Fantasy · 10 min czytania
Brama Północy epizod IV
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
IV
Dagstanowi wydawało się, że czas stanął w miejscu. Wpatrywał się w martwą Ines przywołując w myślach obrazy z przeszłości.
Mijała właśnie jego osiemnasta zima. Był to jej czwarty miesiąc, który zapowiadał nadejście ostrych mrozów. Dagstan zajmował się uszczelnianiem domu, aby w cieple przetrwać najgorszy okres w roku. Do tej pory jego życie biegło spokojnie i monotonnie w rodzinnej wsi. Wszystko było dobrze do dnia, w którym wioskę najechali bandyci. Wielu mężczyzn stanęło do walki, ale on sparaliżowany strachem nie był w stanie się ruszyć. Miał wtedy ledwie osiemnaście zim, był w wieku Ines. Wtedy jednak daleko mu było do poziomu rudowłosej, nie miał w sobie nawet odrobiny odwagi, która w niej tkwiła. Przeżył najazd głównie dlatego, że stał w progu swego domu wlepiając plecy w drzwi i biernie obserwując toczącą się masakrę. Bandyci pojmali wszystkich, którzy przeżyli. Wieszali jednego po drugim na pobliskich drzewach, nie zwracając uwagi na płeć i wiek. W końcu nadeszła kolej na Dagstana. Zakładano już pętlę na jego szyję. Zabrakło kilku chwil, a skończyłby tak jak Ines. Zacisnął wargi czekając na koniec, gdy nagle strzała przeszyła pierś bandyty, który zaciskał pętlę. Oddział straży królewskiej w mgnieniu oka rozprawił się z bandycką watahą. Ocalało niewielu mieszkańców, wśród nich nie było ani jednego członka rodziny Dagstana. Nic już go nie trzymało w spustoszonej wsi. Chciał pomścić bliskich, a pierwszym krokiem miało być wstąpienie do królewskiej armii. W oddziale, który uratował mu życie służył Jonathan. To on zabił bandytę, który chciał powiesić Dagstana.
Otrząsnął się ze wspomnień i spostrzegł, że pozostali zdążyli zorientować się co się wydarzyło. John w milczeniu położył rękę na jego ramieniu. Dagstan spojrzał mu w oczy. - Lubiłem ją. Naprawdę ją lubiłem i przywiązałem się do niej – mówił urywanym głosem. – A przecież wiesz, że nie przywiązuję się do ludzi. Dlaczego akurat ona? - Dagstan... – usłyszał za plecami swoje imię wypowiedziane kobiecym głosem. Powoli spojrzał za siebie. Widok, który się za nim ukazał sprawił, że się zachwiał. Tuż za nim stała... Ines. Jej śliczne rude włosy były targane przez delikatny wiatr. Patrzyła na niego przestraszonym wzrokiem. - Ty... Ty żyjesz? – wymamrotał. Nie wiedziała co powiedzieć, więc tylko skinęła głową. - A więc to... – odwrócił się z powrotem w kierunku zwisającego z drzewa ciała. - To Zygfryd – dokończyła. – Przejął moja wartę tuż po północy. Dagstan patrzył tępo na martwego zwiadowcę, którego właśnie Canis i Rafgard ściągali z drzewa. Przez te zamieszanie z koszmarnymi postaciami zapomniał, że jest już daleko po północy, i że warta Inies dobiegła końca. Zygfryd miał przetrącony kark. Zginął szybko, a ci, którzy mu to zrobili znali się na rzeczy. Był najmłodszym po Ines członkiem drużyny. Miał dziewiętnaście zim i był to jego trzeci patrol. Był dość przystojny, mógł podobać się kobietom. Skończył jednak w Bramie Północy. Podobnie jak Ines został zwiadowcą na własne życzenie i po skończeniu szesnastu zim rozpoczął treningi. Canis chciał zabrać z ekwipunku martwego towarzysza wszystko to, co mogło się jeszcze przydać, lecz nie znalazł niczego. - Okradli go, a potem zabili? – w głosie Rafgrada bardziej dało się wyczuć pytanie niż stwierdzenie faktu. - Na to wygląda. Wszyscy zastanawiali się kim byli sprawcy tego okrutnego czynu. Dagstan i Jonathan wiedzieli, ale zachowali milczenie. Do wschodu słońca drużyna miała się na baczności. Dopiero jak zrobiło się wystarczająco jasno Gordius rozkazał Coeliusowi pochować zabitego zwiadowcę. Ines i Rafgard mieli stanąć na straży. Gordius chciał porozmawiać z Dagstanem i Jonathanem i chciał by towarzyszył mu Canis. - Ciekawe czego chcą? – John zapytał przyjaciela w drodze do namiotu, w którym czekali dowódca i jego zastępca. - Zapewne będą wypytywać gdzie byliśmy w nocy. - Oni nas nie lubią. Zastanawiam się czy nie oskarżą nas o zabicie młodego. Masz przy sobie list? Nawet nie było okazji go przeczytać. - Schowałem go w bezpiecznym miejscu. - To dobrze. Mogą podejrzewać, że zajebaliśmy coś temu całemu Zygfrydowi. W sumie gdyby chcieli to zrobić to bym ich pozabijał. – mówiąc to uderzył pięścią jednej ręki w dłoń drugiej symbolizując uderzenie. - Lepiej nie. Mogą się jeszcze nam przydać. Swoją drogą młody został ogołocony tak jak trupy w wąwozie. Tu już nie ma wątpliwości, że obie sprawy są powiązane. - Pewnie, kurwa, tak – westchnął John. - Myślisz, że Ines usłyszała jak się rozkleiłem, gdy sądziłem, że nie żyje? - Tego nie wiem, ale wiem, że jeśli nie dasz sobie z nią spokoju to wpędzisz nas w kłopoty. - Naprawdę zrobiło mi się smutno. Kurwa, o czym ja mówię!…