Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 13 min czytania

Brama Północy epizod III

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

III

Drogę powrotną na szlak grupa zwiadowców przebyła w milczeniu. Teraz już każdy z nich zdawał sobie sprawę z faktu, że coś jest nie tak jak być powinno. Kim byli ci ludzie? Kto ich zabił? W jakim celu to zrobił? Te i mnóstwo podobnych pytań rodziło się w myślach każdego z nich. - Co robimy? – zwracając się do dowódcy Ines przerwała ciszę. - Czekamy. - Na co? Gordius nie odpowiedział na te pytanie, rozkazał natomiast iść naprzód. Dosiedli koni i ruszyli przed siebie. Chwilę później dostrzegli dwójkę zwiadowców, którzy trzymali wartę. Rafgard i Zygfryd przyglądali się zmierzającym w ich kierunku towarzyszom. Od razu dostrzegli ich posępne i zamyślone twarze. - Co się z wami dzieje? – Rafgard zadał pytanie niby do ogółu, ale wzrok wlepił w Ines. Po chwili milczenia odezwał się Coelius. Zwiadowca, który po kłótni z Jonathanem miał problemy z oddychaniem. - Trupy człowieku. Od cholery zmasakrowanych trupów. Znaleźliśmy wąwóz i... - Cisza! – przerwał Gordius. – Później będzie czas na dyskusję. Teraz rozbijcie obóz. - Tak szybko? – Ines nie kryła zaskoczenia. – Do zmroku jeszcze mnóstwo czasu. Dowódca ponownie zignorował jej pytanie. Zsiadł z konia. Wykonał okrężny ruch głową sprawiając trzeszczenie kości. Zinfiltrował wzrokiem każdego z członków drużyny. Najdłużej zatrzymał się na Dagstanie. Następnie zacisnął wargi i spojrzał na niebo. Pierwsze tego dnia płatki śniegu rozpoczęły wędrówkę ku ziemi. Zrobił kilka kroków w kierunku, z którego przybyli. Stanąwszy na środku drogi wpatrywał się w pustą przestrzeń. - Na co czekacie!? Słyszeliście co macie robić! – ciszę stanowczym głosem przerwał Canis. W niedługim czasie obóz był już gotowy i każdy zajął się swoimi sprawami. - Musimy pogadać. – Dagstan zwrócił się do swojego wieloletniego towarzysza broni i jednocześnie najlepszego przyjaciela. - Co jest? - Te zwłoki... - No wiem. Chujowy widok. - Kurwa nie przerywaj mi! Przyjrzałem się im dokładnie. Każdy z tych, których miałem okazję dokładnie obejrzeć. – urwał na chwilę. – Każdy z nich miał przy pasie sprzączkę z głową koziorożca. W tej samej chwili obydwaj przyjrzeli się swoim pasom z identyczną sprzączką. Głowa koziorożca była symbolem zwiadowców z Bramy Północy. - Chcesz powiedzieć, że to byli zwiadowcy? - Tak przypuszczam. Trzeba w końcu zapytać Gordiusa o co w tym wszystkim chodzi. - Czekaj, pomału. Lepiej się za bardzo nie afiszować. Przynajmniej na razie. Niech póki co uważa, że to my gramy w jego grę. Jeszcze przyjdzie czas, żeby uświadomić mu, że tak naprawdę to on gra w naszą. - Może i masz rację. Jeszcze będzie czas. A tak z innej beczki. Co stało się z nosem Coeliusa? - Mała różnica zdań. - A dokładnie? - Dobierał się do twojej małej, więc mu zajebałem. - Mojej małej? - Daj spokój. Znamy się nie od dziś. Jeśli patrzysz tymi swoimi oczami w ten sposób jak na tą małą, to już wiem co chodzi ci po głowie. – wypowiadając ostatnie słowa uśmiechnął się. Dagstan spojrzał na Ines, która bez celu przekładała strzały w kołczanie. John miał trochę racji, rzeczywiście podobała mu się. Wiedział jednak, że nie warto o tym myśleć. Mają ważne zadanie do wykonania i nie ma w nim miejsca na miłostki. Po zachodzie słońca cała drużyna usadowiła się wokół ogniska. Wywiązały się krótkie urywane rozmowy. Przekazywano sobie informacje i domysły. W pewnym momencie Gordius i Canis opuścili swoje miejsca przy ogniu i oddalili się od pozostałych. Widać było, że o czymś dyskutują. Dagstan przypuszczał, a właściwie był pewien, że ich rozmowa dotyczy nie tylko znalezionego cmentarzyska, ale również i tego, że zabici byli zwiadowcami. Dagstan i John wymienili w milczeniu spojrzenie. Godzinę później zwiadowcy układali się do snu, choć zdawali sobie sprawę, że zaśnięcie z myślą, że gdzieś w niedalekiej odległości czai się nieznane niebezpieczeństwo będzie niemal niemożliwe. Pierwszą wartę tej nocy pełniła Ines, co nie wszystkim się podobało, gdyż uznawali to za zły omen. Dagstan nie zagrzał długo miejsca na swoim posłaniu. Podniósł się i wyszedł na zewnątrz oznajmiając, że nie ufa kobietom na warcie i woli samemu mieć oko na okolicę. Wciągnął w nozdrza garść mroźnego powietrza i rozciągnął się ściągając łopatki. Popatrzył na delikatne płomienie ogniska, które kształtem przypominały mu małego prosiaczka. Uśmiechnął się na myśl o swoim skojarzeniu. Podziwiając płomiennego prosiaka zauważył, że Ines nie ma w pobliżu ogniska. Mądra dziewczyna pomyślał. Mało rozsądne byłoby przebywanie na widoku, szczególnie teraz, gdy niebezpieczeństwo mogło czaić się wszędzie. Dagstan wlepił wzrok w ciemność próbując odnaleźć rudowłosą, ale ta naprawdę dobrze się ukryła. - Tutaj. – usłyszał szept. Skierował się w miejsce, z którego wiatr niósł ciche słowa młodej zwiadowczyni. Nic dziwnego, że jej nie zauważył. Nie doceniłem cię maleńka pomyślał. Okazało się, że Ines zrobiła sobie punkt obserwacyjny trzy metry nad ziemią, na dość sporej gałęzi drzewa, imponując tym samym zwinnością i pomysłowością. - Czego chciałeś? – zapytała niezbyt uprzejmie. - Pogadać. - Właź. Wspinając się na drzewo ześlizgnęła mu się noga. W ostatniej chwili chwycił ręką gałęzi, co uchroniło go przed upadkiem, ale wychylił się za mocno i uderzył barkiem w pień. - Za stary jestem na chodzenie po drzewach – wysapał. Wreszcie udało mu się zająć miejsce obok Ines. Ta po dość chłodnym powitaniu postanowiła dać mu trochę ciepła. Okryła go wilczymi skórami, pod którymi sama chroniła się przed zimnem, przysuwając się tym samym do niego. Zwiadowcy zrobiło się bardzo przyjemnie w jej pobliżu. W skromnym blasku księżyca zdołał dostrzec jej uśmiech. Był taki słodki i niewinny. - To o czym chciałeś porozmawiać? - zapytała.

Godzinę później John podniósł się z zajmowanego miejsca. - A ty dokąd? – usłyszał w ciemności głos Gordiusa. - Odlać się. Wyszedł na świeże powietrze. Od razu zaczął przyglądać się pobliskim drzewom. Wiedział, że jeśli Ines sama się nie domyśliła, to Dagstan z pewnością przekazał jej cenną wskazówkę, aby nie przebywała w świetle płomieni rzucanym przez ognisko. - Tu jesteście moje gołąbki – powiedział sam do siebie. Nim znalazł się pod właściwym drzewem jego przyjaciel zeskoczył z góry, po czy odezwał się do Ines. - I pamiętaj żeby nikomu o tym nie mówić. Przytaknęła mu skinieniem głowy, choć wiedziała, że w panującej ciemności nie będzie w stanie tego dostrzec. - To co idziemy? – zapytał Jonathan. - Idziemy. - Myślisz, że nic nie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%