcji, ale jedna z moich współlokatorek napisała mi, że między nią, a jej narzeczonym wiele się poprawiło. – Jak się czuje Karol? - Wiesz co lepiej, to znaczy nie narzeka. Boję się, oboje się boimy. To życie jak na bombie zegarowej, nie życzę tego nikomu. - Nie dziwię ci się, kiedy kończy mu się czas? – spojrzałam na nią, aby domyśliła się, ze to pytanie nie było na miejscu – Przepraszam, nie powinnam. Wpadnijcie kiedyś do nas. Oddaliłyśmy się od siebie – tak miała rację, kiedyś ja i Sabina byłyśmy dla siebie jak siostry, z moim bratem nie byłam tak blisko jak z Sabiną. Była tylko o dwa miesiące starsza ode mnie. Rozmawiałam sobie z Sabiną o różnych głupotach, kiedy nagle poczułam na moim uchu delikatny pocałunek. Odwróciłam się i zobaczyła Karola, który się uśmiechnął i powiedział – Nie mam ochoty tu dłużej siedzieć, pożegnaj się z matką i wracamy. – całuje go delikatnie, odwracam głowę i widzę niezadowolenie na oczach mojej matki, wiem, że ona wolałaby, aby na miejscu Karola był Mateusz. - Do zobaczenia Sab! – przytulam swoją kuzynkę na pożegnanie i idę do mojej matki, Karol w tym czasie już poszedł ubierać buty - Nie przychodź tu z nim. Nie chcę go tu widzieć. – mówi na pożegnanie moja matka, odchodzę bez słowa. Zakładam buty i wychodzę z moim mężem. Moja matka pewnie żałuje teraz tych słów, które wypowiedziała. Nie pojawiliśmy się w moim rodzinnym domu z Karolem już od urodzin mojej matki, często za to bywaliśmy u jego rodziców. Moja teściowa zawsze dla mnie serdeczna nie nalegała i nie naciskała w sprawie wnuka. Była babcią, bowiem brat mojego męża miał już dwójkę dzieci. Kochałam te dzieciaki, a one kochały mnie. Pierwszego sylwestra jako małżeństwo postanowiliśmy spędzić z jego bratem i żoną. Kamil i Iza przyjechali do nas o dwudziestej. Toast wznośliśmy sokiem, bo mój mąż nie mógł pić, a nie chcieliśmy, żeby czuł się źle. Iza i Kamil wyszli po drugiej, po ich wyjściu kochałam się z Karolem na kanapie, tak bardzo się pragnęliśmy, że nie mogliśmy się powstrzymać, ale z drugiej strony byliśmy tak zmęczeni, że nie byliśmy w stanie przenieść się do sypialni. Moja matka nie potrafiła wytrzymać tego, że się do niej nie odzywam, zadzwoniła o ósmej rano, ale nie na telefon, ale do drzwi. Oboje z Karolem byliśmy nadzy, założyłam jego koszulę, przykryłam go kocem, po czym poszłam otworzyć mojej mamie – Cześć córeczko, szczęśliwego nowego roku! - Mamo, wiesz, która jest godzina? – zapytałam - Wystarczająca, żeby wstać. Co ty masz na sobie? - Koszulę mojego męża, wolno mi, prawda? - Chyba nie będziemy stać w progu, mogę wejść. – zanim zdążyłam coś powiedzieć, weszła do mieszkania. Zobaczyła leżące ubrania i Karola na sofie przykrytego kocem, pod którym leżał zupełnie nagi. - Dzień dobry! – krzyknęła moja matka do moje męża, zdziwiony podniósł się z sofy - Mama? Tak wcześnie? - Przyszłam przeprosić, nie powinnam była tak na was naskoczyć. - Niech mama przyjdzie później, albo przyjedziemy sami. – Karol próbował zmusić moją mamę do wyjścia, ta spojrzała na ten bałagan i powiedziała – Dobrze, czekam na was o szesnastej. – i wyszła - Idę pod prysznic, jak chcesz możesz dołączyć – oznajmił mój mąż, wstał z sofy i poszedł do łazienki, ruszyłam za nim. – Co byś chciała kochana? - Umyć się, mogę? - Oczywiście – podchodzi do mnie i całuje namiętnie. Pod prysznicem namiętnie się całujemy, przytulamy, myjemy wzajemnie. Po czym idziemy zjeść lekkie śniadanie. - Nie chce jechać do twoje matki, wiesz denerwuje mnie to, że znów pewnie będzie mi wypominać, że ja taki marny, bo nie mogę dać jej wnuka i tak dalej. - Nie jesteś marny! Jesteś najlepszy, dla mnie! Dla niej nie musisz! Kocham cię! – przytulam się do niego, a on delikatnie mnie całuje – Ja ciebie też kocham, bardzo! - Ubierz się w najlepszą koszulę, niech moja mamusia wie, że mam najlepszego męża na świecie! - Najlepszego? Hmm…a ja mam żonę

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%