Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 7 min czytania

Brama okienna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zapukał do drzwi jednego z mieszkań. W odpowiedzi usłyszał jedynie zgrzyt klucza przekręcającego się w zamku. Poszedł dalej długim korytarzem. Zapukał po raz kolejny. W judaszu dyskretnie i króciutko ukazało się oko. Jedynym rezultatem była cisza. Małe okienko pobłyskujące na końcu holu stawało się coraz ciemniejsze, a wewnątrz korytarza rozprzestrzeniał się mrok.

Zawrócił do miejsca, gdzie znajdowały się drzwi wejściowe. Przeszedł kilkadziesiąt metrów, ale ściana i wyjście wciąż pozostawały nieosiągalne. Postanowił zmienić kierunek. Jego nowym celem stało się niewielkie okienko. Jednakże i to zakończyło się fiaskiem. W porywie rozpaczy zadzwonił do drzwi, przy których właśnie stał. Od razu zapaliła się nad nimi złowróżbna lampka oznakowana liczbą czterdzieści. Oparł się o przeciwległą ścianę i czekał, ukrywając głowę pod rękoma. Po chwili, drzwi otworzyły się ukazując jasne wnętrze windy. Zaskoczony nie potrafił ruszyć się z miejsca… Winda odjechała, a korytarz znowu spowiły ciemności.

Ocknąwszy się z letargu, zerwał się w poszukiwaniu błogosławionego przycisku, ale już go tam nie było… Dramatycznie uderzał w drzwi, ale nie odpowiedziało mu nawet echo znajdującego się wewnątrz szybu.

Zażenowany dobijał się do wszystkich mieszkań dookoła. Sunąc ręką po ścianie szukał przycisku, który przywróciłby mu wolność. W pełni zaabsorbowany poszukiwaniami nie zauważył, że zbliża się do wcześniej pożądanej ściany z drzwiami. Głośne uderzenie i ból skroni ocuciły go z zamyślenia. Po chwili natknął się na klamkę. Drzwi lekko się otworzyły, a za nimi rozpościerały się słabo widoczne schody. Zaczął szybko zbiegać po stopniach, pragnął jak najszybciej opuścić ten dom.

Ku jego zdziwieniu, trzy piętra niżej schody skończyły się nagle przechodząc w długi, jaskrawo oświetlony korytarz. Rozglądał się bacznie, ale nie napotkał tu żadnego punktu odniesienia: biel ścian i czerwień dywanu uderzały w oczy – nic więcej tu nie było! Przejechał ręką po nieskazitelnie gładkiej powierzchni ściany, by wkrótce natknąć się na niewielkie, słabo widoczne wgłębienie. Z całych sił, starał się rozsunąć obie płaszczyzny. Efekt był zadziwiający: jego oczom ukazały się kolejne, tym razem lekko wznoszące się ku górze schody. U ich kresu znalazł troje drzwi; zapukał do środkowych.

Lekko uchyliła je kobieta, trzymająca dziecko na rękach. Była ubrana w zszarzałą, mocno połataną suknię. Poprosił ją o chwilę gościny. Bez słowa poprowadziła go przez krótki przedpokój. Znaleźli się w potężnym salonie, stylowo umeblowanym i oszałamiająco gustownym. Wątłą dłonią wskazała skórzaną sofę ustawioną naprzeciwko małego, czarno-białego telewizora. Skinął głową i usiadł; czuł się bardzo nieswojo.

Kobieta wróciła po chwili niosąc tacę. Ręce bardzo jej drżały, a płyn wychlustywał się plamiąc śnieżnobiały dywan. - Zrobiłam panu herbatę – powiedziała szeptem i usiadła bezpośrednio na podłodze, uprzednio stawiając tacę na stoliku. Wysączył śpiesznie herbatę i poprosił dziwną damę, by wskazała mu wyjście z wieżowca. W jej oczach ujrzał

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Brama okienna — czytnik · opowiadania