Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Muzyka · 21 min czytania

brand new eyes cz. 01

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}I wanna go someplace where everyone wins Cause I’ve lost all my friends since they got brand new eyes; They don’t look at me the same. It’s anyone’s guess – where I went wrong? Now I’m the only one who’s thinking back.{/b}

{u}14 stycznia 2007r. Studio City{/u}

Już właściwie nie pamiętam, kiedy ostatnio usiadłam z zeszytem i napisałam w nim coś konkretnego. No dobra, nie muszę pamiętać, bo mogę sprawić, i wiem, że to był listopad, więc trochę czasu już minęło… Tak czy inaczej ostatnie kilka miesięcy było strasznie, strasznie dziwne, i jeśli kiedykolwiek chcę dojść ze sobą do ładu, to powinnam je choć odrobinę uporządkować. Tak mi się wydaję. Tak naprawdę Mike mi tak powiedział jakiś czas temu, ale chyba nie miałam dotychczas natchnienia. Ale po co mi one jeśli ja tylko mam wypisać po kolei co się działo? Zaczynając od początku, musiałabym zacząć od października, kiedy byłam jeszcze zwyczajną drugą wokalistką Good Charlotte. Było lepiej lub gorzej, prawdę mówiąc było totalnie beznadziejnie, ale życie miało określony kształt. Nawet jak Joel wkurzał mnie potwornie, to przynajmniej miałam na tyle przyzwoitości, że odczuwałam potrzebę wstać, zjeść, zagrać koncert. Zawsze coś się działo. Później jednak wszystko się strasznie pochrzaniło, powywracało, i w ogóle zrobiło dziwaczne jak diabli, a ja przestałam już nad tym panować i poczułam się przez to gorzej niż okropnie. Bo okropnie i tak się czułam. Wszystkie paskudne rzeczy, które robił Joel i wszystkie głupie uwagi jakie kierował pod moim adresem nagle zrobiły się sto razy bardziej boleśniejsze. Mniej więcej wtedy zauważyłam, że nikt specjalnie się nie oburza, kiedy opuszczę koncert i Joel czy Ben zaśpiewają moje kwestie. Albo Amy. No i tak opuściłam jeden koncert, dwa, cztery, aż sama zauważyłam, że przesadzam ale po prostu… Po prostu chciałam zostać sama w cholernym autobusie, i nie musieć słuchać, jak Joel z Benem i Amy o mnie gadają, zupełnie jakby nie wiedzieli, że ich słyszę. A potem pojechaliśmy do San Diego w Kalifornii, (wiem jedno – raczej nie chcę tam już jeździć) co było przedostatnim koncertem, i tam Joel publicznie uzewnętrznił swoje uczucie do mnie. Wszystko przez to, że coś tam powiedział, ja się odgryzłam, on nie zauważył, że nagłośnienie działa, nie wiem już jak to było, skupiłam się na tym, że wolałby, żebym została ćpunką, i tak dalej, i tak dalej… No i wtedy coś we mnie pękło. Wytrzymałam tę noc, wytrzymałam następny dzień, i jeszcze jeden koncert, wróciłam do domu i zamknęłam się w swoim pokoju. Amy sądziła, że obmyślam okrutny plan zemsty na Joelu (ona zawsze we mnie wierzy), ale wcale tak nie było. O dziwo. W sumie, musze przyznać, że myślałam nad tym, co mu zrobić, ale doszłam potem do wniosku, że sił wystarcza mi na to, żeby nie płakać (nigdy nie płaczę. Naprawdę!!!), więc po co w ogóle o tym myśleć. Jedyne co chciałam naprawdę jeszcze zrobić, to iść do Maddena i z nim porozmawiać. Zakładałam dwie możliwe opcje tego, co może zrobić Joel: albo mnie wyrzucić, co oznaczałoby dla mnie, że stracę resztki honoru i czegokolwiek, albo zostawi mnie w zespole, i będzie straszył, wykorzystywał i tak dalej. Jasnym było, że tego nie chciałam. Trasa niedawno się skończyła, niedawno GC miało nagrywać płytę, i uznałam, że jeśli chcę cokolwiek zrobić, to to był jedyny dobry moment. Napisałam więc długiego i szczerego posta na gc.com, mając nadzieję, że Joel zdąży go przeczytać zanim do niego dotrę, co oszczędziłoby mi wiele zbędnego gadania. Oczywiście nie przeczytał. Bez wdawania się w niepotrzebne szczegóły, odeszłam z zespołu. Kilka dni później Amy zerwała swoje zaręczyny z Benjim (aha, tak, główny punkt programu – MOJA WŁASNA BLIŹNIACZKA ZARĘCZONA Z MOIM NEMESIS!!!!!!! Nieważne, że i tak jej nienawidziłam. Jak przyjęła te zaręczyny znienawidziłam ją milion razy bardziej) i oczywiście też odeszła. Zawsze zresztą przypuszczałam, że dla niej to była tylko i wyłącznie głupia zabawa i kaprys w stylu „jestem i zawsze będę grzeczną córeczką tatusia ale się zbuntuję i będę w strasznie mrocznym punkowym zespole”. A ponieważ każdy normalny człowiek zakłada, że bliźniaczki się kochają, to wykorzystała mnie, żeby się wkręcić, i tadam. Jak widać cudowna i szlachetna Amy lubi wykorzystywać ludzi. Też mi niespodzianka. Dobra, wracając do tematu. Jakiś następne dwa miesiące spędziłam na spaniu, oglądaniu telewizji, i bardzo męczącym nie-myśleniu, po którym znowu szłam spać zresztą. Generalnie rzecz biorąc zajmowałam się jedynie rzeczami, które nie wymagały ode mnie wychodzenia z łóżka (co wykluczało też jedzenie, a to wyjaśnia czemu, pomimo wysiłków Mike’a, spadłam ze swoich zwykłych czterdziestu dziewięciu kilo wagi przy wzroście metr pięćdziesiąt pięć do jakichś czterdziestu. Zawsze byłam chuda, ale to przestraszyło nawet i mnie). Przez ten czas umierałam ze strachu. Naprawdę. Żadnego konkretniejszego, ja tylko nie umiałam sobie wyobrazić samej siebie poza Good Charlotte, gdziekolwiek, i to mnie przerażało. Byłam pewna, że resztę życia spędzę właśnie tak w łóżku, w kółko płacząc (może jednak mi się zdarza). No bo, prawdę powiedziawszy, czym ja, którą wyrzucili ze szkoły w wieku szesnastu lat, miałabym się zając? Ja mogłam nie mieć pojęcia co w tej sytuacji począć, ale Mike miał. Jak zawsze. Pierwszym krokiem, jaki wykonał, było zabranie mi telewizora, co było czynem iście okrutnym. Jakiś czas nie ruszało mnie to, ale wreszcie zaczęło mi brakować jakiegokolwiek hałasu w pokoju, więc uzyskał przynajmniej to, że zaczęłam wychodzić z pokoju żeby przenieść się do jego sypialni Po drugie, zaczął wyciągać mnie z łóżka pod każdym możliwym pretekstem, chociażby takim, żebym posiedziała w jego pracowni i pogapiła się jak rysuje obrazy. Po trzecie i najśmieszniejsze, zapisał mnie na lekcje śpiewu. Ot tak po prostu, bez żadnego uprzedzania mnie. Wcale nie chciałam śpiewać, najzwyczajniej w świecie nie miałam ochoty – nie wspominając o tym, że moje zdanie było takie, że nieźle ciągnęłam melodię, więc Joel wymyślił jakikolwiek pretekst żeby wciągnąć mnie do zespołu. No bo, ja głównie pisałam teksty. On wszystko śpiewał. Praktycznie wszystko. Nie żebym narzekała, mniej męczyłam się na koncertach. Ale jeśli chciałam wciąż mieszkać z bratem musiałam się zgodzić. Inaczej wylądowałabym z Amy, a nie czułam się na siłach. W sumie nie było tak źle. Koleś, do którego chodzę/chodziłam, jest całkiem spoko. Oświecił mnie w kilku kwestiach. Na przykład uświadomił, że umiem więcej, niż dośpiewywać melodię dla kolesia o kiepskim głosie (tak, Joel, to o tobie). W gruncie rzeczy to uświadomił mi, że Joel był kretynem, że nie wykorzystał do tej pory tego, że umiem śpiewać, ale co tam. No i wreszcie po trzecie, Mike wyjawił mi w sekrecie, największym sekrecie w dodatku, że jest coś, co mogę robić, żeby nie umrzeć w jego domu, co nie podobało mu się ze względów wszelakich. Powiedział, że nawet pomoże mi to osiągnąć, jeśli tylko ładnie się do niego uśmiechnę. Żeby nie było, nie jestem głupia. Kiedy tak leżałam i myśli przemykały mi przez głowę, wpadłam też i na to, że owszem, mogłabym po GC pójść solo. Ale tak poważnie – ja? Całkiem, całkiem sama? To niedorzeczne. Byłabym nikim gdyby Joel nie wyciągnął mnie z ćpania, i robienie czegokolwiek bez jego zezwolenia wydawało mi się straszliwą zdradą… Sama nie wiem czego. Jakichś kosmicznych zasad. Potrzebowałam trzech miesięcy, Mike’a i nauczyciela śpiewu, żeby uświadomili mi, że to wszystko nieważne, i mam prawo robić co mi się podoba. Mają rację. Co nie sprawia, że czuję się do tego już przekonana. Wypierałam się tego tak długo, aż w końcu Mike postanowił wziąć sprawę w swoje własne ręce. I tak ja, Alex Shinoda, zostanę gwiazdą jednego przeboju. Choć miejmy nadzieję, że nie, bo co wtedy wymyśli mój brat, żeby mnie czymś zając? Kurtyna. Na razie.

* * *

Poranne promienie słońca, którym z trudem udawało się przebić przez szarą, grubą pokrywę chmur wiszących tego dnia nad Los Angeles, i mieszających się ze stale zalegającym ostatnio nad centrum smogiem, oświetlały delikatnie dużą, urządzono na biało-błękitno kuchnię, i odbijały się od metalowych uchwytów szafek. Nagle do pomieszczenia wpadła niska, czarnowłosa dziewczyna, robiąc nieznośnie dużo hałasu i przerywając niezmąconą ciszę, jaka do tej pory panowała w domu. Amy, która siedziała do tej pory przy wysokiej wyspie na środku kuchni i w spokoju przeglądała LA Timesa, przewróciła teatralnie oczami. Czasami doprawdy wolałaby, żeby jej siostra spała dłużej. Albo nie wstawała w ogóle. Wyprowadziła się? A było tak blisko. - Rajuśku, bez kitu, miej nade mną litość, albo chociaż coś na kształt – jęknęła Alex, wyjmując siostrze bliźniaczce papierosa z dłoni i gasząc go w popielniczce. Spróbowała jej jeszcze rzucić pełne wyrzutu spojrzenie, ale zakłóciło jej ziewnięcie, którego nie dała rady stłumić. – Wiesz, że nie znoszę, jak palisz. Albo ktokolwiek. Na pewno jestem uczulona na dym! Serio. I od tego umrę. Ja to czuję. W sumie to chyba już umieram, i… - Nie, nie jesteś – odparła ze znudzeniem Amy, przerywając siostrze w pół zdania i wydmuchując resztki dymu z ust. – I hej, mieszkam tu, to mój dom, chcę palić, odczuwam taką potrzebę. To zdecydowanie więcej za niż przeciw, więc po prostu będę palić. Twój sprzeciw oddalony, możesz już sobie iść. Alex prychnęła, przeszukując jednocześnie zawartość szafek w poszukiwaniu jakiegoś jedzenia. Otworzyła słoik z masłem orzechowym i przyjrzała mu się w zamyśleniu, stukając w niego palcami. - Wiesz co, powiem ci taką jedną ciekawostkę. Przypominasz mi, uwaga, uwaga, Benjiego! No bo spójrz, dokładnie tak samo jak on prawie nie zauważasz mojego istnienia. No i on też sądzi, że wolno mu wszystko, bo ma do tego jakieś „prawo” – palcami, wysmarowanymi teraz masłem, zaznaczyła w powietrzu cudzysłów – nawet, jeśli sam je sobie nadał. A może jesteś nim w przebraniu? Ikk, jak to zrobiłeś, że się tak skurczyłeś, Ben?! - Och, ciebie nie da się nie zauważyć, zaufaj mi. I przestań na chwilę gadać, z łaski swojej, lepiej zajmij się… Jedzeniem, czy co ty innego robisz teraz w życiu. I daj. Mi. Spokój. Alex zmarszczyła niezadowolona nos

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
brand new eyes cz. 01 — czytnik · opowiadania