Fantasy · 10 min czytania
Bransolety Zagłady 09 Las, góra, urwisko, co jeszc
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ludzie jaszczury z jaskiń byli w drodze do królowej Odetty. Właśnie stali przed trzema różnymi ścieżkami. Joe trzymał mapę i próbował ją rozszyfrować wraz z Einsteinem. Za nim wszyscy wojownicy oraz wojowniczki pokłócili się, w którą teraz pójdą stronę. Po dłuższej chwili ludzie jaszczury podzielili się na trzy grupy: kobiety, mężczyźni oraz drużyna wódz, Pierre i króliczki. Każdy poszedł w inną stronę. Gdy wódz wyminął Joe, tamten pobiegł za nim. - Wodzu! Gdzie są wojownicy? – zawołał murzyn za jadącym na Biegaczu przywódcą. - Poszli innymi drogami. – odparł spokojnie tamten. - Jak to innymi drogami?! - Normalnie! Babki poszły tam, a chłopy siam. Wiesz, taka rozłąka dobrze im zrobi. Strasznie się kłócą! - Xena! Idziemy dalej! Ach! – krzyknął wystraszony. Przed nim wyskoczyła jaszczurzyca wyglądająca jak Łusek. Zwierzę miało wydłużone ciało zakończone spiczastym ogonem. Przy jakimkolwiek ruchu pracowały potężne mięśnie, zwłaszcza nóg. Wszystkie cztery łapy posiadały po pięć palców z sierpowatymi szponami głośno szurającymi przy każdym kroku. Głowa zamieszczona na długiej, giętkiej szyi wyglądem przypominała głowę warana zwężającej się ku przodowi. Jej duże, żółte oczy z pewnością widziały bardzo dobrze. Założono mu na sam środek specjalnie dopasowane siodło i do ciała zwierzęcia, i do jeźdźca. W kieszeniach przy tym siodle można było włożyć naprawdę sporo rzeczy. Łuski tej jaszczurzycy błyszczały różnymi odcieniami zieleni, a nie jak u Łuska kremowym kolorem. Poruszała się też znacznie zgrabniej od niego. - Mogłabyś tak nie wyskakiwać, rozrabiaro mała? – zapytał Joe, drapiąc ją pod szyją. Wskoczył na nią i dogonił wodza, którego jaszczur szedł sobie spokojnym krokiem. Obok niego na jaszczurze zwanym Długoszyjec jechał Pierre. Długoszyjce to ogromne gady z naprawdę długą szyją prawie zawsze w pozycji pionowej. Na samej górze tej szyi była niewielka głowa z małymi szarymi oczami. Czubek nosa zajmowały dwie, spore dziurki. Zęby Długoszyjców były przystosowane do ich pożywienia, czyli… zwykłej zieleniny. Miał przynajmniej dziesięć metrów wysokości. Ludzie jaszczury wierzyli, że zjadają chmury, dzięki czemu mieli zawsze słoneczną pogodę. Jego przednie kończyny były dłuższe niż tylne, ale wszystkie cztery odnóża posiadały dużą ilość mięśni. Łuski koloru różnych odcieni brązu nie błyszczały, były raczej matowe. Swoim krótkim ogonem zamiatał ślady pozostawione przez jego ogromne odciski. Wokół niego, Biegacza oraz jaszczurzycy Joe’a skakały radośnie popiskujące króliczki, które jako jedyne posłusznie poszły za wodzem. Tak sobie wszyscy zadowoleni szli.
Tymczasem grupa wojowniczek szła przez ciemny, gęsty las. Słychać było odgłosy stękań, westchnień oraz krzyków. - Aaaa! Co to było?! – krzyczała brunetka. - Może to tylko króliczki? – próbowała przekonać samą siebie rudowłosa. - Mam liście we włosach! – narzekała czarnowłosa. - Aaaa! Pająki! – krzyknęła brunetka. Wszystkie wojowniczki zaczęły w wyniku paniki uciekać, drzeć się oraz mdleć. Las to zdecydowanie wróg tych kobiet.
Międzyczasie grupa wojowników napotkała po drodze wysoką oraz ogromną górę. Gdy wspięli się na sam jej szczyt, ujrzeli coś czego jeszcze w życiu nie widzieli. Coś, co zarówno ich przeraziło jak i zafascynowało. - Ty! Co to jest? – zapytał brunet. - Nie wiem, ale jest zimne i mokre. – odparł rudowłosy, biorąc śnieg do ręki. - I smakuje jak woda. – powiedział czarnowłosy. - A to co tam zwisa to, co to? – zainteresował się brunet, wskazując na sople lodu zwisające z półki skalnej. - Może coś do jedzenia. Spróbujmy – zaproponował rudowłosy. Wszyscy uśmiechnęli się na ten pomysł. Wojownicy podbiegli do soplów i każdy zaczął je lizać. Pech chciał, żeby było na tyle zimno, że ich języki przymarzły do lodu. Zdecydowanie zima była wrogiem dla tych mężczyzn.
W tym czasie wódz, Pierre oraz króliczki dotarli do znaku, którego koniecznie chciał rozszyfrować Joe. Stał i próbował połączyć literki. Pomagał mu Einstein. - Joe, Joe, Joe. Nie denerwuj się. Jak się nie uda, to spróbuj jeszcze raz. – mówił swoim poważnym, głębokim tonem króliczek. - U… u… uwa… - Daleko w ten sposób nie dojdziemy. Róbcie dokładnie to, co ja. Wtedy na pewno dotrzemy na miejsce. Ruszajmy! – zawołał wódz. Biegacz zaczął biec. Przebiegł kawałek i… wpadł do urwiska. Grupa króliczków zatrzymała się przed krańcem. Wszystkie wzruszyły ramionami, po czym skoczyły za wodzem. W końcu mówił, żeby robić to, co on. Pierre nie był przekonany do tego pomysłu, ale rozkaz to rozkaz i także wskoczył do urwiska. Kiedy chmara króliczków skakała za wodzem, Joe’mu udało się rozszyfrować znak. - Uwaga! Urwisko z ka… kaktusami. – odczytał w końcu. - Widzisz! Chwilę posiedziałeś i przeczytałeś. Jestem z ciebie dumny! – oznajmił Einstein. Odwrócili się zadowoleni. Zobaczyli ostatniego króliczka wskakującego do urwiska. - Na bogów! Wódz! – zawołał Joe. Pobiegł w stronę urwiska,…